„Krew i ziemia. O ukraińskiej rewolucji”

„Krew i ziemia. O ukraińskiej rewolucji”

W Warszawie w klubie Trzecia Vaza odbyła się prezentacja książki „Krew i ziemia. O ukraińskiej rewolucji”. W pierwszej części książka opisuje atmosferę i najważniejsze wydarzenia Majdanu, w drugiej – jest zbiorem reportaży z terenu niemalże całej Ukrainy. W spotkaniu uczestniczyli: autor, Tomasz Piechal – dziennikarz i analityk oraz fotoreporter, Konrad Falęcki.

Spotkanie poprowadził Tomasz Piechal. Na pytania odpowiadali Wojciech Mucha i Konrad Falęcki, którzy spędzili w Kijowie prawie cały czas protestów. Mucha opisał chronologię najważniejszych wydarzeń Majdanu, atmosferę panującą w tym czasie, ale i swoje odczucia oraz ewolucję jego stosunku do protestów i Ukrainy.

Piechal zwrócił uwagę, że „Krew i ziemia” to również książka o pracy dziennikarskiej, o tym na jakie warunki byli skazani żurnaliści na Majdanie. Mucha przyznał, że w miarę rozwoju wydarzeń, zajęcia dziennikarza politycznego zamieniły się w aktywność niemalże korespondenta wojennego, a pomiędzy polskimi dziennikarzami zapanowała szczególna solidarność:

– Musieliśmy zmienić kamizelkę i legitymację prasową na kamizelkę kuloodporną. Co było dla nas pewnym zaskoczeniem. Nasza grupa, która się wykrystalizowała na Majdanie stanowiła nową jakość w polskich mediach. Polskie media, podobnie jak polskie środowisko polityczne, są podzielone na różne obozy ideologiczne. Myśmy tam stworzyli swoistą grupę wsparcia. Myśmy się znakomicie dogadywali. Nie byłego czegoś, jak w polskich mediach zdarza się na co dzień, czyli podkradania tematów, przemilczania faktów – zaznaczył.

Nie zabrakło również trudnych tematów, które zawsze pojawiają się przy okazji omawiania wydarzeń na Ukrainie – Bandera i flagi czerwono-czarne na Majdanie a polska pamięć historyczna. Mucha zauważył, że „panteon narodowy” zawiera postać Bandery i Szuchewycza, ale po Majdanie pojawiły się w nim nowe postaci:

– Banderyzm pozostaje w sferze wyobrażeń i mitów, które w Polsce porównalibyśmy do… proszę się nie obrazić, do żołnierzy wyklętych. Szuchewycz zginął w obławie NKWD. A teraz ich wróg nadciąga ze wschodu. Doszukują się właśnie takich elementów historii, które pomagają im zbudować światopogląd i mit założycielski, na którym nowa Ukraina ma powstać ale proszę się nie martwić, bo te mity są wspierane przez takie, jak niebiańska sotnia czy cyborgi z lotniska w Doniecku. Nie możemy pozwolić, że by nasze słuszne racje historyczne były wykorzystywane jako oręż do wbijania klina między pojednanie Polaków i Ukraińców – mówił Wojciech Mucha.

Z tezą nie zgodził się Przemysław Miśkiewicz, prezes stowarzyszenia Pokolenie, które organizowało liczne konwoje humanitarne na Ukrainę. Jego zdaniem Majdan rozpowszechnił kult Stefana Bandery w miejscach Ukrainy, gdzie do tej pory występował sporadycznie, w centrum i na wschodzie kraju. O samym stosunku do Ukrainy Mucha powiedział:

– Nie jestem ani ukrainofilem ani ukrainofobem. To są dwie tendencje, które niestety dominują w naszej debacie, albo ktoś jest „hura-optymistą”, przyjmuje wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, marginalizując wszystkie złe symptomy albo odwrotnie – widzi tylko czerwono-czarny sztandar i widzi tylko złych, krwiożerczych banderowców, z nożami za kamizelkami kuloodpornymi.

Książka „Krew i ziemia” ukazała się nakładem wydawnictwa Fronda.

Z Wojciechem Muchą rozmawiał Wojciech Jankowski

Minął ponad rok od rozpoczęcia protestów na Majdanie. Czego możemy dowiedzieć się z twojej książki?
Starałem się przedstawić Majdan taki, jakim go widziałem. Są tam obrazki, które dobrze znane są z przekazów medialnych. Ale jest tu też dużo takiego tła, które nie zawsze przebijało się w tych korespondencjach. Jest tu trochę o życiu codziennym Majdanu, trochę o kuluarach całego protestu, o ludziach, którzy tworzyli zaplecze tych wydarzeń. W drugiej części książki staram się znów spotkać uczestników tych wydarzeń i spytać, co sobie myślą, jak widzą teraz swój kraj.

Są to na ogół bardzo różni ludzie: są ukraińscy nacjonaliści spod znaku złotego lwa i czarnej sotni, mieszkańcy przygranicznych miejscowości, wreszcie, uczestnicy walk na wschodzie Ukrainy. Są tu też wypowiedzi zwykłych obywateli Ukrainy z takich miejscowości jak Użhorod, jak Czerniowce, czy Równe na Wołyniu.

Myślę, że jest to materiał wyjątkowy w swej inności. Starałem się dotrzeć do ludzi, do których nikt z moich kolegów-dziennikarzy nie docierał.

Mówisz o codziennym tle Majdanu. Jak to wyglądało?
To, przede wszystkim my, dziennikarze, którzy tam się poznaliśmy; zaprzyjaźniliśmy się na Majdanie, to ludzie, którzy w czasie protestów w Kijowie spędzali tam całe dnie. Mało kto mówił o tym, jak ten protest wyglądał, że dochodziło tam do momentów stagnacji, podczas których ludzie tracili wiarę w sens protestu; dlaczego do głosu w pewnych momentach dochodziły grupy radykalne, dlaczego Majdan nie wyłonił lidera spośród siebie, a w pewnym momencie został przykryty tą czapą polityczną i tak trwało to praktycznie do samego końca. Myślę, że udało mi się uchwycić kilka takich obrazków i przekazać je.

Promocja twojej książki w Krakowie miała podobno ostry przebieg. Były również głosy krytyczne?
To było akurat spotkanie nie z okazji promocji książki, a spotkaliśmy się z redaktorami naczelnymi portalu Kresy.pl, żeby porozmawiać o tym, czy Ukraina jest naszym wrogiem czy przyjacielem. Taką tezę postawili organizatorzy spotkania z kwartalnika narodowego „Myśl.pl”. Nie zgadzaliśmy się w fundamentach co do tego czym i kim powinni być dla nas Ukraińcy. Redaktor portalu Kresy.pl stawiał taką tezę, że powinniśmy być neutralni wobec tego konfliktu. Wręcz posunął się do zdania, że naszą neutralność powinniśmy Rosji drogo sprzedać. Nie wiem co miałoby to oznaczać, ale pokazuje, że raczej nie wysuwał on koncepcji politycznej, która miała by Polskę gdzieś upodmiotowić w obrębie państw naszego regionu, już raczej taką doraźną politykę, która polegała by na naszej bierności, obojętności i zamknięciu we własnych granicach i jedynie przyglądać się wydarzeniom. Ja i nasze środowisko z tym się nie zgadza, bo uważamy, że Polska powinna odgrywać jakąś rolę w naszym regionie. Jeżeli nasz wschodni sąsiad boryka się z agresją, to nie możemy być obojętni, bo znając doskonale historię wiemy, że za chwilę może to spotkać i nas. Nawet kiedyś powiedziałem o tym, że spotkałem żołnierza z batalionu Ajdar i powiedział mi, że jeżeli nie będziemy mówić o tym co dzieje się na Ukrainie, to bomby być może spadną i na Kraków. Wtedy spadały na Donieck i okręg doniecki, dziś spadają na Mariupol. Więc, mówiąc żartobliwie, coraz bliżej tego Krakowa.

Redaktor naczelny Kresów.pl zarzucił wam brak neutralności.
Nie jesteśmy neutralni, bo znamy historię, znamy uwarunkowania geopolityczne, historia powinna pokazać Ukrainę taką jaka jest. Ktoś może zarzucić hurra-optymizm, ale staram się pokazać tych prawdziwych ludzi, którzy o wolność walczą.

Rozmawia Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 2 (222) za 30 stycznia – 16 lutego 2015

X