Karmelici trzewiczkowi. Część III

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie Wschodu Rzeczypospolitej

Idąc tropem pełnego opisu wszystkich zachowanych klasztorów karmelitańskich, zwróconych zakonowi lub nie, podaję opisy trzech kolejnych ośrodków tego zakonu na Ukrainie.

Z Włodzimierza Wołyńskiego trasa M-08 wiedzie nas w kierunku Łucka, do wioski Chłopice. Tu skręcamy w lewo i drogą gruntową docieramy do Kisielina. Jest to niecałe 43 km.

Na zawsze zapamiętam ten wyścig ze światłem, gdy wyprzedzając zmrok i podnosząc kurz przy mijaniu nielicznych mieszkańców wsi, pastuchów i rybaków znad Stochodu – za co ich serdecznie przepraszam – pędziłem leśną drogą, by zdążyć sfotografować ruiny klasztoru w promieniach zachodzącego słońca. Ale chyba jednak wyścig przegrałem. Słońce już prawie zaszło za horyzont, a fasadę kościoła od zachodu zasłaniały wiekowe drzewa…

Kisielin w połowie XVII wieku był stolicą polskich arian (herezja chrześcijańska, uważająca Syna Bożego za istotę stworzoną). Mieli tu świątynię i szkołę, w której uczył znany teolog Andrzej Wiszowaty. Po rozpędzeniu arian, ich świątynia została zburzona, chociaż są wiadomości, że niektóre jej elementy zostały wykorzystane przy budowie katolickiego klasztoru.

Klasztor dla zakonu karmelitów trzewiczkowych ufundowali Abraham i Marianna Gołuchowscy w 1691 roku, a jego budowa trwała prawie trzy dziesięciolecia. Trzynawowy kościół Niepokalanego Poczęcia NMP był perełką baroku, udekorowaną kilkoma ołtarzami i freskami. Podczas zaciętych walk w 1915 roku rosyjska artyleria zrujnowała to piękno do poziomu parteru. Wówczas również bardzo ucierpiał sąsiedni pałac hrabiów Olizarów. Pałacyku nie odbudowano, klasztor zaś od 1832 roku był kościołem parafialnym i odbudowano go prawie całkowicie.

Oprócz zabytków Kisielin ma też swoją tragiczną historię. 11 lipca 1943 roku oddział UPA, otoczywszy kościół podczas niedzielnego nabożeństwa, ostrzelał z kulomiotu katolików, wychodzących po mszy św. z kościoła. Ludzie rzucili się do ucieczki i większość schroniła się na plebanii – w dawnych zabudowaniach klasztornych. Ci, którzy z nieznanych przyczyn otworzyli drzwi, zostali rozstrzelani w kościele, ci zaś, którzy zabarykadował się na piętrze – szczęśliwie przetrwali 11-godzinne oblężenie, broniąc się cegłami i siekierami. Spośród nich zginęło czworo, a sześcioro – w tym proboszcz Witold Kowalski – odniosło rany. Między uratowanymi znalazł się ojciec znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego, Włodzimierz, który spisał swe wspomnienie o tej tragedii. Powstały również dwa dokumentalne filmy o tych wydarzeniach: „Oczyszczenie” i „Było sobie miasteczko…”. A Witold Szabłowski opisał w powieści „Sprawiedliwi i zdrajcy” jak ukraińska rodzina z Kisielina, narażając się na śmierć, ratowała sąsiadów-Polaków.

Po wojnie władze komunistyczne urządziły w kościele magazyn lnu, który spłonął, powodując zawalenie się sklepienia kościoła (blaszany dach rozkradli kołchoźnicy). Dziś jest to smutna, samotna ruina. Idąc pomiędzy zwałami potłuczonej cegły i wiedząc, co tu się działo, łatwo jest wyobrazić sobie, a nawet usłyszeć, jęki i błagania niewinnych ofiar.

Klasztor karmelitów trzewiczkowych w Drohobyczu powstał w 1697 roku z fundacji starosty Jana Bekierskiego. Przekazał on zakonnikom dwór z polem na Węgierskim przedmieściu. Ponieważ ten teren niezbyt karmelitom odpowiadał, starosta drohobycki, Marcin Chomentowski przekazał im działkę przy Rynku.

Murowany kościół św. Michała Archanioła z klasztorem wystawiono przed 1721 rokiem i zakonnicy opiekowali się powstałą przy nim bursą dla ubogich uczniów. W chwili kasaty klasztoru przez Austriaków w 1789 roku mieszkało tu 16 trzewiczkowych karmelitów.

W 1808 roku grekokatolicy wykupili świątynię od miasta i konsekrowali ją na cerkiew św. Trójcy, przy niej otwarto szkołę, w której uczył się Iwan Franko. Poprzedni właściciele część katolickiego wyposażenia – w tym ławy i posadzkę – przenieśli do kościoła parafialnego. Zostały tam przeniesione z krypt również szczątki dobroczyńców zakonu. Jakiś czas był tu klasztor bazylianów. Świątynia została przebudowana, zmieniono jej fasadę. W okresie karmelickim prawdopodobnie fasadę zwieńczały dwie wieże.

Kapłani tej świątyni zostali męczennikami za wiarę. W 1941 roku NKWD rozstrzelało oo. Seweryna Baranika i Jakuba Seńkowskiego; w 1946 roku po torturach we lwowskich brygidkach zmarł o. Witalij Bajrak, a w obozach na Syberii zginęli oo. Paweł Żupański i Jewhen Nyszczyk. Pomimo tych represji świątynia była czynna przez cały okres sowiecki i w 1994 roku została podniesiona do rangi katedry samborsko-drohobyckiej diecezji UGKC, której biura zajmują część pomieszczeń dawnego klasztoru. Reszta należy do parafii. Na ścianach, prawdopodobnie refektarza, zachowały się niewielkie malowidła z czasów międzywojennych. Oprócz ścian z dawnego klasztoru nie zachowało się nic.

Obok wciąż wspaniałej rezydencji Rzewuskich-Lanckorońskich w Rozdole mamy jeszcze dawny klasztor karmelitów trzewiczkowych w samym mieście. Od 1945 roku mieści się tu internat dla dzieci ze schorzeniami psychicznymi.

Murowany kościół parafialny na tym miejscu zaczęto wznosić w roku 1619, ale z powodu najazdu Tatarów, którzy spustoszyli miasto, prace zostały na długo przerwane. W 1646 roku Stanisław i Anna Rzewuscy zaprosili do Rozdołu karmelitów i przekazali im niedobudowaną świątynię, którą udało się wykończyć bezpośrednio przed pierwszą wyprawą Chmielnickiego. Czasy były niepewne, więc świątynia otrzymała dookoła strzelnice. Wówczas też wniesiono do kościoła kopię obrazu MB Częstochowskiej, uważaną za cudowną. Z czasem do tej relikwii zakonu dołączyły obrazy Matki Bożej z Dzieciątkiem i Matki Bożej Pocieszycielki, przekazane do konwentu przez Franciszka i Katarzynę Borysławskich.

W połowie XVIII wieku kościół Matki Bożej Szkaplerznej posiadał wielką kaplicę Rzewuskich (przebudowano ją w stylu empire w 1822 roku) ze stojąca przed nią kolumną z figurą Madonny. W kościele witało wiernych sześć barokowych ołtarzy. Bracia opiekowali się szkołą parafialną i szpitalem dla ubogich, otwartych w murach konwentu.

Tutejszym karmelitom trzewiczkowym szczęśliwie udało się uniknąć kasaty józefińskiej, ale zmuszono ich do przekazania siostrom miłosierdzia (szarytkom) zabudowań klasztornych na przytułek dla dziewcząt (1763 rok). Karmelici natomiast przenieśli się do znacznie mniejszych zabudowań, zajmowanych wcześniej przez siostry (nie wiadomo, czy się zachowały).

Podczas II wojny światowej w klasztorze znajdowali schronienie polscy uchodźcy i działało tu AK. Natychmiast po zakończeniu wojny całość została przejęta na internat dla dzieci szczególnej troski. Wówczas kościół podzielono na kondygnacje i urządzono w nim klub (na górze) i pralnię (na dole).

W czasie tej „modernizacji” zniszczono epitafia, XIX-wieczne freski, kolumnę z figurą Matki Bożej. Udało się natomiast uratować dwa obrazy Matki Bożej, które obecnie znajdują się w klasztorze oo. karmelitów w Krakowie. 15 portretów Rzewuskich znalazło się w magazynach Lwowskiej Galerii Sztuki, a mocno uszkodzone rzeźby św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty z bramy są obecnie w kościele w Medenicach.

Zespół klasztorny, który prawdopodobnie wzniósł Bernard Meretyn, zachował barokowy fronton z wazonami, nie uniknął on jednak sowieckiej przebudowy. W 1991 roku katolikom zwrócono tylko górną część kościoła. Przenieśli oni tu absolutnie unikalną rzeźbę Chrystusa, która przed wojną znajdowała się w kaplicy Rzewuskich. Jest to XVII-wieczny (?) manekin z cedrowego i sosnowego drzewa, na który wkłada się specjalną szatę, perukę i wieniec cierniowy. Podobna figura była jedynie w lwowskim konwencie benedyktynek, ale się nie zachowała. Warto też zajrzeć do kotłowni, zajmującej część krypt. Znajduje się tu oryginalne epitafium Michała Rzewuskiego z 1770 roku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 5 (321) 15-28 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.