Jolanta Danak-Gajda – człowiek renesansu Jolanta Janak-Gajda, fot. Wojciech Jankowski / Kurier Galicyjski

Jolanta Danak-Gajda – człowiek renesansu

Jolanta Danak-Gajda jest dziennikarzem i radiowcem, etnografem i muzykologiem. Całe życie związana z Polskim Radiem w Rzeszowie. Ponadto pełni funkcję zastępcy szefa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w tym mieście. Część jej serca jest również we Lwowie. Jest współinicjatorką akcji opiekowania się grobami dziennikarzy na Cmentarzu Łyczakowskim.

Chciałem pogratulować Pani Redaktor nagrody im. Oskara Kolberga.

Dziękuję bardzo, jest to dla mnie wielkie wyróżnienie. Przez 35 lat pracowałam w Polskim Radiu Rzeszów, a teraz od dwóch dni jestem na emeryturze i świętuje tę emeryturę właśnie we Lwowie. Jestem bardzo z tego powodu szczęśliwa. Ta nagroda jest ukoronowaniem mojej pracy na niwie folkloru w Radiu Rzeszów, ale nie tylko. Tak naprawdę, to nie tylko w Radiu, bo uczestniczę w pracach badawczych muzeów podkarpackich, często jestem jurorem na różnych przeglądach folklorystycznych. Było to bardzo dla mnie miłe, że zostałam w taki sposób oceniona.

Jest Pani autorką licznych audycji folklorystycznych w Radiu Rzeszów, znawcą folkloru Podkarpacia i w Pani opracowaniu ukazał się szereg albumów z serii „Polish Folk Music”, promującej polską muzykę ludową. A nie wymieniłem wszystkiego. Co jest niezwykłego w kulturze Podkarpacia, z którym jest Pani najbardziej związana?

Jest to region pogranicza, więc ścierają się tu wpływy wschodnie i południowe. Słychać w muzyce czardasze, słychać wpływy austrowęgierskie, są lendlery, ale są też walczyki i sztajerki – czyli te melodie, które tworzyły tę wielką Galicję, sięgającą po Lwów i dalej. Dzisiaj też słyszymy te melodie, te rytmy. To jest piękne i tym wyróżnia się nasz region od innych – bogactwem kapel. Taki instrument, jak cymbały jest wyznacznikiem naszego regionu. Instrument bardzo charakterystyczny, który wzbogaca harmonię brzmienia kapel.

Nasz gość jest też etnografem i muzykologiem i ma gigantyczną wiedzę. To sąsiedztwo z tzw. „Górnymi Węgrami”, czyli dzisiejszą Słowacją też miało olbrzymie wpływy. Zza Karpat przychodziły na Podkarpacie wpływy muzyczne.

Mężczyźni służyli w wojsku austrowęgierskim i w tym konglomeracie poznawali te melodie. Stamtąd przywozili instrumenty muzyczne, jak np. klarnet, czy cymbały, które dotarły do nas z południa. Są to wiekowe wpływy i trwają one do dziś. Jest to piękne, że to się rozwija, że ta muzyka ma coraz to nowych i coraz młodszych wykonawców. I te wzajemne wpływy i tradycje będą trwały nadal. To właśnie jest piękne.

Pani zainteresowania zahaczają o Huculszczyznę. Czy tam też było podobnie, że instrumenty przychodziły z innych regionów?

Cały łuk Karpat ma swoja charakterystyczną muzykę: trombity, cymbały. Ta wspólnota była, jest nadal i dobrze byłoby, żeby była nadal, bo granice granicami, ale te wspólnotę odczuwa się w kulturze.

Znamy się z Panią Redaktor od paru lat, ale po raz pierwszy mamy okazje porozmawiać o kulturze ludowej. Warto też przy tej okazji wspomnieć o inicjatywie „Karpacka Rozeta”.

Jest to projekt Stowarzyszenia „Pro Carpathia” z Rzeszowa, lidera projektu. Uczestniczą w tym projekcie przedstawiciele czterech województw: z Polski podkarpackie, z Ukrainy Zakarpacie, obwód lwowski, i iwanofrankiwski, czyli stanisławowski. Ten projekt ma na celu stworzenie takich ośrodków kultury, jak np. istniejący już w Kołoczawie. Jest to takie centrum, gdzie odbywają się spotkania artystów, organizuje się różnego rodzaju warsztaty, wystawy, gdzie mistrzowie mogą przekazywać swoje umiejętności adeptom sztuki. Chodzi w tym wszystkim o to, aby kultura Karpat nie zaginęła, aby pojawiali się następcy karpackich artystów. Bo to wszystko razem tworzy naszą tradycję. U nas takie główne centrum powstaje w Bieszczadach. Powstał już nowy budynek, gdzie będą miejsca noclegowe dla uczestników warsztatów. Będą tam organizowane spotkania artystów z młodzieżą, gdzie będą przekazywali swoje tradycje.

Wspomniała Pani o dawnym woj. stanisławowskim. Pani szlaki również przecinały się w Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w tym mieście. Wspierała Pani naszych kolegów z Centrum.

Jest to bardzo ważny ośrodek, ponieważ mieszka tam bardzo wielu Polaków i oni podtrzymują te tradycje. Byłam zszokowana, gdy pierwszy raz przyjechałam do Stanisławowa i tam zobaczyłam dawny cmentarz rzymskokatolicki okrojony do małego skrawka, a stoją tam domy i hotele i jest park. Jest to niepojęte, ale nie jesteśmy tam już głównymi gospodarzami. Ważne jest to, że Centrum Dialogu podejmuje dialog, organizując wystawy, spotkania, że następuje pewne powiązanie idei i myśli, które łączą tych ludzi. Najważniejsze jest spotkanie i rozmowa, gdy tego nie ma, to jest bardzo źle, bo prowadzi to do konfliktów. A gdy rozmawiamy, poznajemy, lubimy – to może zawsze coś dobrego z tego wyniknąć.

Czasami jednak bywa tak, że rozmawiamy, ale siebie nawzajem nie słyszymy. Ale muszę poruszyć temat Pani przyjazdu do Lwowa. Jest to już któraś z rzędu akcja dziennikarzy z Rzeszowa sprzątania grobów dziennikarzy na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Obecnie akcja poszerzona została o inne cmentarze we Lwowie i okolicach. To jest też Pani inicjatywa.

Teraz to już wygląda całkiem nieźle. Na Łyczakowie coraz lepiej utrzymane są te groby. Gdy zaczynaliśmy naszą akcję przed dwunastu laty, to rzeczywiście bez maczety i siekiery trudno było dotrzeć do pochówków dziennikarzy. Zaczęliśmy tę inicjatywę we dwójkę z Jackiem Borzęckim. Potem rozrastało się to z roku na rok i obecnie jest ona pod skrzydłami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Dobrze że zajęła się tym jakaś instytucja i że prywatna inicjatywa dziennikarzy polskiego Radia Rzeszów znalazła patrona. Rozrasta się to i mamy co robić, ale jest to syzyfowa praca, bo natura na Cmentarzu Łyczakowskim jest tak przebogata, że co roku odrasta i jest wiele do zrobienia. Obecnie przyjeżdżamy do Lwowa kilka razy do roku, aby te groby utrzymać w należytym porządku. Nasza obecna wizyta we Lwowie też jest poświęcona porządkowaniu grobów dziennikarzy i wyjawieniu nowych pochówków. Za każdym razem odkrywamy nowe nazwiska dziennikarzy. Bardzo pomocna jest strona Dziedzictwa Kulturowego cmentarzlyczakowski.pl, gdzie można znaleźć nazwiska, zinwentaryzowane groby. Dzięki temu wczoraj odszukałam cztery nowe pochówki dziennikarzy, o których dotychczas nie wiedzieliśmy. Wspomnę jeden przypadek: rodzina z Wielkiej Brytanii upomniała się o grób ich przodka. Wczoraj go odszukałam i jestem z tego dumna, bo teren poszukiwań jest ogromny, a nowe pochówki naruszają numerację archiwalną cmentarza.

Początkowo, gdy obserwowałem tę akcje, wydawało mi się, że tych grobów jest kilka, kilkanaście. Teraz jest to chyba dość długa lista tych pochowań?

Mamy około 60 nazwisk. W tej chwili przygotowuję publikację. Nie wiem, czy uda mi się ukończyć ją na Wszystkich Świętych w tym roku. Jest to ogrom pracy, przeszukiwanie archiwów i innych źródeł. Opieram się na własnych zdjęciach, które robiłam przez lata. Z przykrością muszę stwierdzić, że w coraz gorszym stanie są niektóre z tych grobów. Jest to dla nas wyzwanie, aby zachęcić inne redakcje, by wzięły pod opiekę jakiś jeden czy dwa groby dziennikarzy, zebrały pieniądze na remont, by w jakiś sposób zainteresowały się tymi pochówkami. Jeżeli będzie więcej redakcji, jest szansa, że cała ta akcja się uda i uratujemy te groby.

We Lwowie czuje się Pani jak w domu i zamiast wchodzić na Wysoki Zamek czy oglądać zabytki, biegnie Pani na Łyczaków w poszukiwaniu kolejnych grobów.

Tak się to już jakoś utarło i tak przeważnie bywa.

Dziękuję Pani za wizytę i wywiad i myślę, że w październiku znów spotkamy się przy porządkowaniu grobów przez dziennikarzy z Rzeszowa.

Rozmawiał Wojciech Jankowski

Tekst ukazał się w nr 14 (378), 30 lipca – 30 sierpnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X