Więźniowie Twierdzy Kijowskiej

-a A+

Sięgająca początkami XI stulecia, umacniana za carów Piotra I i Mikołaja I, potężna Twierdza Kijowska od 1863 roku – czasu polskich działań powstańczych nie tylko w Królestwie i na Litwie, ale także na Ukrainie – była wykorzystywana jako więzienie polityczne.

Pierwszymi jej więźniami byli uczestnicy powstania styczniowego. Ten tragiczny rozdział w dziejach fortecy ostatnio został przypomniany dzięki uroczystości odsłonięcia tablic z nazwiskami powstańców.

W XIX wieku w życiu Kijowa aktywną rolę odgrywali ziemianie i polska młodzież, stanowiąca znaczny odsetek wśród studentów Cesarskiego Uniwersytetu św. Włodzimierza. Narodowe nastroje uległy radykalizacji po wojnie krymskiej. Prowadzono tajną działalność kulturalno-oświatową i polityczną. Wydawano nielegalną prasę. Nawet Ławra Peczerska zasłużyła się dla polskiej konspiracji, zorganizowano w niej tajną typografię, w której drukowano gazetę „Odrodzenie”, głoszącą hasła równości dla chłopów, wolności dla Polski i samostanowienia dla Ukraińców. Rok 1861 zapisał się w historii Kijowa jako okres polskich studenckich wystąpień, mających nierzadko burzliwy przebieg. W marcu nabożeństwo żałobne ku czci Pięciu Poległych w Warszawie ofiar wojsk carskich, odprawione w kościele św. Aleksandra, zakończyło się masową demonstracją.

Na przełom lat 1860–1861 przypada tworzenie, ujętego w ramy organizacyjne, ruchu studenckiego w Kijowie stawiającego sobie za cel zbrojne wystąpienie przeciwko caratowi. W początkach 1861 roku na jego czele stanął Komitet Kijowski, zwany też Centralnym Komitetem na Rusi lub Zarządem Rusi, który koordynował akcje patriotyczne i przygotowywał powstanie. W sierpniu 1862 roku polski działacz niepodległościowy Stefan Bobrowski założył ukraińską ekspozyturę Komitetu Centralnego – Zarząd Narodowy Ziem Ruskich. Kijów zamieszkiwało wówczas ponad 8 tysięcy Polaków, w większości popierających ideę zbrojnego zrywu niepodległościowego.

Z chwilą wybuchu powstania 22 stycznia 1863 roku w Warszawie Komitet Centralny jako Tymczasowy Rząd Narodowy wzywał: Do broni więc Narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni! Bo godzina wspólnego wyzwolenia już wybiła, stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty.

Walki powstańcze na Ukrainie, rozpoczęte w maju 1863 roku, pod względem społecznym miały charakter inteligencko-szlachecki. Ogólne kierownictwo spoczywało w rękach Kijowskiego Komitetu Ruchu, w którym dominowali zwolennicy białych. Władze powstańcze chciały pozyskać ludność wiejską. Po wsiach odczytywano „Złotą Hramotę” – manifest Rządu Narodowego drukowany cyrylicą w języku ukraińskim, ogłaszający uwłaszczenie chłopów. Nie zyskano jednak poparcia. Silniejsze okazały się zadawnione antagonizmy między „polskimi panami” a miejscowymi chłopami, podsycane przez carską propagandę.

W początkach maja ponad pięćset osób, głównie studentów, wyruszyło w małych oddziałach z Kijowa. Dwudziestu jeden uzbrojonych powstańców pod dowództwem Antoniego Juriewicza, byłego studenta Uniwersytetu Kijowskiego, w okolicznych wsiach wręczało chłopom „Złotą Hramotę”. We wsi Sołowijówka w powiecie radomyskim zorganizowano na nich obławę. Mimo że byli gotowi się poddać i złożyć broń, podburzeni chłopi rzucili się na nich. Zamordowano dwunastu powstańców, a dziewięciu rannych, wśród nich Juriewicza, wojsko przewiozło do Twierdzy Kijowskiej. Także w sąsiednich powiatach żołnierze carscy wspierani przez chłopów bez trudu rozprawili się ze słabymi oddziałami polskimi. Stosunkowo najlepiej powstanie zorganizowane było w powiecie berdyczowskim. Pod Błażejówką zebrało się siedemdziesięciu dwóch uzbrojonych powstańców pod dowództwem naczelnika powiatu Leona Czekońskiego oraz Platona Krzyżanowskiego i Władysława Padlewskiego. Po drobnym starciu z Rosjanami pod Owsiannikami oddział dotarł do Rotmistrzówki w powiecie lipowieckim. Tu 12 maja rozegrały się wydarzenia brzemienne w skutki. Zaatakowano stację pocztową, pojmano urzędników, a naczelnika poczty Taksowa stracono za szpiegostwo. I choć późniejsze śledztwo nie wykazało, kto wydał wyrok i kto go wykonał, dowódcy – Tadeusz Rakowski, Platon Krzyżanowski i Władysław Padlewski przypłacili tę egzekucję karą śmierci.

W guberni kijowskiej powstanie załamało się bardzo szybko. Na Podolu w ogóle nie doszło do walki zbrojnej. Jedynie na Wołyniu działania powstańcze nie były pasmem klęsk, a to w dużej mierze dzięki wojskowym talentom generała Edmunda Różyckiego, którego dobrze uzbrojony oddział liczył osiemset osób. Trwające ledwie kilka tygodni powstanie na Ukrainie zostało krwawo stłumione. Przyczyną klęski był niewątpliwie brak zaplecza wśród miejscowej ludności, a także słabość militarna. Brakowało broni, przygotowania wojskowego, zawodziła koordynacja między poszczególnymi oddziałami.

Aparat carski z całą bezwzględnością rozprawił się z uczestnikami powstania. Od pierwszych dni walki ruszyła fala surowych represji przeciwko „buntownikom”. Skonfiskowano setki majątków polskiej szlachty. Wielu zesłano w głąb Rosji, na Syberię. Do Kijowa zaczęły napływać grupy jeńców. Masowym więzieniem dla Polaków stała się Twierdza Kijowska. Tych, których Rosjanie uznali za najbardziej niebezpiecznych, w tym przywódców powstańczych, osadzono w jednej z kaponier, z powodu asymetrycznego rozplanowania nazywanej kosą, czyli skośną. Dzięki zapisowi pamiętnikarskiemu znane są warunki życia więźniów: ...Kosy Kaponir jest to rodzaj wysuniętej reduty, do której się wchodzi przez ciemną szyję kilkunastu sążni długości wymurowaną pod wałem fortecznym i stanowiącą jedną ogromną kazamatę owalną, w której pomieszczono około 300 osób. W takiej masie skoncentrowanej w jednej sali wieczny był chaos; jedni wstawali, drudzy się spać kładli, ni dnia, ni nocy; jedni śpiewają, drudzy dysputują, gdy inni czytać chcą. Taki ciągły niepokój przy złym powietrzu, lichym karmieniu w kilka miesięcy doprowadził wszystkich do osłabienia i drażliwości nadzwyczajnej.

(...) Dawano nam chleb czarny i pół funta mięsa, każda porcja wbita na patyczek, i z tego mięsa wygotowana zupę i krupnik. Chleb był kwaśny, a zupa gotowana w żelaznych kotłach czarna i tak obrzydliwie przyrządzona, ze tylko ostateczność zmuszała do jedzenia.

(...) Smutne pędziliśmy dni czytając niekiedy gazety i różne książki dostające się do nas jak kontrabanda...

(...) Na noc po capstrzyku zamykano więzienie, wnoszono kubeł, gdzie wszyscy swoje naturalne potrzeby odprawiać byli zmuszeni, stąd smród rozchodzący się na wszystkie strony, nadto woda obok w beczce stojąca psuła się i robactwo w niej lęgnąć się zaczęło. Przy natłoku miliony pcheł i innego robactwa zaczęło nas napadać, tak że w nocy oka zmrużyć nie można było i zasypialiśmy tylko ze znużenia.

(...) Prawie codziennie wzywano jednych do komisji śledczej, a drugich do sądu polowego.(...) Z komisji śledczej protokoły przesyłano do Anienkowa, a on poddawał pod sąd polowy, naznaczał, według której kategorii sądzić należy, lub uwalniał. Kategorii było kilka; do pierwszej należeli członkowie rządu, dowódcy, główni organizatorowie, w ogóle ludzie wielki wpływ na powstanie mający lub bardzo dotkliwie obraziwszy Moskwę, np. czytając włościanom Złote Hramoty itd. Kara ich śmierć lub całe życie więzienie. Do drugiej kategorii należeli doktorzy, profesorowie, uczniowie uniwersytetu i w ogóle ludzie inteligencji. Kara ich od całego życia do 12 lat ciężkich robót. Następnie 3,4 itd. kategorie, aż ostatnia kończyła się uwolnieniem. Kategorie te były podane w instrukcji ministra spraw wewnętrznych i nie dosyć tego, że były czystym urągowiskiem wszelkiego prawa, ale jak wszystkie rozporządzenia moskiewskie były dwuznaczne, obosieczne i otwierały szerokie pole do nadużyć.

W Twierdzy Kijowskiej więziono ponad tysiąc sześciuset powstańców, w tym dwustu dwudziestu w Skośnej Kaponierze. Siedmiu z nich – dowódców oddziałów powstańczych skazano na karę śmierci. Byli to:

- Adam Łukasz Zieliński – rozstrzelany jako pierwszy 30 maja 1863 roku;
- Platon Krzyżanowski – rozstrzelany 25 września 1863 roku;
- Władysław Padlewski – rozstrzelany 21 listopada 1863 roku;
- Tadeusz Rakowski – rozstrzelany 21 listopada 1863 roku;
- Maurycy Drużbacki – rozstrzelany 11 grudnia 1863 roku;
- Romuald Olszański – rozstrzelany 17 stycznia 1864 roku;
- Karol Rudzki – rozstrzelany, brak bliższych danych.

Ciężkie warunki, w jakich przebywali więźniowie Twierdzy Kijowskiej, złe traktowanie, niepewność jutra, spowodowały, że porywali się na akty desperackie. Polacy wsławili się udaną, brawurową ucieczką przez wydrążony tunel podziemny.

Obecnie Skośna Kaponiera jest obiektem muzealnym. Na dziedzińcu w 1971 roku umieszczono tablicę w języku ukraińskim ku czci więzionych tam Polaków – uczestników powstania 1863 roku rozstrzelanych w Twierdzy Kijowskiej. Obok, 25 maja 1993 roku w czasie wizyty w Kijowie Prezydenta RP Lecha Wałęsy odsłonięto tablicę z tekstem w języku polskim. W 1997 roku z inicjatywy Dyrekcji Muzeum Twierdza Kijowska między obiema tablicami wmurowany został wysoki krzyż z czarnego granitu. Teraz są również tablice z 811 nazwiskami powstańców. Umieszczone w kazamatach z inicjatywy Fundacji Wolność i Demokracja, we współpracy z warszawską Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz ukraińskimi badaczami, stanowią znaczące dopełnienie tego miejsca pamięci.

Ewa Ziółkowska
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.