Inwestycja w życie obywatelskie młodzieży

Inwestycja w życie obywatelskie młodzieży

W lipcu odbyła się kolejna edycja międzynarodowego młodzieżowego polsko-ukraińsko-żydowskiego seminarium „Arka”. O trudnych zagadnieniach poruszanych na seminarium i przyszłości przedsięwzięcia opowiada konsul RP we Lwowie Jacek Żur.

Jestem głęboko przekonany, że dla tej niewielkiej, 30-osobowej ale bardzo zróżnicowanej grupy młodzieży, Arka będzie przeżyciem, które na długo pozostanie w pamięci. Pokazuje to doświadczenie lat ubiegłych. Tematy, z którymi nie spotkali się być może nigdy wcześniej, opinie, których nie mieli okazji nigdzie usłyszeć, refleksje, które może po raz pierwszy w życiu poczynili samodzielnie a nade wszystko znajomości i przyjaźnie nawiązane z rówieśnikami z innych stron Ukrainy – to wszystko jest olbrzymim kapitałem i inwestycją w nich samych. Mam tu na myśli także – a może przede wszystkim – ich dojrzałe życie społeczne i obywatelskie, a do tego potrzebna jest solidna wiedza oraz znajomość historii i kultury, obyczajów i tradycji innych narodów. Nie mam złudzeń, że Arka zmieni coś z dnia na dzień. Proces formowania się dojrzałego obywatela wymaga czasu i będzie trzeba wielu podobnych projektów i inicjatyw by ugruntować w nich poczucie, że są pełnowartościowymi, odpowiednio przygotowanymi obywatelami mogącymi kształtować rzeczywistość, za którą przecież są współodpowiedzialni. Po drodze natrafią na rafy, to oczywiste, na koleiny stereotypów i uprzedzeń, na apatię i niezrozumienie innych – ale woda kruszy kamień nie siłą, lecz ciągłym spadaniem…

Skąd temat „Świat poraniony – odpowiedzialność przed Bogiem”?
Rok 2013 to rok rocznic ważnych dla Polaków, Ukraińców i Żydów. Wspominamy bohaterski zryw Żydów w warszawskim getcie w 1943, pamiętamy o Wielkim Głodzie, mówimy także o sprawach bolesnych dla Polaków – o mordzie dokonanym na ludności polskiej na Wołyniu w roku 1943. Żyjemy w świecie, w którym każdy z nas niesie w sobie cząstkę własnego „poranionego świata” przechowując w pamięci przekazy rodzinne, pogłębiając wiedzę, starając się zrozumieć historię i wyciągać z niej wnioski. Nie uciekniemy od tych ran. Nie sprawimy, że znikną, że zabliźnią się, jeśli tylko przestaniemy o nich mówić. Musimy je umiejętnie bandażować i leczyć naszym odpowiedzialnym podejściem do bolesnych tematów i świadomością, że u kresu naszego czasu to my wobec Boga zdamy relację z tego, jaki świat zostawiamy następnym pokoleniom. Czy będzie to świat ropiejących ran na zaciśniętych pięściach czy szlachetnych blizn na dłoniach pomagających wczorajszemu wrogowi.

Nabożeństwo z udziałem duchowieństwa katolickiego i prawosławnego przy pomniku w Hucie Pieniackiej, 26 lutego 2012 r. (Konstanty Czawaga)Jednym z tematów Arki była sprawa zbrodni wołyńskiej.
W roku rocznicy było dla mnie oczywiste, że temat ten musi się pojawić. Rozmowa o tej zbrodni z młodymi ludźmi, zwłaszcza reprezentującymi różne tradycje i narodowości, wymaga odpowiedniej elastyczności. Nie myślę tu o relatywizowaniu historii, nie ma na to miejsca. Konstruując program tzw. „dnia polskiego” (każda grupa narodowa układa jeden dzień autonomicznie i według własnych założeń) nie wyobrażałem sobie, by zabraknąć mogło w pierwszej kolejności świadectwa, głosu ludzi, którzy przeżyli to piekło na ziemi i niosą ten ból w sobie. Uczestnicy Arki obejrzeli więc krótki film dokumentalny o zagładzie wsi Huta Pieniacka, gdzie swoim bólem i dramatem dzielą się ci, którzy wówczas ocaleli. Dużo czasu poświęciliśmy na przypomnienie o sprawie dość często pomijanej – godnej i heroicznej wręcz postawie tych Ukraińców, którzy z narażeniem życia ratowali swych polskich sąsiadów. Projekt badawczy poświęcony temu zagadnieniu prezentowała Aleksandra Zińczuk z Lublina. Nie mogło zabraknąć również refleksji na temat skutków bieżących działań politycznych oraz odpowiedzialność elit polskich i ukraińskich za przyszłość obu narodów w kontekście wołyńskiego ludobójstwa. Poświęcony temu wykład dr. Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego był – a wiem to z relacji młodzieży – jednym z tych, które najbardziej zapadły im w pamięć.

Co jeszcze w ramach dnia polskiego?
Jacek Pawłowicz z warszawskiego IPN przybliżył młodzieży postać rotmistrza Witolda Pileckiego, jednego z największych bohaterów II wojny światowej. Prof. Marcin Lubaś z UJ opowiedział z kolei o współistnieniu różnych kultur i religii w Europie Południowo-Wschodniej, na Bałkanach, co było dla uczestników Arki ciekawym przykładem skomplikowanej mozaiki etniczno-kulturowej w innej części kontynentu.

Jak zaprezentowała się młodzież polska?
W grupie polskie znaleźli się przedstawiciele Ziemi Lwowskiej, Żytomierza oraz Donbasu. Takie połączenie zawsze ma swoje „plusy dodatnie i plusy ujemne”… Do tych ostatnich należy głównie to, że grupa polska poznała się dopiero podczas treningu integracyjnego rozpoczynającego projekt. To pewna słabość, ale i szansa na zaprezentowanie innego spojrzenia i odrębnego doświadczenia, pod warunkiem, że wie się, po co się przyjechało na Arkę… Generalnie uważam, że młodzież polska wypadła nie gorzej od swych rówieśników z grup ukraińskiej czy żydowskiej.

Jaka jest przyszłość Arki?
Projekt, jak każdy, wymaga dokładnej analizy i oceny, wyciągania wniosków i namysłu nad tym, co robić, by w przyszłości było jeszcze lepiej, by formułować program mądrze i z jak największym pożytkiem dla uczestników. Mnie osobiście zależałoby, żeby uczestnicy włączyli się w tworzenie programu merytorycznego Arki, by byli jej „współbudowniczymi” a nie tylko biernymi pasażerami, od czasu do czasu zabierającymi głos w dyskusji. Wymaga to nakładu pracy organizatorów, ale chyba warto spróbować.

Tekst ukazał się w nr 13–14 (185–186) 16 lipca – 15 sierpnia 2013

 

Czytaj też:

„Arka” wypływa z Bołszowiec

 

Pojednanie przez trudną pamięć

X