Kto ma władzę, ten ma media

Kto ma władzę, ten ma media

Wartość Inter Media Group Ltd. szacowana jest na co najwyżej miliard dolarów. Sam Firtasz, według dostępnych informacji, dysponuje kapitałem rzędu 3,2 miliarda dolarów. Jeśli deklarowana kwota nie jest fikcją figurującą w dokumentach, to za czyje w takim razie pieniądze dokonał zakupu? Trudno przypuszczać, że Firtasz nagle stracił biznesowego nosa, że zadłużył się bądź utopił pieniądze w tej właśnie inwestycji tylko dlatego, że chciał sobie kupić telewizję lub sprawić przyjemność Choroszkowskiemu.

Nie od dziś wiadomo, że na Ukrainie spełniają się najbardziej nieprawdopodobne scenariusze, lecz dobrowolna inwestycja w coś skazanego na niepowodzenie nie wpisuje się w ten nurt. Bardziej przystawałaby do kraju dziwów teza, iż to ktoś z „rodziny”, poprzez Firtasza, zainwestował w kanał, który może się jej bardzo opłacać, a który został do tego „przygotowany”. Zauważmy, że jesienna ramówka obejmowała programy krytykujące rząd, lecz nie prezydenta, zatem jeśli ta linia zostałaby utrzymana, nikt nie dopatrzy się w tym czegoś podejrzanego. Na to nakłada się idąca za Interem opinia stacji cieszącej się wolnością słowa, więc zakładamy, że obiektywnej. Znów – punkt dla potencjalnie prezydenckiej telewizji. Skorzysta zresztą na tym i Firtasz, jako właściciel „wolnego” kanału mógłby poprawić swój wizerunek w oczach społeczeństwa.

Jego pozycja w świecie polityki uległa ostatnio osłabieniu, czego dowodem chociażby awans na wicepremierów Jurija Bojko i Konstantina Hryszczenko. Brzmi to niby paradoksalnie, ale w fotelach ministrów energetyki i przemysłu węglowego oraz spraw zagranicznych ludzie Firtasza mogli realnie wpływać na poczynania swoich resortów, a teraz ich prerogatywy ulegną osłabieniu. Trudniej będzie kontrolować przemysł gazowy, a nowy, skuteczny minister spraw zagranicznych może stać się podporą prezydenta, w przeciwieństwie do Hryszczenki, który swoimi wystąpieniami czasem wręcz pogrążał Janukowycza. Czy zatem zakup kanału telewizyjnego, z pozoru sprawa błaha, będzie ukłonem w stronę prezydenta tak, aby nie stracić tego, co już zostało osiągnięte? Firtasz wciąż ma wśród swoich współpracowników szefa prezydenckiej administracji, Serhija Lowoczkina, który, jak się spekuluje, zostanie jego partnerem w telewizyjnym biznesie. Czy obaj będą trzymać pro, czy antyprezydencki front, okaże się zapewne już wkrótce za sprawą telewizyjnych programów. Mało prawdopodobną alternatywą jest bowiem budowanie silniej grupy, zdolnej być przeciwwagą dla „rodziny”, choć w tym media mogłyby okazać się pomocne.

Przypuszczalnie wiele będzie teraz zależało od tego, czy Firtasz otrzyma „pakiet bezpieczeństwa” od Janukowycza, czy może zwróci się ku opozycji. Sądząc jednak po jej słabości i mocnej pozycji „rodziny”, oparcie się o wciąż wątłe partie to mogłoby być za mało, aby pozostać w grze. Czy czeka nas zatem nowy sojusz pomiędzy oligarchami, czy też Firtasz umocnił właśnie związki z prezydenckim otoczeniem? Trudno pokusić się o jednoznaczną odpowiedź i może zanim przystąpi się do jej formułowania warto będzie spędzić nieco czasu przed telewizorem. Jedno wydaje się wszakże pewne – kampania przed prezydenckimi wyborami 2015 roku powoli zaczyna się rozkręcać. Jeśli kanał Inter ją przetrzyma, stanie się być może najlepszym miernikiem politycznych nastrojów i sympatii.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 3 (175) 12–25 lutego 2013

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X