Polskie rezydencje Żytomierszczyzny. Część 3

-a A+

Ilekroć trafię na nieznany mi wcześniej dworek, cieszę się jak dziecko. Tym razem też miałem sporo szczęścia…

Opowiadając o mało znanej wiosce Nowy Zawód, leżącej wśród błot i lasów na zachód od Żytomierza, nie można nie wspomnieć nazwiska rodziny Szlenkierów, dzięki którym zachowały się dominujące w tej wsi zabytki, godne naszej uwagi. Przede wszystkim kilka słów o Karolu Janie Szlenkierze. Urodził się w Warszawie w 1839 roku w rodzinie niemieckich przemysłowców, którzy w XVII wieku przywędrowali do Polski, prawdopodobnie ze Schwarzwaldu, i z czasem tu się spolonizowali. O autentycznym patriotyzmie rodziny świadczy fakt udziału Szlenkiera w miejskiej delegacji przedstawicieli wszystkich stanów Warszawy, która 28 lutego 1861 roku przybyła do rosyjskiego namiestnika Królestwa Polskiego Michaiła Gorczakowa w celu przekazania odezwy do cara Aleksandra II po krwawej rozprawie z manifestacją na Krakowskim Przedmieściu. Zgromadzenie kupców w tej delegacji przedstawiał Franciszek Ksawery Szlenkier. Inny członek rodziny, Józef Władysław, brał bezpośredni udział w powstaniu styczniowym, za co został zesłany na Sybir.

Nowy Zawód – dworek Szlenkierów (fot. Dmytro Antoniuk)

Według historyka i krajoznawcy Wołodymyra Denysewycza, Karol Szlenkier, mimo iż nie miał specjalnego wykształcenia, będąc osobą dość młodą, opiekował się kilkoma skromnymi majątkami ojca i kilkoma niewielkimi warsztatami rymarskimi. Postawił sobie za cel zdobycie pozycji przedsiębiorcy i dążąc do tego celu jak mógł ograniczał we wszystkim siebie i własną rodzinę. Przez kilka lat sypiał w gabinecie na kanapie, żona zaś i dzieci żyli w bardzo skromnych warunkach. Dzięki takiemu spartańskiemu trybu życia udało się mu osiągnąć sukces. W 1889 roku założył spółkę „Fabryka Firanek, Tiulu i Koronek. Szlenkier, Wydżga & Weyer”, która wyprzedziła wszystkich konkurentów. Wcześniej, w 1875 roku, w Berdyczowie Karol Szlenkier otworzył garbarnię skóry, przynoszącą też niemały dochód. To właśnie z tej fabryki podczas I wojny światowej zaopatrywano armię rosyjską w pasy i buty skórzane.

Właściciel nie zapominał też o swoich pracownikach: otworzył trzyletnią szkołę rzemieślniczą dla dzieci swoich pracowników. Początkowo mieściła się ona przy ul. Leszno, a od 1913 roku przeniesiono ją na ul. Górczewską i nazwano imieniem Karola Jana Szlenkiera (zmarł w 1900 roku i został pochowany na cmentarzu ewangelickim). Przed II wojną światową w budynku szkoły mieścił się Państwowy Instytut Robót Ręcznych, а obecnie Instytut Badań Edukacyjnych. Pracownikom fabryk Szlenkiera przez pięć lat wydawano akcje kapitału zakładowego. W Warszawie i Berdyczowie Karol Szlenkier był członkiem sądu handlowego, stał na czele Rady Muzeum Przemysłu i Gospodarki Rolnej, opiekował się sztuką polską.

Przy pl. Zielonym w Warszawie wystawił w 1883 roku wielki dom, gdzie mieszkał z małżonką pochodzącą z rodziny Grossów i czwórką dzieci.

W 1881 roku Karol Szlenkier zakupił tereny w Nowym Zawodzie pod Żytomierzem. Jego syn Karol Stanisław zbudował drewniany kościół pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, który konsekrowano w 1906 roku. Prawdopodobnie w tym okresie powstały również rezydencja i tartak. Karol Szlenkier mieszkał przeważnie w Warszawie i Berdyczowie, pilnując spraw swych garbarni. Do Nowego Zawodu przyjeżdżał niespotykanym w tej głuchej wsi automobilem.

Na początku I wojny światowej, gdy front rozdzielił Warszawę i Berdyczów, Szlenkierowie znaleźli się po stronie rosyjskiej, ale nie mając zamiaru tam pozostawać przez Norwegię wrócili w 1921 roku do stolicy. Prawie cały majątek, powstały z ciężkiej pracy, poszedł z dymem. Najbardziej jednak rodzina ucierpiała podczas II wojny światowej. Zięć Karola Jana, prof. Chrzanowski zginął w obozie koncentracyjnym, starsza córka Maria Anna – w czasie oblężenia Łodzi, ich siostrzeniec Andrzej – z rąk NKWD w Katyniu, a sam Karol Stanisław i jego żona Halina zginęli podczas powstania warszawskiego.

Wjeżdżając do Nowego Zawodu od razu zobaczyłem po prawej przed wjazdem do wioski dworek Szlenkierów. Wyróżnia się wielkością i architekturą. Gdy podjechałem bliżej, ze zdziwieniem zobaczyłem na fasadzie rogi jelenia. Prawdopodobnie umieścił je ktoś z obecnych właścicieli dworku, który podzielono pomiędzy kilka rodzin. A może umieścił je tam sam Szlenkier, chociaż jest to mało prawdopodobne.

W centrum wioski zachował się stary drewniany kościół z 1906 roku, o którym wspominałem. W czasie represji stalinowskich został zamknięty i zamieniony na klub. Po wojnie został zwrócony wiernym, ale nabożeństwa odbywają się tu rzadko, tylko wtedy gdy przyjeżdża kapłan z Żytomierza lub Berdyczowa. Obok zachował się murowany budynek plebanii. Chociaż wierni rzymskokatoliccy raczej znani są z pieczołowitego stosunku do swych świątyń, to kościół w Nowym Zawodzie znalazł się na krawędzi ruiny. Wspaniałe drewniane ściany zabytku pokryto blachą, w tych zaś warunkach drewno bez dostępu powietrza szybko gnije. Dobrze znane jest to mieszkańcom Polesia. Kościół, który przetrwał czasy stalinowskie i okupację niemiecką, może nie wytrzymać stosunku do niego obecnych parafian.

Dwór Gerarda Potockiego
Do miejscowości Hłyboczek można dojechać leśną wojskową drogą przełożoną przez lasy i błota, łączącą wieś Wysoki Piec na trasie do Starokonstantynowa i trasę z Żytomierza do Berdyczowa. Dojazd nie będzie zbyt komfortowy, ale wart jest pokonania tej drogi, bo w centrum wsi, koło szkoły, w otoczeniu starego parku zachował się wspaniały zabytek klasycystycznej architektury dworków szlacheckich z pierwszej połowy XIX wieku.

Dwór Gerarda Potockiego w Hłyboczku (fot. Dmytro Antoniuk)

Niestety sam dworek był zamknięty i nie mogę stwierdzić, co zachowało się wewnątrz. Ale nauczyciel muzyki z tutejszej szkoły, którego spotkałem, podarował mi wspaniałe wydanie książki krajoznawców Rusłana Kondratiuka i Ołeny Tunik „Hłyboczek i Kruta”, skąd właściwie czerpię swe wiadomości o dworku.

Prawdopodobnie dworek wystawił Gerard Potocki na początku XIX wieku, bo już w 1814 roku sprzedał wioskę Hłyboczek i cały majątek Niemcu, lekarzowi w służbie rosyjskiej, Janowi Frebingowi. Jego syn Iwan sprzedał te ziemie sekretarzowi gubernialnemu Władysławowi Diatołowiczowi. Później Hłyboczek i dworek Potockich kilka razy przechodziły do innych właścicieli, aż ostatnią z nich została Barbara Baratowa z nietytułowanego rodu Gorlenków, mających posiadłości w okolicach miasta Pryłuki. W tym czasie już nie istniało wspaniałe murowane ogrodzenie wokół dworku, które zostało sprzedane przez dzierżawcę Obermana na cegłę.

Tak czy inaczej, radzę, by nie zważając na kiepską drogę, pojechać do Hłyboczka, żeby zobaczyć ten skromny cud, który dotrwał do naszych czasów praktycznie bez przebudowy, co już samo w sobie jest nie byle jaką gratką.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 5 (345), 17 – 30 marca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.