Polskie rezydencje Żytomierszczyzny. Część 1

-a A+

Tym materiałem rozpoczynam serię artykułów poświęconych polskim rezydencjom położonym na wschodniej części Wołynia, Podola i na Ziemi Kijowskiej.

Od chwili ukazania się oryginalnej, ukraińskiej wersji „Polskich zamków i rezydencji na Ukrainie” mego autorstwa minęło ponad siedem lat. W tym czasie los opisanych zabytków nie stał w miejscu. Oprócz tego pozyskałem wiadomości o istnieniu ponad 50 obiektów powiązanych z Polakami, które umknęły wówczas mojej uwadze. Wynikła konieczność uzupełnienia nowej edycji „Zamków i rezydencji”.

W grudniu 2019 roku wspólnie z ojcem dokonaliśmy pierwszej z zaplanowanych serii wyjazdów rozpoznawczych w teren, poświęconych zbadaniu nowych (chociaż oczywiście starych) zabytków, zbudowanych przez polskie rody. Uwadze Szanownych Czytelników przedstawiam to, co udało mi się zebrać podczas tej wędrówki, a również wyniki badań archiwalnych. Materiały te obowiązkowo zostaną włączone do nowego wydania „Zamków i rezydencji”, w chwili zaś obecnej Czytelnicy Kuriera Galicyjskiego jako pierwsi zapoznają się z nimi.

Pałac porucznika Napoleona
Z Kijowa dojechać tu można pierwotnie trasą M06, z której skręcamy na Radomyśl (zachował się tu stary kościół, przebudowany zamek i młyn-muzeum). Znów skręcamy w lewo i po okropnej drodze – na szczęście niedługo – dojeżdżamy do wioski Stawki. Niektórzy miejscowi do dziś nazywają z przyzwyczajenia tę miejscowość Lenine, jak kiedyś Stawki przemianowali sowieci.

W centrum wioski, obok interesującej drewnianej szkoły, widnieje piętrowy pałac. Aż dziw, jak mogłem taką perełkę nie zauważyć podczas swych poprzednich wędrówek. Jest to wybitny przykład, chociaż mocno zniekształcony okresem sowieckim, połączenia w architekturze stylu empire z elementami palladyjskimi.

Pierwszy drewniany pałacyk wybudowano w latach 1780-1790. Wówczas to hrabia Adam Dunin-Wąsowicz, późniejszy uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, wykupił stawski klucz od swego krewnego Gabriela Proskury. Hrabia miał z pierwszego małżeństwa dwóch synów – Stanisława i Józefa, z drugiego – córkę Kordulę.

Murowany pałac z dwoma przybudówkami, tworzącymi literę „U”, wybudowany został według projektu absolwenta akademii krakowskiej Jana Rembertowicza, który w ostatnich latach Rzeczypospolitej był nadwornym geometrą i odpowiadał za budowę dróg na wschodnim Wołyniu.

Prawdopodobnie starszy syn Stanisław urodził się właśnie w Stawkach w roku 1785, gdy jego ojciec był właścicielem majątku. Młody hrabia służył w kawalerii (ułanach i huzarach) i w składzie wojsk napoleońskich brał udział w kampanii austriackiej w roku 1809. Z czasem stał się adiutantem generała Wincentego Krasińskiego, również urodzonego na Wołyniu. W czasie wycofywania się wojsk cesarskich spod Moskwy miał nawet osobisty rozkaz Napoleona, aby zastrzelić go w obliczu zagrożenia dostania się do niewoli rosyjskiej. Za wierną służbę dosłużył się stopnia pułkownika.

Prawdopodobnie po tych walkach hrabia Stanisław powrócił do ojca do Stawek, ale obowiązek powołał go niebawem pod sztandary powstania listopadowego, podczas którego był szefem sztabu dowódców powstania Józefa Chłopickiego i Michała Radziwiłła. Służbę zakończył w stopniu generała brygady. Po upadku Warszawy Stanisław Dunin-Wąsowicz osiadł początkowo w małopolskim Zatorze, ale nie zniósł moskiewskiego panowania i wyemigrował do Francji. Tu zmarł w 1864 roku. Tymczasem rezydencją w Stawkach opiekowała się jego młodsza siostra Kordula. Prawdopodobnie jej potomkowie sprzedali Stawki Oldze Wangenheim, która pod koniec XIX wieku w pałacu założyła szkołę rolniczą. To właśnie ona wybudowała obok pałacu niezwykłą drewnianą szkołę, która do dziś pełni swe funkcje. Szkoła stoi przy samym pałacu.

W okresie sowieckim i podczas II wojny światowej majątek Dunin-Wąsowiczów wykorzystywano jako szpital. Wówczas to zniszczono kaplicę (prawdopodobnie miejsce pochówku pierwotnych właścicieli), oba skrzydła pałacu, fontanny i oranżerię. Pałac również zmieniono od zewnątrz i wewnątrz, zniszczywszy dekoracyjne sztukaterie. Znikłby zupełnie, gdyby nie szczęśliwe okoliczności. Pałac nie był na liście zabytków państwowych, dlatego mógł go nabyć znany mecenas i kolekcjoner Oleksy Szeremetiew. Znany jest z utworzenia wspaniałego muzeum prywatnego w młynie sąsiedniego Radomyśla oraz założonego w jednym z bastionów twierdzy sewastopolskiej muzeum wojny krymskiej. Po aneksji Krymu w 2014 roku udało się wywieźć na Ukrainę niektóre pamiątki z tych zbiorów. Między innymi, przed fasadą pałacu można obecnie zobaczyć dwie brytyjskie armaty z roku 1840 przewiezione wówczas z Krymu. Na dziedzińcu pałacu, który jest odbudowywany, by stać się prywatnym muzeum „Artystyczny majątek Stawki”, spotkałem kierownika robót, krymskiego historyka i kolekcjonera Andrija Rozuwajewa, który uprzejmie zgodził się oprowadzić mnie po piętrze i pokazać mi dawną salę balową, udekorowaną napoleońskimi sztandarami i fotografiami z rekonstrukcji z maja 2015 roku, którą wówczas zaszczycili polscy dyplomaci z Kijowa – konsul Rafał Wolski i attaché wojskowy Tomasz Trzciński. Udział w rekonstrukcji wzięli entuzjaści z Ukrainy i Białorusi, pasjonujący się tematyką wojen napoleońskich. Andrij Rozuwajew pokazał mi również resztki oryginalnej sztukaterii, zapewniając, że z tych fragmentów odtworzona zostanie cała dekoracja pałacu. Pokazał mi też strzelbę z uciętą lufą, którą zupełnie sprawną odnaleziono między piętrami podczas prac remontowych.
Ogółem pałac w Stawkach jest jednym z bardzo nielicznych przykładów odradzania się takiej architektury na terenach Ukrainy. Potwierdzeniem tego jest odnaleziony przez Szeremietiewa i przywrócony na klomb przed pałacem głaz z wyrytym herbem Dunin-Wasowiczów – „Łabędź”.

Majątek Giżyckich w Malinie
Jadąc dość dobrą drogą z Radomyśla na północ, w ciągu pół godziny dotrzemy do Malina – jeszcze jednego polesko-wołyńskiego miasteczka. Zachował się tutaj skromny kościółek. Wschodnia okolica, nad rzeką Irszą, nazywana jest Horodyszcze. Są tu pozostałości drewnianego horodyszcza z VIII-IX wieków. Malin w średniowieczu istniał właśnie tu, ale z czasem przemieścił się na zachód, a horodyszcze stało się jego przedmieściem – wioską, która dołączyła do miasteczka przed stu laty.

Siedziba Giżyckich w Malinie (fot. Dmytro Antoniuk)

Musimy znaleźć niedawną szkołę rzemieślniczą, późniejsze liceum, a dokładniej budynek mieszkalny. Jest to właśnie ten drewniany pobielony dworek z czterokolumnowym portykiem i trójkątnym tympanem nad wejściem, wybudowany w 1860 roku. Wzniósł go oficer rosyjskich wojsk artyleryjskich Mikołaj Giżycki. Interesujące jest ,że ród pochodzi od Ignacego Giżyckiego – zupełnego przeciwieństwa Adama Dunin-Wąsowicza. Mikołaj wstąpił na służbę do Rosjan i walczył przeciwko wojskom Kościuszki. W czasie kampanii 1812 roku kierował żytomierskimi ochotnikami w walce przeciwko francuzom. Za wierność otrzymał od cara niemało gruntów w odeskiej i chersońskiej guberni, gdzie prawdopodobnie zmarł. Giżycki oprócz tych ziem dostał również Malin, gdzie jego wnuk, Mikołaj, wystawił dworek. Zmarł on w 1870 roku i majątkiem rządziła wdowa po nim Elżbieta. Ostatnimi właścicielami majątku w 1920 roku byli jej synowie Leon i Konstanty.

Dziś w majątku mieszka kilka rodzin i, jak twierdzą, z oryginalnego wystroju nie pozostało nic. Obok dworku stoi wg nich dawna stajnia – przebudowana nie do poznania.

Mniej więcej o kilometr stąd, na cmentarzu stoi wspaniała neogotycka kaplica Giżyckich z roku 1881. Pochowano tu Elżbietę Giżycką. Chociaż ród całkowicie się zrusyfikował i nawet na tylnej ścianie kaplicy po rosyjsku wypisano: „Dzieci ojcu 1881 rok”, to nie ulega wątpliwości, że byli katolikami.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 2 (34), 31 stycznia – 13 lutego 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.