Lenino

-a A+

12 października w PRL-owskim kalendarzu był datą niezwykle ważną.

Tego dnia świętowano Dzień Wojska Polskiego na pamiątkę bitwy stoczonej w 1943 roku z udziałem żołnierzy 1. Polskiej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki nieopodal wsi Lenino. Po wojnie co roku do Białoruskiej SRR wyruszały pociągi przyjaźni z polskimi kombatantami. W rocznicowych uroczystościach brali udział najwyżsi dygnitarze partyjni, polscy i radzieccy. Żaden z nich nawet nie zająknął się ilu Polaków straciło życie w tej bitwie, jak wielką cenę przyszło im zapłacić.

Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z rządem RP gen. Władysława Sikorskiego, w 1943 r. Stalin powołał, oficjalnie na wniosek polskich komunistów zrzeszonych w Związku Patriotów Polskich, polską formację wojskową – 1. Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Jej dowództwo objął pułkownik, a wkrótce z nominacji Stalina, generał brygady Zygmunt Berling, który wraz grupką polskich oficerów odmówił ewakuacji do Iranu i pozostał w ZSRR. Miejscem formowania i szkolenia dywizji były Sielce nad Oką. Zaczęli tam masowo napływać Polacy, w większości byli więźniowie łagrów, którzy wcześniej, często na skutek utrudnień ze strony władz sowieckich, nie zdołali dotrzeć do armii dowodzonej przez gen. Władysława Andersa. Wstąpiła w nich nadzieja. W nowym wojsku upatrywali jedynej szansy, by wydostać się z ZSRR i wrócić do kraju. Polskie jednostki były podporządkowane dowództwu Armii Czerwonej. Wprawdzie kadra dowódcza w większości rekrutowała się z oficerów sowieckich, wśród których kluczową rolę odgrywali politrucy, ale żołnierze dostali polskie mundury i mieli polskich kapelanów. Odwołano się do tradycji i symboliki narodowej. Patronem dywizji został Tadeusz Kościuszko, mimo że był naczelnikiem insurekcji antyrosyjskiej. Na czapkach orła z koroną zastąpił orzeł bez korony, wzorowany na piastowskim, potocznie nazywany „kuricą”. Przysięgę żołnierze złożyli 15 lipca, w rocznicę bitwy pod Grunwaldem. W rocie była mowa o wierności Związkowi Sowieckiemu.

Fot. Ewa Ziółkowska

Dywizja, składająca się głównie z ludzi bez doświadczenia bojowego, a przy tym wyczerpanych niewolniczą pracą, bardzo szybko została skierowana na front. Zasadniczą rolę odegrały względy propagandowe. Bitwa w rejonie Lenino rozegrała się między siłami niemieckimi a 33. Armią Frontu Zachodniego, dowodzoną przez gen. Wasilija Gordowa, w skład której wchodziły polskie jednostki, piechota i pułk czołgów, liczące w sumie 12,5 tysiąca żołnierzy. Ich zadaniem było sforsowanie płynącej w rozległej dolinie niewielkiej rzeczki Mierei, przełamanie niemieckiej obrony na zachodnim brzegu rzeki, zdobycie wsi Połzuchy i Trygubowo, a następnie kontynuowanie natarcia i osiągnięcie linii Dniepru. Główne uderzenie rozmieszczonych w centrum polskich jednostek i sąsiadujących z nią z obu stron 42. i 290. sowieckich dywizji nastąpiło 12 października w godzinach rannych. Oddziały polskie pozbawione wsparcia sowieckiej artylerii, mimo brawurowych ataków, ponosząc duże straty zostały wkrótce powstrzymane przez jednostki niemieckie. Kilkakrotnie ponawiane natarcia 12 i 13 października nie dały zamierzonego rezultatu i polska dywizja została odesłana na zaplecze frontu. W dwudniowych ciężkich walkach straciła ponad trzy tysiące żołnierzy, a więc niemal jedną czwartą stanu sprzed bitwy. Jak się szacuje, poległo i zmarło z ran 510 żołnierzy, rannych zostało 1776, zaginęło bez wieści 652, do niewoli trafiło 116.

Tak duża liczba ofiar była wynikiem rażących błędów popełnionych przez dowództwo. Przed bitwą dokonano rozpoznania, wskazując tym samym Niemcom kierunek przyszłego natarcia. Walczącym Polakom nie zapewniono dostatecznego wsparcia wojsk pancernych i lotnictwa, nie mieli też stałego zaopatrzenia w sprzęt i amunicję. Walki w większości toczyły się w dolinie, na nieosłoniętym terenie, polscy żołnierze byli więc idealnym celem dla wroga. Nasuwa się pytanie: czy były to rzeczywiste błędy taktyczne, czy też świadome działanie towarzyszy radzieckich, którzy dopuścili do wykrwawienia się Polaków, bo tak do końca nie ufali nawet Wasilewskiej i Berlingowi? Przecież bitwa ta nie miała istotnego znaczenia strategicznego. Front w tym miejscu stał jeszcze do czerwca 1944 r.

Fot. Ewa Ziółkowska

Po zakończeniu walk kości polskich żołnierzy zostały w ziemi tam, gdzie padli, pochowani przez kolegów bądź okolicznych mieszkańców na rozległym polu bitwy. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych na Białorusi przeprowadzono ekshumacje wielu wojennych grobów, przenosząc szczątki do zbiorowych mogił. Podobnie było w Lenino. Prochy polskich żołnierzy zostały przewiezione i złożone na skraju wsi. Zbiorowe mogiły polskich żołnierzy urządzono u stóp pomnika Kościuszkowców, postawionego przez władze BSRR w 1968 r. W Lenino urządzono też Mauzoleum Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni z niewielką ekspozycją muzealną.

W historiografii PRL bitwa pod Lenino przedstawiana była jako jedno z największych zwycięstw oręża polskiego oraz symbol zrodzonego w walce braterstwa broni, w myśl propagandowego hasła drukowanego na plakatach: „Życie składamy wspólnie w ofierze, niech krzepnie w boju bratnie przymierze”. Na mocy dekretu z 7 października 1950 r. w kolejne rocznice bitwy pod Lenino obchodzono święto Ludowego Wojska Polskiego.

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych kwerendy archiwalne oraz analiza publikacji polskich, rosyjskich i niemieckich pozwoliły na ustalenie wykazu części nazwisk Polaków poległych, zmarłych i zaginionych bez wieści. Szczególnie owocne okazały się badania przeprowadzone w Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej w Podolsku. Niestety nie udało się dotrzeć do materiałów jednostek Wehrmachtu biorących udział w walkach. Wyniki badań zostały opublikowane w pracy „Lenino. Październik 1943. Polegli, zmarli z ran, zaginieni”, wydanej w 1996 r., zawierającej 1050 nazwisk żołnierzy, w tym 468 poległych i zmarłych z ran w rejonie Lenino, 28 żołnierzy zmarłych z ran w szpitalach polowych poza rejonem pola bitwy oraz 519 zaginionych w bitwie. Za zaginionych uznaje się także grupę żołnierzy 1. Dywizji, którzy, obawiając się ponownego zesłania, dobrowolnie przeszli na stronę niemiecką, co przez lata ukrywano.

Fot. Ewa Ziółkowska

W końcu lat dziewięćdziesiątych podjęto również starania, żeby w Lenino powstał polski cmentarz wojenny. Istniejący pomnik uzupełniono o kamienną rzeźbę orła, jakiego nosili na czapkach żołnierze 1. DP, na mogiłach kryjących szczątki polskich żołnierzy umieszczono symbole religijne – krzyże katolickie, krzyże prawosławne oraz macewy, ustawiono też tablice z wizerunkami Krzyża Virtuti Militari oraz Krzyża Walecznych. Po obu stronach alejki wiodącej do pomnika stanęły mury z tablicami zawierającymi nazwiska poległych, zmarłych z ran oraz zaginionych bez wieści. Otwarcie i poświęcenie nowego cmentarza odbyło się 17 lat temu, w 55. rocznicę bitwy z udziałem przedstawicieli władz państwowych Rzeczypospolitej Polskiej i Republiki Białorusi, kombatantów polskich, białoruskich i rosyjskich oraz miejscowej ludności i młodzieży szkolnej. Mszę świętą, z udziałem Kompanii i Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, celebrował biskup polowy WP gen. Leszek Sławoj Głódź. Powiedział wówczas w homilii: „Tyle lat słowo Lenino wypisywano na pierwszym miejscu listy narodowej chwały. Tak o tej bitwie było głośno! Tyle książek, filmów, słów... A zabrakło przez lata jednego: wypełnienia obowiązku Narodu i Państwa wobec swoich zabitych i zmarłych żołnierzy. Trzeba było dopiero naszych czasów, aby ta bitwa, i ci, którzy podczas niej polegli, doczekali się cmentarza wojennego – z prawdziwego zdarzenia. Budowa tego cmentarza to nie gest wielkoduszności w stosunku do tych, o których się teraz mniej niż kiedyś mówi. To obowiązek. To powinność...”

Ziemia z polskiej mogiły w Lenino została złożona pod wzniesionym na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach pomniku ku czci poległych tam żołnierzy. Stanął tuż obok grobu gen. Berlinga, który ma swój pomnik przy moście Łazienkowskim. Wzbudza on żywe emocje i kontrowersje podobnie, jak postać generała, cenionego przez jednych za wybawienie tysięcy łagierników i próbę przyjścia z pomocą Powstaniu Warszawskiemu, przez innych uznawanego przede wszystkim za zdrajcę i agenta Stalina, chcącego uczynić z Polski 17 republikę ZSRR. Ze złożonością tej problematyki na różne sposoby próbują mierzyć się historycy i publicyści, czego świadectwem są wydane ostatnio książki: Tadeusza Kisielewskiego „Janczarzy Berlinga. 1 Armia Wojska Polskiego 1943–1945”, „Berlingowcy. Żołnierze tragiczni” pod redakcją Dominika Czapigo oraz Henryka Stańczyka i Stefana Zwolińskiego „Wojsko Berlinga i Żymierskiego 1943–1945”.

Historia ma to do siebie, że nie poddaje się prostym osądom. Nie jest czarno-biała. Ofiara polskich żołnierzy walczących pod Lenino nie może być wstydliwie ukrywana w zakamarkach naszej zbiorowej pamięci. Bo czym różni się krew polskiego żołnierza oddana nad białoruską Miereją, niezależnie od intencji mocodawców, od tej przelanej w kraju czy na Zachodzie? Poległym w tej bitwie należy się pamięć, cześć i rzetelna refleksja historyczna.

Ewa Ziółkowska
Tekst ukazał się w nr 19 (239) 16-29 października 2015

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.