Polskie rezydencje Żytomierszczyzny. Część 5

-a A+

Tym razem powędrujemy po rezydencjach, położonych na południowych krańcach obw. żytomierskiego.

W poprzednim odcinku zatrzymaliśmy się w dawnym miasteczku, obecnie wiosce Chodorków, gdzie są jeszcze resztki wielkiego majątku Lewandowskich, pozostałości murów klasztoru dominikanów i kaplica rodu Podhorskich na starym cmentarzu. Teraz wyremontowaną niedawno drogą przemieścimy się 7 km na wschód do wioski Lipki. Od dawna był to zachodni przysiółek miasteczka Krywe, gdzie w stanie skrajnej ruiny stoi jeszcze dwór Jurkiewiczów. Pisałem o tej rezydencji w pierwszym wydaniu „Polskich zamków i rezydencji na Ukrainie”. Wówczas nie wiedziałem, że w sąsiednich Lipkach też jest co podziwiać.

Wioska po raz pierwszy wspomniana jest w 1618 roku. Pod koniec wieku XVIII należała do Morszkowskich, z których Cecylia wyszła za mąż za księcia Jabłonowskiego. Wybudowała swój dworek wśród lipowego gaju prawie w centrum wioski, obok starej drewnianej cerkwi. Wszystko to przepadło w 1918 roku.

W 1824 roku wioska przeszła do jej siostry Angeliki Radziwiłłowej, małżonki księcia Aleksandra. W 1850 roku właściciel wioski Antoniów spod Skwiry (zachowała się tam przedziwna kaplica-zikkurat rodu Podhorskich), Ignacy Podhorski wykupił od Radziwiłłów Lipki i przekazał je swemu synowi Leonowi Urbanowi. Ten obrał karierę medyka i po studiach powrócił na zawsze do Lipek. Na południowo-wschodnim krańcu wsi, na pagórkach nad rzeką Krywianką wybudował on wspaniały dwór. Jego centralne komnaty dekorowały liczne obrazy i weneckie lichtarze, ale głównym skarbem rodu była znaczna biblioteka. Rzekę przegrodzono groblą i urządzono staw ze sztucznymi wyspami. Wcześniej pędzono tamtędy trzody na pastwisko, więc stało się to początkiem napięć w stosunkach miejscowej ludności z Leonem Podhorskim. Właściciel majątku starał się dobrze traktować mieszkańców wioski. Jako lekarz raz w tygodniu bezpłatnie przyjmował wiejskie dzieci. Prócz tego, będąc członkiem komisji poborowej w Skwirze, wypisywał fałszywe zaświadczenia, chroniąc tym młodzież z Lipek przed poborem do wojska. Jednak w lipcu 1906 roku chłopi się zbuntowali. Odmówili zbioru plonów z pól Podhorskiego za opłatę, którą proponował. Wówczas Podhorski przywiózł z guberni kurskiej chłopów, gotowych pracować za oferowane pieniądze. Jednak miejscowi przeszkodzili ich pracy. W końcu ze Skwiry przybyło wojsko i rozpędziło protestujących. Zginęła przy tym jedna osoba i kilka zraniono, wielu aresztowano. W następnym roku Podhorski starał się załagodzić stosunki, dając drewno na budowę szkoły we wsi. Miał nadzieję, że nazwą ją jego imieniem, ale nadano jej imię carewicza Aleksieja. Szkoła zachowała się do dziś i nadal pełni swą funkcję.

Nadszedł rok 1917. Leon Urban Podhorski już od dwóch lat nie żył. Prawdopodobnie został pochowany w rodowym grobowcu w Chodorkowie. Majątek przeszedł do jego dzieci Augustyny, Jadwigi i Eleonory. Nie wiadomo, które z nich było właścicielem, bowiem chłopi, pamiętając jedynie całe zło, a nie dobre czyny Leona Urbana, całkowicie zniszczyli wspaniałą rezydencję. Podhorskim udało się zbiec. Pięknymi meblami i cennymi książkami palono w piecu, a kandelabry weneckie po prostu stłuczono. Historyk Kusznir w swej książce o wiosce wspomina, że po terenie zniszczonego dworu jeszcze długo snuły się dwa nieszczęsne pawie, które wcześniej mieszkały w ogrodach. Z samego dworu nie pozostało ani śladu i na tym miejscu kołchoz wystawił swoje zabudowania. Zachowana jedna z bram jest starym wjazdem do rezydencji Podhorskich. Na przeciwległym brzegu stawu zachowała się potężna budowla starego młyna, przypominająca swą wieżą średniowieczny zamek. Podhorski wybudował młyn w 1882 roku według projektu niemieckich architektów, oficjalnie nosił on nazwę „Parowy walcowy młyn mączny i olejarnia” i produkował 17 gatunków mąki i olej. Umieszczono w nim potężny silnik parowy o mocy 8 koni mechanicznych, napędzający generator elektryczny, który jako pierwszy w Lipkach wyrabiał energię elektryczną. W czasie niszczenia majątku Podhorskich zniszczono również młyn, którego już nie odnowiono. Nie sposób zrozumieć wiejskich barbarzyńców – przecież ten cud techniki mógł im służyć jeszcze przez długie lata.

Mocno zniszczony i rozgrabiony młyn wykupili przed kilku laty biznesmeni z Kijowa i mają zamiar otworzyć tu ośrodek rekreacyjny. Wyremontowano już wieżę i mury, wstawiono okna, po czym prace wstrzymano i stary młyn Podhorskich czeka na lepsze czasy…

Chciałbym dodać, że rodzina Podhorskich znana jest również w Kijowie. Przy ul. Jarosławiw Wał, prawie naprzeciwko ambasady Polski stoi znany „budynek barona”, przez pomyłkę przypisywany baronowi Steingelowi. W rzeczywistości wybudował go w 1898 roku architekt Mikołaj Dobaczewski (jeden z autorów Kanału Panamskiego) dla Michała Podhorskiego – młodszego brata Leona. Po przedwczesnej śmierci Michała w 1899 roku właścicielem tej wspaniałej willi był Leon. Mieszkał tu do 1910 roku, następnie sprzedał go Karolowi Jaroszyńskiemu. Pomimo lat władzy komunistycznej wnętrze budynku zachowało wspaniałe dekoracje i piece kaflowe.

Nieco zboczyłem z tematu… Wracamy.

Jadąc z Lipek trasą T-0601, wzdłuż której w prawie każdej miejscowości zachowały się ślady po polskich właścicielach tych ziem, wjeżdżamy do Żytomierza. Nie mogłem powstrzymać się, by nie zajrzeć do Wolicy. Bywałem tu już wcześniej, ale nie udało mi się zobaczyć od wewnątrz skromnego dworku Rozciszewskich, w którym obecnie mieści się szkoła. Trafiłem tu w dzień powszedni i nareszcie się udało. Zaznaczę jedynie, że na klatce schodowej zachowały się dwie półkolumny w narożnikach – i tyle ze starego wystroju.

Wnętrza dworu Rozciszewskich w Wolicy (fot. Dmytro Antoniuk)

Dalej droga prowadziła w okolice centrum rejonu, do miejscowości Lubar, leżącej na południowym zachodzie obwodu żytomierskiego. Właściwie – do miejscowości Hlezna.

Zachowały się tu zabudowania gospodarskie rezydencji Jangełowiczów. W 1882 roku, jak podaje „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego”, wioska należała do Miłoszewskich. Dopiero później miejscowość wykupili Jangełowiczowie i wznieśli tu wspaniałą rezydencję. Główny dwór powstał w stylu modernistycznym, dekorowany delikatną wieżyczką. Niestety został całkowicie zniszczony. Jak podaje krajoznawca Ihor Dowbusz, wystawiła go w roku 1897 Marcelina Jangełowicz, a później oddała go w dzierżawę Marii Pieńkowskiej. Przypuszczalnie, nieco archaiczna budowla w centrum wsi, mieszcząca dziś klub, była pierwotnym dworem Miłoszewskich. Do ostatniej wojny była to budowla piętrowa. Do głównego budynku przybudowano garaż. Sądząc z nowoczesnego stylu prowadzenia gospodarki, Jangełowiczowie mieli i powozy, i auta.

Nadzwyczaj interesującą budowlą jest zachowany do dziś spichlerz Jangełowiczów. Wystawiono go w neogotyckim stylu z czerwonej cegły, która bezchmurnym wieczorem świeci przy zachodzącym słońcu.

Przed spichlerzem umieszczono stajnię i kuźnię z dekoracyjną bramą. Zachowały się również: budynek dla czeladzi (obecnie jako mieszkalny), drewniano-kamienny młyn, loch i lodownia. Wszystkie te budowle należały do rezydencji i warto tu skręcić z głównej trasy, pomimo niedogodności częściowo brukowanej drogi bocznej.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 7-8 (347-348), 27 kwietnia – 14 maja 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.