Jak Polacy Charków budowali. Część XIX

-a A+

Moda na polskość w literaturze ukraińskiej na terenie Słobodzkiego Kraju

Od najdawniejszych czasów ludzie podróżowali i wciąż podróżują w różnych celach – handlowych, zarobkowych, religijnych, naukowych lub tylko turystycznych – powodowani ciekawością poznania nowych krajów i kultur. I od najdawniejszych czasów ludzie przelewają na papier zdziwienie wywołane różnorodnymi tradycjami i zwyczajami poszczególnych krajów. Z tego też rodziły się upodobania i gusty, zwłaszcza w kontekście mody, która panowała na przełomie epok. Zatem można mówić o modzie nie tylko w aspekcie strojów i kreacji, ale także w literaturze, szczególnie na terenie omawianego przez nas Słobodzkiego Kraju, z uwzględnieniem miasta Charkowa w XVIII–XIX wieku. Chodzi nam o modę na polskość, przejawiającą się w literaturze ukraińskich pisarzy tego miasta, a także, co za tym idzie, zmianie zachowań i upodobań miejscowej ludności.

Charkowskie kolegium XVIII-XIX w.

Już na przełomie XVIII i XIX wieku wpływ piśmiennictwa polskiego można zauważyć w twórczości charkowskiego prawosławnego archimandryty klasztoru Przemienienia Pańskiego w Charkowie – Onufria, który jest uważany za protoplastę słobodzkiej literatury doby „mazepińskiego” baroku. Ten też duchowny zainspirowany polską literaturą dokonał szeregu tłumaczeń na język ruski, o czym może świadczyć duża ilość polonizmów w jego wierszach. Do takich tłumaczeń zaliczano m.in. dzieła: „O naturze człowieka” i „O czasie w życiu człowieka”.

Wpływy polskie i łacińskie wchodziły także do liturgii prawosławnej. W charkowskich świątyniach posługiwano się modlitewnikami tłumaczonymi w Kijowie, Lwowie i innych miastach, będących pod znacznym wpływem cywilizacji zachodniej. Praktycznie do 1917 roku posługiwano się także tłumaczonymi z języka polskiego kalendarzami gospodarczymi, które dostosowywano do obowiązującego na terenie Imperium kalendarza juliańskiego.

Kolejnym czynnikiem zmian w prawosławiu stało się założenie w 1726 roku kolegium charkowskiego. Ta jednostka edukacyjna, która została przeniesiona tu z Biełgorodu, była filią Kijowo-Mohylańskiej Akademii wraz z modnymi tendencjami zaczerpniętymi w Rzeczypospolitej. Była to typowa jak na tamte czasy słowiano-grecko-łacińska szkoła, w której najważniejszymi przedmiotami była łacina i poetyka. W starszych klasach wszystkie przedmioty wykładano po łacinie i znajomość tego przedmiotu była gwarancją przejścia do klasy następnej. Jak wspominał jeden z absolwentów charkowskiego kolegium: „W pierwszych trzech klasach królował język łaciński, do tego stopnia, że zdanie egzaminów z klasy do klasy określano jedynie po sukcesach z tego przedmiotu”. Kto znał łacinę, był uważany za prestiżowego i wzorowego ucznia i siedział w pierwszej ławce. Z czasem studenci rozmawiali ze sobą nawzajem jedynie po łacinie. Z tego okresu zachowała się dość humorystyczna skarga ucznia pierwszych klas, który słabo znając język łaciński skarżył się nieudolną łaciną w następujący sposób: „Ego staw na kamieniuczku; ille pchnów; ego pokotiwsia, caput rozbywsia, a sanguis w dyroczku dziur dziur”.

Jan Ornowski, „Bogaty Wirydarz” – strona tytułowa

Oprócz tego, jak wspominali wychowankowie, każdy z nich stawał się poetą, gdyż zarówno profesorowie, jak i studenci próbowali swych sił w poezji, na wzór polsko-łacińskich panegiryków. W bibliotece gromadzono książki w wielu językach, w tym także w języku polskim, które w następnych latach zasiliły zbiory uniwersyteckiej biblioteki.

Z braku zachowanych materiałów archiwalnych trudno dziś ustalić, czy podejmowali tam naukę Polacy, jednak wpływ charkowskiego kolegium był ogromny. Może świadczyć o tym fakt, że duchowieństwo, które ukończyło kolegium, do liturgii prawosławnej wprowadzało łacinę, z którą w połowie XIX wieku podjęto walkę w Cerkwi Prawosławnej na terenie całego Imperium Rosyjskiego. Ze świątyń zabierano stare łacińskie księgi, które następnie palono, czy, jak w przypadku Biełgorodu i Charkowa, wrzucano do rzeki. Ubolewał nad tym szczególnie arcybiskup prawosławny Filaret w następujących słowach: „Niestety wiele materiałów dawnych czasów zostało zniszczonych w ogniu lub przez nieostrożność zaginęły. (...) W Biełgorodzie zebrane biskupem Joasafem stare księgi liturgiczne, nadrukowane w polsko-litewskich drukarniach (...) i po rozkazie jego zostały zwiezione do rzeki Doniec. Wola biskupa wykonana. Przyznaję, że z bólem słuchałem o tym, że jeśli takiego dopuścił się biskup, to cóż dopiero myśleć o księżach”.

Propagatorem ukraińskiego baroku XVII–XVIII-wiecznej literatury był ukraiński poeta Jan Ornowski (lata ok. 1651 – 1705), który pisał po polsku z elementami łaciny. Był autorem kilku publikacji, w tym pierwszej drukowanej historii Charkowa pt. „Bogaty wirydarz...” z 1705 roku, wspominanego już panegiryku na cześć rodziny Zacharżewskich. Chociaż publikacja ukazała się w Kijowie, jednak znacząco wpłynęła na dalsze zainteresowanie literaturą i historią tego kraju.

Po otwarciu charkowskiego uniwersytetu zainteresowanie językiem i literaturą polską wzrosły. Praktycznie od samego początku, gdyż już w 1818 roku na Wydziale Literackim została erygowana katedra języka i literatury polskiej, a wykłady tego języka hrabia Seweryn Potocki powierzył przybyłemu Piotrowi Hułakowi-Artemowskiemu (1790–1865), który obok języka polskiego prowadził zajęcia z historii Rosji, geografii, statystyki, a w 1849 roku został wybrany rektorem uniwersytetu. Ponadto Hułak-Artemowski udzielał się przy miejscowych żeńskich szkołach. Szczególnie zabiegał o solidność w wykładach z języka polskiego o których mówił: „Powstanie katedry języka polskiego jest zupełnie nowym postanowieniem, a ja jako pierwszy zapoznam słuchaczy z najszlachetniejszym szczepem słowiańskiego słowa”. I rzeczywiście jego wykłady z tego przedmiotu cieszyły się szczególnym zainteresowaniem, gdyż studenci garnęli się do poznania języka polskiego, aby w oryginale móc czytać dzieła wybitnych pisarzy epoki romantyzmu. Sam Hułak-Artemowski kupował dla biblioteki książki w języku polskim, szukał możliwości pozyskania znanych autorów i naukowców. Wiele korespondował z polskimi uczonymi, a także zajmował się tłumaczeniami polskich dzieł.

Zapał ten wzrósł zwłaszcza po 1825 roku, gdy do Charkowa przybył wieszcz narodowy Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855). Od tego czasu ci dwaj poeci szczerze się zaprzyjaźnili, a fakt spotkania Hułaka-Artemowskiego i Mickiewicza został upamiętniony 23 grudnia 1999 roku przez otwarcie pamiątkowej tablicy na frontonie dawnego uniwersytetu w Charkowie.

Do Charkowa Adam Mickiewicz przybył po drodze z Odessy do Kijowa. Tutaj na uniwersytecie pracował jego przyjaciel z uniwersytetu wileńskiego prof. Ignacy Daniłowicz, z którym najprawdopodobniej pragnął się spotkać. Także od 1835 roku w Charkowie na wydziale prawa prowadził wykłady wspomniany już brat wieszcza Julian Aleksander Mickiewicz.

Ten krótki pobyt Adama Mickiewicza w Charkowie przyczynił się do wzrostu popularności poety na długie lata, praktycznie do czasów Rewolucji Październikowej. Utwory jego były omawiane na wykładach. Niektóre z nich były tłumaczone przez wykładowców i studentów na język rosyjski i ukraiński. Jeden ze studentów Hułaka-Artemowskiego wspominał po latach: „Mickiewicz zmusił mnie do nauczania się języka polskiego i ja gorąco wziąłem się do tej roboty: przez pół roku nie tylko czytałem „Dziady”, „Wallenroda”, ale tłumaczyłem sonety wierszami i nawet próbowałem przekazać ogromną część „Dziadów” w języku rosyjskim”. Sam także Hułak-Artemowski wiele pisał i tłumaczył dzieła polskich romantyków. W tym zakresie, jak powiadał Ludwik Janowski, „był niepospolitym znawcą najdrobniejszych szczegółów charakteru i obyczajowości ludu i mową jego władał jak żaden z pisarzy ruskich. (...) Był on prawdziwym mistrzem, który nie tylko znał ducha rodowitej swej mowy, jej tok oryginalny, ale zgłębił wszelkie odcienie językowe”. Jednak autor „Historii Uniwersytetu Charkowskiego” zaraz dodawał: „Artemowski zmarnował swój talent dobrowolnie: egoista, tchórz i karierowicz, piął się do zaszczytów i odznaczeń: w orderach, zupełnie szczerze, widział niemal szczęście. Poświęcił się profesurze, do której mało miał powołania, a jeszcze mniej przygotowania. Talentu swego poetyckiego nie cenił wcale i traktował go jako niemal zabawkę, atoli jako profesor nie przynosił najmniejszej korzyści, a jako rektor powszechną ściągnął na siebie niechęć”.

Założenie uniwersytetu, przybycie zagranicznych profesorów oraz wizyta w mieście Adama Mickiewicza sprawiły, że nowe europejskie tendencje romantyzmu znalazły podatny grunt także w Charkowie. Na tej płaszczyźnie mody, która szła z Polski i Rosji, pojawiło się w Charkowie koło poetów romantyków, założone przez Izmaiła Srezniewskiego (1812-1880), do którego jako wykładowcy „Studenci wszystkich wydziałów tłumnie podążali słuchać złotoustego profesora. Największa sala na uniwersytecie nie była w stanie pomieścić chętnych. Nowość przedmiotu, jaskrawość w przekazie przeplatana cytatami Kollara, Puszkina i Mickiewicza, zachwycała młodzież studencką”.

Podobnie pod dużym wpływem dzieł Mickiewicza był inny ukraiński pisarz z Charkowa – Łewko Borowykowski (1806–1889), który po studiach na charkowskim uniwersytecie, gdzie doskonale poznał język polski, obok własnych poezji tłumaczył na język ukraiński i rosyjski „Sonety Krymskie” oraz „Farysa”. Tłumaczenia, z wyjątkiem jednego sonetu, nie zachowały się do naszych czasów. Poezje mickiewiczowskie były także tłumaczone zarówno na język ukraiński, jak i rosyjski przez innego ukraińskiego romantyka Opanasa Szpigockiego (1809–1889).

W związku z powstaniem listopadowym w Polsce 1830–1831 i represjami po jego zdławieniu, utwory Mickiewicza i innych polskich poetów romantyków w Charkowie przez pewien czas były zabronione. Przez ponad 20 lat nie wolno było wspominać o polskim poecie. Mimo to, tłumaczenia oraz przepisaną poezję Mickiewicza przekazywano sobie w kopiach. Nawet ośmielano się je drukować w charkowskich wydaniach rosyjskojęzycznych, jednak bez ukazania autora. Dopiero po 1857 roku nastąpił renesans poezji Mickiewiczowskiej.

Pierwszym takim pisarzem zachwycającym się tą poezją był Mychajło Staryćkyj (1840–1904), który przetłumaczył na język ukraiński wiele sonetów o miłości, a przetłumaczone utwory z wielkim powodzeniem czytał na wieczorach poetyckich dla znajomych i kolegów. Do poematu „Dziady” w twórczości literackiej zwracał się także Włodzimierz Aleksandrow (1825–1894). W konkluzji należy zauważyć, że doskonałym znawcą dzieł Adama Mickiewicza był ukraiński pisarz i historyk Mykoła Kostomarow (1817–1885). W utworach często cytował wybrane fragmenty dzieł wileńskiego poety.

Moda na język i literaturę polską wśród XIX-wiecznych ukraińskich poetów i pisarzy sprawiła podniesienie narodowościowego i patriotycznego ducha miejscowej ludności. Miejscowi Polacy zrozumieli wartość własnych korzeni i tożsamości, mimo znacznych odległości od stron ojczystych. Pod wpływem romantyków na początku XX wieku w Charkowie powstała polska szkoła elementarna, polskie gimnazjum na Moskalówce, dwie polskie księgarnie, biblioteka i wydawnictwo, które dawały możliwość jeszcze większego poznania własnych korzeni, jednak o tym już w następnych opracowaniach.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 22-23 (291-292) 19 grudnia 2017 – 15 stycznia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.