Jazłowiec – miasteczko zadziwiających portali

-a A+

Niewielka, bo licząca jedynie pięćset mieszkańców miejscowość w rejonie buczackim obwodu tarnopolskiego posiada kilkaset unikalnych zabytków historycznych i może śmiało konkurować z największymi turystycznymi ośrodkami Ukrainy.

Niegdyś było to dość znane w Galicji miasto, ale z końcem XVIII wieku zaczęło podupadać. Wykończyli je ostatecznie Rosjanie, gdy w 1916 roku ciężkie bombowce „Ilia Muromiec” wspierając atak wojsk lądowych w ramach operacji jazłowieckiej podczas ofensywy Brusiłowa zrównały miasto z ziemią. Swój wkład w zniszczenie miasta miał też ostrzał artyleryjski. Rosjanie całkowicie zniszczyli ratusz, obronną synagogę i całą renesansową zabudowę mieszkalną.

W 1934 roku Jazłowiec utracił prawa miejskie, a w 1940 ostatecznie zdegradowano go do poziomu wsi. W 1947 roku odebrano mu nawet jego historyczną nazwę i nazwano Jabłuniwką. Pod tą nazwą znany był aż do upadku ZSRR.

Interesujące jest to, że na wielu kamienicach w Jazłowcu zachowały się portale o wielkiej wartości artystycznej. Właśnie tym dziełom sztuki kamieniarskiej będzie poświęcony artykuł. Gdybyśmy rozpoczęli od historii miasta, powstałaby gruba księga, nie da się jednak pominąć krótkiej wzmianki historycznej.

Za legendarnego założyciela miasta uważany jest niejaki Jaś – łowiec, który ze swą drużyną zawitał w te okolice. Pierwsza pisemna wzmianka o miejscowości datowana jest 1373 rokiem. Uważa się, że ze względu na wyjątkowo korzystne położenie, a Jazłowiec leżał na ożywionym Via Regia – królewskim trakcie handlowym ze Lwowa do Mołdawii, miasto szybko się bogaciło.

Pierwsi właściciele miejscowości pozostali nieznani. Około 1436 roku Jazłowiec, jako posag niejakiej Katarzyny przeszedł do Teodoryka Buczackiego herbu Abdank, który w tym czasie sygnował dokumenty jako Teodoryk z Buczacza Jazłowiecki. Jego potomkowie byli już „tylko” Jazłowieckimi i mieli w swoim posiadaniu miasto do 1607 roku – do czasu, gdy wraz ze śmiercią Hieronima Jazłowieckiego ten słynny ród przestał istnieć.

W okresie panowania Jazłowieckich wybudowano główne zabytki miasta, które dotrwały do naszych czasów: Stary Zamek (jest jeszcze nowy, zwany Dolnym), wybudowany pod koniec XVI wieku w stylu gotycko-renesansowym olbrzymi kościół Wniebowzięcia NMP oraz kościół ormiański Surb Nikogaios z 1551 roku (obecna cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy).

W XVI wieku Jazłowiec posiadał prawo jarmarków i był jednym z największych miast Podola. To wtedy osiadły tu dość liczne gminy ormiańska i żydowska, w czyich rękach faktycznie skupiał się cały handel. W latach 1672-1684 w Jazłowcu rządzili janczarzy. Obok miasteczka przebiegała bowiem granica pomiędzy Rzeczpospolitą a Portą Otomańską i miasteczko było głównym bastionem tureckim. Turcy nie tylko odnowili zrujnowany zamek, ale rozbudowali go i umocnili. W 1683 roku wojewoda krakowski Jędrzej Potocki próbował odbić Jazłowiec, ale mu się to nie udało. Janczarów wypędzono z miasta dopiero we wrześniu następnego roku.

Po tym, jak Turcy opuścili Podole, zamek utracił swoje znaczenie obronne. W 1746 roku właścicielem zamku został kasztelan krakowski Stanisław Poniatowski – ojciec ostatniego króla Rzeczypospolitej. W 1747 roku przeprowadził on rekonstrukcję Dolnego Zamku, przebudowując go na rezydencję pałacową. Wówczas to rozbito na przedpolu pałacu wspaniały park, którego tereny zachowały się do dziś.

W 1863 roku ostatni właściciel zamku baron Krzysztof Błażowski, który już od dawna nie mieszkał w pałacu, przekazał go siostrom Zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia NMP na klasztor. Siostry prowadziły w nim szkołę dla dziewcząt do 1946 roku, do czasu wypędzenia ich przez sowietów. Nowe władze umieściły tu technikum weterynaryjne, później – obwodowe sanatorium pulmonologiczne. Siostry niepokalanki powróciły do Jazłowca dopiero w 2002 roku i obecnie sąsiadują tu klasztor i sanatorium.

Portale Górnego Zamku
Ozdobą Jazłowieckiego zamku jest olbrzymia wieża z bramą zamkową, wystawiona przez hetmana Jerzego Jazłowieckiego (1510–1575). Grubość ścian olbrzymiej baszty sięga 4 m! Ale główną ozdobą zamku jest brama wjazdowa, położona 8 m nad poziomem otaczającego terenu. Takiej konstrukcji w żadnym innym miejscu na Ukrainie nie ma. Do zamku przez bramę można było dostać się przez specjalny pomost-pochylnię.

Portal w bramie udekorowany jest całym kompletem herbów właścicieli. Na górze znajduje się herb Jazłowieckich „Abdank” z literami „G. I.” (Georgius Iazlowiecki). Poniżej mamy dwa herby. Po lewej „Dębno” – herb babki hetmana Barbary Sienieńskiej z Oleska, a po prawej „Ciołek” – Ewy z Podfilipskich, matki Jerzego. Poniżej jest jeszcze jeden herb, ale jego rysunek uległ zniszczeniu, więc nie wiemy, do kogo należał.

Zagadkę tę rozwiązał niedawno krajoznawca z Buczacza Anatol Bojkiw. Zwrócił uwagę na fotografię portretu Jerzego Jazłowieckiego ze zbiorów znanego polskiego historyka Aleksandra Czołowskiego (1865–1944). Za figurą fundatora zamku przedstawiona jest tarcza herbowa z czterema herbami – tymi samymi, które przedstawione są na portalu bramy. Okazuje się, że czwarty herb to „Szeliga”. Rodzi się jednak pytanie – do kogo z rodziny Jerzego należał? Logicznie byłoby przypuścić, że do małżonki hetmana Elżbiety Tarło. Ale jej rodowym herbem był „Topór”. Do kogo więc należał? Prawdopodobnie do drugiej babki hetmana. Pod herbami umieszczona była dawniej jeszcze tablica fundacyjna, jednak zniknęła w czasie I wojny światowej.

Portal ten kiedyś upiększał jedną z renesansowych ormiańskich kamienic i został przeniesiony na zamek na początku ХХ wieku. Wszystko zostało zaaprobowane. O tym, że wewnętrzny portal pałacowej bramy został sprowadzony z ormiańskiej kamienicy, wiedzą nieliczni.

Od strony dziedzińca zamkowego portal też jest udekorowany nie mniej bogato. Ozdobiono go rozetami, ornamentami roślinnymi, stylizowanymi liliami i innymi ornamentami. Głównym jednak jego „rodzynkiem” jest para smoków, broniących wejścia. Na pierwszy rzut oka wydają się bez skrzydeł, ale gdy przyjrzymy się im lepiej, zobaczymy małe skrzydełka. Interesujące są wydobywające się z ich paszczy płomienie stylizowane na ornamentykę roślinną.

Podobne do tych smoków są również dekoracje południowego portalu kościoła szpitalnego w mieście Hamersleben w Niemczech. Tam również widzimy parę smoków, z których paszczy zamiast płomieni wydostają się gałązki winne.

Należy zaznaczyć, że w średniowieczu smoki były częstym elementem dekoracyjnym budynków. Takie dekoracje można napotkać również w Galicji, m.in. na cerkwi Zaśnięcia NMP w miejscowości Kryłos (obw. iwanofrankowski), na terenie której była kiedyś stolica Księstwa Halicko-Włodzimierskiego. W tej świątyni możemy również zobaczyć rzeźbę podobnej legendarnej bestii. Sama płaskorzeźba jest starsza od świątyni i pochodzi ze zrujnowanej w XII wieku cerkwi. Prawdopodobnie miała jeszcze swego symetrycznego „brata”, na co wskazuje charakterystyczne pęknięcie płyty.

Maszkarony i skrzydlate boginie
Nie mniej interesującą dekorowany jest portal przebudowanego na rezydencję „Dolnego Zamku”. Wyraźnie różnią się jego części – „klasztorna” i „sanatoryjna”. Ta ostatnia jest mocno zaniedbana, ale zachowały się w niej autentyczne okna. Natomiast w części „klasztornej” część okien została zamurowana, część zamieniono na plastykowe. Fasada części środkowej – dawna wieża bramna – jest udekorowana herbami „Ciołek” i „Pogoń”. Tym razem „Ciołek” jest herbem Poniatowskich. W Rzeczpospolitej ten sam herb mógł należeć do kilku różnych rodzin. Podobnie jest z „Pogonią” (jeźdźcem z szablą). Nie był to jedynie herb Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale tym herbem pieczętowała się też rodzina Konstancji z Czartoryskich, małżonki Stanisława Poniatowskiego.

Herby umieszczono na tradycyjnym w tych czasach tle – kompozycji złożonej z militariów: sztandarów, kul, broni białej, tarabanów itd. Pod tym tłem umieszczony został order Orła Białego – odznaczenie wojskowe ustanowione przez Poniatowskich. Stanisław Poniatowski był jego kawalerem i był z tego dumny. Całość zwieńczona jest koroną. Niektórzy twierdzą, że jest to symbol syna króla. Niesłusznie, nie jest to bowiem heraldyczna korona królewska czy książęca, lecz zwykła – szlachecka. Takich zwieńczonych koroną herbów jest mnóstwo.

Portal przy bramie wjazdowej też bogato jest dekorowany rzeźbą, rozetami, wazonami, ornamentyką roślinną, maszkaronami. Te dekoracje jednak blakną na tle zewnętrznego portalu. Mamy tu wspaniale rzeźbione półkolumny z jońskimi kapitelami, skrzydlate boginie zwycięstwa, maszkarony i lwie paszcze… Ponad tym góruje napis: Honestus rumor alterum est patrymonium – Dobra sława też jest dziedzictwem. Była to dewiza rodu Poniatowskich. Innymi słowy: eklektyka, renesans i barok w pełnej krasie. Fronton również udekorowano podobnie jak poprzedni: w „Ciołka”, „Pogoń”, militaria i koronę.

Renesansowe wspaniałości
Dość interesującym zabytkiem Jazłowca jest olbrzymi obronny kościół Wniebowzięcia NMP (1589–1590) ufundowany przez Mikołaja Jazłowieckiego. Znany też jest jako kościół dominikański – po konsekracji świątyni przez arcybiskupa lwowskiego Jana Dymitra Solikowskiego przekazany zakonowi dominikanów, który później, po roku 1780 został skasowany przez władze austriackie.

Szczególne wrażenie sprawia czterokondygnacyjna wieża-dzwonnica, niczym nie różniąca się od fortyfikacji zamku (taka właściwie była jej pierwotna funkcja). Świątynia już od dawna jest w stanie awaryjnym, a jej dach runął jeszcze na początku lat 90. XX w.

Ale i tu nie zabrakło dekoracyjnego portalu. Ten jest dekoracją bocznego wejścia i ma charakterystyczne rysy późnego renesansu, jego dekoracją jest herb „Abdank”. Portal jest charakterystyczny dla szkoły podolskiej z tego okresu. Nieco skromniejszy portal dekoruje wejście główne do kościoła. A już zupełnie skromny jest portal między prezbiterium a zakrystią.

W kościele częściowo zachowały się freski, gęsto popstrzone współczesnym graffiti przez odwiedzających to miejsce turystów. Widoczne są tam również autografy turystów z Polski. Kościół był rodową kryptą Jazłowieckich. Wejście do krypt znajduje się przy bocznym wejściu do świątyni. Spoczywali tu fundator Mikołaj Jazłowiecki, jego siostra Jadwiga, jego syn Hieronim. W tym kościele spoczął również znany polski kompozytor okresu renesansu Mikołaj Gomułka. Jego epitafium wmurowano po lewej stronie od wejścia.

Kolejnym renesansowym zabytkiem Jazłowca jest obecna cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy (dawny kościół ormiański Surb Nikogaios). Wejście do świątyni ozdobione jest portalem, bardzo podobnym do opisanego wyżej portalu kościoła. Świątynię wzniesiono w 1551 roku. Jak i inne budowle sakralne w miasteczku miał on charakter obronny. Na początku wieku XVII przy południowej ścianie kościoła dobudowano czworokątną wieżę, pełniąca funkcję dzwonnicy. Jej architektura bardzo przypomina wieże kościołów ormiańskich w Kamieńcu Podolskim i we Lwowie. W wieży mamy kolejny portal. Jest nieco „zamaskowany” i znajduje się od strony wewnętrznej wejścia do wieży. Na portalu widnieje napis po ormiańsku i dekoracja w postaci aniołków.

Tablica fundacyjna nad wejściem do dawnego kościoła ormiańskiego (fototerra.ru)

Ormianie opuścili Jazłowiec w II połowie XVIII wieku, co najprawdopodobniej, podobnie jak i w innych miasteczkach tych okolic, związane było z epidemią dżumy z lat 1770–1771. W 1809 roku świątynię przekazano grekokatolikom.

Drzeworyt z 1898 roku Jazłowiec Buczacz. Dom ormiański (z archiwum autora)

Utracone portale
O innych portalach możemy sądzić jedynie ze starych zdjęć i pocztówek. Jednym z takich wspaniałych i bogato zdobionych był portal przy wejściu do synagogi Wielkiej.

Bożnicę wystawiono w XVI wieku na jednym z okolicznych wzgórz. Tradycyjnie w tamtych czasach był to nie tylko dom modlitwy, ale też jeden z obiektów obronnych miasta. W roku 1916 synagoga została mocno uszkodzona przez rosyjską artylerię, jednak pod koniec lat 20. odbudowana na koszt gminy żydowskiej w USA. W czasie II wojny światowej synagoga znów została zniszczona. Po wojnie została rozebrana na materiały budowlane.

W okresie renesansu do połowy wieku XVIII większość mieszkańców śródmieścia stanowili ormiańscy kupcy, którzy nie szczędzili pieniędzy na zdobnictwo swoich domów – sprawiało im to przyjemność, a i przed sąsiadami było czym się pochwalić. Jak widać na starych zdjęciach, renesansowe portale dekorowały prawie każdą kamienicę. Niestety całe to piękno zniknęło w jednej chwili w 1916 roku.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.