Polskie rezydencje Żytomierszczyzny. Część 2

-a A+

Okazuje się, że w miejscu największego skupienia ludności polskiej na Ukrainie – terenach Żytomierszczyzny – pozostało wiele prawie niezbadanych miejsc polskiego osadnictwa.

Przy jednej z dwóch tras międzynarodowych powstałych przed Euro 2012, tzw. „Warszawce”, łączącej polską i ukraińską stolice przez Kowel i Lublin, po obu jej stronach zachowało się kilka bardzo interesujących miejsc, związanych z Polakami.

Pierwszą z nich jest polska wioska Stepanówka w rejonie ługińskim. W samym centrum miejscowości należy odszukać szkołę, górująca nad jeziorem. Jest to drewniana budowla, wzniesiona w 1905 roku przez Nunę Młodziejowską. W jej rodzinie było kilkoro dzieci i jej brat Ludwik mieszkał właśnie w Ługinkach.

Tam zbudował on skromny teatr dla swej ukochanej żony, która przeniosła się do męża z Wilna, gdzie grała w tamtejszych teatrach. Jakkolwiek brzmi to dziwnie, ale w następnych latach małżeństwo jeździło na gościnne występy do Wilna, Warszawy, Kijowa i Lwowa. Z nimi grywała również siostra Nuny, która wraz z mężem Bolesławem Szurkiewiczem wyemigrowała do Polski w 1918 roku i kierowała jednym z poznańskich teatrów do swej śmierci w 1958 roku.

Los Ludwika Młodziejowskiego złożył się tragicznie: nie udało mu się wyjechać do odrodzonej Polski i zmarł w Żytomierzu jako żebrak. Miejsce jego pochówku jest nieznane. Nieznany jest los samej aktorki, lecz istnieją pewne przesłanki, że udało jej się uratować przed bolszewikami, bo na początku 2019 roku do Stepanówki przyjeżdżał jej wnuk z Poznania – Witold Młodziejowski. Nie miał nadziei ujrzeć dworek swoich przodków. Zachowała się jednak lekka wieżyczka w stylu zakopiańskim, drzewa w starym parku. Podczas spotkania z Grigorijem Kamenczukiem, dziś już nieżyjącym byłym dyrektorem szkoły, który przez ostatnie lata opiekował się starym dworkiem, gość dowiedział się, że w 1918 roku w pobliżu majątku bandyci zamordowali jego babkę Walentynę Młodziejowską, topiąc ją w rzece Żerew. Jeszcze tej samej nocy mieszkańcy wioski wydobyli z rzeki jej ciało i pogrzebali na starym cmentarzu czy to w Ługinkach, czy to w Ługinach.

Żegnając się ze Stepanówką Witold Młodziejowski serdecznie podziękował za zachowanie rodzinnego dworku i zapewnił, że jego rodzina nie ma zamiaru powracać do Stepanówki, ale pragnąłby, aby dworek nadal cieszył oko odwiedzających tę miejscowość.

W Żytomierzu i wokół niego
Na północ od stolicy wschodniego Wołynia w przysiółku Krosznia leży dawny majątek hrabiów Arszyniewskich. Członkowie tej rodziny byli na służbie w armii carskiej od 1834 roku i pierwszym, który przeniósł się w te strony w roku 1891 z okolic Smoleńska, był Andrzej Arszyniewski. Wystawił on rodową rezydencję, którą możemy datować końcem XIX wieku. W 1928 roku w majątku otwarto zawodową szkołę sadowniczo-ogrodniczą. Dziś nosi nazwę agrotechnikum i działa już w nowych zabudowaniach. W starym domu Arszyniewskich otwarto akademik i nie wiadomo, czy zachowało się coś ze starych dekoracji. W okresie sowieckim budynek obłożono kafelkami, ale od tyłu można zobaczyć jeszcze oryginalny stary drewniany fronton.

Andrzej Arszyniewski zachował wiarę katolicką i w 1908 roku obok dworku zbudował kościół pw. św. Wacława, do którego uczęszczała okoliczna ludność polska i koloniści z Czech. W okresie sowieckim świątynię oszpecono, urządzając w niej kombinat spożywczy, ale od 2002 roku, gdy została zwrócona łacinnikom, jest czynna jako jeden z kościołów w Żytomierzu.

Po drodze z Żytomierza do Popielni wstępujemy do miejscowości Łuka, gdzie zachowały się dwa dworki rodziny Dobrowolskich. Pierwszy z nich – otynkowany na biało, prawdopodobnie pochodzi z XIX wieku, wygląda dość skromnie i jedynie ramy okiennie zdradzają, że jest starą budowlą. Natomiast dzisiejsza szkoła mieści się w schludnym domu z czerwonej cegły, zbudowanym prawdopodobnie przez braci Jana i Kazimierza Dobrowolskich na początku XX wieku. Pierwszy z braci w 1904 roku wybudował kilkaset metrów dalej gorzelnię, w której dziś mieści się prywatny młyn. Szkoła prawdopodobnie też została wybudowana w tym czasie.

W listopadzie 2018 roku również Łukę odwiedził potomek pierwotnych dziedziców – Marcin Dobrowolski. Jest wnukiem Jana Dobrowolskiego i posiada dziś w Polsce dwa hotele o nazwie wiosek na Żytomierszczyźnie – Łuka i Tulin, które niegdyś należały do jego rodziny. Został bardzo serdecznie przyjęty przez pani dyrektor szkoły i jej uczniów.

Niestety, gdy w czasach sowieckich ulokowano tu sierociniec i szkołę, zniszczona została narożna wieżyczka, ale reszta znajduje w dobrym stanie.

W sąsiedniej Sosnówce obok rzeczki stoi porzucony, ale wciąż jeszcze piękny piętrowy dworek, wybudowany w 1830 roku przez Sebastiana Padlewskiego w stylu klasycystycznym. Od drogi do zabudowań prowadzi lipowa aleja. Jeszcze niedawno mieściła się tu szkoła. Obecnie przeniosła się do nowych zabudowań, a stara posiadłość, którą po prostu opuszczono, stała się ofiarą wandali i czasu. Wewnątrz możemy zobaczyć sklepione piwnice (część stropu się zawaliła) oraz pozostałości po skromnych sztukateriach na ścianach i suficie. Gdyby przyjechali tu potomkowie Padlewskich, ich spotkanie nie byłoby tak radosne, jak opisane wyżej.

Podobny smutny los spotkał również dworek w sąsiednich Iwankowcach. Oryginalna nazwa miejscowości brzmiała Jankowce. Obecnie została ona zukrainizowana. Od XVIII wieku mieli tu swój majątek Schabiccy herbu Jastrzębiec. W 1883 roku majątek przeszedł do ostatniego z potomków Schabickich – Modesta Jezierskiego. Po dziewięciu latach wybudował tu wspaniały dworek z elementami gotyku. Narożne wieżyczki upiększone były figurami (dwie się zachowały), przypominającymi figury szachowe. Wewnątrz dworek zdobiły sztukaterie (częściowo ocalałe) i piece kaflowe. Jeden z pieców, choć uszkodzony, do dziś dnia jest ozdobą głównej sali dworku. W 1913 roku Jezierski przekazał dworek Rosjaninowi Baskakowowi i prawdopodobnie ten ostatni był jego właścicielem do przyjścia bolszewików.

Do lat .80. ubiegłego wieku w tych murach mieściła się szkoła, a po jej przeniesieniu dworek stoi opuszczony. Były nawet plany otwarcia tu cerkwi. Dziś dworek porosły krzaki i trudno go dojrzeć z drogi.

Jadąc z Żytomierza na Berdyczów, mijamy wioskę Hujwa z ocalałym tu bunkrem Himmlera i za rzeką o tej samej nazwie skręcamy w lewo do wioski Prażew. Na samym jej końcu znajduje się tradycyjna szkoła, która mieści się w skromnym dworku Adama Schabickiego i pochodzi z początków XIX wieku. Według wspomnień carskiego wielmoży M. Mamajewa, który odwiedził tę miejscowość w roku 1838, dworek wyróżniał się wśród zwykłych wiejskich chat jedynie wymiarami, ale był pokryty słomianą strzechą. Wewnątrz natomiast znajdowały się eleganckie meble, lustra, kilimy i różnego rodzaju dekoracje. W lesie obok Schabicki przełożył aleje, wykopał staw i urządził grotę, której posadzkę pokrywał olbrzymi dywan.

W 1855 roku Michał Narcyz Schabicki przekazał dworek w testamencie swojej siostrze, która była małżonką Władysława Mianowskiego. Ostatnim właścicielem majątku był ich syn Henryk. Mianowscy byli prawdopodobnie uczestnikami powstania styczniowego, gdyż istnieją wiadomości, że po jego upadku zaprzestano w Prażewie hucznych zabaw, które tam zazwyczaj urządzali jego właściciele.

Dziś wiek budowli zdradzają drewniane rzeźbione karnisze pod nowym dachem i, niestety, jedynie pnie po ściętych olbrzymich modrzewiach.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 4 (344), 28 lutego – 16 marca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.