Kopalnia kawy pod Pałacem Lubomirskich

Kopalnia kawy pod Pałacem Lubomirskich

Pomysłodawca i współwłaściciel lwowskich kawiarni tematycznych Jurek Nazaruk  (Fot. Konstanty Czawaga)Proces transportu kawy do Wiednia to była zwykła kontrabanda (operacja „Kawa ze Lwowa”). Z czasem moda na kawę objęła całą Europę. Potajemnie w 1689 roku zapoczątkowano dostawy kawy z Rzeczypospolitej do Stolicy Apostolskiej. Podpisaniem „Kawowej Ugody” przypieczętowano światowy kawowy pokój. Pić było lekko. Lwów legalnie zaczął rozsyłać kawę na cały świat.


Razem z rozbiorami Rzeczpospolitej wiedeńska władza pragnęła przywłaszczyć przemysł kawowy i nadała kopalniom swe imię – „Pierwsza kawowa kopalnia im. Franciszka Józefa”. Kawę zaczęto zakazywać i wyprowadzono ją z napoi elitarnych, szczególnie w związku z wielkim popytem w kręgach masonów. Gdy zaczęto prześladować masonów, zaczęto prześladować i kawę.


W czasie Wiosny Ludów w 1848 roku we Lwowie, obok haseł wolności, brzmiało hasło „Wolną kawę wolnym ludziom”. Ukraińcy, wspólnie z takimi organizacjami konspiracyjnymi jak „Rusałka Dniestrowa” i „Ruska Trójca”, zorganizowali organizację „Wspólna Kawa”.

 

W 1868 roku zostało założone na Galicji towarzystwo „Proswita” (Oświata), które z braku pomieszczeń i finansów, opierało się na przemyśle kawowym. Wszystkie koszty z nielegalnego handlu kawą szły na finansowanie towarzystwa. Produkt był dla niepoznaki rozsyłany w opakowaniach przypominających książki o różnej gramaturze („Testament” Szewczenki ważył 200 gr., tomik Franki – 150 gr., a rocznik „Naszej Chaty” – 300 gr.). Z czasem „Proswita” wykupiła pałac Lubomirskich i odtąd miała pełną kontrolę nad wydobyciem, smażeniem, fasowaniem i dystrybucją kawy.

W 1937 roku na reklamie kawy była oparta działalność agencji reklamy Romana Szuchewycza „Fama”. Obok „Kaliny i pasty „Elegant” opracowano reklamę kawy „Radykalna”. Koszty z tej działalności szły na finansowanie ruchu nacjonalistów ukraińskich. Właśnie z balkonu pałacu Lubomirskich w 1941 roku Jarosław Stecko ogłosił Akt odnowienia państwa ukraińskiego, tekst którego przygotowali wspólnie z Kubijowiczem popijając kawę „Poranek Ukrainy”, później „Steckowa Kawa”.

W czasach sowieckich kawa, jak wszystko co dobre we Lwowie, została poddana represjom. Została wykreślona lub zamieniona na niskojakościowe gatunki z Brazylii, Afryki czy Indii oraz niektórych województw Tadżykistanu, bądź na jęczmień i hreczkę. Tylko dzięki desydentom przetrwało wydobycie i dawne recepty parzenia. Tak kawę we Lwowie zaniedbano w czasach ZSRS. Niszczało też pomieszczenie kopalni. Zaczynając z 1991 roku „Lwowska Kopalnia Kawy” wznowiła swą działalność i wydobycie.

Jurek Nazaruk jest pomysłodawcą i współwłaścicielem popularnych we Lwowie kawiarni tematycznych: „Lwowska kopalna kawy”, „Naftowa lampa”, „Pod Złotą Różą”, „Dom legend”, „Mazoch cafe” i in. Razem ze swoimi partnerami śmiało, w oryginalny i czasem w niezwykły sposób promuje lwowsko-galicyjski patriotyzm. Rozmawiał Konstanty Czawaga.

Kawa – bogactwo Lwowa
Naprawdę wszyscy kojarzą Lwów z kawą, w odróżnieniu od Włoch, Kolumbii czy innych krajów, – mówi Jurko. – Kawa we Lwowie jest i tyle. Postanowiliśmy pokazać, skąd bierze się ta kawa. Ponieważ uważa się, że kawa i Lwów – to są rzeczy nierozdzielne, pokazaliśmy kawę jako część Lwowa. Kawa we Lwowie to jest bogactwo naturalne. Podobnie jak węgiel czy naftę, po prostu się ją wydobywa.

Stworzyliśmy kopalnię kawy i pokazaliśmy, jak ta kawa trafia spod Rynku do filiżanek zwiedzających. Jest to realna kopalnia, która pracuje od XVII wieku, i ten Jurij Kulczycki, o którym mówi się, że on niby otwierał pierwsze kawiarnie, a naprawdę właśnie on był tym pierwszym, kto znalazł te złoża kawy we Lwowie. Nasza kopalnia pracuje w formacie otwartego muzeum, gdzie można zobaczyć, jak kawa jest wydobywana.

Tu można zobaczyć historię tego domu, dowiedzieć się o wszystkim, co tu się działo. Tu kiedyś było Ukraińskie Naukowe Towarzystwo im. Szewczenki. Ostatnio był sklep z komputerami. Piwnice mają około 300 metrów kwadratowych. Po raz pierwszy stały się teraz dostępne publicznie, tak samo parter. Bardzo długo trwała renowacja pomieszczeń. W „Lwowskiej kopalni kawy” pracuje teraz ok. 50 osób. Ustawiono tu urządzenie i sprzęt kopalniany, które kupowaliśmy w kopalniach”.

Czy nie za ciasno jest Panu w granicach Lwowskiej Starówki?
Miałem wiele propozycji ze wschodu Ukrainy, skąd przyjeżdżają do Lwowa turyści, aby zwiedzać jego bajeczne knajpy. Jednak lwowiak patrzy na Zachód.

Właśnie w tym roku otworzyliśmy w centrum Krakowa, na ulicy Szewskiej, niedaleko krakowskiego Rynku, „Lwowską pracownię czekolady”. To jest naprawdę duży obiekt, gdzieś ponad pół tysiąca metrów kwadratowych. To chyba pierwszy, cywilizowany ukraiński biznes w starej stolicy Polski.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 6 (154) 30 marca – 12 kwietnia 2012

 

Czytaj też:

Kawa. Pić czy nie pić?

 

Gdy nie ma kawy, nie ma zabawy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X