Zakład Ojców Jezuitów w Chyrowie. Część VI

-a A+

Szczytna szkoła

Nauka
Chyrowski Zakład Ojców Jezuitów był szkołą na prawie gimnazjum. Przed rokiem 1937 było to siedmioklasowe gimnazjum klasyczne. Przyjmowano doń tylko chłopców wyznania rzymskokatolickiego powyżej dziesiątego roku życia. Kandydat do gimnazjum miał przedstawić metrykę, świadectwo chrztu, zaświadczenie o szczepieniach oraz potwierdzenie o nauce w innej szkole. Wobec ostatniego wymogu często udzielano dyspensy, gdyż wiele dzieci z rodzin zamożnych pobierało nauki w domu.

Sytuacja ta zmieniła się po 1932 roku, kiedy to Zakład, zgodnie z reformą szkolnictwa, przekształcono na trzystopniowy, składający się z sześcioletniej szkoły początkowej, czteroletniego gimnazjum i dwuletniego liceum. Odtąd przyjmowano do Zakładu chłopców po ukończeniu siódmego roku życia. Dopuszczalne było również przyjmowanie chłopców sześcioletnich, którzy posiadali odpowiedni poziom rozwoju fizycznego i intelektualnego.

Wstępując do Zakładu w Chyrowie uczeń musiał zdać egzamin z języka polskiego, zawierający również pytania z historii, geografii i matematyki. Egzaminy wstępne odbywały się na przełomie czerwca i lipca, w poszczególnych zaś przypadkach na początku września. Warto zaznaczyć, że egzamin był raczej formalnością, gdyż przyjmowano zazwyczaj wszystkich. Zakład miał jednak prawo wydalać w czasie roku szkolnego uczniów za niedostateczny poziom nauki lub za złe zachowanie.

Osobliwością chyrowskiego Zakładu były tak zwane klasyfikacje, odbywające się co miesiąc. Polegały one na wydawaniu, zgodnie z ocenami, opinii o sukcesach uczniów w danej klasie. Dwa razy do roku klasyfikacje były publiczne – półroczna (w styczniu lub na początku lutego) i roczna (w końcu czerwca).

Miały one charakter uroczysty i odbywały się w sali teatralnej z udziałem ciała pedagogicznego i zaproszonych gości. Towarzyszyły im zawsze koncerty lub krótkie inscenizacje. Dyrektor wygłaszał opinie, zaczynając od najlepszych uczniów, którzy otrzymywali nagrody specjalne – pozłacany i srebrny medal w kształcie krzyża, medal „Virtuti et Diligentiae”, dyplomy, a propos, wykonane w Paryżu według projektu absolwenta Zakładu chyrowskiego A. Wiwulskiego.

Interesująca była tradycja nagradzania najlepszego kolegi szkolnego, którego wybierano w tajnym głosowaniu.

Do następnej klasy przeprowadzano uczniów, którzy wykazali się jedynie celującymi lub dobrymi ocenami. W przypadku jednej oceny „niedostatecznej” można było powtórzyć egzamin, jeśli jednak było ich więcej, zostawało się na drugi rok lub było wydalonym z Zakładu.

Te właśnie wysokie wymagania były najważniejszą przyczyną, że z ponad 6 tysięcy uczniów maturę w Zakładzie Ojców Jezuitów w Chyrowie zdało jedynie 1123, z nich zaś 244 – z wyróżnieniem.

Nauczanie w Zakładzie Ojców Jezuitów było płatne. Wysokość opłaty w różnym czasie była różna. W pierwszych dziesięciu latach istnienia szkoły opłata dzieliła się na droższą – 500 złotych i tańszą – 250. W 1896 roku podział ten skasowano i opłata dla wszystkich wynosiła 600 koron (300 złotych reńskich). W 1907 roku wzrosła ona do 700 koron. Później, z powodu stałej inflacji, cena stale się zmieniała. Ogółem koszt nauki był dość wysoki i dostępny tylko dla zamożnych.

Wstępując do Zakładu każdy uczeń otrzymywał swój oficjalny numer, który miał być wypisany lub przyszyty do wszystkich jego rzeczy.

Uczniowie Zakładu nosili specjalnie uszyty granatowy mundur ze złotymi galonami na kołnierzach.

Jak wyglądał dzień w szkole, opisał szczegółowo uczeń Zakładu Józef Kazimierz Wisz: „Życie dla uczniów w Zakładzie zaczynało się pobudką. Na gwizdek trzeba było wstać, umyć się i ubrać; na drugi gwizdek wychodziliśmy na korytarz, w którym maszerowaliśmy (na palcach) gęsiego, przy ścianach do kościoła. W kaplicy były przeznaczone ławki dla każdej klasy: przedwstępna i wstępna klasa zajmowała je na przedzie, za nią pierwsza gimnazjalna, następnie druga itd. Po Mszy świętej szliśmy do jadalni i spożywali śniadanie. Na śniadanie mieliśmy herbatę z mlekiem, podaną w dużych, metalowych dzbankach, dużą bulkę, świeżą, własnego wypieku. Po śniadaniu prowadzono nas do muzeum, gdzie mieliśmy pół godziny na powtórzenie i sprawdzenie zadań domowych i na przygotowanie się do lekcji. Kilka minut przed ósmą wychodziliśmy do swoich klas, gdzie odbywała się normalna nauka.

Po dwóch godzinach nauki szło się znowu do jadalni na drugie śniadanie, gdzie dostawało się bułkę i mleko. W zależności od umowy z rodzinami, niektórzy uczniowie dostawali bułkę z masłem, inni z szynką, za co płaciło się dodatkowo.

Z jadalni, z powrotem do klas na następne dwie godziny nauki, po których odnosiło się książki do muzeum, odmawiało się Anioł Pański i maszerowało się na obiad do jadalni. W czasie obiadów i kolacji czekało się przed stołami na księdza prefekta generalnego, na wspólną modlitwę i dzwonek, zezwalający na rozmowę.

Po obiedzie szliśmy na pół godziny na nasze boiska rekreacyjne lub do sal rekreacyjnych. Była to przerwa w nauce. Po przerwie wracaliśmy do muzeów, gdzie przygotowywaliśmy się do dalszej pracy w szkole. W poniedziałki, środy i piątki wracaliśmy do naszych klas, gdzie mieliśmy dodatkowe lekcje. We wtorki, czwartki i soboty chodziliśmy na popołudniowy spacer: albo w pole i las, albo nad rzekę Strwiąż, gdzie można było grać w piłkę nożną, albo w zimie na stawy lub w góry na sanki.

Porządek dzienny nie zmieniał się, tylko w niedzielę było inaczej: rano uroczyste nabożeństwo, Msza śpiewana z udziałem chóru, potem śniadanie, dalej powrót do muzeum, celem odrabiania lekcji, następnie obiad, a po obiedzie kilkugodzinny spacer, sanki lub łyżwy. Po kolacji w niedzielę mieliśmy czas wolny, następnie modlitwę i spanie”.

Sale wykładowe mieściły się w bocznych skrzydłach gmachu i były zaprojektowane odpowiednio do potrzeb nauczania oraz zgodnie z zasadami i normami higieny: były przestrzenne, o dużych oknach, dzięki czemu całe pomieszczenie było dobrze oświetlone i dokładnie wietrzone. Każda klasa miała ławki i pulpity dostosowane do wieku uczniów, dla wykładowców była przewidziana katedra, umiejscowiona zazwyczaj na podwyższeniu. Poza tym sale były wyposażone we wszystko, co było konieczne do lekcji – tablica, mapy, książki i inne materiały ilustracyjne, przechowywane w specjalnych szafach. Zeszyty, pióra i inne rzeczy konieczne uczniowie przynosili ze sobą.

Przy każdej klasie było pomieszczenie służące do pracy samodzielnej i przygotowania się do lekcji, czyli tzw. muzeum. Nazwa ta nawiązuje bezpośrednio do tradycji starożytnej Grecji, gdzie świątynie muz były zarazem ośrodkami oświaty.

W Zakładzie Chyrowskim muzea mieściły się na pierwszym i drugim piętrze frontalnego skrzydła i były znacznie większe niż sale wykładowe.

Szczegółowy opis muzeum pozostawił Józef Kazimierz Wisz: „Na froncie, pod krzyżem z Panem Jezusem, stało biurko na podwójnym podium. Jakieś dwa do trzech metrów od podium stał pierwszy rząd stolików. Było ich sześć lub osiem w rzędzie z dwumetrową przerwą w środku. Od bocznych stolików do ścian muzeum było również dużo miejsca. Za pierwszym rzędem stolików stał drugi, trzeci itd. Naliczyłem jakieś 80 stolików, ale nie byłem pewny, ile ich było, bo myliłem się w liczeniu. Za ostatnim rzędem stolików z krzesłami była jeszcze dość duża przestrzeń. W rogu, pod oknem stały dwie olbrzymie szafy, a obok, pod wewnętrzną ścianą, było jeszcze jedno biurko, za którym stał wygodny fotel. Okien było wiele. Wbudowane były one wysoko od podłogi i sięgały prawie pod sufit. Sala była bardzo wysoka. W ścianie naprzeciwko okien były również okna, ale chociaż były tak szerokie jak na ścianie zewnętrznej, były one niskie, wbudowane pod samym sufitem i żeby się do nich dostać, trzeba było mieć długą drabinę. W rogach ściany wewnętrznej były drzwi. Jedne na wysokości katedry, tych nie używaliśmy – a drugie były na końcu muzeum, to jest naprzeciw biurka, szaf i fotela. Na suficie uczepionych było szereg lamp elektrycznych z porcelanowymi umbrami.

Na stolikach przed każdym uczniem leżała złożona kartka wielkości papieru kancelaryjnego, na której wypisane były drukiem modlitwy dzienne. Na tej kartce leżała broszurka koloru białego i podobnych rozmiarów druga, koloru niebieskiego. Książeczka koloru białego, zawierała krótkie informacje o Zakładzie i wszystkie nazwiska: od rektora, przez prefekta generalnego, prefektów, opiekunów poszczególnych klas i profesorów oraz zawierała spis uczniów we wszystkich klasach gimnazjalnych. Druga, koloru niebieskiego to był „Regulamin Zakładu OO. Jezuitów”.

Oprócz sal wykładowych i muzeów w Zakładzie były również gabinety, do których wyposażenie zostało przeniesione jeszcze z zakładu w Tarnopolu.

Największym i najlepiej wyposażonym był gabinet fizyki i chemii, który do roku 1935 funkcjonował jako jedna całość. Przez dłuższy czas mieścił się w prawym bocznym skrzydle i składał się z gabinetu właściwego, sali wykładowej, trzech laboratoriów oraz małej komórki.

W 1935 roku gabinet fizyczno-chemiczny został przeniesiony do pomieszczenia o powierzchni 370 m² na drugim piętrze w prawym skrzydle gmachu. Odpowiednio do wymogów ministerstwa wyposażenie i przybory do nauki chemii przechowywano w osobnym gabinecie składającym się z sali i laboratorium zaopatrzonym w wodę, gaz i prąd.

Laboratorium fizyczne, oprócz stołów, posiadało specjalne platformy do doświadczeń, zaś w chemicznym stało piętnaście dwumiejscowych stołów z gazowymi palnikami.

Osobny pokój w ramach gabinetu fizyki zajmowało laboratorium fotograficzne. Do dyspozycji uczniów było tu trzy aparaty fotograficzne i całość warunków do wywoływania zdjęć. Laboratorium posiadało tez własną biblioteczkę.

Stan gabinetu fizyki na rok 1939 wymieniał 1236 narzędzi, chemii – 1700.

W 1937 roku nad klatką schodową drugiego skrzydła wybudowano niewielką wieżę, w której urządzono obserwatorium astronomiczne. Pod kopułą o promieniu 3,75 m został umieszczony ekwatoriał firmy „Zeiss”, znajdowały się tam też trzy wymienne teleskopy i inne przyrządy do obserwacji i pomiarów.

Prawdopodobnie właśnie obserwatorium astronomiczne było powodem zbombardowania skrzydła gmachu podczas II wojny światowej.

Dumą Zakładu Ojców Jezuitów było muzeum przyrodnicze. Mieściło się na pierwszym piętrze nowego skrzydła w specjalnie przystosowanym pomieszczeniu o powierzchni 1200 m², w którym utrzymywano stałą temperaturę. Eksponaty były podzielone na kilka działów, wśród których przedstawiono ssaki, ptaki, ryby, gady, skorupiaki, owady oraz jamochłony. W dziale ssaków można było obejrzeć czarnego i brunatnego niedźwiedzia, lwicę z lwiątkami, pumę, leoparda, hienę, rysia, dzikie koty i wiele innych zwierząt, zamieszkujących kontynent europejski. Wśród ptaków były orły, gryfy, papugi, ptaki rajskie oraz kolekcja kolibrów. Gady były reprezentowane przez krokodyli, pytony, żmije i żółwie. Wśród wielkiej ilości ryb, które można spotkać w naszych stronach, były również egzotyczne, np. biały rekin czy ryby latające. Kolekcja motyli liczyła 6 tysięcy egzemplarzy i była największą w Europie. Oprócz tego w muzeum były dwuskrzydłe skorupiaki, morskie i rzeczne kraby, rozgwiazdy i koniki morskie oraz ponad 150 rodzajów meduz. W specjalnej szafie przechowywano również cenną kolekcję okrzemków.

Osobny dział stanowiła kolekcja botaniczna, składająca się z zielnika z ponad 260. rodzinami roślin, kolekcja przekrojów drzew, zasuszonych owoców i nasion, a także kolekcja minerałów, pochodzących z różnych stron świata.

Wszystko to miało przede wszystkim służyć uczniom do studium przyrody i otaczającego świata. Przy muzeum był niewielki gabinet przyrodoznawstwa, w którym właśnie odbywały się zajęcia. Uczniowie mieli tu do dyspozycji 25 mikroskopów, lupy, skalpele, pincety oraz inne przyrządy, a także akwaria, terraria i ogromną ilość preparatów do badań.

Warto wspomnieć, iż funkcję naukową pełnił również ogród botaniczny o powierzchni jednego hektara, leżący zaraz za gmachem. Można tam było zobaczyć liczne rośliny jadalne, przemysłowe, lecznicze i dekoracyjne.

Ogród botaniczny był podzielony na trzy sekcje: biologiczną, systematyki i roślin gospodarczych. Były w nim też różne przystosowania dla roślin, wymagających szczególnych warunków: zbiorniki z wodą dla roślin wodnych i błotnych, sztuczne skały dla roślin górskich, a także cieplarnia, w której hodowano takie rośliny egzotyczne jak drzewa kawowe i trzcinę cukrową. Prowadzono też hodowlę morwy i jedwabników.

W 1933 roku liczne materiały z geografii umieszczono w osobnym gabinecie na pierwszym piętrze lewego skrzydła. Na jego wyposażenie składała się ogromna ilość map, specjalny wieszak, na którym można było zawiesić równocześnie 12 map, epidiaskop do projekcji, różne przyrządy do pomiarów, kompasy etc. Od roku 1931 przy Zakładzie istniała stacja meteorologiczna. Na jej bazie uczniowie prowadzili obserwacje dotyczące szybkości i kierunków wiatru, opadów i temperatury powietrza.

Po I wojnie światowej urządzono w Zakładzie na parterze lewego skrzydła osobny gabinet do zajęć z pracy ręcznej. Składał się z warsztatów obróbki drewna, metalu i szkła oraz magazynu materiałów. Uczeń Zakładu Karol Lewicki wspominał: „Wyposażenie stanowiły warsztaty stolarskie w takiej ilości, że każdy uczeń miał przy nich oddzielne miejsce. Wzdłuż ścian stały wysokie szafy, w których przechowywano gęste szeregi strugów, pił, dłut, wierteł i innych potrzebnych narzędzi”.

Pracownia stolarska

W warsztacie obróbki metalu i szkła uczniowie mieli do dyspozycji imadła, wiertarki, lutownice i inne narzędzia do obróbki metalu. Do obróbki szkła wykorzystywano gazolinowe urządzenie, narzędzia do cięcia, wiercenia, szlifowania i matowienia szkła.

Całe piętro nad kaplicą zajmował gabinet malowania. Zgromadzono w nim liczne materiały ilustracyjne do demonstracji podstaw rysunku, perspektywy i rozwoju form architektonicznych. Były wśród nich liczne tablice, modele gipsowe głów i popiersi, woskowe manekiny owoców, motyli, owadów i roślin egzotycznych. Bezpośrednio do wykonywania rysunków służyły stoły, sztalugi, tablety, narzędzia miernicze.

Osobne sale były przeznaczone do studium muzyki. Jak wspomina Józef Kazimierz Wisz, były to trzy lub cztery sale na parterze. Zajęcia odbywały się wieczorem i rodzice opłacali je dodatkowo.

Zakład Chyrowski posiadał dość instrumentów, by zaopatrzyć w nie 40-osobową orkiestrę: 32 drewniane i 49 dętych instrumentów muzycznych, 19 instrumentów perkusyjnych, 35 strunowo-smyczkowych, 4 fisharmonie, 17 fortepianów, dzwonki orkiestrowe i wiele innych drobnych instrumentów muzycznych.

W 1933 roku utworzono gabinet humanistyczny, który połączył materiały z religii, polonistyki, języków klasycznych, języków obcych, sztuki. Gabinet posiadał bogatą bibliotekę, patefon i płyty z nagraniami dzieł muzycznych, kilka radioodbiorników i kamerę filmową.

Warto wspomnieć o różnych kolekcjach Chyrowskiego Zakładu Ojców Jezuitów, które w ten czy inny sposób były wykorzystywane do nauczania. Wśród nich wyróżniała się bogata kolekcja krajoznawcza, zawierająca wzory strojów ludowych ze wszystkich stron świata, w szczególności z Japonii, Chin, Alaski. Egiptu, Zambii, Madagaskaru, Indii. W okresie końcowym istnienia Zakładu kolekcja liczyła blisko 3 000 wzorów. Cenna też była kolekcja numizmatyczna licząca około 9 000 egzemplarzy, wśród nich oryginalne monety rzymskie, ponad sto monet ze złota, kilka tysięcy ze srebra, ponad 500 egzemplarzy banknotów.

W Zakładzie istniała również kolekcja orderów (256 egzemplarzy), pieczęci (118 egzemplarzy) i znaczków pocztowych (blisko 20 000 egzemplarzy).

Zajęcia w Chyrowskim Zakładzie Ojców Jezuitów rozpoczynały się o godz. 8:45. Lekcja trwała 45 minut. Po dwóch następujących po sobie lekcjach następowała 45-minutowa przerwa, potem znów dwie lekcje i dalej przerwa na obiad i odpoczynek, po czym o godz. 15:00 uczniowie zbierali się na dwie popołudniowe lekcje. We wtorki i czwartki zamiast popołudniowych lekcji miały miejsce wycieczki. W piątek obowiązywały jedynie dwie pierwsze lekcje, pozostałe przeznaczano na zajęcia dodatkowe. Po reformie szkolnej zajęcia odbywały się tylko w pierwszej połowie dnia.

Program nauczania w Zakładzie był zgodny z programami państwowych zakładów szkolnictwa, większy jednak nacisk kładziono na naukę religii. Językiem wykładowym był język polski i jako przedmiotowi nadawano mu wielkie znaczenie, prowadząc zajęcia na wysokim poziomie. Wraz z językiem uczniowie studiowali również literaturę. Tradycyjnie, jak przystało na gimnazjum klasyczne, znaczną ilość czasu poświęcano językom klasycznym – łacinie i grece. Język niemiecki, obowiązkowy w szkołach za panowania Austro-Węgier, w niezależnej Polsce nie cieszył się powodzeniem i znalazł się na liście przedmiotów nieobowiązkowych. Do przedmiotów obowiązkowych zaliczano historię, geografię, matematykę, fizykę i chemię. Dyscyplinami szczególnymi, które wykładano tylko w Zakładzie Chyrowskim była historia przyrodnicza obejmująca materiał z biologii i mineralogii oraz propedeutyka filozofii. Dla wszystkich klas obowiązkowa była gimnastyka pojmowana jako współczesne wychowanie fizyczne, zaś dla klas początkowych – lekcje kaligrafii. Niedługo przed II wojną światową wprowadzono jako przedmiot obowiązkowy przysposobienie wojskowe.

Za osobną opłatą można było uczęszczać na zajęcia dodatkowe takie, jak język francuski, angielski włoski, rosyjski i ukraiński, esperanto oraz praca ręczna, scenografia, muzyka, śpiew, rysunek, szermierka, tańce, jazda konna etc.

W Zakładzie Chyrowskim panowała bardzo surowa dyscyplina. Całość warunków życia regulował dokument pt. „Regulamin Zakładu Naukowo-wychowawczego Ojców Jezuitów w Chyrowie”.

Należało dokładnie przestrzegać porządku dnia. Na wszystkie czynności podczas nauki uczniowie mieli otrzymać pozwolenie. W klasach uczniowie mogli rozmawiać ze sobą tylko za zgodą prefekta, czyli wychowawcy. W budynku Zakładu przemieszczali się w całkowitym milczeniu i w kolumnie po dwóch, zawsze prawą stroną korytarza.

Za przekroczenie reguł, a także za złe stopnie uczniowie mogli narazić się na kary fizyczne. Za każdą dwóję po klasyfikacji uczeń otrzymywał jedno uderzenie rózgą.

Zakład Chyrowski nie był jednak tak surowy, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Jak wspominali dawni uczniowie, nauczyciele byli wymagający, ale na ogół życzliwi, uczniowie zaś, jak wszystkie dzieci, byli urwisami i usiłowali reguły omijać.

Na przykład, jak wspomina uczeń Zakładu Stanisław Klimpel, żeby osłonić się od uderzeń rózgi, wkładano do spodni książkę. Zaś Karol Lewicki w książce „Chyrowskie rumowisko” opisał jak pewnego razu uczniowie namalowali na tablicy karykaturę nauczyciela, zakrywając ją mapą. Gdy nauczyciel uniósł mapę, klasa wybuchła śmiechem. Interesujące było to, że nauczyciel przyjął tę sytuację z humorem, zaznaczając, że oglądał już lepsze własne karykatury.

Prawdziwe brawa otrzymał jeden z uczniów, gdy podczas wystawy, udając język turecki, wyliczył przezwiska wszystkich nauczycieli.

Opisując rytm życia w Zakładzie Józef Kazimierz Wisz zaznaczył: „Wszystkie czynności, które kazano nam spełniać, wykonywaliśmy w pośpiechu. Nie było czasu na refleksję, namysł czy rozpacz. Program był obszerny i bardzo urozmaicony tak, że człowiek stawał się automatem”.

To, co nazywało się czasem wolnym, nie zawsze nim było, bo zawsze ktoś szedł na zajęcia dodatkowe lub odrabiał zaległości, inny zaś odbywał karę i musiał coś przepisywać.

Bohdan Sywanycz
Tekst ukazał się w nr 1 (317) 18-31 stycznia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.