Jechać czy nie jechać na Ukrainę?

Jak wcześniej informowaliśmy, w Rzeszowie odbyło się Alpejsko-Karpackie Forum Współpracy. Na imprezę przyjechali goście z całej Europy, poczynając od hiszpańskiej Katalonii na Ukrainie kończąc. Najliczniejsi byli goście z Polski, Ukrainy, Słowacji i Węgier.

Podczas trzeciej już edycji Forum Karpackiego dziedziną mającą licznych przedstawicieli była turystyka. Karpaty będące w „mniej chcianej części Europy” zaprezentowały swoje atrakcyjne oblicze. Wiele rozmów dotyczyło obecnej sytuacji na Ukrainie, która wpływa na zainteresowanie turystyczne tym krajem. W Polsce zaobserwowano na przykład wzrost zainteresowania sąsiadującym ze Lwowem Przemyślem. Od trzech lat forum pozwala podmiotom przylegającym do łuku Karpat na ożywienie kontaktów, nawiązywanie nowych i stwarza możliwość zaprezentowania swojego potencjału. Z obecnymi na Forum reprezentantami Czerniowiec, Lwowa, Truskawca i Rzeszowa rozmawiał Wojciech Jankowski.

Tatiana Tatarczuk – kierowniczka wydziału rozwoju regionalnego Czerniowieckiej Rady Obwodowej.

Który raz jesteście państwo na Forum?
Jesteśmy tu już po raz drugi. Pierwszy raz przyjechaliśmy w zeszłym roku na zaproszenie organizatorów Euroregionu Karpaty z Polski.

Jakie możliwości stwarza Forum dla waszych terenów?
Według mnie format spotkania jest bardzo interesujący. Nie jest to jedynie wystawa promująca kwestie ekologiczne, turystyczne, produkcji ekologicznej, przemysłu lokalnego. Jest tu wiele imprez promocyjnych. Bardzo ciekawa jest też konferencja towarzysząca Forum, która toczy się w kilku tematycznych panelach. Bardzo odpowiada mi format debaty medialnej, oraz część artystyczna, którą prezentują różne zespoły. Szeroko prezentowana jest kulinarna spuścizna wielu regionów. Taka właśnie różnorodność tematyczna dla naszego regionu – Czerniowiec, który nastawiony jest głównie na turystykę, jest bardzo interesująca. Na razie uczymy się jedynie jak prezentować nasz kraj, nasze osiągnięcia, twórczość rzemieślników ludowych. Bardzo interesujące dla nas jest przejęcie tych doświadczeń, które mają inne państwa. Spotkaliśmy tu naszych partnerów z Polski, Słowacji, Rumunii. Przyglądamy się im i jest to bardzo interesujące.

Daje to nam możliwość zmobilizować wysiłki naszej turystyki w celu promocji naszego regionu. Przygotowujemy się do Forum od kilku miesięcy. Radzimy się z firmami turystycznymi, z właścicielami hoteli, rozmawiamy o stworzeniu stowarzyszenia, abyśmy mogli brać udział w projektach międzynarodowych. Turystyka miejska i agroturystyka rozwijają się obecnie szybkimi krokami. Czerniowce i Bukowina są atrakcyjnymi terenami zarówno dla mieszkańców Ukrainy, jak również dla gości zza granicy. Musimy rozwijać bazę noclegową, atrakcje turystyczne, różnorodną kuchnię. Kuchnia regionu może być odrębnym tematem dla kilku tras turystycznych.

W tym właśnie widzimy kierunek naszego dalszego rozwoju. Będziemy starali się połączyć wysiłki, biznesu turystycznego, organizacji pozarządowych i władz regionu, aby poszukać interesujących dróg prezentacji Bukowiny na świecie.

Od kilku lat jesteśmy obecni na największej wystawie turystycznej w Berlinie. Tam też uczymy się wielu rzeczy. Obecne Forum – to też dla nas dodatkowe możliwości by zaprezentować się na świecie. Tu w takim europejskim, rodzinnym gronie możemy obcować, nawiązywać kontakty, wymieniać doświadczenia, uzgodnić wymianę delegacji. Jednym słowem to spotkanie jest dla nas bardzo pożyteczne i otwiera przed nami nowe perspektywy.

Jak Polacy reagują na hasło „Bukowina” i „Czerniowce”?
Orientują się, że Bukowina leży pomiędzy Rumunią i Ukrainą. Nasze propozycje skierowane są na promocję Bukowiny transgranicznej – po obu stronach granicy. Proponujemy kilka interesujących tras turystycznych wspólnie z powiatem suczawskim i obw. czerniowieckim. Opowiadamy o naszych obiektach: twierdzy w Chocimiu, kompleksie gmachów Uniwersytetu Czerniowieckiego, który znajduje się na liście UNESCO. Proponujemy turystykę ekstremalną, sporty zimowe. Naszym atutem są ceny usług – nie są wysokie. Poszukujemy kolejnych możliwości, aby przyciągnąć turystów z Europy.

Obecnie opracowujemy, cały szereg tras dla wycieczek rowerowych. W Karpatach sam Pan Bóg stwarza wspaniałe możliwości do wycieczek ekologicznych. To likwiduje problem dróg, rozwija zdrowy tryb życia. Tu też przed nami olbrzymi zakres prac.

Obecne forum odbywa się w trudnym dla Ukrainy okresie. Czy zauważa pani reakcje na te wydarzenia gości Forum?
Spotykamy się tu ze wsparciem ze strony Polaków, Słowaków. Te właśnie narody wspierają nas najbardziej w tym trudnym czasie. Bardzo miło otrzymywać takie wsparcie i oznaki solidarności. Myślę, że jednak wszystko będzie dobrze, że wszystko nam się uda zrobić.

A jak jest ze strony Słowaków?
Mieliśmy spotkanie z delegacją ze Słowacji. Należy tu podkreślić, że zajmuję się już od dziesięciu lat folklorystycznych festiwalem „Bukowińskie spotkania”. W tym roku wynikło pytanie czy ten festiwal ma się odbyć w Czerniowcach na Bukowinie? Było wiele zdań na ten temat. Mieliśmy wątpliwości, czy ktoś do nas przyjedzie zza granicy. Otóż niedawno otrzymałam bardzo przyjemną wiadomość, że z Polski i Słowacji przyjadą do nas jeżeli nie zespoły, to przynajmniej nasi partnerzy, samorządowcy. Obiecał przyjechać mer miasta Turczańskie Teplice, pochodzący z Bukowiny. Przyjedzie też dyrektor Festiwalu Zbigniew Kowalski z samorządowcami z Piły. Czekamy też na zespoły z Rumunii i Mołdawii. W taki sposób nasi przyjaciele, nasi partnerzy potwierdzają gotowość przyjazdu, nie odczuwają żadnego strachu wobec obecnej sytuacji, maja świadomość tego, że Bukowina była i pozostaje otwarta dla świata, dla przyjaciół z Europy. Ich obecność będzie sygnałem wsparcia dla nas w tej złożonej sytuacji politycznej.

Czy do obwodu czerniowieckiego docierają uchodźcy ze wschodu Ukrainy?
W naszym obwodzie wojnę odczuwamy głównie przez mobilizację. Oczywiście, że giną tam mieszkańcy Bukowiny. Już ponad 20 osób z Bukowiny zginęło w walkach. To ludzie młodzi, których znaliśmy, ceniliśmy, lubiliśmy. Te straty są dla nas bardzo bolesne. Najbardziej odczuwają to matki, żony i siostry tych, kto wyrusza na wojnę. Prosimy Boga, aby ten trudny czas zakończył się i żeby powrócili do spokojnego życia w wolnym kraju.

Hałyna Hrynyk – zastępca kierownika wydziału rozwoju turystyki Lwowskiej Rady Miejskiej

Po raz który jest Pani na Forum?
Jesteśmy na Forum już po raz trzeci. Notujemy z zadowoleniem stały rozwój tej imprezy, bo widzimy coraz większe grono wystawców, gości i zwiedzających Forum. Dopisała w tym roku pogoda i jesteśmy zadowoleni, że ludzie w weekend znaleźli czas, żeby przyjść na tę imprezę. Jeszcze bardziej nam miło, że prawie każdy z gości naszego stoiska mówił, że już był we Lwowie, lub ma korzenie z Ziemi Lwowskiej i na pewno nas odwiedzi. Nasi goście widzą jak zmienia się nasze miasto i chcą do nas przyjeżdżać, aby porównać to z opowieściami rodziców czy dziadków.

Czy Polacy zauważają te zmiany?
Mieszkając w mieście wiemy, że są zmiany, ale ich co dnia nie zauważamy. Ci, którzy przyjeżdżają do nas od czasu do czasu, widzą te zmiany i mówią, że miasto zmienia się na lepsze. Jest to dla nas bardzo miłe, bo zauważają oni zmiany w sferze turystyki.

Zmienia się stosunek do turystów w hotelach, obsługa staje się lepsza, jest większy wybór zakładów – od hosteli dla studentów po miejsca na konferencje biznesowe. Mamy przecież wiele autentycznych zachowanych sal, w których mogą odbywać się takie imprezy. Łączy to część konferencyjną z poznawaniem architektury Lwowa.

Pamiętam, że przed pięciu laty hosteli we Lwowie nie było w ogóle, a obecnie jest ich cała masa.
Szczególnie podczas mistrzostw Europy EURO 2012 ta część rynku turystycznego rozwinęła się gwałtownie, zarówno w centrum miasta, jak i w jego innych dzielnicach. Staramy się, żeby nasi goście odwiedzali nie tylko centrum miasta, ale i inne jego dzielnice. Obecnie staramy się wiele naszych akcji prowadzić nie tylko w jego centrum, ale i w innych historycznych dzielnicach miasta. Jest to interesujące również i dla mieszkańców Lwowa, bo lepiej poznają swoje miasto i jego historię.

Czy wojna na Wschodzie odbiła się na ruchu turystycznym we Lwowie?
Muszę tu otwarcie powiedzieć, że jest to dla nas wielką tragedią i ma to wpływ na naszą świadomość, bo giną tam nasi ludzie. We Lwowie jest spokojnie i bezpiecznie, bo wiele w tym kierunku robią nasze władze i jego mieszkańcy. Zmienił się skład turystów, którzy odwiedzali nasze miasto. Oficjalne informacje MSZ dotyczyły jedynie tych terenów, gdzie toczą się działania wojenne, ale jednak ludzie przyjmują to, jak informację dla całej Ukrainy. We Lwowie jest bezpiecznie i zapraszamy do nas wszystkich turystów. Większość turystów we Lwowie stanowią teraz goście z Ukrainy. Są to przeważnie ludzie, którzy planowali wyjazd na Krym, a w obecnej sytuacji poszukują innych możliwości wypoczynku. Poza tym, już tradycyjnie, Kijów i wschodnia Ukraina stale odwiedzają Lwów i okolice.

Znajomi ze Lwowa mówią, że coraz częściej na ulicach słychać język niemiecki?
Tak to prawda, bo prowadzimy statystykę, z której wynika, że największy spadek zanotowany jest pośród turystów z Polski. Niemieckich turystów też jest mniej. Wielu z nich przyjeżdża indywidualnie, nie w zorganizowanych grupach. Mamy nawet turystów z Korei, a ostatnio do naszego Centrum Informacji Turystycznej zawitała pani z Japonii, która ma 85 lat, od miesiąca podróżuje po Ukrainie i na tydzień zatrzymała się w naszym mieście.

Bardzo dobrze, że ludzie nawet w tak niesprzyjających politycznie warunkach nie hamują swojego pragnienia poznawania nowych rzeczy i to jest dla nich ważniejsze.

Czy Lwów współpracuje w ramach Euroregionu Karpaty?
Współpracujemy bardzo ściśle i chcemy bardzo podziękować za te wszystkie możliwości, które stwarza to Forum, konferencje i wystawy, w których uczestniczymy. To pozwala włączyć nasze miasto, nie tylko jako miasto partnerskie Polski, do współpracy międzyregionalnej.

Jurij Jaworskij – wicemer Truskawca

Ile razy odwiedzał pan Forum?
Jesteśmy po raz trzeci na Forum. Jesteśmy wdzięczni organizatorom, że nas zapraszają. Widzimy jak Forum rozwija się z roku na rok. Na naszym przykładzie: gdy byliśmy tu po raz pierwszy, to pytano nas, gdzie jest Truskawiec? Na drugi rok pytano nas jak lepiej do nas dojechać? A w tym roku wielu zwiedzających mówi, że już w Truskawcu byli. Są więc widoczne zmiany na lepsze.

Czy Polacy chcą przyjeżdżać do Truskawca?
Tak i przyjeżdżają do nas. Sytuację mamy taką, że większość Rosjan, która do nas przyjeżdżała już do nas nie przyjedzie. Taka jest sytuacja polityczne. Chcemy tę lukę wypełnić turystami z Ukrainy i najbliższymi sąsiadami – Polakami. Polacy nie mają barier językowych, są dla nas przychylni i mają blisko.

Czy w obecnej sytuacji Polacy nie obawiają się przyjeżdżać?
Czasami mamy telefony z pytaniem, kto zagwarantuje im bezpieczeństwo? Odpowiadamy, że urząd miasta gwarantuje bezpieczeństwo. Mamy bardzo dobry system monitoringu w mieście, w związku z czym nie ma u nas żadnych ekscesów. Wszystko jest pod kontrolą.

Ilu gości z Polski odwiedziło w tym roku Truskawiec?
Nie mam dokładnych danych. Wiem jedynie, że wśród gości zza granicy Polacy zajmują czwarte miejsce – po Rosjanach, Białorusinach i Azerach. Za Polakami są Niemcy.

Jesteśmy tu teraz po to, aby więcej gości z Polski nas odwiedzało. Mamy trwałe więzi historyczne. Mamy dobrą politykę cenową i dobrą jakość proponowanych usług.

Obecnie wspólnie, w ramach Euroregionu Karpaty, opracowujemy strategię promocji marki „Karpatia”, gdzie będziemy działać w rubryce turystyka zdrowotna. Za tydzień mamy wizytę organizatorów Euroregionu w Truskawcu i podpisujemy umowę o współpracy w ramach tego projektu. Będziemy aktywnie propagować tę markę. Podpisanie umowy obędzie się w ramach międzynarodowego dnia turystyki. Będziemy mieli gości z Limanowej i uzdrowiska termalnego w Uniejowie. Będzie to początek naszej współpracy: nie słowem, a czynem.

Ewa Ciesielska – Urząd Miejski Rzeszowa, wydział promocji i współpracy międzynarodowej
Opiekuję się miastami partnerskimi na Ukrainie, czyli Iwano-Frankiwskiem, Lwowem i Łuckiem.

Jak wygląda współpraca z tymi miastami?
Bardzo dobrze nam się współpracuje z Łuckiem i Iwano-Frankiwskiem. Mają mnóstwo pomysłów i projektów. Wychodzą ze swymi propozycjami, proponują wspólne działania, inicjatywy, imprezy. W chwili obecnej mamy taki duży projekt kulturalny tych miast z Rzeszowem. Z naszej strony partnerem w tym projekcie jest Wydział Kultury, Sportu i Turystyki. Mamy wymianę zespołów w ramach tego projektu i te kontakty są częste.

Mieliśmy też duży projekt Rzeszów-Lwów-Lublin pod nazwą „Podziemne miasto”. Dotyczył on trasy turystycznej we Lwowie, która prowadziła podziemnymi korytarzami, piwnicami i podziemiami starówki lwowskiej. W tej chwili dobiega on już końca. Opracowywaliśmy sam projekt, wytyczaliśmy optymalna trasę, pozyskiwaliśmy poszczególne piwnice na trasie. Był to bardzo ważny etap, bo Lwów ma to do siebie, że Rynek jest zamieszkały, poszczególne piwnice mają właścicieli i nie chcą się ich pozbywać. W tym jest główny problem.

Jest to szlak, który dopiero się tworzy?
Tak. Ta część projektu polegała, na wytyczeniu trasy, opracowaniu jej dokumentacji i całej jej infrastruktury. Były prowadzone wykopaliska, przy których odnaleziono mnóstwo ciekawych rzeczy, które pozostałyby ukryte bez realizacji tego projektu: poziomy Rynku, stare bruki, starą kanalizację. Było to dla mnie bardzo ciekawe.

Byłam na pierwszej, takiej wprowadzającej konferencji, gdzie archeolodzy i pracownicy Wydziału Kultury opowiadali nam o tym i było to bardzo interesujące. Szczególnie ciekawa była sieć wodna, bo przecież Lwów to duże miasto. Okazuje się, że jest tam kilkadziesiąt źródeł, które były wykorzystywane do zaopatrzenia w wodę. Oprócz tego była rzeka Pełtew, która jest obecnie kanałem ściekowym. Są plany jej odkrycia, ale chyba się to nie uda.

Jak wygląda współpraca z Iwano-Frankiwskiem?
Jest to bardzo aktywne miasto. Jego mer, pan Anuszkiewiczius, jest bardzo zaangażowany we wszelką współpracę z Polską. Ostatnio mieliśmy spotkanie z delegacją lekarzy z tego miasta. Byli to transplantolodzy i kardiolodzy. Interesowali się naszym szpitalem wojewódzkim, operacjami, które są tam prowadzone, działalnością placówki. Jest to nowoczesny szpital, są tu zaangażowane środki unijne. Była to taka wstępna wizyta, a obecnie nasi partnerzy chcieliby lepiej zapoznać się z zabiegami, które są tam prowadzone na wydziale kardiologii i transplantologii.

Co konkretnego dzieje się z Łuckiem?
Osobiście jestem bardziej zaangażowana właśnie we współpracę z Łuckiem. Odwiedzamy ich corocznie podczas Dni Miasta i Dni Europy, bo są to imprezy organizowane z wielka pompą. W tym roku byliśmy na Dniach Europy w maju. W ramach tych Dni organizowany jest konkurs wiedzy o Europie. Co roku odwiedza tę imprezę nasza młodzież z 9 Gimnazjum i zdobywają tam wyróżnienia i nagrody. Jest to dla nich wspaniała przygoda. W tym roku byliśmy w Torczynie, mieście, gdzie poległ nasz rzeszowski bohater pułkownik Leopold Lis-Kula. Młodzież odwiedziła jego grób. Byliśmy z wizytą u księdza, który opiekuje się tym grobem. Łuck wyróżnia jeszcze i to, że bez przerwy zaangażowany jest w jakiś projekt unijny. Są bardzo chętni i aktywni – sami wyszukują, sami proponują, wskazują, że jest jakiś fajny projekt, w którym chętnie mogliby uczestniczyć. Z reguły robimy wspólnie ten projekt, bo w naszym Urzędzie jest świetny wydział pozyskiwania funduszy europejskich. Prawie wszystkie projekty, które zostały przez wydział złożone uzyskują akceptację i są realizowane. Widać to nawet w naszym mieście, które odnawiane jest właśnie z funduszy europejskich.

Obecnie mamy w planie wydanie albumu z okazji 10 rocznicy członkostwa w Unii Europejskiej. Będzie to też duży projekt. A takich mniejszych – tzn. „miękkich” – to są setki i trudno je przeliczyć, ale te duże pozwoliły na zmianę wyglądu Rzeszowa. To właśnie tym projektom i zmianom będzie poświęcony przygotowywany album.

Jak czuje się pani na Ukrainie w tych miastach?
Czuję się świetnie. Tym bardziej, że moja mama pochodzi spod Lwowa. To tak, jakbym jechała do siebie. Ludzie są bardzo przyjaźni, bardzo mili dla Polaków. Niektórzy może boją się tych terenów, bo są dla nich nieznane. Po raz pierwszy pojechałam na Ukrainę pięć lat temu. Też miałam pewne obawy, ale jak już pojechałam to było to piękne.

Wróćmy do Łucka.
Wczoraj przez Rzeszów przejeżdżał rajd samochodowy zorganizowany w Łucku. Trasa rajdu zahaczała o wszystkie miasta partnerskie w Polsce. Jest ich sporo, bo chyba z 15, w czasie tego rajdu jego uczestnicy zbierali fundusze na kamizelki kuloodporne dla armii ukraińskiej, walczącej na wschodzie. W Łucku zrobiono happening, pozbierano zdjęcia młodych ludzi po 19-22 lata, którzy zginęli w czasie walk. Aż żal było patrzeć na zdjęcia pięknych, młodych ludzi, którzy oddali swe życie za ojczyznę. Rajd na Ratuszu w Rzeszowie zrobił prezentację, jak metodą domową produkowane są u nich kamizelki kuloodporne. Tam mówiono, że potrzebne są materiały do ich produkcji, a jeżeli mogą gdzieś kupić gotowe, to kupują. Ludzie zbierali pieniądze na ten cel i sporo zebrano. Ludzie przychodzili, interesowali się, pytali i składali pieniądze.

Ludzie na Ukrainie są rewelacyjni. Zawsze zapytają skąd jesteśmy; interesuje ich, jak jest u nas; czy dzieci mogą u nas studiować. A w Rzeszowie w Wyższej Szkole informatyki i Zarządzania studiuje ponad 1000 osób z Ukrainy, a osoby z Kartą Polaka od Urzędu Miasta dostają bezpłatną kartę przejazdu w komunikacji miejskiej. Nawet nasi studenci tego nie mają.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 19 (215) za 21-30 października 2014

X