Jezuici. Część 6

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na Wschodzie Rzeczypospolitej

Tym razem kończę opowieść o ośrodkach zakonu jezuitów na Ukrainie i przypominam, że są to fragmenty przygotowywanej publikacji o katolickich klasztorach na tych terenach.

Historia Towarzystwa Jezusowego w Tarnopolu jest długa i zawiła. Zakonnicy w tym mieście osiedlili się w pierwszej połowie XVII wieku, ale klasztor przerwał swą działalność po wojnach z kozakami. Dopiero w 1820 roku, po usunięciu z miasta dominikanów, jezuici wzięli pod opiekę ich kościół. Przy kościele wybudowali gimnazjum i konwikt (bursę dla studentów) oraz kolegium. Tu, między innymi, studiował polski poeta i geograf Wincenty Pol. Podczas Wiosny Ludów cesarz Ferdynand skasował zakon na terenach imperium. Jednak po czterech latach kasatę cofnięto i tarnopolscy jezuici powrócili.

Kolegium miało 6 klas i oprócz przedmiotów obowiązkowych wykładano tu muzykę, szermierkę, śpiew i rysunek. Proces dydaktyczny był bardzo postępowy, ale dyscyplina – surowa. W latach 1877-79 i 1881-87 wykładał tu o. Jan Bejzym, późniejszy opiekun madagaskarskich trędowatych, beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II. Zabudowania konwiktu zostały przebudowane w czasach sowieckich i stoją obok katedry. W 1883 roku gimnazjum zostało przeniesione do Chyrowa koło Lwowa. Wcześniej jezuici proponowali oo. kaznodziejom wykupienie ich kościoła, ale ci nie zgodzili się, wobec tego zgromadzenie w latach 1899-1901 wystawiło nowy klasztor w centrum miasta (na ul. Opilskiego). Wprawdzie Towarzystwo Jezusowe już oświatą wówczas się nie zajmowało, ale prowadziło działalność duszpasterską.

Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP został wzniesiony według projektu Dionizego Krzyszkowskiego, mniej więcej w tym czasie budowano według tegoż projektu kościół w Kołomyi. Był bogato dekorowany wewnątrz: miał 6 ołtarzy, ambonę, organy, ławki, szereg feretronów, ściany zdobiły freski. Stała tu rzeźba założyciela zakonu św. Ignacego Loyoli, kopia znanego dzieła Rubensa. Główną relikwią kościoła była figura Maryi Niepokalanej w ołtarzu głównym, koronowana złotym wieńcem w 1920 roku. Większa część kosztów na budowę świątyni pochodziła od hrabiego Wacława Baworowskiego, który został uczczony marmurowym epitafium na murze kościoła i portretem w zakrystii. Dwupiętrowy budynek klasztoru stał poza kościołem.

W grudniu 1915 roku żandarmeria polowa 11 rosyjskiej armii aresztowała tarnopolskich jezuitów, niektórzy z nich zmarli później w kijowskich więzieniach. Wojskowi skonfiskowali ich bibliotekę, która po podpisaniu pokoju w Rydze została zwrócona. Zakonnicy powrócili do swego klasztoru dopiero w 1923 roku, ale zostali zmuszeni do jego opuszczenia w 1945 roku. Komuniści rozebrali wieżę i sygnaturkę kościoła i w 1960 roku umieścili w klasztorze szwalnię, która przebudowała pomieszczenie na własne potrzeby. Z dawnych elementów dekoracyjnych pozostał jedynie portal oraz część sklepień w jednej z hali. Figura Niepokalanej znajduje się obecnie w klasztorze jezuitów w Czechowicach-Dziedzicach. Jedynie ona ocalała.

W Iwano-Frankiwsku (daw. Stanisławowie) każdy wskaże świątynię Zmartwychwstania Pańskiego (UGKC) obok Rynku. Pierwotnie był to kościół jezuitów.

W 1715 roku wojewoda kijowski i gorący zwolennik króla Stanisława Leszczyńskiego Józef Potocki ufundował w mieście klasztor Towarzystwa Jezusowego wraz z kolegium, pod warunkiem, że jego proboszczem i rektorem będzie spowiednik wojewody o. Tomasz Zaleński. Głównym zadaniem jezuitów w mieście było nauczanie, więc zakład naukowy został otwarty w drewnianych zabudowaniach od razu po przybyciu jezuitów do Stanisławowa. Po kilku latach szkoła została podniesiona do rangi kolegium. Wykładano tu gramatykę, retorykę, filozofię, kilka języków i inne przedmioty. Studenci brali udział w przedstawieniach teatralnych o tematyce religijnej.

Na krótko, podczas epidemii dżumy w 1719 roku, jezuici wraz z trynitarzami osiedli w willi w pobliskich Tyśmieniczanach. W mieście do posługi chorym pozostał o. Zaleński, a wraz z nim jeden ksiądz i zakonnik. Oo. jezuici nie omijali posługi najbardziej potrzebującym: byli spowiednikami i udzielali ostatnich namaszczeń skazanym na śmierć. Dzięki ich wstawiennictwu czterem skazanym zamieniono karę śmierci na więzienie. Oprócz tego jezuici wykupili z niewoli kupców z innych krajów. Zakon, oczywiście, prowadził również działalność misjonarską, między innymi nawracając na wiarę katolicką załogę Niemców-luteranów, broniącą zamku Potockich.

Ołtarz główny kościoła pojezuickiego (fot. Dmytro Antoniuk)

W 1720 roku z licznych datków szlachty, a szczególnie małżonki wojewody Wiktorii z Leszczyńskich Potockiej rozpoczęto wznoszenie murowanej świątyni i klasztoru. Według legendy natrafiono wówczas na skarb 14 tys. złotych, z którego połowę Potoccy zostawili sobie, drugą zaś oddali jezuitom na budowę. Kościół pw. Najświętszego Sakramentu i Niepokalanego Poczęcia NMP konsekrowano w 1729 roku (budowa klasztoru i kolegium trwała do 1744 roku). Świątynia miała kilka ołtarzy, które były dziełem tyrolskiego mistrza Józefa Schralla.

Po kilku latach funkcjonowania świątyni zmarła Wiktoria Potocka, znana z tego, że na budowę ołtarza św. Klary sprzedała swoje ulubione kanarki za 1000 dukatów. Pochowano ją w krypcie obok brata, kasztelana lwowskiego Kazimierza Leszczyńskiego.

W czasie oblężenia w 1739 roku miasta przez rosyjskie oddziały księcia Kantemira jedynie oo. jezuici nie ulegli panice, i zorganizowali mieszczan do obrony miasta, gdyż wojska koronne były daleko. Obrona się powiodła i wróg się oddalił.

W roku 1751 w ślad za ukochaną małżonką Wiktorią podążył do lepszego świata Józef Potocki. Jego pogrzeb trwał dwa tygodnie (!). Na tę uroczystość architekt jezuitów Paweł Giżycki sporządził specjalne dekoracje. Pogrzeb ten długie lata wspominano w całej Rzeczypospolitej. Józefa Potockiego miano początkowo jako fundatora złożyć w kościele jezuitów, ale jego syn Stanisław, znając się na architekturze, zauważył, że mury świątyni, prawdopodobnie z powodu słabych fundamentów, są całe spękane, więc pochował ojca w sąsiedniej kolegiacie.

Po tych wydarzeniach kościół jezuitów został szybko rozebrany. Interesujące jest to, że w czasie rozbiórki podłoga została wymoszczona słomą, aby padające kamienie nie zniszczyły posadzki i nie uszkodziły krypt. Po należytym wzmocnieniu fundamentów zaczęto wznosić kościół od nowa. Prawdopodobnie niektóre plany wykonał sam Stanisław Potocki przy pomocy architekta Krystiana Dalkego. Historycy są jednak zgodni, że głównym architektem był Paweł Giżycki. W 1763 roku odbyła się ponowna konsekracja kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia NMP i św. Alojzego Gonzagi. Ołtarz główny i ołtarze boczne pochodziły z poprzedniego kościoła.

W 1764 roku 30 magnatów zawiązało w Stanisławowie konfederację przeciwko prorosyjskiemu królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, wskutek czego pod miasto nadciągnęły rosyjskie wojska pod wodzą księcia Daszkowa. Rozpoczął się ostrzał miasta, który zrujnował jedną z dwu wież dopiero ukończonego kościoła. Jej odbudowa trwała prawie dziesięć lat, aż do kasaty zakonu.

Po kasacie kościół zakonny był czynny jako gimnazjalny, ponieważ kolegium przekształcono wówczas na gimnazjum, w którym jednak nadal wykładali (a w kościele odprawiali nabożeństwa) byli jezuici. Uczyło się tu wiele znanych postaci, między innymi polski poeta Franciszek Karpiński, który rozpoczął naukę jeszcze w kolegium, i jego ukraińscy pobratymcy po piórze – pisarze Iwan Wagilewicz i Antin Mogilnicki, krajoznawca Ostap Terlecki i etnograf Wołodymyr Hnatiuk. W 1828 roku dawny klasztor rozbudowano, ale wkrótce jego część zawaliła się – prawdopodobnie ta, którą wznosił pierwotny budowniczy kościoła. W czasie I wojny światowej zabudowania ucierpiały wskutek ostrzału artyleryjskiego. Po ich remoncie otwarto tu szkołę handlową, którą od 1945 zajmuje wydział morfologii Akademii Medycznej. Wnętrza w większości zachowały się w pierwotnym kształcie, ze sklepieniami, ale już bez żadnych dekoracji.

Kościół jezuitów był gimnazjalnym, z kilkuletnią przerwą, gdy umieszczono w nim magazyn wojskowy. W 1849 roku został przekazany grekokatolikom i przemianowany na cerkiew Zmartwychwstania Pańskiego. Po czterdziestu latach świątynia została katedrą greckokatolickiej diecezji stanisławowskiej. Przy tej okazji malarze Modest Sosenko i Anton Monastyrski wymalowali ikony do ikonostasu, a restaurator Julij Makarowicz, który wcześniej odnawiał freski w kaplicy św. Krzyża na Wawelu, stworzył nowe malowidła. Ustawiono nowe ołtarze boczne i ambonę. Wówczas to z krypt wyniesiono do kolegiaty kamienny sarkofag ze szczątkami Wiktorii Potockiej.

W latach 1899-1900 proboszczem katedry stanisławowskiej był Andrej Szeptycki, o czym świadczy stosowna tablica na zewnętrznej ścianie świątyni. Sama świątynia miała wiele szczęścia: nie ucierpiała podczas marmoladowego pożaru, podczas pierwszej wojny światowej zostały zniszczone jej banie, ale później odbudowano je w bardziej umiarkowanym stylu.

Po II wojnie światowej kościół przekazano prawosławnym, potem zamknięto i urządzono w nim magazyn. Grekokatolikom katedrę zwrócono dopiero na początku lat 90. Wówczas przeprowadzono gruntowny remont, na fasadzie ustawiono spiżowe figury św. Olgi i św. Włodzimierza. Na frontonie zachowała się też figura Matki Bożej, prawdopodobnie pochodząca jeszcze z czasów jezuickich. Odnowiono wewnątrz freski. Za ikonostasem zachował się wspaniały rokokowy ołtarz jezuicki, pochodzący jeszcze z pierwszego kościoła jezuitów, z ośmioma pozłacanymi figurami świętych i aniołkami-puttami. Wieńczy go promienista gloria z Okiem Opatrzności i napisem hebrajskim Jahwe (Bóg). Oprócz ołtarza zachowały się ozdobne kapitele pilastrów.

Ale to jeszcze nie koniec historii obecności jezuitów w Stanisławowie. Ciąg dalszy nastąpi.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 11 (327) 15-27 czerwca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.