Dominikanie. Część 3

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na Wschodzie Rzeczypospolitej

Tym razem zatrzymamy się na spuściźnie zakonu braci kaznodziejów na terenach Zachodniego Podola, w graniach obecnego obw. tarnopolskiego.

Magiczny Czerwonogród (Czerwone, Czerwonograd) w kotlinie rzeki Dżuryn z romantycznymi ruinami zamku-pałacu Ponińskich zachowuje – jeżeli tak można określić – również kościół klasztoru oo. dominikanów.

Jak podają źródła, klasztor powstał już w 1331 roku dzięki staraniom książęcego rodu Koriatowiczów. Później był wielokrotnie niszczony przez Mołdawian, kozaków i Turków, ale za każdym razem odradzał się z popiołów. Kościół pw. Wniebowzięcia NMP, który oglądamy dziś, pochodzi z roku 1615 i posiada rysy gotyckie i renesansowe. Ufundowali go Lisieccy i starosta czerwonogródzki Konstanty Ryczyński. Po stu latach świątynię gruntownie przebudował Kazimierz Ryczyński i, prawdopodobnie, wówczas uzyskała zdobnictwo barokowe: freski i ołtarz główny z kopią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

Nie wiadomo, czy klasztor został skasowany przez Austriaków i czy oo. dominikanie dotrwali tu do 1945 roku, kiedy to właśnie w tym roku kościół został zniszczony przez bojówki UPA. Miało to miejsce 2 lutego, gdy w świątyni schronili się Polacy, którzy już byli przygotowani do wyjazdu na Zachód. Nie powstrzymało to Ukraińców i zamordowali tu około 60 osób, kościół zaś spalili. Do dziś zachowała się ta tragiczna ruina bez dachu, ale jeszcze z ocalałym sklepieniem i chórem. Na łuku tęczowym – pozostałości fresku z Matką Boską, ale reszta ścian pokryta już współczesnymi graffiti i napisami z okresu sowieckiego. Najbardziej zapada w pamięci „drzewo genealogiczne” największych zespołów rockowych w bocznej kaplicy.

Od 2005 roku przy kościele funkcjonował „klasztor” Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi Autokefalicznej, składający się z jednego, na pół obłąkanego „zakonnika”, który opowiadał o egipskich piramidach pod Czerwonogrodem i inne podobne bzdury. Na szczęście już go tam nie ma. Na cześć pomordowanych tu Polaków wystawiono obok świątyni skromny krzyż. Spod niego widoczne są trzy pociski, wmurowane w fasadzie kościoła. Prawdopodobnie są pamiątką po ostrzale w czasie I wojny światowej. Pamiętajmy, by zwiedzić również ruiny zamku, leżące nieopodal kościoła. Część prawej wieży zawaliła się w 2013 roku. Obawiam się, że wraz z sąsiednią wieżą niedługo już postoi. Władze są wobec tego zabytku całkowicie bezczynne, sami zaś mieszkańcy przyśpieszają dewastację, bo, jak twierdzą „może kogoś pokaleczyć”.

Nie przesadzając, jedną z najbardziej malowniczych miejscowości Podola jest Jazłowiec. Można tu dotrzeć od strony Buczacza, lub też bardzo malowniczą drogą od Tłustego przez Koszyłowce i Nowosiółki. Trasa przez Buczacz ma tę zaletę, że można w nim zobaczyć unikatowy ratusz, zamek, kościół i klasztor bazylianów. Gdyby nawet w Jazłowcu nie było licznych zabytków, warto byłoby jednak tu wstąpić, aby zobaczyć, prawie karpackie, strome i porosłe lasem zbocza wąwozu rzeki Jazłowczyk i malownicze łąki na szczytach pagórków nad miasteczkiem.

W 1590 roku Mikołaj Jazłowiecki zbudował dla zakonu dominikanów murowany kościół pw. Wniebowstąpienia NMP. Polscy badacze jednak twierdzą, że dominikanie osiedli tu dopiero w 1639 roku – o tym konwencie, pomimo potężnych rozmiarów kościoła, wiadomo niewiele. Prawdopodobnie zakonnicy, jak i reszta mieszkańców miejscowości, szczęśliwie przeżyli oblężenie kozackie w 1648 roku, ale nie wiadomo, co stało się z nimi pod koniec tego stulecia, gdy Jazłowiec podbiły wojska osmańskie. Na pewno w czasie tej okupacji klasztor nie działał, bo o powrocie zakonników wspomina się dopiero w 1717 roku. Ale tym razem ich działalność też nie trwała długo, bo już w 1788 roku Austriacy klasztor skasowali i zamienili go na magazyn wojskowy, kościół zaś stał zamknięty. Zakonnicy wprawdzie powrócili tu w 1828 roku, ale najbardziej prawdopodobne, że świątynię po prostu przekazano wiernym, dominikanie zaś z Czortkowa od czasu do czasu tu dojeżdżali i odprawiali nabożeństwa. W połowie XIX wieku świątynia została ozdobiona nowymi freskami i dobudowano czwartą kondygnację – w stylu romantyzmu – do już wysokiej wieży.

Ruiny kościoła dominikanów w Jazłowcu (fot. Dmytro Antoniuk)

Po wojnie (w 1943 roku banderowcy zamordowali proboszcza ks. Andrzeja Kraśnickiego) kościół zamknięto i umieszczono w nim magazyn alkoholu. Po jakimś czasie zabytek opuszczono i niszczeje do dziś. Zawalił się dach i sklepienie, ocalało jedynie prezbiterium. Kościół jest tak potężny, że nawet sąsiadujące z nim ss. niepokalanki nie są w stanie podźwignąć go z ruin. Oczyszczono jedynie część ołtarzową i umieszczono w niej kilka ikon. Zachowały się resztki fresków: postać Chrystusa na łuku tęczy, któremu jakiś barbarzyńca strzelił prosto w oblicze. Zachowały się kamienne rzeźbione portale renesansowe i skromny kominek w zakrystii. Najbardziej interesujące są tu graffiti na drugiej kondygnacji wieży oraz nagrobek Mikołaja Gomułki – najwybitniejszego polskiego kompozytora epoki Renesansu, stojący pod chórem. Przypuszcza się wprawdzie, że jest to pochówek syna kompozytora, również Mikołaja.

Swoje miejskie przywileje Złoty Potok zawdzięcza staroście kamienieckiemu Stefanowi Potockiemu, który w 1608 roku ufundował tu drewnianą świątynie pw. Narodzin NMP i pierwszego męczennika św. Szczepana oraz klasztor dominikanów przy kościele. To właśnie ten magnat, gdy otrzymał po bracie, kalwiniście Janie Potockim, miejscowość Paniowce pod Kamieńcem, wypędził stamtąd wszystkich protestantów, a ich księgi spalił na rynku. On też wybudował w Złotym Potoku stojący do dziś zamek. Starosta przeżył burzliwe życie, przez trzy lata nawet był w niewoli tureckiej i zmarł w 1631 roku. Pochowano go w ufundowanym przez niego dominikańskim kościele. Jego trumnę zdobiły srebrne lichtarze i haftowana srebrem chorągiew. Było tez epitafium po łacinie. Oprócz niego w kryptach kościoła spoczął jego syn – starosta śniatyński Piotr Potocki, pierwszy mąż Eufrozyny Stanisławskiej, fundatorki dominikańskiego kościoła w Czernelicy. Spoczęli obok niego również inni członkowie rodu.

W dokumentach czytamy o najeździe Tatarów i Turków na Złoty Potok w 1620 roku, w czasie którego zabity został przeor zakonu i wikary generalny prowincji ruskiej zakonu o. Zachariasz. Rok 1675 podaje informację o wzięciu do niewoli tatarskiej podprzeora o. Jacka Trzaski. Jest rzeczą oczywistą, że zakonnicy musieli w jakiś sposób bronić się przed tymi najazdami, mieli więc posiadać niewielki arsenał broni palnej. Nie pomogło to im jednak w czasie oblężenia Złotego Potoku przez wojska Bogdana Chmielnickiego – kozacy splądrowali kościół.

Wdowa po Stefanie Potockim Maria Amalia Mohyła (kuzynka Piotra Mohyły) uczyniła dotację na budowę kamiennego gotyckiego kościoła dla dominikanów, którego budowę ukończono w 1634 roku, a konsekrowano dopiero trzydzieści lat później. Ludzie pielgrzymowali do konwentu, by pomodlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej Złotopotockiej, wspomnianej po raz pierwszy w 1723 roku, gdy został przekazany spod Krakowa przez szlachciankę Ostrowską. Po tym, jak obraz „zapłakał”, wniesiono go uroczyście do świątyni i „odziano” w srebrne szaty, a w XIX wieku ukoronowano. Ołtarz pod obraz ufundował starosta kaniowski Mikołaj Potocki, mecenas i awanturnik. W XVII wieku w kościele znajdował się również obraz Matki Bożej Różańcowej, który też nawiedzały liczne pielgrzymki. W chórze zakonnym wisiało 10 portretów świętych dominikańskich – papieży i kardynałów.

Ojcowie dominikanie uniknęli austriackiej sekularyzacji i przebywali w Złotym Potoku do 1935 roku, kiedy to świątynię przekazano parafianom. W tym czasie ich klasztoru, który przez trzysta lat był drewniany, już nie było. Ostatniemu właścicielowi miasteczka Aleksandrowi Gniewoszowi udało się wywieźć archiwum klasztoru do lwowskiego Ossolineum. Stało się to po 1934 roku, gdy w pożarze spłonął chór i uszkodzony został dach i wnętrza. Na szczęście w miasteczku na manewrach stacjonował oddział Wojska Polskiego, dzięki któremu pożar szybko ugaszono.

W 1945 roku Polacy ze Złotego Potoku ze swoim proboszczem ks. Franciszkiem Rozwódem wyjechali na Ziemie Zachodnie. Zabrali ze sobą cudowny obraz, który obecnie znajduje się w Wabienicach na Dolnym Śląsku, i nawet, jakimś cudem, wielki dzwon. W kościele urządzono magazyn zboża i skór, a w 1954 roku przebudowano go na Dom kultury i salę kinową. Kościół przedzielono na kondygnacje. Na parterze odłupano do cegły tynki z malowidłami, przedstawiającymi czyny Stefana Potockiego, zniszczono też organy i pięć bocznych ołtarzy. W 1962 roku rozebrano sygnaturkę i spiczastą wieżę fasadową, którą widać było z daleka.

W 1992 roku świątynię zwrócono nielicznym katolikom. Ponownie poświęcił ją biskup pomocnicy Marcjan Trofimiak. Niebawem przywieziono tam kopię cudownego obrazu, która dziś znajduje się w prezbiterium.

Odwiedziłem tę świątynię w 2009 roku – wtedy pokazywał mi ją 80-letni kościelny pan Jarosław. Na sklepieniu nawy i w bocznych kaplicach zachowały się we fragmentach freski (było to piętro zajmowane do niedawna przez sowiecki klub), których autorstwo przypisywane jest szkole Stanisława Stroińskiego (po roku 1774), przedstawiające sceny z życia dominikańskich świętych. Na sklepieniu kaplicy Ukrzyżowania Pańskiego zachowały się malowidła, przedstawiające zatwierdzenie zakonu przez papieża Grzegorza III, naprzeciwko zaś kaplicy św. Dominika – uszkodzony fresk św. Jacka wypędzającego diabła z dębu. W tej kaplicy znajdował się portret (całej postaci) Mikołaja Potockiego. Na chórze zachowało się malowidło przedstawiające dwóch osobników z „osełedcami”, którzy grają na trąbach. Krajoznawczyni Natalia Ursu przypuszcza, że przedstawia ono założyciela klasztoru Stefana Potockiego i jego syna Mikołaja, palących fajki.

W czasie moich odwiedzin Złotego Potoku planowano odnowienie utraconych fragmentów malowideł – wykonano nawet szkice. Malowidła w prezbiterium zostały już odnowione. Dotyczy to również tęczowej arki z wyobrażeniem aniołów, trzymających herb Pilawa z inicjałami: M (Mikołaj) P(Potocki) W(Wojewoda) B(Bracławski) S(Starosta) K(Kaniowski). W 2008 roku przy wejściu do kościoła, z okazji jego 400-lecia, umieszczono tablicę na cześć fundatorów świątyni, którą ofiarowali darczyńcy z Polski.

Freski w kościele w Złotym Potoku (fot. Dmytro Antoniuk)

Przypuszczam, że na dzień dzisiejszy dzieło odnowienia XVIII-wiecznych fresków jest zaawansowane, a może nawet już ukończone. Gdyby jeszcze udało się przywrócić spiczastą wieżę – wygląd kościoła odpowiadałby przedwojennemu. A propos, jeśli spojrzymy na świątynie z prawej strony, zauważymy wieżyczkę z kręconymi schodami, która nadaje zabytkowi wygląd monumentalny.

Pamiętajmy, że w pobliżu jest zamek – rodowe gniazdo Potockich, który jest odnawiany przez rezerwat Zamki Ziemi Tarnopolskiej, obok zaś niego rezydencja Olszewskich z malowniczym ogrodem.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 14 (330) 30 lipca – 15 sierpnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.