Polskie rezydencje w granicach I Rzeczypospolitej

-a A+

W tej publikacji powracamy do badań na temat polskich dworów i pałaców wschodniego Wołynia i Podola.

Po drodze z Lubaru do Starokonstantynowa można skręcić w lewo do rzeki Słucz i dojechać do niewielkiej wioski Przywałówka. W jej południowo-zachodniej części zauważymy smętne ruiny. Współcześni mieszkańcy znają je jako dom kultury, ale budowla powstała w XIX wieku. W tamtych czasach Przywałówka należała do Budzińskich, następnie Jaroszyńskich i Marii Kliszewskiej. Sądząc z tego, co pozostało, można przypuszczać, że budowla powstała w I połowie XIX wieku, bowiem zachowały się pewne rysy klasycyzmu. Od strony wejścia był podjazd dla karet i powozów oraz kolumny, które prawdopodobnie trzymały skromny portyk. Gdy w latach 90. XX w. remontowano zabudowania (wcześniej mieściła się tu szkoła), zniszczono oryginalne zdobnictwo. W końcu zabytek w 2006 roku spłonął. Obecnie powoli niszczeje i jest rozkradany na materiał budowlany.

Na dawnych ziemiach Jodko-Narkiewiczów
Przenieśmy się prawie do dawnej granicy II Rzeczypospolitej, a mianowicie do miasteczka Jochimowce, gdzie przy torach kolejowych mamy kolejną ruinę. W 1880 roku właściciel sąsiednich wiosek Edward Chyliński wydał swoją córkę Jadwigę za Jana Jodko-Narkiewicza. Zbudował on piętrowy pałacyk i stajnie obok. Niestety, oglądamy tu ten sam widok, co w Przywałówce: niegdyś wspaniałe zabudowania wykorzystywane w okresie sowieckim stoją dziś bez dachu i opuszczone. Taki sam los spotkał stajnie. Ludzie szybko tracą swe unikalne zabytki i jedynie nieliczni się reflektują starając się zrobić coś dla ich ratunku.

Stajnie Jodko-Narkiewicza w Jochimowcach (fot. Dmytro Antoniuk)

Nie ucieszy nas również to, co zobaczymy w Bębnówce, którą swego czasu opisywał Roman Aftanazy. Tutejszą rezydencję wybudował również Jerzy Jodko-Narkiewicz w połowie XIX wieku. Za swego życia zdążył zgromadzić tu wiele dzieł sztuki. Wspominane są obrazy Józefa Brandta „W Bębnówce w stepie” i Jacka Malczewskiego „Głowa mułata”, tureckie trofea spod Wiednia, szafy gdańskie i porcelana miejscowych zakładów oraz pokaźnych rozmiarów biblioteka.

Po śmierci Jerzego, gospodarzył tu jego syn Jan. W okresie sowieckim w pałacu była szkoła, obecnie jest to ruina bez dachu. Czy są to ruiny właściwego pałacu – nie wiadomo. Wokół – zdziczały park ze stawem. Zachował się też kościół katolicki. Prawdopodobnie stary, ale o wyglądzie bardzo zmienionym.

Sąsiednią wioską jest Kupiel. Mimo iż leży o jakieś 10 km od Bębnówki, radzę zrobić hak i trasą P48 pojechać przez Wójtowce. W ten sposób samochód będzie cały i nerwy spokojne. Warto tu też wstąpić, aby zobaczyć dwa zabytki. Pierwszym jest niewielka neogotycka kaplica na cmentarzu katolickim. Wystawiła ją rodzina Chylińskich, do której należał Kupiel od połowy XIX wieku do przyjścia bolszewików. Mimo iż zbezczeszczona i ograbiona, jednak zachowuje dawne piękno. Wewnątrz są epitafia Wincentego Chylińskiego (zmarł w roku 1854), który wykupił wioskę od Poniatowskich, jego syna Edwarda (zmarł w roku 1881) i żony Pauliny z Omiecińskich (zmarła w roku 1876). Obok kaplicy – kilka starych nagrobków.

Kaplica grobowa Chylińskich w Kupieli (fot. Dmytro Antoniuk)

Drugim zabytkiem jest kościół pw. Wniebowzięcia NMP, wybudowany przez Annę Poniatowską na początku XIX wieku. Zachowały się oryginalne kolumny, lecz stary, piękny fronton zniszczyła Cerkiew moskiewska, która obecnie używa świątynię.

Niestety, nie odnajdziemy tu już sympatycznego pałacyku z końca XVIII wieku. Otaczał go malowniczy park – wycięli go chłopi którzy również zrujnowali pałac. Miejsce to nazywane jest dziś „Kasztanami”, bo zachowało się kilka tych drzew z całego parku.

Będąc w tych okolicach warto zajechać do Wołoczysk, oddzielonych od Podwołoczysk rzeką Zbrucz. Tędy przebiegała granica II Rzeczypospolitej.

W II połowie XVIII wieku miasteczko dostało się Fryderykowi Józefowi Moszyńskiemu, zawziętemu targowiczaninowi. Przed swoją zdradą zdążył dla Wołoczysk zrobić wiele dobrego: wybudował szkołę, założył bank i ufundował kościół pw. Św. Trójcy, czynny do dziś. Moszyński nazwał na swoją cześć podmiejskie tereny Fryderykowem i zbudował tu swój pałac. Dziś jest to sanatorium, które wykorzystuje jedną ze starych budowli. Jest to właśnie „polski pałac”, jak tu mówią. Sądząc z architektury, został on wybudowany już znacznie później przez Ledóchowskich, kolejnych właścicieli Wołoczysk w XIX wieku.

Nad Dniestrem
Będąc na Podolu, trudno się powstrzymać, aby nie wstąpić do jego stolicy – Kamieńca Podolskiego. Bywałem tu wiele razy, ale dawnej wioski Zinkowce, dziś części miasta, nie odwiedzałem nigdy.

Na początku XIX wieku żona Franciszka Ksawerego Branickiego (tego od targowicy) zbudowała tu swój pałac. Ziemie te otrzymała w darze od Katarzyny II. Gdy Zinkowce wykupił Józef Bętkowski, znacznie przebudował rezydencję. Niestety, nie zachowała się do dziś, ale olbrzymia oficyna, wystawiona w 1890 roku dla Antoniny z Bętkowskich Czyżkowej, pełni dziś funkcję miejscowej biblioteki.

Zinkowce były zamiejską rezydencją katolickich biskupów kamienieckich i dlatego opodal jest niewielki czynny kościółek, wystawiony jeszcze w XVIII wieku.

Bohater powstania listopadowego Józef Dwernicki swoją główną podolską rezydencję miał w miejscowości Zawale (zachowała się do dziś, ale bez piętra). W 1820 roku po zakończeniu wojen napoleońskich, podczas których Dwernicki brał udział w walkach przeciwko Rosji, i po amnestii nabył on od szlachcica Glinki miejscowość Ujście nad Dniestrem na południowy wschód od Kamieńca. Wiemy, jak wyglądała ta rezydencja z rysunku Napoleona Ordy. Dziś z głównego budynku, wybudowanego tak, aby z jego miejsca roztaczał się widok na Dniestr, pozostały same ruiny.

Majątek Dwiernickich w Ujściu (fot. Dmytro Antoniuk)

W dość dobrym stanie zachowały się natomiast stajnie i zabudowania gospodarcze w stylu neogotyckim. Przed kilkoma laty ktoś rozpoczął ich remont, nakrył nowym dachem, planując najwyraźniej założyć tu bazę turystyczną. Jednak prace wstrzymano. Ale pomimo wszystko warto tu przyjechać dla samych widoków.

Jadąc z Kamieńca na północ, przed wioską Szatawa (jest tu bardzo interesująca murowana cerkiew-rotunda z 1844 roku), można skręcić na Abrykosówkę i stąd dojechać do zagubionej wioski Supruńkowce, leżącej w jarach rzeki Tarnawki. Radzę od razu samochód zostawić przy sklepie na wzgórzu i stamtąd pieszo zejść do źródła nadzwyczaj smacznej wody, którą nawet sprzedają w butelkach. Obok źródła widnieje jakaś potężna ruina. Jest kilka wersji jej pochodzenia. Prawdopodobnie był to majątek Szydłowskich, właścicieli wioski w XIX wieku. Możliwe jednak, że są to pozostałości zamku, o którym wspomina kilku podróżników.

Do tej ruiny prowadzi ponad źródłem droga przez murowaną bramę, za którą widnieje opuszczony budynek i takiż kościół pw. Najśw. Serca Jezusowego, ufundowany przez Szymona Szydłowskiego. Po tym, jak w czasach sowieckich coś tam w nim produkowano, obecnie stoi opuszczony – widocznie nie ma już w wiosce katolików. Jest tu nadzwyczaj cicho i jedynie woda ze źródła wypełnia swym szmerem tę ciszę.

Po przeciwnej stronie jaru stoi czynna cerkiew prawosławna, do której prowadzi interesujący arkadowy mostek – to wszystko co jest do oglądania w Supruńkowcach.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 17 (357), 15 – 28 września 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.