Jezuici. Część 2

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej

Gorliwi obrońcy wiary katolickiej, zwalczający herezję, rywale dominikanów i pijarów, krzewiciele oświaty – wszystko to o jezuitach w kontynuacji opowieści o tym zakonie.

Kościół św. Anny w Połonnem usytuowany jest w najbardziej malowniczym miejscu nad rzeką Chomorą. Pod koniec XVI wieku murowaną świątynię zaczęli wznosić mistrzowi włoscy na koszt wojewody wołyńskiego Janusza Ostrogskiego. Pierwotne jej przeznaczenie – to kaplica zamkowa i rodowe miejsce pochówku. Budowę zakończono w 1607 roku i od tego czasu kaplicą opiekowali się oo. jezuici, prowadzący działalność duszpasterską na zamku.

Świątynia narażona była na stałe plądrowania, grabieże i pożary. Największej szkody zaznała w czasie zdobycia miasta przez kozaków Chmielnickiego w 1651 roku. Wówczas na zamku zginęło około 700 osób, włączając w to kobiety, starców i dzieci i, prawdopodobnie, zakonników jezuickich. Zakonnicy Towarzystwa Jezusowego powrócili do Połonnego dopiero w 1718 roku, kiedy to właściciel miasta, książę Jerzy Dominik Lubomirski, zaufany króla Augusta II, zaprosił zakonników ponownie. W latach 1726-1728 architekt zakonny Paweł Giżycki rozbudował kaplicę, dodając dwie boczne nawy i dwie wieże od frontu. Zakon miał tu swoją misję – mnisi mieszkali w specjalnych celach w samym kościele, ale nigdy nie otwarto tu szkoły czy kolegium. Sąsiednie, na wpół zrujnowane zabudowania przychodni gruźliczej również kiedyś należały do zakonu. Jej najbardziej zrujnowaną obecnie część oddano na plebanię.

Konsekracja świątyni pod wezwaniami Wniebowzięcia NMP i św. Antoniego Padewskiego odbyła się w 1738 roku. Dokonał aktu biskup kijowski Józef Czerniecki. Jezuici przebywali tu do czasu kasaty zakonu. Świątynię przekazano na kościół parafialny i od tej chwili (rok 1773) zmieniono jej patronat na św. Annę.

Na początku XX wieku przez kilka lat proboszczem był tu o. Michał Dziendzik, którego bestialsko zamordowano w 1918 roku w Obodowcach pod Winnicą – został przecięty piłą. W 1933 roku świątynię zamknięto i zdewastowano. Pierwotnie umieszczono tu stajnie, a potem więzienie NKWD. Z Nowogrodu Wołyńskiego przywieziono tu oddział saperów, którzy mieli wysadzić kościół w powietrze, ale miejscowa ludność przedarła się przed wojskowych, otoczyła świątynię i stała tak, modląc się głośno. Władze odstąpiły od swego zamiaru.

W czasie II wojny światowej i tuż po niej świątynia była czynna i pomimo nacisków komunistów w 1947 roku proboszczem został o. Antoni Chomicki, który powrócił z zesłania w Workucie. Po roku wraz z pomocnikami dokonał pochówku 168 osób, zamordowanych przez NKWD i zrzuconych do podziemi kościoła. Wiele zwłok zostało rozpoznanych przez miejscową ludność po ubraniach.

W latach 80. XX wieku proboszczem w Połonnem był przyszły biskup kijowsko-żytomierski Stanisław Szyrokoradiuk. Wówczas zamontowano nowe organy, które złożono z ocalałych części zebranych po sąsiednich parafiach. Największą renowację świątyni przeprowadzono po roku 1990 staraniem o. Jana Pawluka. Wówczas wstawiono neobarokowe ołtarze, ambonę, ściany udekorowano freskami i sztukaterią. Faktycznie ze starego wyposażenia w kościele uchował się stary XVIII-wieczny obraz św. Anny w ołtarzu głównym i epitafium z białego marmuru, poświęcone Tadeuszowi Walewskiemu (pocz. XIX wieku). Renowację przeprowadzono tak mistrzowsko, że ma się wrażenie, iż wnętrze w całości zachowało się w autentycznym barokowym stylu.

Obecnie przy kościele jest klasztor franciszkanów, proboszczem jest o. Piotr Nowosielski. U stóp pagórka, na którym stoi klasztor, zachował się fragment muru z dawnego zamku.

Jadąc przez plac Soborowy w Żytomierzu w kierunku Lubaru ul. Czudnowską, pod numerem 12a, za blokiem z okresu rządów Chruszczowa, zobaczymy ruiny najstarszego budynku w mieście – klasztoru jezuitów. Ta okolica ma historyczną nazwę – Jurydyka Jezuicka. Teren ten początkowo należał do króla i to właśnie August II (według innych danych kasztelan Kazimierz Stecki) założył tu w 1724 roku klasztor jezuitów, zobowiązując ojców do prowadzenia trzyklasowej szkoły, która miała być pierwszą w mieście. Dzięki biskupowi kijowskiemu Józefowi Andrzejowi Załuskiemu szkoła uzyskała następnie jeszcze jedną – czwartą – klasę.

Ruiny kolegium jezuickiego w Żytomierzu (fot. Dmytro Antoniuk)

W 1750 roku do żytomierskich jezuitów przybył „nadworny” architekt jezuitów Paweł Giżycki. Zaprojektował on i nadzorował budowę murowanego kościoła i klasztoru (1751-1766). Wcześniej zabudowania były drewniane. Świątynia była trójnawowa z dwiema strzelistymi wieżami wieńczącymi fasadę i całkowicie odpowiadała jezuickiej tradycji barokowej. Sam klasztor posiadał również kształty monumentalne – dwupiętrowy czworokąt z zamkniętym wirydarzem.

Po roku 1773, gdy papież Klemens XIV skasował zakon jezuitów, żytomierski konwent przekazano oo. misjonarzom z Pińska, którzy kontynuowali w nim dzieło oświaty. W owym czasie uczyło się tu blisko 600 uczniów. Liczbie tej można dać wiarę, bo pojezuicka szkoła była największą budowlą w mieście. To tu 6 sierpnia 1796 roku odbyły się uroczystości z okazji powstania guberni Wołyńskiej. Według niektórych danych oo. misjonarze kształcili w tych murach uczniów do 1842 roku. Po tym okresie kościół spalono i rozebrano. Z jego murów została wybudowana sąsiednia kamienica. Natomiast w budynku szkoły urządzono więzienie dla kobiet, działające tu do początku II wojny światowej.

Podczas operacji wyzwolenia miasta w grudniu 1943 roku przez oddziały gen. Czerniachowskiego zabudowania bardzo ucierpiały. Po wojnie otwarto tu magazyn obuwia i książek. Dziś z tego zabytku zachowało się jedno skrzydło i to w okropnym stanie – bez dachu i stropów. Co roku rujnacja postępuje coraz bardziej. Formalnym właścicielem obiektu jest Stowarzyszenie „FAB-Zamkowa Góra”, która „zakonserwowała” ruinę, otaczając ją płotem. Na razie trwa poszukiwanie funduszy i pomysłu na jej użytkowanie.

Liceum zawodowe w Lubarze – to kolejny adres byłego klasztoru jezuitów, założonego w 1666 roku. Prawdopodobnie kompleks zabudowań pochodzi z początku XVIII wieku. Składa się on z piętrowej budowli klasztoru, o ścianach podpartych przyporami, kościoła i jeszcze jednej budowli, w której dziś mieści się biblioteka. W świątyni urządzono aulę, natomiast w zabudowaniach klasztornych zachowały się sklepione korytarze i klatka schodowa.

Klasztor pojezuicki w Lubarze (fot. Dmytro Antoniuk)

Wiadomo, że przy klasztorze jezuitów zawsze działała szkoła. Ta w Lubarze była drugą co do wielkości na terenach wschodniego Wołynia po pijarskiej w Wielkich Międzyrzeczach na Rówieńszczyźnie. Szczególnego rozkwitu osiągnęła w latach 80. XVIII w., gdy bankier i przemysłowiec Prot Potocki ufundował szkolną bibliotekę, zawierającą ponad 17000 woluminów. Szkoła miała sześć klas i uczęszczało do niej 450 uczniów, którzy studiowali m.in. fizykę, geografię, historię i kilka języków. Szkoła miała własny ogród botaniczny służący do zajęć praktycznych. Po kasacie konwent przekazano greckokatolickiemu zgromadzeniu bazylianów, które również prowadziło działalność oświatową. Jednym z absolwentów tej szkoły był poeta i prozaik Jan Prusinowski.

Bazylianie opuścili szkołę po 1833 roku, wypędzeni przez władze carskie. Zabudowania przekazano prawosławnemu klasztorowi św. Grzegorza, który w XX wieku zlikwidowali bolszewicy.

Po epidemii cholery, która doprowadziła do śmierci kilku zakonników, w 1872 roku do Lubaru sprowadzono siostry z koreckiego i horodyszczeńskiego klasztorów, zakładając w dawnym konwencie jezuitów klasztor żeński. Wówczas zabudowania klasztorne zostały gruntownie przebudowane.

Władze sowieckie umieściły tu szkołę zawodową, a obecnie działa tu liceum. Z pierwotnego zdobnictwa zabytku nie pozostało nic.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 7 (323) 15-26 kwietnia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.