• Spadek i wizja

    450 lat temu powstało jedno z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy – Rzeczpospolita Obojga Narodów. Zawarta 1 lipca 1659 roku w Lublinie unia Korony Polskiej i Wielkiego Księs...
  • Pamięć. Pojednanie. Prawda

    Obchody 76 rocznicy Rzezi Wołyńskiej na Ukrainie. ...
  • Czy wśród pustelników w Puszczy byli Pol...

    Kapliczka w pieczarze Puszczy Pustelnika, położonej koło nadzbruczańskiej wioski Kręciłów w rejonie husiatyńskim całkowicie słusznie może nosić miano najstarszego czynnego obiektu ...

aktualności

Warszawa – uroczystości ku czci ofiar rzezi wołyńskiej

13/07/2019 13:36

W Warszawie uczczone zostaną ofiary rzezi wołyńskiej. W Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej, prezydent Andrzej Duda złożył wieńce przed pomnikiem Rzezi Wołyńskiej w Warszawie.

Pogoń Lwów Amatorska wygrała z Orłem Bydgoszcz

11/07/2019 16:13

W towarzyskim meczu sekcja sportowo-rekreacyjna Pogoni Lwów pokonała Orła Bydgoszcz 5:2. Po meczu piłkarze i kibice dzielili się wrażeniami przy wspólnym grillowaniu.

Ruszyła Piesza Pielgrzymka Pokoju i Pojednania do Bołszowiec

10/07/2019 15:28

Pieszą Pielgrzymkę Pokoju i Pojednania do sanktuarium Matki Bożej w Bołszowcach co roku organizują franciszkanie konwentualni.

Gośćmi Miesiąca Spotkań Literackich we Lwowie będą również Polacy

10/07/2019 05:53

Rozpoczął się maraton literatury Europy Środkowo-Wschodniej. Gościem specjalnym Miesiąca Spotkań Literackich jest Rumunia. Wśród pisarzy z Ukrainy, Czech, Słowacji, Rumuni i Mołdawii będzie reprezentowana również Polska.

Jerzy Giedroyć i Bohdan Osadczuk – współpraca dwóch intelektualistów

09/07/2019 17:13

88. Spotkanie Ossolińskie poświęcone było wybitnym postaciom w powojennych stosunkach polsko-ukraińskich – redaktorowi paryskiej „Kultury” Jerzemu Giedroyciowi i profesorowi Uniwersytetu Berlińskiego Bohdanowi Osadczukowi.

Prace konserwatorskie na Cmentarzu Łyczakowskim. Sezon 2019

09/07/2019 17:06

Startuje kolejny sezon polsko-ukraińskich prac konserwatorskich na terenie Cmentarza Łyczakowskiego.

Dwa stulecia Ossolineum – dwa stulecia współpracy polsko-ukraińskiej

09/07/2019 17:01

Kolejne Spotkanie Ossolińskie odbyło się w największej sali Lwowskiej Narodowej Naukowej Biblioteki Ukrainy im. W. Stefanyka. W dawnej siedzibie Ossolineum została zaprezentowana książka „200 lat Ossolineum”, wydana we Wrocławiu do jubileuszu Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Wolontariusze z Polski zorganizowali wakacje dla dzieci z Ukrainy

09/07/2019 09:48

W ramach „Akcji Ukraina” wolontariusze Fundacji Indywidualności Otwartych z Krakowa przeprowadzili tygodniowe rekolekcje w formie półkolonii dla dzieci polskiego pochodzenia z Pnikuta i Mościsk w obwodzie lwowskim.

Oświadczenie redakcji oraz współpracowników Kuriera Galicyjskiego w związku z nieupoważnionym przedrukiem materiałów przez tygodnik „Tylko Polska”

09/07/2019 07:45

W związku z powtarzającymi się w ostatnim czasie przypadkami nielegalnego przedrukowywania obszernych fragmentów Kuriera Galicyjskiego jesteśmy zmuszeni zmienić dotychczasowe zasady udzielania zgody na wykorzystywanie tekstów publikowanych na łamach naszego portalu oraz dwutygodnika.

publicystyka

Gdańsk w Koronach ormiańskich i stanisławowskich

10/07/2019 04:41

Wochczujn kez Mariam!

Jak Polacy Charków budowali. Część LII

09/07/2019 04:24

Polscy architekci, urodzeni lub pośrednio związani z Charkowem

„Polacy we Lwowie 1944–1959”

08/07/2019 08:20

W dniu 3 czerwca 2019 na Uniwersytecie Rzeszowskim odbyła się publiczna obrona rozprawy doktorskiej Piotra Olechowskiego „Polacy we Lwowie 1944–1959”.

Spisek porucznika Deblessema. Część 3

08/07/2019 08:13

Wszelkie wspomnienia są rzeczą subiektywną. Ich autorzy starają się przypisać sobie jak najwięcej osiągnięć i przerzucić na innych swe porażki. Aby uzyskać realny kształt wydarzeń należy porównać kilka wspomnień. Wydarzenia 25 maja 1919 roku przedstawiają polscy, ukraińscy i niemieccy ich uczestnicy. Zaczniemy od Deblessema.

78. rocznica mordu na profesorach polskich we Lwowie

05/07/2019 09:33

W dniach 2-4 lipca, w 78. rocznicę mordu popełnionego na profesorach polskich na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie odbyły się uroczystości upamiętniające tę tragedię, z udziałem duchowieństwa obrządku łacińskiego.

Lato, wczasy, słońce…

04/07/2019 10:02

Ponieważ mamy okres letni, upalną pogodę, wakacje – więc pora na coś lekkiego. Oto co pisała prasa lwowska w czerwcu 1929 roku.

Prace konserwatorskie w świątyniach lwowskich. Sezon 2019

01/07/2019 04:37

W sezonie 2019 roku polsko-ukraińska grupa konserwatorów kontynuuje w szerokim zakresie prace rozpoczęte w ubiegłych latach. Dotyczy to prac w katedrze Łacińskiej, w katedrze Ormiańskiej, w kościele pw. św. Antoniego na Łyczakowie i w kościele pojezuickim pw. św. Piotra i Pawła – obecnie greckokatolickiej cerkwi garnizonowej.

Julian Oktawian Zachariewicz. Część III

29/06/2019 09:21

Julian Oktawian Zachariewicz – zapomniany ojciec polskiej architektury

Wypadki w dawnym Lwowie

28/06/2019 06:13

Lwowska prasa z początków minionego stulecia dostarcza nam wielu niezwykle ciekawych informacji dotyczących spraw życia codziennego.

Dyskomfort logicznego myślenia

27/06/2019 19:50

Od dłuższego już czasu zanudzam czytelników Kuriera Galicyjskiego tekstami o przeróżnych mechanizmach rządzących dyskusjami, o logice, o błędach, o manipulacjach wszelakich.

O historii należy pisać szczerze…

27/06/2019 09:12

Z Grzegorzem Gaudenem rozmawiał Krzysztof Szymański

Z Kresów na orbitę

-a A+

Idę się ochrzcić

Parafialny kościół był zaraz za ratuszem, nieopodal rynku. Piszę „był”, bo już go nie ma. Nie znając sytuacji, niedawno pośpieszyłem zobaczyć, gdzie to było. Ku mojemu zdumieniu – nie ma katolickiego kościoła, jest pięknie wystrojona cerkiew. Poznaję natomiast boczną nawę z prawej strony, tam, gdzie była i jest chrzcielnica. Jest ten sam półmrok, ten sam chłód typowy dla murowanych kościołów latem.

Kiedyś, gdy miałem cztery lata, prowadził mnie przez rynek do tego kościoła wujek Mietek. Czy ktoś jeszcze…? Powinna być moja mama, ale nie pamiętam. Mietka zapamiętałem, bo kiedy weszliśmy do kaplicy, był ogromny tłok i – za przeproszeniem – „darły się” małe dzieciaki. Zebrało mi się na płacz i wtedy Mietek wziął mnie na barana, tłok został poniżej, a ja z góry widziałem wszystko, co się dzieje.

Więc – zostałem ochrzczony. Władek, twierdząc, że jest agnostykiem, nie zarządził chrztu w Toruniu, metrykę dostałem z Urzędu Stanu Cywilnego. Władek poszedł na wojnę, a ciocia Francia powiedziała, że w tak niepewnych czasach (każdego prawie wieczora groziła nam wywózka „na Sybir”) trzeba dziecko ochrzcić – i tak się stało. Celebransem z pewnością był proboszcz Peciak. Niezwykle barwna postać z tamtych czasów w Kołomyi.

Ksiądz Ludwik Peciak (urodzony w 1889, zmarł w Majdanku 16 kwietnia 1943) oprócz kołomyjskiej parafii zajmował się budową kościoła na przedmieściu Stanisławowa – Górce. Miał obszerną wiedzę historyczną i równie wielką wyobraźnię. Opowiadał, że w podziemiu kościoła spoczywa trumna pułkownika Wołodyjowskiego, unieśmiertelnionego przez Sienkiewicza w Trylogii. Prace eksploracyjne nie przyniosły rezultatu, ale też drewniana trumna nie musiała przetrwać stu pięćdziesięciu lat! Może tam kiedyś leżał Mały Rycerz…

Z opowieści ludzi, którzy go znali, wiadomo, że ksiądz miał trzy pasje: dobre jedzenie, dobre trunki oraz pieniądze. Z rysopisu wynikałoby, że był prawie tak szeroki jak wysoki.

Miał gosposię, specjalnie szkoloną w Petersburgu w zakładzie uczącym kucharki dla szlacheckich i magnackich rodzin. Dbała o swego księdza, co było widoczne… Lubił chodzić z wizytą tam, gdzie dobrze karmiono i pojono. Wspomina jego wielkanocne odwiedziny i spustoszenie, jakie czynił przy świątecznym stole, Stanisław Wolny w książce Wspomnienia znad Prutu i Wisły. Wtóruje mu Anatol Gotfryd – oto fragmenty jego książki Niebo w kałużach, raczej obszerne, bo bardzo obrazowe:

„We wczesnym średniowieczu za folgowanie życiowym uciechom wylądowałby na stosie, w czasach Dantego za miłość do pieniędzy wlepiono by mu sto lat czyśćca. Był potężnej zwalistej postury, której ogrom jeszcze bardziej podkreślała czarna sutanna. Wesoły, nieodmiennie w dobrym humorze, o tubalnym głosie, zawsze bystrymi oczami z uwagą patrzył na swego rozmówcę […].

[…] sypiał w łożu, którego nogi stanowiły drewniane, nieociosane z kory pieńki, a jeśli siadał, to tylko na solidnych ławach lub szczególnie stabilnych krzesłach, przy czym zmuszony był rozpinać sutannę i pociągać ją do góry. Na śniadanie regularnie wcinał omlet z tuzina jaj, ale twierdził, że tyje nie od tego, lecz od picia ogromnych ilości herbaty. [Jako żywo – stoi mi przed oczyma mój ukochany Luciano Pavarotti].

[…] Był postacią lubianą i szanowaną, ale z powodu stylu życia również sporną. Wszyscy wiedzieli, że jego wina mszalne nie były tanimi węgierskimi cienkuszami, lecz wyszukanymi gatunkami bordeaux. A i ilości, jakie wypijał, dalece przekraczały miarę konieczną do celebracji Przeistoczenia. Plebania przypominała prowadzony z rozmachem pański dwór […].

Rynek w Kołomyi (fot. Marian Baranowski)

Jednak sławę daleko poza granicami Kołomyi przyniosły mu przede wszystkim soczyste kazania, jak choćby to, które wygłosił, kiedy pewnego dnia parafia odmówiła mu zgody na budowę nowej dzwonnicy, a zamiast spodziewanej sumy kilku tysięcy zdołano zebrać zaledwie kilkaset złotych.

– Dziś w nocy – mówił – śniło mi się, że zjawił się u mnie anioł i zapytał, czy miałbym ochotę odwiedzić niebo. Naturalnie miałem, więc anioł wziął mnie na plecy i wysoko ponad chmurami wzbiliśmy się do bram niebieskich. Po przybyciu na miejsce zsiadłem z anioła i zapukałem. „Kto tam?”, usłyszałem głos św. Piotra: „Ksiądz Julek”, odparłem. Natychmiast wrota rozwarły się szeroko, a uśmiechnięty Piotr wyszedł mi naprzeciw i serdecznie mnie powitał. Usiedliśmy przy stole i Piotr zorganizował butelkę wódki. Tymczasem również Pan Bóg dowiedział się, że jestem w niebie i natychmiast wezwał mnie do siebie. On też postawił na stole butelkę wódki, ale właśnie w momencie, kiedy uniósł szklankę i chciał się ze mną stuknąć, poczułem, że natychmiast muszę się załatwić. Bardzo zażenowany zapytałem Miłosiernego Pana, co mam teraz począć. „Idź za tę chmurę”, powiedział. Poszedłem za chmurę i akurat kiedy spuszczałem spodnie, rzuciłem okiem w dół. I z przerażeniem dokładnie pod sobą zobaczyłem domy mojej parafii! Podciągnąłem na powrót spodnie, wróciłem do Pana Boga, opowiedziałem mu, co zaszło i że w tych okolicznościach musiałem się wstrzymać. „Dlaczego?” zdziwił się Pan Bóg. „Sraj spokojnie na taką parafię, która na nową dzwonnicę wysupłała zaledwie kilka nędznych setek”.

Po tym kazaniu na budowę dzwonnicy zebrano wystarczająco dużo pieniędzy. Ale kiedy mijały lata i nic się nie działo, parafia księdza zaskarżyła. Ten, szukając pomocy, zwrócił się do wuja Filipa, który polecił mu wziętego adwokata Maksa Aszkenazego. Maks był międzynarodowym mistrzem szachowym, który znakomicie opanował zarówno taktyczną, jak i psychologiczną sztukę gry. Prywatnie był spokojnym i żyjącym na uboczu człowiekiem, który w olbrzyma zamieniał się tylko nad szachownicą i w sali sądowej.

Wygłosił on płomienną mowę obrończą, którą zakończył apelem do i tak już głęboko poruszonych parafian: ksiądz Julek tak często tu obecnym udzielał rozgrzeszenia, że teraz na was przyszła kolej wybaczyć mu jego grzech. Wtedy wzruszeni parafianie wycofali pozew.

Kiedy stało się jasne, co czeka nas pod rządami Niemców, Julek zmienił zapisy w księgach parafialnych tak, by mój ojczym Miecio, jego bracia Oskar i Filip oraz siostra Joanna byli Żydami tylko w połowie. Ich metryki urodzenia zaświadczały teraz, że ich nieżyjący już w tym czasie ojciec był czystym Aryjczykiem. W rzeczywistości obydwoje rodzice byli głęboko wierzącymi ortodoksyjnymi Żydami, nieporównanie bliżej związanymi z wiarą mojżeszową aniżeli moi dziadkowie. Ponieważ ich matka jeszcze żyła, ksiądz Julek nie mógł zrobić z nich pełnokrwistych Aryjczyków. I tak już trudno było zapewnić sobie milczenie sąsiadów. Zbyt wielu z nich mogło jeszcze pamiętać ojca.

Pomagał później także innym członkom rodziny Gotfrydów. Po sfałszowaniu metryki urodzenia, ksiądz wyprawił kuzynkę pana Anatola, Heddę, do Warszawy, gdzie przeżyła okupację.

Jego manufaktura produkująca fałszywe akty urodzenia kwitła przez dłuższy czas. To był niezwykły duet: polski ksiądz i Niemiec z kolonii Felizienthal koło Stryja. Albin Tyll mieszkał w Kołomyi i pracował w urzędzie miasta. Dzięki temu miał dostęp do archiwum i dokumentów Urzędu Stanu Cywilnego. Wiedział od bliskich znajomych, że ksiądz Peciak pomaga Żydom, wystawiając sfałszowane dokumenty urodzenia. Spotkał się więc z księdzem i zaproponował współpracę. Miało to wyglądać tak, że Tyll wynosił po kryjomu papiery z urzędu miasta, na tych podstawach ksiądz Peciak „nowelizował” je tak, że posiadacze byli Aryjczykami. Pisze o tym Mila Sandberg, współpracująca z Kanadyjską Fundacją Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Montrealu, która dzięki aryjskim papierom – made in manufaktura księdza Peciaka – przetrwała niemiecką okupację.

W 1945 roku Albin Tyll z częścią rodziny Sandbergów uciekł do Rumunii, tam się ożenił i wyemigrował potem do Ameryki Południowej. W roku 1963 Instytut Yad Vashem w Jerozolimie nadał mu tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Ksiądz Peciak niczego nie dostał, bo nie miał się kto o jego dobre imię upomnieć. Powinien mieć „swoją” ulicę w Kołomyi, ale dzisiejsi Ukraińcy niechętni są czczeniu zasłużonych Polaków (przejdzie im to, gdy się już na dobrze oswoją z wolnością i niepodległą ojczyzną), albo przynajmniej pamiątkową tablicę wewnątrz obecnego parafialnego kościoła, który przed wojną był garnizonowym.

Gdy Niemcy wprowadzili obowiązkowe posiadanie kenkarty, fałszowanie dokumentów stało się bardzo trudne i jeszcze bardziej ryzykowane. Peciakowe świadectwa urodzenia mieli między innymi Iser i Toni Reisman. Wpadli w ręce SS i zostali zamordowani. Podpis księdza Peciaka na ich dokumentach prawdopodobnie podniósł u Niemców alarmową czerwoną flagę. Wkrótce ukraińscy policjanci aresztowali księdza Peciaka i oddali Niemcom do dyspozycji. Za swoją manufakturę został zesłany do Majdanka, gdzie umarł lub został zamordowany. (Różne źródła różnie piszą).

Cześć Jego pamięci!

Maciej Patkowski
Tekst ukazał się w nr 5 (321) 15-28 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.