Holocaust po Lwowsku

Holocaust po Lwowsku

Z żalem muszę stwierdzić, że temat Holocaustu nie należy do najbardziej znanych i popularnych na Ukrainie. W przypadku Lwowa, na ten problem nakłada się dodatkowo „własna” nacjonalistyczna specyfika. Bardzo często można usłyszeć od różnych ignorantów, że Żydzi zasłużyli sobie na taki los za udział w organizacji głodu na Ukrainie.

 

„Hakiem” lub co najmniej „materiałem kompromitującym” polityków, uczonych i inne osoby publiczne jest rzucenie podejrzenia o ich żydowskim pochodzeniu. Brak otwartego społecznego dialogu na ten drażliwy temat. Ukraińscy historycy, z zasady, przyjmują pozycję oportunistyczną i zależnie od sytuacji reagują na tę lub inną publikację na ten temat w wydaniach zagranicznych.

Niedawno wpadł mi do rąk artykuł Toma Grossa [proszę nie mylić z Janem Tomaszem Grossem – red.] w „Guardian”. Czytam „objawienia” brytyjskiego dziennikarza i nie przestaję się dziwić: po co to napisał? Skąd taki brak kompetencji?

Ostatnio pojawiła się osobna „kasta” dziennikarzy piszących materiały „skazane” na międzynarodowy sukces. Należy do nich „temat żydowski”. Chwalebne jest zainteresowanie brytyjskiego dziennikarza naszym państwem i miastem. Dobrze się składa, że takie szacowne pisma opowiadają światu o nas i pomagają społeczeństwu miasta wymóc na władzy bardziej odpowiedzialny stosunek do historycznej spuścizny. Ale jak może temu sprzyjać artykuł Grossa utkany z nieścisłości i kłamstwa?

Teraz o nieścisłościach i nieprawdzie. Autor bardzo niezgrabnie próbował porównać tolerancję w mieście w XVI wieku i w dniu dzisiejszym. Jasne, że według niego poziom tolerancji był wtedy o wiele wyższy niż dziś. Skąd ma wiedzieć, że w XVI w. istniał cały szereg ustaw, ograniczających prawa gminy żydowskiej w mieście: określano, gdzie mieli prawo mieszkać, pozwolenia na budowę obiektów związanych z kultem „zatwierdzał” arcybiskup łaciński, a Żydzi wkopywali synagogi głęboko w ziemię, żeby nie były wyższe od świątyń chrześcijańskich, bo to było zabronione. Autor nie zna też historii powstania synagogi „Turej Zagaw” (obecnie bardziej znanej jako „Złota Róża”), którą odebrali Żydom rzymscy katolicy przez to, że przewodniczący rady gminy żydowskiej Lwowa Izaak Nachmanowicz zbudował ją bez zgody arcybiskupa. Autor też nie wie, że gmina wypłaciła jezuitom olbrzymi wykup, za który zbudowali swoją wspaniałą świątynię we Lwowie. Trudno było nazwać Lwów miastem tolerancyjnym w XVII w., bo w mieście zdarzały się krwawe pogromy Żydów.

Autor pisze, że był świadkiem, jak w zeszłym tygodniu spychacze niszczyły resztki lwowskiej synagogi „Złota Róża”. Pisze o tym, jak władze ogrodziły plac budowy na terenie dawnej synagogi. To całkowita nieprawda, choć niesankcjonowana budowa rzeczywiście jest prowadzona obok – na miejscu dawnej jesziwy [szkoły talmudycznej – red.], co jest nie mniej fatalne dla historycznego środowiska miasta. Przekłamuje też fakty pisząc, że większość synagog we Lwowie była spalona w 1941 r. wraz z modlącymi się w nich Żydami. Historycy potwierdzają jeden taki drastyczny fakt, który dotyczył synagogi na placu Stary Rynek.

Raz jeszcze zaznaczę, że taka detalizacja nie zmniejsza cierpień i nie jest zaprzeczeniem straszliwej zbrodni na narodzie żydowskim. Jednakże dowolne traktowanie wydarzeń historycznych przynosi efekt odwrotny. Podważa wiarygodność autora i wywołuje wątpliwości do wszystkiego, co napisał. Daje oręż do ręki jego przeciwnikom.

X