Krawaty do Księgi Rekordów Guinnessa

Krawaty do Księgi Rekordów Guinnessa

Każdy z nas ma jakieś hobby. Ktoś zakochany jest w piłce nożnej czy dzierganiu skarpet, inni tracą rozsądek, gdy tylko dotkną pędzlem płótna. W tej kategorii jest osobna kasta – kolekcjonerzy.


Zbierają znaczki pocztowe, monety, autografy, karty do gry, pudełka od papierosów, samochody itd. Dla mieszkańca Kowla Georgija Barana obiektem pasji są… krawaty! Obecnie jest w posiadaniu około siedmiu tys. przeróżnych krawatów, na które przeznaczył osobny pokój.

 

Wszystko zaczęło się od balu maturalnego. Przed tym młodzian nigdy nie zakładał „pętli na szyję”, którą inteligentni ludzie głośno nazywają krawatem. Ale dla tak wzruszającej chwili, jak pożegnanie ze szkołą, musiał kupić też tę część garderoby. Stała się rzecz niepojęta – Georgij Baran tak upodobał sobie elegancję, że postanowił na każdą okazję kupować nowy krawat. Trudno uwierzyć, ale już od 30 lat nie rezygnuje z tego. Gdziekolwiek się znajdzie, zawsze szuka sklepu z krawatami.

Może właśnie krawaty decydowały o wyborze zawodu. Po szkole młodzieniec wstąpił do gastronomicznej szkoły zawodowej i zdobył kwalifikację… kelnera! Ta posada, jak wiadomo, wymaga krawatu albo muszki. Tym bardziej, że życiowe credo pana Georgija polega na tym, by wyglądać elegancko. Przekonuje, że na ubraniu, a szczególnie na krawatach, nie można oszczędzać.

– Przyznam się, że dziś poznaje mnie wielu sprzedawców i od razu proponuje nowości, – z uśmiechem opowiada kolekcjoner. – Jak zobaczę coś specjalnego, to z kolei nie mogę oprzeć się pokusie kupna. Na szczęście, rodzina ze zrozumieniem ustosunkowuje się do mojego hobby. Syn nawet chce zaprosić przedstawicieli Księgi Rekordów Guinnessa, aby odnotowali moje osiągnięcia. Jeszcze nigdy nie powiedziałem rodzinie o cenie nowego nabytku. Po co? Aby się przestraszyli? Ale jeśli poważnie, to w mojej kolekcji nie ma zbyt drogich krawatów. Nie zawsze drogi krawat wygląda elegancko, lub może zachęcić hobbystę.

Starczyłoby na dobry samochód
Jakich tylko krawatów nie miał pan Georgij! Dosłownie: do koloru, do wyboru: amerykańskie, angielskie, włoskie, koreańskie, kubańskie, francuskie, chińskie, tureckie, czeskie, greckie, nawet z Walii. Są haftowane, dziergane, jedwabne, tkane, wełniane, a nawet skórzane! Ozdoby wręcz powalają: dekorowane koralikami i rysunkami o najrozmaitszej tematyce. Na krawatach Georgija Barana biegają piłkarze, hokeiści i zwierzęta, spoglądają Elvis Presley i Marylin Monroe, pije się piwo i pracuje przy komputerze. Będąc w posiadaniu krawatu z dokładną mapą Londynu, mieszkaniec Kowla nie boi się zbłądzić w stolicy Anglii. Najbardziej zadziwiają muzyczne egzemplarze, brzmiące niby patefon. Tak, wcale nie żartuję. W tkaninie umieszczono mini urządzenie, składające się z chipu, głośniczka, baterii i włącznika. Gdy go nacisnąć – brzmi wesoła melodyjka.

Dopiero po długich namowach gospodarz ujawnia tajemnicę – ile kosztował najdroższy krawat. A to, nie mniej nie więcej, około stu dolarów. Od takiej ilości krawatów drzwi szafy nie domykają się. Krawaty leżą na krześle, na stoliku i na desce do prasowania. Aby je lepiej przechowywać, Georgij Baran zrobił wiązki po 50 sztuk. Ale i to nie ratuje. Bywa, że wieczorem planuje założyć nazajutrz jakiś krawat, ale aby go odszukać wstaje o 6 rano i kilka godzin szuka wśród kolekcji. A nie ma w niej dwu jednakowych eksponatów. Z tego też powodu bliscy i przyjaciele nie ryzykują dawać mu w prezencie krawaty, by nie rozczarować kolekcjonera.

 

Młodzi ludzie z sąsiedztwa często proszą pana Georgija by zawiązał węzeł na krawacie, bo już nie każdy to umie. A on, jako prawdziwy mężczyzna, lubi nosić krawaty, gdzie przedstawione są kobiety i samochody. Żartuje nieraz, że gdyby wszystkie sprzedać, starczyłoby na dobry samochód.


Agnieszka Ratna

Tekst ukazał się w nr 20 (144), 28 października – 17 listopada, 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X