Krótka bajka o „Hałyczfarmie”

-a A+

Chcielibyście posłuchać jakiejś baśni? Pewnie odpowiecie z oburzeniem, że skąd, to przecież poważna gazeta, dla dorosłych! Jakie baśnie?! Tymczasem są i baśnie dla dorosłych... posłuchajcie zatem.

Każda baśń musi się zaczynać „dawno, dawno temu...”. Za lasami i za górami już niekoniecznie, może być całkiem blisko. W naszym mieście, na naszej ulicy. Byle by „dawno, dawno temu”.

Tymczasem za górami, a dokładnie za jedną górą – Zamkową – otwarto we Lwowie nowe muzeum. Jest to Muzeum Farmacji i znajduje się na terenie przedsiębiorstwa „Hałyczfarm”. Muzeum nie jest duże, zajmuje jedno niewielkie pomieszczenie. W środku – gabloty ze starymi aptecznymi wagami, kolorowe flaszeczki podpisane po łacinie. W tle możemy przeczytać o Henryku Mikolaschu, właścicielu jednej z największych lwowskich aptek XIX w., a także jego spadkobiercach, w tym Andrzeju Romaszkanie, który wraz ze szwagrem, Karolem Mikolaschem w 1911 r. otwiera we Lwowie, za górą zamkową fabrykę farmaceutyczną Laokoon. Dawno, dawno temu.

Fabryka, sprawnie zarządzana, szybko stała się jednym z czołowych przedsiębiorstw farmaceutycznych w Galicji, a potem w niepodległej Polsce. Tuż przed II wojną światową produkowała 65 ton leków rocznie.

Niestety w czasie wojny wyposażenie i budynki fabryki uległy zniszczeniu. Nie zachowały się nawet receptury leków, a pracownicy fabryki, jeśli udało im się przeżyć wojnę, musieli wyjechać do Polski. O tym wszystkim możemy się dowiedzieć ze słów sympatycznej przewodniczki po muzeum.

W 1945 r. na gruzach Laokoonu wybudowano nowe przedsiębiorstwo, które też zajmowało się wytwarzaniem leków. Od 1946 r. nazywało się ono „Lwowska Fabryka Chemiczno-Farmaceutyczna”, potocznie nazywana „Lwiwfarm”.

Była to jedna z fabryk, która wysyłała swoją produkcję za granicę, oczywiście tylko do „krajów zaprzyjaźnionych”, a więc do Mongolii, Bułgarii, Iraku, Iranu, Ghany, Urugwaju, Wietnamu, a także na Węgry i do Polski. Słynne w Polsce „tabletki z krzyżykiem” były produkowane właśnie w tej fabryce. Nadal można je spotkać w lwowskich aptekach tyle, że pod inną nazwą i nie trafiają już do polskich aptek, a produkowane są według nieznacznie zmienionej receptury.

W 1992 r. fabryka została przekształcona w spółkę akcyjną i zmieniła nazwę na „Hałyczfarm”. I oto w 2011 r. „Hałyczfarm” hucznie świętuje... 100 lat swojego istnienia. Jak to możliwe? Ano, w baśniach wszystko jest możliwe.

Katarzyna Łoza
Tekst ukazał się w nr 21 (217) za 18-27 listopada 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.