Dominikanie. Część 2

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na Wschodzie Rzeczypospolitej

Na łamach Kuriera Galicyjskiego kontynuujemy cykl tematycznych publikacji o historii poszczególnych zakonów katolickich na terenach dzisiejszej Ukrainy.

Do Niewirkowa na Wołyniu (dzisiejszy obw. rówieński) prowadzi stara „sosza” (nazwa wołyńsko-podolska), brukowana tzw. „kocimi łbami”.

Zakon oo. dominikanów pojawił się w tej miejscowości w 1698 roku dzięki podstolemu trockiemu Mikołajowi Rokszyckiemu i początkowo osiadł w drewnianym kościele. Trwało to do 1807 roku, kiedy to wielki chorąży koronny Jan Stecki, ówczesny właściciel Niewirkowa, wspólnie z hrabiną Barbarą Olizar ufundowali dla zakonu murowaną klasycystyczną świątynię pw. Św. Trójcy, ozdobioną czterokolumnowym toskańskim portykiem. Autorstwo świątyni przypisuje się architekcie Szymonowi Bogumiłowi Cugowi, działającemu w królewskich apartamentach w Dreźnie i Warszawie. Pierwotny projekt przedstawiał wspaniały, bogato dekorowany kościół z sześciokolumnowym portykiem i olbrzymim klasztorem. Jednak – prawdopodobnie z powodu szczupłych funduszy – ostatecznie poprzestano na skromniejszej wersji. Hrabina Barbara Olizar dokonała żywota w niewirkowskim klasztorze i została pochowana pod jednym z siedmiu skromnych ołtarzy, a serce Jana Steckiego, zgodnie z przyjętą w ówczesnej Rzeczypospolitej tradycją, spoczęło w przechowywanej w kościele złotej szkatule.

Niewirkowski klasztor miał swoją relikwię – przekazany przez Mikołaja Rokszyckiego cudowny obraz Matki Bożej Bolesnej, na cześć której ustanowiono w kościele kilka corocznych odpustów.

Historia klasztoru jest podobna do sąsiedniej placówki pijarskiej – obie zostały skasowane po powstaniu listopadowym, a świątynia stała się kościołem parafialnym. Na początku XX wieku proboszczem parafii był o. Marian Tokarzewski, zamęczony później w więzieniu NKWD. Kościół funkcjonował do 1945 roku, do chwili opuszczenia miejscowości przez Polaków. Zabrali ze sobą do Polski cudowny obraz, który dziś znajduje się we wrocławskiej kurii biskupiej. W kościele działał ośrodek polskiej samoobrony, nie wiadomo, czy został zdobyty przez UPA. Natomiast władze komunistyczne przyczyniły się do rujnacji zabytku, wobec czego brak tu zadaszenia i stan całości jest żałosny.

Ruiny podominikańskiego klasztoru w Niewirkowie na Wołyniu (fot. Dmytro Antoniuk)

Ze starych fresków zachowały się jedynie prawie zatarty wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem i Chrystusa nad wejściem, z inskrypcją: „Z darów Twoich, Boże Tobie ofiaruję. 1807 Jan Stecki”. Pod tą jest jeszcze jedna, ale prawie niewidoczna. W bocznych nawach zachowały się już lepiej freski Jezusa i Matki Bożej ze stosownymi napisami: „Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami” oraz „Serce Maryi, ratuj nas”. Nie udało mi się odszukać nawet fundamentów dawnego klasztoru, więc prawdopodobnie był on drewniany.

Co do samej miejscowości – to nic konkretnego powiedzieć nie można. Katolików tu nie ma, więc nie ma kto bodaj minimalnie zadbać o świątynię – ciągle jeszcze piękną, nawet w ruinie.

W 1607 roku starosta Stanisław Golski zaprosił oo. dominikanów do Baru (obw. winnicki). Osiedli oni tu przy drewnianym parafialnym kościele pw. św. Mikołaja. Z czasem obok powstał również drewniany klasztor. Zakonnicy przywieźli ze sobą obraz Matki Bożej Różańcowej. W czasie oblężenia miasta przez wojska kozackie pod dowództwem Maksyma Krywonosa w lipcu 1648 roku barscy dominikanie zginęli, a ich klasztor został spalony. O. Franciszek Organc został zamęczony w czasie modlitwy, a jego ciało rzucono psom, o. Maurycy został rozsiekany przy ołtarzu, o. Feliksowi odcięto głowę, a o. Feliksa Tatarzy, sojusznicy kozaków, rozdarli na strzępy.

Dopiero w pierwszej połowie następnego stulecia zakon powrócił do miasta i staraniem ks. Macieja Królikowskiego rozpoczęto budowę początkowo drewnianych, a następnie murowanych kościoła i klasztoru. Ale, czy to zabrakło funduszy, czy przeszkodziły wojny z Rosją (w czasie powstania Kościuszki w konwencie stacjonowała carska artyleria), do roku 1811 murowane zabudowania nie zostały ukończone. Dopiero po piętnastu latach, po zakończeniu prac wewnątrz, kościół pw. św. Mikołaja został konsekrowany. Zakon przetrwał tu jedynie pięć lat, po czym konwent został skasowany, klasztor rozebrano, a świątynia stała się kościołem parafialnym.

Liczna katolicka społeczność miasta wspierała swoją świątynię. W połowie XIX wieku książę Lubomirski odnowił na własny koszt wnętrza, a na początku kolejnego wieku z fundacji pani Milewskiej kościół uzyskał pokaźnie pieniądze, za które postanowiono go rozbudować. Kościół znacznie poszerzono, nadbudowano dwie wieże na fasadzie i nadano mu cech neogotyckich. Ponownie został konsekrowany pw. św. Anny w 1906 roku.

Proboszczowie kościoła byli szykanowani przez bolszewików. O. Marian Tokarzewski w 1918 roku został dwukrotnie skazany na śmierć, ale ostatecznie go zwolniono po licznych prośbach wiernych wszystkich obrządków. Później jednak rozprawiło się z nim NKWD. Jego następców również prześladowano: po rozgrabieniu mienia kościelnego i spaleniu biblioteki rozstrzelano ks. Jana Łukacza. Do obozów zostali zesłani o. Jan Świderski i o. Sebastian Sabudzyński. Kościół został ostatecznie zamknięty w 1937 roku i urządzono tu magazyn zboża. Resztki ksiąg i archiwum parafialne zostały zniszczone. Kościół ponownie otworzył niemiecki kapłan podczas II wojny światowej i od tej pory, pomimo represji w okresie rządów Chruszczowa, świątynia jest czynna.

Na początku lat 1990. kościół został wyremontowany przy pomocy polskich firm (stosowne tablice umieszczono przy wejściu). Ze starych ozdób pozostały jedynie niektóre obrazy: „Śmierć św. Józefa” i „Św. Wincenty z Ferrary”. Rzeźbione neogotyckie ołtarze, freski i (prawdopodobnie) organy pochodzą z początku XX wieku. W ołtarzu głównym za zasłoną z wizerunkiem Matki Bożej mieści się cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej. Jego oryginał, znany jako Matka Boża Barska, znajduje się w sąsiedniej prawosławnej cerkwi pw. Wniebowzięcia NMP. Prawdopodobnie obraz, jak również feretrony z wyobrażeniem Wniebowzięcia NMP zostały tu przeniesione w czasie zamknięcia kościoła.

Przydarzyła mi się komiczna historia, gdy po raz pierwszy odwiedziłem kościół w Barze. Poszukując księdza, zetknąłem się na plebanii z mężczyzną z Ameryki Południowej, który rozmawiał wyłącznie po hiszpańsku, w języku dla mnie nieznanym. Prawdopodobnie przyjął mnie za dziennikarza prasy katolickiej. Poprosił mnie o fotografię z całą rodziną, co z przyjemnością uczyniłem. Gdy zorientował się, że jestem zwykłym podróżnikiem, zasmucił się bardzo. Lo siento mucho.

Pozostałości murów, niewielka część klasztoru i prawdopodobnie kościoła ocalała z klasztoru oo. dominikanów w miejscowości Chodorków w obw. żytomierskim. Początek dał mu podwojewodzi kijowski Franciszek Ksawery Nitosławski w 1742 roku. W swojej fundacji przekazał zakonnikom wioskę Sobolówkę i 25 tys. złotych. Klasztorny kościół pw. św. Stanisława biskupa konsekrował koadiutor (biskup tytularny) kijowski Kajetan Sołtyk 17 czerwca 1753 roku. Przechowywano tu cudowny obraz Matki Bożej. Przy klasztorze działała szkoła parafialna i szpital.

W czasie napadu hajdamaków w 1768 roku kościół i klasztor zostały spalone, a księża Woroniecki i Kotowicz – zamordowani. Hajdamacy zasiedli taborem w sąsiednim lesie. Książę Meszczerski, który nadszedł do Chodorkowa z wojskiem, nie odważył się ich zaatakować, ale obiecał puścić wolno, gdy złożą broń. Powstańcy uwierzyli, złożyli noże i kosy i odeszli. Meszczerski zapędził ich na pole i wyciął wszystkich.

Po 11 latach Kajetan Rościszewski (kolejny Kajetan) odbudował klasztor. W 1819 roku kościół został odbudowany po pożarze, prawdopodobnie, z roku 1799. „Z górnych i dolnych cel wzięto cegłę na prezbiterium, do którego dostawiono kościół z drewna, w planie prostokątnym” – zapisano w kronikach. Jednak po powstaniu listopadowym, w 1832 roku – wówczas w Chodorkowie mieszkało pięciu dominikanów – klasztor został skasowany, ale kościół pozostał jako parafialny aż do czasu jego zniszczenia przez bolszewików.

Nie zachowała się informacja o jego wyglądzie i nie ma fotografii archiwalnych. Teren zabytku znajduje się w centrum miejscowości, naprzeciwko internatu psychoneurologicznego. Na terenie dawnego klasztoru jest obecnie prywatne gospodarstwo.

Dominikanie nie zapomnieli jednak o Chodorkowie. W kaplicy cmentarnej rodziny Podgórskich ostatnio urządzono kaplicę pod wezwaniem świętego… – no, proszę zgadnąć? Oczywiście – Kajetana. Co niedziela odbywają się tu nabożeństwa.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 13 (329) 16-29 lipca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.