Busza – nieznany bliźniak Kamieńca

-a A+

 Wiele kilometrów bezludnej drogi asfaltowej, na której nie ma prawie samochodów.

Od czasu do czasu na drogę wyskakują zające. Po prawej – bezkresne pola, po lewej – za drzewami, gdzieś w dole potężny Dniestr i Mołdawia na drugim brzegu. Tak właśnie wygląda droga z Mohylowa Podolskiego do wioski Busza na Podolu.

W XVII wieku Busza była miastem i liczyła około 16 tys. mieszkańców, było tu 7 świątyń. Leży na cyplu, utworzonym przy ujściu rzek Murafy i Buszanki. Dzięki takiemu położeniu przypomina nieco Kamieniec Podolski. Tylko kaniony rzek nie są tu tak głębokie. Miasto istniało tu jeszcze z czasów prehistorycznych i w pewnym okresie nazywało się Antopolem. Umocnienia pojawiły się tu dzięki hetmanowi koronnemu Janowi Zamoyskiemu, który w II połowie XVI wieku zbudował zamek o sześciu wieżach. O tym zamku wspominał w swych zapiskach francuski inżynier na służbie króla Władysława IV markiz Guillaume le Vasseur de Beauplan. Miejscowość ta znana jest również z bitwy, stoczonej przez Stanisława Żółkiewskiego z Tatarami Iskandera-paszy w 1617 roku. Batalia odbyła się w sąsiedniej miejscowości Jaruga, a pokój z ordyńcami podpisany został w Buszy. Dla Rzeczypospolitej był on nadzwyczaj niewygodny – Korona zrzekła się praw do Mołdawii i Wołoszczyzny, zniszczyła twierdze w Berszadzie i Raszkowie oraz poddała Chocim. Nic dziwnego, że cała polska szlachta powstała przeciwko temu, co za kilka lat wywołało nową wojnę z Imperium Osmańskim, porażkę pod Cecorą, ale i późniejszą chocimską wiktorię.

Najtragiczniejsze karty historii Buszy powiązane są z wojną Bohdana Chmielnickiego.

 W kilka lat po piławieckiej bitwie tereny Bracławszczyzny razem z Buszą przeszły pod władanie kozaków, którzy pierwszą próbę zdobycia Buszy przez Polaków odbili. Jednak tragiczny los spotkał garnizon ukraiński pod dowództwem setnika Zawisnego pod koniec 1654 roku. Dotarła tu ekspedycja karna w sile kilku tysięcy wojska. Dowodził nią Stefan Czarniecki i trzech Potockich – Stanisław Rewera, Piotr i Andrzej. O wiele mniej liczna załoga zamku broniła się dzielnie przez kilka dni. Celnym strzałem kozacy zranili samego Czarnieckiego. Wkrótce prawie wszyscy obrońcy zginęli, wysadzając się wspólnie z setnikiem i jego żoną Marią w wieży prochowej. Ten fakt historyczny opisał Mychajło Starycki w powieści „Obrona Buszy”.

 Encyklopedyczny Słownik geograficzny Królestwa polskiego podawał wiadomości o tych dramatycznych wydarzeniach bardziej dokładnie. Informacja głosi, że w czasach buntów kozackich, pod koniec października 1654 roku, hetmani, dowiedziawszy się o pokoju podpisanym z chanem krymskim zaatakowali Bar i Szarogród, mając 20 tys. konnicy i 8 tys. piechoty. Jako pierwszy szedł pułk oboźnego koronnego Stefana Czarnieckiego. Sąsiednie miasta: Murafa, Krasne, Czerniowce poddały się i jedynie Busza zamknęła bramy. Pułk Sarneckiego przywitano ogniem, a wypad zmusił go do odwrotu. Zginął wtedy porucznik Miszkowski. Kozacy na znak zwycięstwa uderzyli w dzwony. Czarniecki, otrzymawszy pomoc uderzył na Dolną Bramę, dokąd z równiny był dogodny dostęp do miasta. Ale w tym momencie rozpoczął się ogień kozacki, który zmusił wojsko do odwrotu. W tej walce Czarniecki otrzymał postrzał w nogę, porucznik husarski Wilczkowski został ranny w głowę, a Gambart – pułkownik dragonów i 30 jego towarzyszy poległo. Hetmani, spodziewając się, że oblężeni opamiętają się, wysłali do nich trębacza, obiecując pokój i zapomnienie przeszłych grzechów. Jednak, gdy go zabito, postanowiono zdobyć miasto szturmem. Uderzono z całą siłą. Pomimo zawziętej obrony dostąpiono wałów, ale nie udało się wedrzeć na skały. Z wielkimi stratami musieli odstąpić.

 Czarniecki, choć ranny, z konia nie zsiadał i zobaczywszy, że od strony stawu prawie nie ma obrońców, nakazał rozryć groblę, wodę spuścić i tak dostać się na wały. Pierwszy, kto tam doszedł z chorągwią św. Michała był Balent – wspaniały młodzian, chorąży pułku Koreckiego (wkrótce zginał pod Bracławiem). Pośród strasznego chaosu wybuchł pożar: mieszkańcy w szalonej rozpaczy sami się zabijali, kobiety szły w ogień z dziećmi, rzucały je do studni. Żona setnika Zawisnego, zabiwszy męża, usiadła na beczkę z prochem i wysadziła się. Przez cała noc miasto płonęło, mało komu udało się uciec pod osłoną nocy.

 Wielki wódz nie mógł, lub nie chciał powstrzymać okrucieństwa wojska, nieszczęsnych mieszczan potraktowano barbarzyńsko. Przypuszczalnie żywych wycięto w pień, a miało ich być 16 tysięcy! Jest to wielka plama na rycerskim honorze Polaków. Poległo ich w walce 200. Naprzeciwko miasta była w skale grota, ukryta pod darnią i chrustem. Ukryło się w niej 70 osób. Jednak ślady gubionych podczas ucieczki rzeczy wskazały kryjówkę. Pułkownikowi Celarowi nakazano namówić ich do poddania się. Jednak ani proponowanie miłosierdzie, ani obietnica zachowania przy życiu, nic nie dały. Celar skierował pobliski potok do groty, chcąc zmusić ukrywających się do wyjścia, ale wszyscy wybrali okrutną śmierć nad poddanie się.

 Po tych wydarzeniach Busza już nigdy nie odrodziła się, jako miasto. Do dziś z zamku zachowała się jedna wieża, obok której zbudowano murowaną cerkiew, która zniekształca w pewnym stopniu historyczną panoramę miasta. Jest tu też i symboliczna mogiła Marii Zawisnej, która wolała zginąć niż poddać się.

 Od 2000 roku w Buszy zaczął działać rezerwat historyczny, dyrektorem którego jest nieustający entuzjasta tej ziemi Aleksander Pilniak. Dzięki jego wysiłkom wioska zmieniła się w swego rodzaju centrum rzeźbiarzy. Jest to niezwykłe miejsce na całym wschodnim Podolu, często odwiedzane przez turystów. Co roku odbywają się tu plenery artystyczne, podczas których z lokalnego piaskowca tworzone są rzeźby, które pozostają w Buszy. Pod numerem +380 4336 2 61 90 można się skontaktować z dyrektorem rezerwatu i zamówić wycieczkę do największej atrakcji tutejszego rezerwatu – buszańskiej płaskorzeźby. Jest to monolit w zamkniętej na klucz jaskini, na którym wyrzeźbiona jest ludzka postać klęcząca przed drzewem bez liści, na którym siedzi kogut. Za człowiekiem stoi jeleń. Uczeni do tej pory nie mogą określić daty powstania zabytku. Niektórzy uważają, że powstała ona ponad 1,5 tys. lat temu, a niektórzy – że w XVI wieku. Obok rzeźby widnieje napis po polsku: „W miasteczku Antopolu 1524 roku 3 czerwca pozostała jedynie samotna Basia” i anagram Jezusa Chrystusa.

 Nie jest to jedyna pamiątka, którą warto tu zobaczyć. Udając się jakieś dwa kilometry na północ, można trafić do Jaru Hajdamackiego. Jest to naturalny kanion rzeki Buszanki. Oba jego brzegi porośnięte są bukami i otoczone olbrzymimi skałami o dziwnych kształtach – wyglądają jak upieczone olbrzymie kamienne placki złożone jeden na drugim. Nieliczni turyści dochodzą najwyżej do mostku przez rzekę, ale przechodząc dalej ok. 2-3 km. zobaczymy kolejne skały noszące imiona: Bliźnięta, Grzyb, Baran, Wisząca itd. Za skałami jest opuszczony wapienny kamieniołom i granitowe progi na Buszance.

 Niezmącona przyroda i całkowite odludzie sprawiają niesamowite wrażenie. Aby w pełni napawać się atmosferą Hajdamackiego Jaru i Buszy warto pozostać tu na noc. We wsi są co najmniej dwa prywatne pensjonaty, które chętnie przyjmują wędrowców. Intryguje „Posiadłość nad skałą” pana Wiktora (+38 098 432 23 09). Na piaskowej skale właściciel zbudował dom w kształcie serca, wewnątrz którego jest piec i oryginalne rysunki nawiązujące do Kamasutry. Pod domem na skałach zaprzyjaźnieni rzeźbiarze urządzili panu Wiktorowi pogańską świątynię boga Peruna. Jest to kolejna atrakcja tego miejsca. Jeżeli warunki wydadzą się państwu zbyt egzotyczne, można zgłosić się do ośrodka turystycznego „Hajdamacka dolina” (tel.: +38 097 371 40 30).

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 9 (229) za 15 maja – 28 maja 2015

 

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2021 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.