06/03/2019 14:15
autor Dmytro Antoniuk

Karmelitanki bose

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej

Aż dziw bierze, gdy się prześledzi geografię przemieszczania się tego zakonu we Lwowie, a zwłaszcza jego żeńskiej gałęzi. Prawie w każdej dzielnicy miasta miał on swoje klasztory.

„Bosaczki” – tak popularnie nazywano siostry karmelitanki bose, których klasztor przy ul. Winnyczenki 30 stał obok konwentu ich braci w zakonie. Od tych obu zgromadzeń powstała nazwa Bosackiej furty – elementu fortyfikacji miasta.

Jakub i Teofila Sobiescy – rodzice przyszłego króla Polski Jana III – w 1641 roku ofiarowali zgromadzeniu swoją posiadłość. Wkrótce rozpoczęto budowę murowanego klasztoru i kościoła pw. Matki Bożej Loretańskiej. Architektem został Giovanni Battista Gisleni, który za wzór wziął rzymski kościół Il Gesu. Prace wstrzymano, gdy siostry w obawie przed najazdem Kozaków opuściły Lwów. Potop szwedzki również uszkodził niedokończoną budowę. Sześć zakonnic wróciło do miasta w czasie pokoju (1659) i rozpoczęło odbudowę. Ale turecka inwazja w 1672 roku znów zmusiła siostry do ewakuacji.

Po wiktorii wiedeńskiej król Jan III zdecydował się kontynuować dzieło rodziców, którzy zobowiązali potomków do wspierania zakonu, gdyby sami nie zdążyli ukończyć dzieła budowy klasztoru. Monarcha przysłał do klasztoru swego architekta Schwanera, który ukończył barokową fasadę, ustawiając na niej figury św. Teresy z Avila i św. Józefa. W tympanonie umieszczono herby Daniłowiczów (Sas) i Sobieskich (Janina). Nad portalem umieszczono tablicę fundacyjną. Wszystko to na szczęście zachowało się do dziś. Konsekracja kościoła i równocześnie z nim wybudowanego klasztoru odbyła się w 1692 roku. W ten sposób powstała jeszcze jedna barokowa perła miasta.

Nie minęło sto lat, gdy Austriacy skasowali klasztor, umieściwszy w nim (również w kościele) magazyn wojskowy. Jeszcze w tymże XVIII wieku w klasztorze ulokowano seminarium duchowne archidiecezji lwowskiej, znacznie rozszerzając budynek. Kościół natomiast należało od państwa wykupić. Został konsekrowany na nowo pw. Matki Bożej Gromnicznej. Świątynia stała się wówczas miejscem pochówku kolejnych pięciu arcybiskupów lwowskich, których sarkofagi w 1972 roku przeniesiono do katedry lwowskiej.

Jednym z opiekunów świątyni i seminarium był arcybiskup Józef Bilczewski. Katafalk z jego ciałem po śmierci dobę stał przed ołtarzem w tym kościele. Józef Bilczewski w 2005 roku został kanonizowany.

Nieodłączną część klasztoru stanowi dawny chór zakonny, który w XIX wieku przebudowano na kaplicę. W latach 1929–31 udekorował ją freskami Jan Henryk Rosen, pracując wspólnie z Janem Kazimierzem Smuczakiem. Tematy malowideł to „Zesłanie Ducha Świętego” i „Siedem Sakramentów”. Przedtem, w 1927 roku, dokonano tu koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy, który obecnie, po latach przebywania w Polsce, został przekazany do seminarium duchownego w Brzuchowicach.

Pierwsi sowieci przekazali zabudowania seminaryjne Lwowskiemu Instytutowi Medycznemu (przedwojennemu wydziałowi medycznemu UJK). Wkrótce seminarzyści powrócili jednak w swe mury i pozostawali tu do 1945 roku. Po wojnie cały kompleks zabudowań przejęło wojsko, a w latach 70. XX w. przekazano je Ogólnozwiązkowemu Instytutowi Metrologii i Standardyzacji, który w kościele umieścił aulę i salę wystawową. Zniszczono wówczas przedwojenny marmurowy ołtarz główny i inne elementy wystroju świątyni.

Grekokatolikom świątynię przekazano w 1998 roku. Po czterech latach unici dopuścili do wspólnego użytkowania kościoła katolików rzymskich (obecnie niestety mają oni zakaz wstępu do świątyni). Kurii metropolitalnej przekazano wspomnianą kaplicę z freskami Rosena, które mają być odnawiane. W zabudowaniach klasztornych mieszczą się obecnie biura różnych firm i spółek.

Przy ul. Łysenki 45 stoi konwent, który początkowo również należał do zgromadzenia sióstr karmelitanek bosych przybyłych do Lwowa ze zlikwidowanego przez Prusaków klasztoru w Poznaniu. W roku 1888 hrabina Karolina Raczyńska zakupiła dla nich zabudowaną działkę przy ul. Kurkowej, obok nowo wzniesionego konwentu sióstr franciszkanek. Arcybiskup lwowski Seweryn Morawski nie chciał zatwierdzić fundacji, ale generał zakonu o. Hieronim Gotti, posiadając takie uprawnienia nadane przez Watykan, z tego prawa skorzystał. Już w 1891 roku stanął tam istniejący do dziś klasztor z kaplicą Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Karmelitanki bose posiadały kopię cudownego obrazu, słynącą we Lwowie cudami, dzięki czemu klasztor stawał się coraz bardziej znany i coraz więcej dziewcząt pragnęło do niego wstąpić.

Na przeszkodzie stanęły skromne rozmiary klasztoru. Wobec tego pani Raczyńska zakupiła dla zgromadzenia znacznie większą działkę przy ul. Krzyżowej (ob. Czuprynki). Siostry przeniosły się tu w 1895 roku. Ich budynek przy ul. Kurkowej zajęły siostry franciszkanki Rodziny Maryi, które przebywały tu do 1946 roku. Opuszczając klasztor udało im się wywieźć do Polski witraże z kaplicy i część paramentów liturgicznych. Czego nie dało się wywieźć – siostry zakopały na podwórzu lub spaliły. Komuniści umieścili w klasztornych pomieszczeniach klinikę chorób wenerycznych, a w kaplicy – salę, gdzie prowadzono wykłady z marksizmu-leninizmu. Prawdopodobnie wówczas zniszczono freski i ołtarz. Obecnie, gdy kaplicę przekazano grekokatolikom na cerkiew pw. świętych Kosmy i Damiana, nic z dawnych dekoracji, oprócz wielkiego krucyfiksu, nie pozostało. Na fasadę kaplicy powróciły dwie figury świętych. W celach klasztornych nadal pracują medycy.

Gdy klasztor przy ul. Kurkowej (Łysenki) stał się dla karmelitanek bosych zbyt ciasny, ich dobrodziejka, hrabina Karolina Raczyńska przeznaczyła 100 tys. złotych na zakup nowej działki przy ul. Krzyżowej (ob. Czuprynki 70). Zbudowano tu duży klasztor z kościołem. Autorem całości był architekt z Kolonii Franciszek Statz, który przebywał w Niemczech, jego zaś plany do realiów lwowskich dostosował Jan Lewiński. Zgromadzenie początkowo wzbraniało się przed, zdaniem sióstr, zbyt ozdobnym neogotyckim kształtem konwentu, jako nieodpowiadającym zakonnemu ślubowi ubóstwa. Doszło do tego, że hrabina Raczyńska napisała do generała zakonu list, w którym oburzała się na poczynania sióstr, sprzeciwiających się jej dobrym zamiarom, i żądała zatwierdzenia przez nie projektu, czemu w końcu stało się zadość.

W 1895 roku budowę klasztoru ukończono i siostry przeniosły się tu z ul. Kurkowej. Później, gdy architekt Zachariewicz wykonał witraże do klasztornej kaplicy pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Józefa, przeniesiono tu cudowny obraz. Podczas obrony Lwowa w 1918 roku dach kościoła został zniszczony – prace remontowe ukończono dopiero w 1924 roku. W tym mniej więcej czasie zakon prowadził rozmowy z Janem Henrykiem Rosenem na temat dekoracji wnętrz kościoła, ale do tego nie doszło.

Dawny dobroczyńca konwentu arcybiskup lwowski Bolesław Twardowski utworzył komisję, która zbadała przypadki cudownych uzdrowień za wstawiennictwem Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jej lwowskim obrazie i 25 czerwca 1939 roku na Wzgórzach Wuleckich w obecności licznych pielgrzymów i duchowieństwa obu obrządków obraz został ukoronowany. W tym właśnie miejscu po dwóch latach Niemcy rozstrzelali lwowskich profesorów.

Bombardowanie miasta we wrześniu 1939 roku zniszczyło szpiczastą wieżę kościoła, a komuniści umieścili w klasztorze Dom starców i bezdomnych, zostawiając siostrom jedynie kilka pomieszczeń. Później klasztor częściowo zajęło Gestapo, które w ogrodach klasztornych dokonało egzekucji jeńców włoskich. Ale pomimo takiego sąsiedztwa klasztor nadal istniał. W 1944 roku siostrom udało się nawet przeprowadzić remont. W tymże roku, po śmierci arcybiskupa Twardowskiego, jego serce, zgodnie z testamentem, zamurowano w metalowej urnie w świątyni.

Nadszedł rok 1946, gdy wszystkie katolickie klasztory we Lwowie zostały zlikwidowane. Mniszki, zabrawszy ze sobą cudowny obraz i wiele innych obrazów, miedziorytów, szat i naczyń liturgicznych oraz archiwum, przeniosły się do Kalisza, zakładając tam nowy klasztor. Budynek klasztorny objął pułk ochrony NKWD, który stacjonował tu do 1952 roku. Lwowski klasztor zajęła potem stacja telefoniczna, która na swoje potrzeby przebudowała wnętrze świątyni, dzieląc je na piętra i niszcząc wszystko co przypominało poprzednie właścicielki.

W latach 90. XX w. siostry starały się o zwrot swego klasztoru, ale odpowiedziano im, że jest to niemożliwe i przekazano kościół grekokatolikom, którzy go poświęcili pw. św. Klemensa, papieża. Należy uznać, że wspólnota przeprowadziła gruntowny remont: rozebrano strop z okresu sowieckiego, odczyszczono herby karmelitańskie na ścianach i ustawiono piękny nowy ikonostas oraz ołtarz – prawdziwe dzieło sztuki. W chórze zakonnym sióstr, znajdującym się za prezbiterium, otwarto godne uwagi prywatne muzeum ikony. I wreszcie przywrócono wieży szpiczaste zwieńczenie. Słowem, zabytek znalazł się w dobrych rękach. Unitom przekazano prawie cały budynek klasztorny, z wyjątkiem jednej sali, użytkowanej nadal przez firmę „Ukrtelekom” oraz domku kapelana, w którym mieści się obecnie księgowość firmy. Radzę posiedzieć na ławce w niewielkim skwerku przy wejściu do kościoła oraz przypatrzeć się herbowi hrabiny Raczyńskiej nad dawnym wejściem do klauzury.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 4 (320) 28 lutego – 14 marca 2019