Trochę prawdy o letnikach

-a A+

Z powodu pandemii biblioteki nadal są zamknięte. A jednak udało mi się na stronie Lwowskiej Naukowej Biblioteki ANU im. W. Stefanyka znaleźć cyfrową wersję Lwowskich Wiadomości Parafialnych, których redaktorem naczelnym był ks. Chwirut. Ponieważ mamy jednak upalne lato, przeglądnijmy kilka lipcowych numerów z 1936 roku.

Niejaka „Z. B-ska” pisze o zgorszeniu i demoralizacji młodzieży wiejskiej przez odwiedzających wieś latem „letników”. Tak było w 1936 – ciekawe, co napisała by teraz?

Trochę prawdy o letnikach
Zdaje mi się, że nie ma prawie takiej wioski, gdzieby nie przyjeżdżali w lecie na wywczasy ludzie z miasta. Jedni przyjeżdżają do krewnych, inni wynajmują mieszkania u obcych; każdy kto może stara się odetchnąć trochę powietrzem wolnem od miastowego kurzu, odpocząć od zgiełku i gwaru. Po prawdzie to ludzie na wsi cieszą się z tych „powietrzników“, bo jest komu sprzedać czy mleko i masło, czy też kurczęta, jajka, jarzyny i owoce. Nie trzeba iść z tem wszystkiem do miasta i narażać się na to, że nieraz produkty przyniesie się z powrotem do domu. Oto są dobre strony pobytu letników-przybyszów z miasta na wsi. Ale jest i odwrotna strona medalu, bo poza pieniądzmi za mieszkanie, nabiał, owoce, przywożą często letnicy coś, co może w pojęciu niektórych jest postępem i cywilizacją, a co po prostu jest zgorszeniem.

Rzeka płynie przez wieś, nad nią „plażuje” pełno letników, raczej nagich jak ubranych, mężczyźni i kobiety razem. Żeby przynajmniej to całe towarzystwo udało się w miejsca bardziej ustronne! W niedzielę do kościoła letnicy w większości wypadków nie chodzą. Albo leje deszcz, więc uważają, że pójść nie mogą i wolą siedzieć na ganku i grać w karty, albo gdy jest pogoda – to znowu nie chcą tracić słońca i opalają się. Ludzie wiejscy początkowo się gorszą i oburzają, potem starsi oswajają się z tem, że z miasta przyjeżdżają bezbożniki.

A młodzież? Młodzież naśladuje tych z miasta. Wiadomo w mieście ludzie są „oświeceni i mądrzejsi”, jeśli więc oni nie idą w niedzielę do kościoła, to widać tak jest lepiej, no i wygodniej. Poczta przynosi letnikom rozmaite gazety, pisma humorystyczne i ilustracje. W gazetach brukowych tłustym drukiem wydrukowane rozmaite morderstwa, kradzieże, oraz przeróżne brudne i wstrętne skandale. W ilustracjach też nie brak nieraz obrazków nieskromnych i dwuznacznych. Zwykle te pisma na wyjezdnem zostawia się, aby nie zabierały miejsca w kufrach, albo zaraz po przeczytaniu, darowuje się dzieciom i wyrostkom, aby sobie pooglądały obrazki. Czytają, oglądają, podają jedni drugim i może niejedna kradzież i niejedna zbrodnia na wsi miała swe źródło w tej lekturze, dostarczanej młodzieży wiejskiej przez letników.

A te rozmaite głupie lub nieprzyzwoite piosenki, które coraz częściej rozbrzmiewają po polach i łąkach, zamiast dawnych oberków, dumek i krakowiaków, to czyja zasługa, jak nie letników? Oczywiście nie wszyscy letnicy są tacy, jak tu opisałam. Ale, że nie brak tych, którzy przywiozą z miasta rozmaite zarodki zła, jest to też prawda. Niejeden proboszcz skarży się, że przez zły przykład letników ludzie mniej chodzą do kościoła. Niechby przynajmniej ci gorszyciele wyjeżdżali gdzieś do większych uzdrowisk, gdzie się prędzej zgubią. A jeżeli jeżdżą na wieś, to niech pomyślą o tern, ile zła mogą wyrządzić, dając zgorszenie maluczkim. Tego im czynić nie wolno i wieś powinna się bronić i czuwać nad dobrem swojej młodzieży i dzieci.

Artur Lorek kontynuuje temat religijnego wychowania młodzieży szkolnej…

Wychowanie szkolne młodzieży
Artykuł z poprzedniego numeru o samobójstwach wśród młodzieży szkolnej swem ostatniem, końcowem zdaniem doprasza się wprost uzupełnienia. Szanowna Autorka artykułu podała nam jako przyczyny samobójstw wpływ rodziców oraz przeczulenie młodzieży wobec tego, co młodzież dokoła siebie widzi i słyszy. Kończy zaś artykuł stwierdzeniem, że winy tego nieszczęścia doszukiwać się należy w tem, iż „jest niedobrze dziś w życiu ogólnem, a może i w naszych stosunkach szkolnych w szczególności”. Niepodobna o tych stosunkach szkolnych nic nie powiedzieć, jeśli chodzi o tak bardzo bolesną sprawę samobójstw młodzieży szkolnej. A więc: Obecne wychowanie szkolne, tak zwane „wychowanie państwowe” ograniczyło w bardzo dużym stopniu wpływ religijno-moralnych zasad na wychowanie. Zmniejszono ilość godzin nauki religji w szkole, w wielu szkołach wogóle nauki tej się nie udziela, o czem już niedawno ks. poseł Lubelski w sejmie mówił.

Nauczycielstwo, należące do Związku Nauczycielstwa Polskiego, związku socjalistycznego o religijno-moralne wychowanie młodzieży nie dba, a ci którzy chcieliby dobrze pracować w tym kierunku, boją się szyderstw ze strony obałamuconych kolegów i szykan ze strony niereligijnie usposobionych przełożonych. Uczy się tylko, że obywatel i jego życie należą wyłącznie do państwa, a zapomina się zupełnie o Bogu.

A przecież religja tylko może wpoić w młodzież zasady, że życie doczesne jest tylko maleńką, ogromnie małą cząsteczką życia wiecznego, jakie czeka człowieka po śmierci. I jeszcze, że to życie doczesne jest i powinno być pełnem umartwień i cierpień, które uwalniając człowieka z pod wpływu grzesznych żądz i pokus, przygotowują go do tem szczęśliwszego życia po śmierci. Tylko religijno-moralne wychowanie może wstrzymać młodzież od lekceważenia sobie największego daru Boskiego, jakiem jest życie, a które to lekceważenie objawia się dziś i od szeregu lat w licznych samobójstwach młodzieży szkolnej i to z tak błahych powodów, jak złe świadectwo. Ale patrząc na tę przykrą sprawę z punktu widzenia czysto „państwowego” uznać musimy, że to „wychowanie państwowe” ma jakiś wielki błąd, jeżeli powoduje, że młodzież decyduje się aż na... dobrowolną śmierć.

Z tem dzisiejszem wychowaniem szkolnem jest coś nie w porządku. I odnośne czynniki powinny w to wglądnąć, bo dotychczasowy stan rzeczy w tym względzie każe społeczeństwu martwić się szczerze o przyszłe losy Polski. Oparcie wychowania jak najbardziej na ideałach religijnych, wskazywanie młodzieży na powagę życia, na połączone z niem przykre ale uszlachetniające charakter trudności i walki, na wysokie obowiązki narodowe i państwowe, dalej usuwanie z życia młodzieży wszystkiego, co obniża jej wrażliwość moralną, jak koedukacja, jak niemoralna lektura szkolna i pozaszkolna, jak obrzydliwe wspólne dla chłopców i dziewcząt pokazy sportowe, to wszystko pomoże do duchowego podniesienia młodego pokolenia i uodporni je na chwilowe niepowodzenia.

Wiadomości opisują też uroczystości ku czci zapomnianego bohatera…

Uroczystości ku czci chłopa-bohatera
Uroczystości poświęcenia kopca w Nowosielcach ku czci chłopa-bohatera, wójta Michała Pyrza zgromadziły około 200 tysięcy włościan z powiatu przeworskiego i innych, nawet odległych. Porządek utrzymywała specjalna straż porządkowa w liczbie około 5.000 osób. Generał Rydz-Śmigły przybył o godz. 10-tej rano wraz z wojewodą lwowskim Wł. Beliną Prażmowskim i gen. Wieczorkiewiczem. Gości powitał wójt Zmora. Po przywitaniu gen. Rydz-Śmigły udał się na plebanję, gdzie powitał go proboszcz ks. kan. Ulanowski, a następnie ks. biskup Barda. Następnie ks. biskup dr Fr. Barda odprawił Mszę św. polową, po której wygłosił kazanie, wskazując na Pyrza, jako bohatera, który stawał w obronie wiary i Ojczyzny.

Kopiec pamiątkowy w Nowosielcach, usypany przez włościan ku uczczeniu pamięci wójta miejscowego Michała Pyrza, który w r. 1624 podczas najazdu Tatarów na czele chłopów przez 4 dni odpierał oblężenie w warownym kościele i zmusił oblegających do odwrotu. Poświęcenie kopca odbyło się dn. 29 VI 1936 w obecności gen. Rydza Śmigłego, wśród wielkich manifestacyj zgromadzonych ok. 100 000 uczestników (maraspolska.org.pl)

Kimżeż był ten zapomniany bohater?

Wójt Michał Pyrz w walce z Tatarami
Tu podamy krótko historję, czem Pyrz się wstawił. Michał Pyrz był wójtem w Nowosielcach za panowania króla Zygmunta III. Był to okres częstych napadów tatarskich, które rujnowały kraj, niszcząc dobytek i wyludniając ziemię, Tatarzy bowiem zabierali w niewolę całą zdrową ludność. W roku 1624 chan tatarski Kantymir napadł na Polskę z wielką hordą. Zagony tatarskie rozsypały się na terenie dzisiejszego województwa lwowskiego w kierunku Krosna, wzdłuż Podkarpacia. Wszędzie szerzyły hordy tatarskie spustoszenie i pożogę, a ludność brały w jasyr. Nowosielce, wieś. w powiecie przeworskim, uniknęła klęski dzięki zorganizowanej przez wójta Michała Pyrza obronie. Na wieść o zbliżającej się hordzie, postanowiono stawić czoło i nie dać kościoła na pastwę płomieni, a siebie w niewolę. Nad całą gromadą objął dowództwo energiczny wójt, który rozdzielił mieszkańców na cztery grupki, uzbrojone rozmaicie; w kamienie, pałki, cepy, kosy. Na wieży kościelnej, a także na specjalnych rusztowaniach ustawiono śmigownice, coś w rodzaju armatek, których było kilka. Nad tą artylerją objął dowództwo Franciszek Dudek, inwalida, który służył w artylerji polskiej i brał udział w walkach z Turkami, a w owym czasie jako kaleka pełnił służbę strażnika kościelnego.

Kościół przedstawiał się jako warownia. Od południa i zachodu otoczony wałami ziemnemi w wysokości 3—4 metrów, zaś z innej strony broniły dostępu staw i moczary. Jedyne dojście do warowni było tylko przez wąską groblę. Oblężenie tej warowni przez Tatarów trwało od 9 do 13 czerwca, czyli przez cztery dni. Nie było to oblężenie stałe, gdyż watahy tatarskie zdolne były zdobywać obronne miejsca tylko nagłym atakiem, poczem pobite odstępowały i znów wracały, próbując z innej strony. W Nowosielcach nie zdołali Tatarzy zaskoczyć Michała Pyrza, a ich nagły atak na wąską groblę rozbił się o uzbrojonych chłopów, którzy zawczasu obsadzili groblę, prawie cały oddział znieśli i kilku Tatarów wzięli do niewoli. Wzięci do niewoli Tatarzy osiedlili się we wsi i rodziny ich do dziś dnia żyją w Nowosielcach. Gdy udało się rozbić pierwszą furję tatarską, chłopi śmiało już sobie poczynali w następnych zapasach z Tatarami, którzy atakowali warownię z innej strony.

W dniu 13 czerwca Tatarzy haniebnie ustąpili z Nowosielec na rozkaz swego wodza Kantymira, który zmuszony został do ucieczki przez wojsko polskie pod dowództwem hetmana Koniecpolskiego. W dziesięć dni po odstąpieniu od Nowosielec, chan tatarski, rozbity przez wojsko polskie nad Dniestrem w okolicy Halicza, porzucił około 50 tysięcy jasyru, w tem około 15 tysięcy dzieci, stracił swą 60-tysięczną hordę i dnia 22 czerwca po ostatniej porażce w pobliżu Obertyna zdołał uciec w towarzystwie kilku zaledwie jeźdźców tatarskich.

Tak to odwaga chłopa ocaliła ludność Nowosielec od śmierci i niewoli i kościół od zniszczenia. Trzeba wyrazić życzenie, aby wszystkie podobne zdarzenia, a było ich zapewne więcej, przypominać ku chwale ludu polskiego, który choć nie miał praw, umiał jednak swej ziemi bronić.

Wiadomości podjęły również niezwykle ważny w tamtych latach (i nie mniej obecnie) temat walki z gruźlicą…

Podstępny wróg
Słusznie zaś podkreślił obradujący niedawno (od 31 maja do 2 czerwca b. r.) ogólnopolski Zjazd Przeciwgruźliczy w Wilnie, że walka z chorobami społecznemi np. z gruźlicą, rakiem czy chorobami wenerycznemi musi stanowić podstawę przygotowania ludności do obrony.

Gruźlica, podstępny wróg całej ludzkości, wciąż zbiera okropne żniwo śmierci: w Polsce umiera rocznie na tę chorobę ponad 80 tysięcy ludzi. A ilu choruje? Na szczęście, dzisiaj, wskutek postępów wiedzy lekarskiej, jest gruźlica chorobą uleczalną szczególnie w początkach rozwoju. Wymaga jednak jej zwalczenie dużego nakładli środków pieniędzy, bo jest to choroba idąca w parze z nędzą i złemi warunkami życia (ciemne, wilgotne mieszkania, niedostateczne odżywianie się i t. p.).

Słońce, zdrowe powietrze, mleko i owoce i wogóle lepsze warunki życia nie pozwalają na szerzenie się gruźlicy. Ale zjazd lekarzy w Wilnie stwierdził, że w Polsce źle się dzieje. Poradnie przeciwgruźlicze nie mają odpowiednich urządzeń dla braku pieniędzy, a przede wszystkiem mają pod swą opieką zaledwie drobną część chorych na gruźlicę. Szpitale też nie rozporządzają odpowiednią ilością miejsc dla gruźlików, a wskutek tego ci chorzy przebywając wśród zdrowego otoczenia, zarażają je prątkami gruźliczemi. Co gorsza, opieka lekarska nad młodzieżą w szkołach jest niewystarczająca, co sprzyja szerzeniu się gruźlicy wśród młodzieży. Gruźlica zresztą atakuje właśnie przede wszystkiem młodzież.

Cóż robić, aby takiej pladze stawić czoło? Musi tu wkroczyć państwo i wydatniej niż dotychczas wspomóc walkę z gruźlicą – wołają lekarze zebrani na zjeździe wileńskim. W Polsce wstawiono do budżetu państwowego na ten cel śmiesznie małą sumę 643 tysięcy złotych! I jakże później się dziwić, że u nas właśnie cyfra śmiertelności wskutek gruźlicy jest bardzo wysoka w porównaniu z innemi krajami. Na 10 tysięcy mieszkańców umiera w Polsce na gruźlicę mniej więcej 18 ludzi, podczas gdy w Austrji 10, we Francji 14, we Włoszech 9, w Anglji 8, w Niemczech 7, a w Stanach Zjedn. Ameryki tylko 4.

Straszne te cyfry każą nam wszystkim stanąć do walki z gruźlicą, jako z klęską społeczną. Państwo musi znaleźć odpowiednie fundusze na te cele (choćby z pensyj dygnitarskich), jeśli chce mieć zdrowych obywateli dla obrony kraju, a wszyscy winni uświadamiać, że poprawa bytu materjalnego, zdrowe pożywienie, przebywanie na słońcu i powietrzu, uprawianie sportów mogą każdego, a specjalnie młodzież, uchronić od gruźlicy.

W wiadomościach ze świata jest opis jednego z największych (wówczas) miast – Londynu…

Londyn – największy potwór miejski świata
Prasę całego świata obiegła niedawno wiadomość o świeżo dokonanym w Londynie spisie mieszkańców. Potwór ten liczy obecnie 8,202.818 ludzi. Dlatego interesujące chyba będzie rozpatrzeć się w życiu tego kolosa. Zarząd miasta Londynu nie jest jednolity. Ma on burmistrza zwanego Lord Major, któremu podlega centrum Londynu tak zwane City oraz kilku innych burmistrzów rządzących częściami Londynu, jego dzielnicami niejako. Oczywiście także i odpowiednio do tego urządzone są rady miejskie. Budżet City jest niewielki. Koszt utrzymania Lorda Majora wynosi około 1 miljona 200 tys. złotych rocznie. Z kwoty tej otrzymuje on około 400 tys. złotych pensji osobistej, około 450 tys. złotych na wydatki reprezentacyjne i około 350 tys. na... podarki. Utrzymanie biur i urzędników miejskich wynosi tu również niewiele. Duże natomiast sumy pochłania budżet zjednoczonych gmin dzielnicowych, gdyż około 5 miljardów złotych rocznie.

Toteż podatki miejskie są tu niesłychanie wielkie. Miasto ściąga na swoje cele niemal 37 proc. z każdego funta szterlinga jaki zarabia mieszkaniec Londynu. Ale też miasto wykonuje moc takich świadczeń o jakich nie mamy w Polsce pojęcia. Ono dba o rozwój ruchu budowlanego, ono tępi świetnie żebractwo i wspomaga całkiem wydatnie najbiedniejszych, zwalcza bezrobocie tak, że nawet rząd angielski mógłby brać sobie z jego metod przykład. Własnością miasta są zakłady elektryczne, wodociągowe, komunikacja omnibusowa (od niedawna). Tylko eksploatacja gazu znajduje się w rękach prywatnych. Zwłaszcza kłopoty wodociągowe dla takiego potwora są olbrzymie. Samych parków i ogrodów miejskich posiada Londyn 16.5 kilometra kwadratowego. Można więc łatwo wyobrazić sobie, ile to wody wypijają same parki i ogrody. Główna tylko linja wodociągowa wynosi obecnie 11 tys. kilometrów. Podatek wodociągowy wynosi rocznie w Londynie 200 miljonów złotych!

Widok ogólny Londynu (wgospodarce.pl)

W obrębie miasta Londynu znajduje się 700 stacji kolejowych. Kolej podziemna liczy 145 kilometrów długości. Miasto utrzymuje w czystości 3300 kilometrów ulic kosztem 125 miljonów złotych. Linje tramwajowe są niewielkie gdyż liczą tylko 600 kilometrów długości. Za 1 szylinga (niewiele więcej ponad 2 złote) można otrzymać tu dzienną kartę tramwajową, która uprawnia do jazdy niemal wszystkiemi linjami tramwajowemi. Za tę cenę można teoretycznie przejechać 240 kilometrów. Mówimy teoretycznie, gdyż tramwaje są tu w ruchu 16 godzin, a jeżdżą przeciętnie z szybkością 15 kilometrów. Któżby jednak potrafił jeździć bez przerwy 16 godzin tramwajem... Wozy tramwajowe są pojedyncze z pięterkiem u góry. Kolejami podziemnemi jeździ rocznie 2.5 miIjarda ludzi! Autobusów z piąterkami kursuje tu 4877.

W roku ubiegłym zginęło na ulicach Londynu 1360 osób, a ofiarą rozmaitych okaleczeń padło 55.300. Miasto posiada 20 kin luksusowych, z których najmniejsze liczy 1000 miejsc siedzących, i niezliczoną ilość małych, a mimo to, stale stoją przed kinami ogonki. Pierwszorzędnych teatrów jest tu 32. Przed kasami stoją ogonki. Przedstawienia są wysprzedane prawie stale na miesiąc naprzód. W kinach grają od 1 w południe do 11 w nocy. W ciągu ostatnich 2 lat wydano na nowe budowle kinoteatralne 175 miljonów złotych. Londyn jest wciąż także najbogatszem miastem świata. Obrót clearingowy londyńskich banków prywatnych wynosił w roku ubiegłym prawie 2 miljardy złotych, a w porcie londyńskim ponad 30 miljardów zł. Port ten zresztą ma 60 kilometrów i przeciętnie dziennie ładuje się tu i wyładowuje 800 tys. ton towaru. Więcej cyfr nie przytaczamy, gdyż powstał by z artykuliku naszego bigos zbyt trudny do strawienia...

Szkoda, że nie ma tu zestawienia z Warszawą czy Lwowem, jakie miały koszty utrzymania urzędników i wydatki na infrastrukturę.

W korzystnych poradach dla wszystkich pani Z. B-ska pisze o…

Użyteczność dzikiego bzu
W niektórych okolicach Polski szczególnie w Małopolsce Wschodniej krzewy dzikiego bzu są bardzo przez lud szanowane; istnieje nawet przesąd, że nie godzi się krzewów tych wycinać, gdyż kto się odważy to uczynić, dozna połamania rąk i nóg. Oczywiście jest to zabobon, który prawdopodobnie bierze swój początek w zamierzchłych czasach, gdy karano za niszczenie bzowiny, jako krzewu leczniczego. Nie należy jednak niszczyć go bez potrzeby. Należałoby i dziś umieć cenić lecznicze własności tej pospolitej rośliny. I tak herbata z kwiatu bzowiny jest skuteczną przy zaziębieniach i astmie. Jagody bzu dzikiego spożyte w stanie surowym nie są smaczne i wywołują wymioty i silne rozwolnienie, stąd niektórzy przypisują im własności trujące. Sok z jagód bzowych, powidełko, czy zupa, są bardzo zdrowe. Czyszczą one krew i nerki i z tego względu powinny mieć większe zastosowanie w domach aniżeli dotychczas. Podaję przepis na lecznicze powidełko z jagód dzikiego bzu:

Dobrze dojrzałe jagody zerwać z szypułek, rozetrzeć wałkiem w donicy, dodać na I kg owoców 75 dkg cukru miałkiego lub grysikowego i pozostawić do drugiego dnia. Następnie smażyć na wolnym ogniu, ciągle mieszając, aż powidełko osiągnie pożądaną gęstość. Jeżeli chcemy mieć powidełko szczególnie delikatne to możemy roztarte wałkiem jagody przed dodaniem cukru przetasować przez sito.

Sok z jagód bzu: Bardzo dojrzale jagody pognieść w misce wałkiem, zalać niedużą ilością gorącej wody (pół szklanki na litr jagód) i wstawić na noc do letniego pieca. Na drugi dzień przecedzić sok przez muślin, pozostałe jagody wycisnąć przez czystą ściereczkę. Na litr soku dodawaj 60 dkg cukru i gotować przez, godzinę na wolnym ogniu.

W każdym domu powinny się znaleźć bodaj w małej ilości, powyższe przetwory z czarnego bzu. Jest to lekarstwo skuteczne przy chorobach żołądka, nerek. Także i przy chorobach dróg oddechowych, bardzo pomocną jest herbata z sokiem bzowym...

Coś na wesoło… HUMOR

Kto ma słuszność?
Pewnego razu przechadzali się razem ksiądz katolicki i protestant. Nadszedł rabin żydowski i przyłączył się do nich. Protestant powiedział:
– Jest tu nas trzech, a każdy z nas innej religji. Który też z nas ma słuszność?
– Powiem wam – odpowiedział rabin. – Ja mam słuszność, gdy mówię, że Mesjasz nie przyszedł jeszcze. Katolik ma słuszność – że Mesjasz już przyszedł. Co do pana zaś, panie protestancie, czy Mesjasz przyszedł, czy nie przyszedł – zawsze jesteś w błędzie.

Najlepsza pora.
Kiedy jest najlepsza pora do zrywania owoców? W święto! Wtedy gospodarz wraz z rodziną jest w kościele, a pies uwiązany na łańcuchu.

A w reklamach, które też zajmowały kilka stron każdego numeru, możemy przeczytać między innymi:

Firma chrześcijańska Marii Pstruchowej poleca obuwie damskie, męskie i dziecinne w najlepszej jakości, po cenach najniższych.
Pamiętać prosimy: Lwów, Halicka 11, MAGAZYN OBUWIA

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 13 (353), 16–30 lipca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.