Jak to u Hemara było

-a A+

Marek Aureliusz powiedział kiedyś, że życie człowieka ma kolor jego wyobraźni. Pomyślcie jaką wyobraźnią wykazał się Sławomir Gowin, poeta, pisarz, twórca kabaretu „Czwarta rano” by urządzić i wyprawić 118. urodziny Mariana Hemara… we Lwowie.

Było wszystko co trzeba. 6 kwietnia podwórko przy dawnej ulicy Jagiellońskiej (dziś Hnatiuka) pod numerem 11, gdzie spędził swoje młode lata Marian Hemar, tuż po godzinie 16 wypełniło się gośćmi. Najwięcej przybyło lwowiaków i… warszawiaków, mieszkańców miast, w których spędził Hemar jedne z najlepszych swych dni. Czy był ktoś z Londynu, nie wiem.

Był wspaniały tort i brawurowy występ kabaretu „Czwarta rano” z piosenkami Hemara i w jego stylu autorstwa i w aranżacji mistrza Sławka Gowina. W głębi podwórka działał w latach międzywojennych teatr żydowski, nie zabrakło więc i piosenek w języku jidysz. Teatr, o którym wspomniałem, grał zresztą we wszystkich językach, w których mówiono wówczas we Lwowie.

Fot. Krzysztof Szymański

A Hemar? Hemar patrzył na swoje podwórko z nieba i łapał żółte baloniki, których niezwykłą ilość wypuszczono właśnie na podwórku przy dawnej ulicy Jagiellońskiej. Wiem to na pewno. Powiedziała mi o tym sama Jadzia Pechaty, lwowska aktorka i malarka.

To jednak nie koniec, a dopiero preludium. Tego dnia, wczesnym wieczorem we lwowskim Teatrze Lalek odbył się występ kabaretu „Czwarta rano”, w całości poświęcony Hemarowi. Sala pełna. Występ w całości po polsku. Aktorzy wyłącznie lwowscy. Gwiazdą występu był bezsprzecznie Wiktor Lafarowicz, aktor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, niemniej pozostali – bardzo młodzi aktorzy, głównie studenci i studentki lwowskiej szkoły teatralnej – zasłużyli na wielkie brawa. I brawa były. Publiczność wiwatowała na stojąco, trzykrotnie wymuszając bisy.

Fot. Krzysztof Szymański

A dalej? Dalej był jeszcze, jak przystało na prawdziwych artystów, koniak i kanapki. I plany… Bo już wkrótce, 18 maja w tymże Teatrze Lalek następny program o wiele mówiącym tytule „Dziewczyna i generał”, czyli o wielkiej miłości generała Andersa i Renaty Bogdańskiej ze Lwowa. Mistrzu Sławku – czekamy!

PS Szczegóły w następnym numerze Kuriera Galicyjskiego.

Mirosław Rowicki
Tekst ukazał się w nr 7 (323) 15-29 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.