Lwów uczcił 110.rocznicę urodzin Stanisława Jerzego Leca

-a A+

We Lwowie, rodzinnym mieście Stanisława Jerzego Leca, 110-lecie jego urodzin obchodzono w pierwszy dzień żydowskiego święta Purim.

20 marca niedaleko od domu, gdzie on mieszkał, w parku dawniej zwanym Kościuszki została otwarta wystawa poświęcona jubilatowi, a w Pałacu Potockich odbyła się akademia z udziałem badaczy jego twórczości z Ukrainy i z Polski.

– We Lwowie obchody 110. rocznicy urodzin Stanisława Jerzego Leca zorganizowaliśmy we współpracy ze Stowarzyszeniem Lwów – miasto literatury UNESCO, Ukraińskim PEN-Centrum i środowiskiem przyjaciół kultury, którzy są skupieni wokół czasopisma ”Ї”(Ji) – powiedział dla Kuriera Galicyjskiego Andrij Pawłyszyn, tłumacz, działacz społeczny.

Na pytanie, czy aforyzmy Leca są w pełni przetłumaczalne na język ukraiński, Andrij Pawłyszyn odpowiedział, że jego zdaniem one na żaden język do końca nie dają się przetłumaczyć, bo to są bardzo krótkie wzorce poezji. Wysokiej poezji. – Poezja nigdy nie jest przetłumaczalna na inny język, bo ważą się tam aliteracja, rytm, aluzje, kontekst i setki innych czynników, które nie dają się w pełni przetłumaczyć – zaznaczył. – Tym nie mniej to, co możemy zaproponować czytelnikowi ukraińskiemu – to uniwersalistyczny przekaz twórczości Leca. Niech zostaną tam może jakieś zagubione po drodze szczegóły. Niestety zawsze tak jest z tłumaczeniami i nie ma idealnych tłumaczeń. Natomiast my przekazujemy humanistyczną treść, którą Lec chciał światu przesłać. Dlatego pracujemy i z jego aforyzmami, i z jego wierszami, i z innymi elementami jego spuścizny twórczej.

21 marca w Narodowej Bibliotece Naukowej Akademii nauk Ukrainy im. Wasyla Stefanyka (dawne Ossolineum) polska literaturoznawczyni i eseistka dr Lidia Kośka zaprezentowała swoją monografię „Lec. Autobiografia słowa”.

– Ja się bardzo cieszę, że jestem tutaj z taką misją lecowską – powiedziała Lidia Kośka w rozmowie z dziennikarzami Kuriera Galicyjskiego i Radia WNET. – Spotykamy się w rocznicę urodzin Leca według kalendarza żydowskiego tutaj, we Lwowie. Natomiast 6 marca spotkaliśmy się w Szczecinie. I to też było symboliczne, że tam to zaproszenie przyszło tak samo z siebie, od entuzjastów twórczości. I że Lec nie jest ani wschodni, ani zachodni, to świadczy o uniwersalizmie jego twórczości. Kończąc swoją wieloletnią pracę nad książką o Lecu, pomyślałam sobie: ale jaki to był dzień w kalendarzu żydowskim? I sprawdzałam wielokrotnie, żeby się upewnić, bo wydawało się to absolutnie niewiarogodnym, że Lec urodził się w Purim. To jest najweselsze święto w kalendarzu żydowskim. Nazywane jest Karnawałem żydowskim, bo obchodzone jest w ten sposób, że należy się upić z radości, obdarowywać się nawzajem. Formy teatralne wtedy się zdarzają. Nazywają się Purim-szpil. Więc jest czymś absolutnie wyjątkowym i uważam, że to jest najlepszy dzień dla urodzenia dla satyryka. Ale jest też podwójny aspekt tego karnawału. Nam w tej chwili karnawał się kojarzy wyłącznie z jakimiś zabawami, jako bardzo wesoły. Natomiast karnawał purimowy ma drugie dno, ponieważ on się zdarzył dlatego, że miała być dokonana zagłada Żydów w Persji, a się nie dokonała. I w twórczości Leca takie drugie dno też istnieje. Nie karnawał Wenecki, a ten karnawał Purimowy. Karnawał Lecowski.

– Zapoznanie się z twórczością Leca może dla wielu ludzi służyć jako powód i swego rodzaju zachętą do tego, by nauczyć się języka polskiego – dodaje Andrij Pawłyszyn. – Bo Lec wyraził się najlepiej w tym języku. Ażeby go najlepiej poznać i wgłębiać w jego mądrość, trzeba tego języka się nauczyć. Żaden tłumacz tego nie przekaże na swój język. Więc polecam Leca.

We lwowskich obchodach 110-lecia Stanisława Jerzego Leca uczestniczył też jego syn Tomasz. Spotkanie z nim oraz pokaz fragmentów filmów dokumentalnych z archiwum rodzinnego Leców odbyły się w Pałacu Kultury im. Hnata Chotkewycza. Po zakończeniu Tomasz de Tusch-Lec podsumował:

– Przyjemnie wrócić po roku do Lwowa. W 2018 odsłoniliśmy tablicę na budynku przy ul. Słowackiego, gdzie ojciec mieszkał. A teraz, w 110. rocznicę jego urodzin, miasto przygotowało cały zespół spotkań w bardzo ciekawych miejscach. Jestem pod ogromnym wrażeniem Biblioteki Uniwersyteckiej (Biblioteki Naukowej Lwowskiego Narodowego Uniwersytetu im. Iwana Franki – KG), która była jednym z ulubionych miejsc ojca. Jest tam jeszcze katalog książek, z których on pewnie korzystał. Co mnie jeszcze w szczególności poruszyło: osoby, które przychodziły na te spotkania, naprawdę były tak autentycznie zainteresowane. Nie widać jeszcze tego, co ja na przykład obserwuję w Polsce: wzrostu nacisku przez wszelkie media, gdzie ludzie jakby pobieżnie wszystko traktują. Jest tutaj bardzo głębokie zainteresowanie, jakieś takie sensowne zainteresowanie. I myślę, że aforyzmy ojca w tej chwili są na czasie. Zauważyłem też zainteresowanie jego twórczością poetycką. Ojciec jest tutaj doceniony również jako poeta.

Podczas spotkań padły też pytania, czy wspominał Stanisław Jeży Lec miasto Lwów, gdzie się urodził. Tomasz de Tusch-Lec wspomniał:

– Ojciec się skupił na twórczości. Nie wspominał lat swego dzieciństwa. Ale kiedy przychodzili koledzy ojca, to wspominali swoje studenckie czasy, wizyty w lwowskich kawiarniach. Był polskim poetą, dlatego że pisał w języku polskim. Ojciec nie mógł tworzyć na emigracji, musiał mieć kontakt z żywym językiem polskim. Wiersze może jeszcze tak, ale w wypadku fraszek i aforyzmów, gdzie po prostu się żyje dniem codziennym, gdzie wchodzą nowe sformułowania, gra słów, trzeba mieć do czynienia z żywym, bieżącym językiem polskim. Ojciec zdawał sobie świetnie z tego sprawę. Kończył polonistykę tutaj we Lwowie. Rodzina ojca była już tutaj całkowicie spolonizowana, posługiwała się językiem polskim. Natomiast żydowskość ojca jest tylko jakby w filozofii, w tym, że znał tę kulturę dobrze. Ojciec zresztą był na ogół apolityczny. Nawet po Holokauście nigdy nie mówił o zbrodniach niemieckich, tyko zawsze o zbrodniach faszystowskich i nazistowskich.

Konstanty Czawaga

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.