Przekrój, ach Przekrój

-a A+

Niestety na stronie Biblioteki im. Stefanyka uparcie widnieje data 22 czerwca jako dzień wznowienia działalności po kwarantannie. Tylko czy sytuacja epidemiologiczna we Lwowie na to pozwoli? Na szczęście pozostało kilka roczników Przekroju w piwnicy. Sięgam po następny – rok 1972…

Na wstępie (na stronach 2 i 3) informacje z dziedziny polityki i gospodarki. W tych dniach najważniejszą była wizyta w Warszawie prezydenta USA Richarda Nixona…

Dla pokojowej przyszłości
Przed przybyciem do Polski prezydent Nixon przebywał – o czym pisaliśmy obszernie w poprzednim P. – z wizytą w Związku Radzieckim. Podpisane tam porozumienia oraz dokumenty wywołały szeroki oddźwięk na świecie. Zostały powitane jako początek nowego okresu w radziecko-amerykańskich stosunkach dwustronnych, służących Jednak nie tylko Interesom obu krajów, lecz także interesom wszystkich narodów świata, sprawie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego.

W wyniku rozmów ZSRR-USA wydany został wspólny komunikat, który przedstawia stosunki dwustronne obu państw oraz problemy międzynarodowe. Zawarte porozumienie stanowi – czytamy w komunikacie — konkretny wyraz dążenia stron, by przyczynić się do złagodzenia napięcia międzynarodowego i umocnienia zaufania między państwami, a także do wypełnienia zobowiązań jakie wzięły na siebie zgodnie z układem o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej.

Wspólny komunikat radziecko-amerykański zawiera postanowienia dotyczące stosunków handlowych i gospodarczych, problemów żeglugi morskiej i zapobiegania incydentom na otwartym morzu, współpracy naukowo-technicznej i w dziedzinie kosmosu, współpracy w dziedzinie ochrony zdrowia i środowiska naturalnego, współpracy w dziedzinie nauki, techniki, oświaty i kultury.

W części poświęconej problemom międzynarodowym na szczególną uwagę zasługuje stwierdzenie, że nastąpił pomyślny rozwój wydarzeń w kierunku złagodzenia napięcia w Europie i że oba państwa zamierzają dołożyć nowych starań w celu zapewnienia pokojowej przyszłości Europy. Obie strony są zdania, że powinna się odbyć dobrze przygotowana konferencja do spraw bezpieczeństwa i współpracy w Europie.

W części rozmów, które dotyczyły spraw Indochin „Stany Zjednoczone — czytamy w komunikacie — potwierdziły swą gotowość przystąpienia do poważnych rozmów ze stroną wietnamską, w celu zakończenia wojny w Indochinach na zasadach sprawiedliwych dla wszystkich".

W końcowej części komunikatu podano do wiadomości, że prezydent Nixon zaprosił z wizytą do Stanów Zjednoczonych przywódców radzieckich: Leonida Breżniewa, Nikołaja Podgórnego i Aleksieja Kosygina. Zaproszenie zostało przyjęte.

…miało być o wizycie w Polsce, a tymczasem znowu tylko o „starszym bracie”…

A teraz dopiero coś z rodzimego podwórka…

Na rzecz bezpieczeństwa
Przedstawiciele społeczeństw, praktycznie biorąc, wszystkich krajów kontynentu europejskiego. obradowali w brukselskim Pałacu Kongresów na rzecz bezpieczeństwa i współpracy w Europie. W obradach tych brała również udział delegacja polska, której przewodniczył członek Rady Państwa, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych Wincenty Krajko.

Znaczenie i cel tej konferencji określiła najlepiej depesza, jaką w imieniu narodu polskiego, KC PZPR i swoim własnym, życząc serdecznych i owocnych obrad, przesłał Edward Gierek:

– Spotkanie wasze odbywa się w ważnym historycznie momencie, w którym pojawiły się realne możliwości otwarcia nowej karty w stosunkach między państwami europejskimi. Nastąpiło formalno-prawne uznanie powstałych po II wojnie światowej realiów politycznych i terytorialnych.

Wielki wkład do sprawy światowego pokoju, w tym do sprawy bezpieczeństwa i pokoju na naszym kontynencie, wniosły niedawne rozmowy radziecko-amerykańskie i zawarte w Moskwie porozumienia. Są one doniosłym sukcesem polityki pokojowego współistnienia.

Tak pojawił się kultowy Fiat 126P, który zrewolucjonizował rynek motoryzacyjny Polski:

Polskie Fiaty 126
Premier Jaroszewicz podpisał uchwalę Rady Ministrów w sprawie terminowego uruchomienia produkcji popularnego małolitrażowego samochodu osobowego. Istnieją pełne szanse. aby pod koniec przyszłego roku z taśm montażowych mogła zejść pierwsza partia „Polskich Fiatów 126". Seryjna produkcja w 1974. Po pełnym rozruchu – produkcja roczna ma osiągnąć 130 tys. samochodów.

Jak czerwiec – to zaczynamy od Dnia Dziecka. Okazuje się, że można to zrobić ciekawie i nietradycyjnie…

Czerwiec w Warszawie
Czerwiec zaczął się w Warszawie – i nie tylko tutaj – pod znakiem najmłodszych. Wiadomo, „Dzień Dziecka”, trzeba o malców zadbać, a wiadomo z kolei, iż mistrzem od zabawiania dzieciaków, a po trosze i starszych, jest w Warszawie pan Gajda. Pan Gajda jest aktorem; grywa w Teatrze Polskim, pojawiał się czasem w tym czy innym kabarecie, trochę nawet śpiewał, trochę zapowiadał, aż wreszcie – trafił na właściwą strunę i odnalazł dziedzinę, w której jak się to mówi, sięgnął ideału, choć to dziedzina, trzeba przyznać, niełatwa: show dla dzieci.

Już od kilku lat opracowuje pan Gajda (reżyseria, scenariusz, konferansjerka, inspicjentura, praktycznie biorąc: wszystko) dziecięce imprezy rozrywkowe Stołecznej Estrady w Sali Kongresowej na Gwiazdkę i Dzień Dziecka. Każdy taki show powtarzany jest około 20 razy, czyli ogląda go mniej więcej 60 tysięcy małych widzów, a o bilety jest szaleńczo trudno, trzeba zamawiać znacznie, znacznie wcześniej, co świadczy zarówno o niedosycie widowisk dla najmłodszych, jak i o talencie Mieczysława Gajdy. Dziś – znanego już doskonale i uwielbianego przez wszystkie warszawskie dzieciaki – pana Miecia.

A przecież pomysł, na jakim opierają się dziecięce „show” Gajdy, jest „dziecinnie” prosty. Opiera się przede wszystkim na traktowaniu dzieci jako pełnowartościowej widowni, która już przecież (jako, że w domu telewizory) niejedno widziała i której nie wolno zbywać bzdurkami w wykonaniu przygodnych komediantów. W programach Gajdy nie ma „drugiego rzutu"; jeżeli w tegorocznym widowisku „Cała Warszawa pozdrawia Was...” prowadzi dzieci do wyczarowanego w Sali Kongresowej studia telewizyjnego, to w tym estradowym studio wita dzieciaków Edyta Wojtczak, pogodę zapowiada Wicherek, o zwierzakach mówi Michał Sumiński, piosenki śpiewają German czy Połomski...

W skeczach, wypowiadają je artyści nie gorsi niż w słynnym kabarecie „Dudka"; w jednym z nich pojawiają się np. Barbara Krafftówna, Jan Kociniak, Pola Raksa, Mieczysław Kalenik, a do tego – na koniec – pani Mieczysława Ćwiklińska pozdrawia dzieci serdecznie z loży przy proscenium i – dla najmłodszej widowni od najstarszej artystki – pani Miecia przesyła kilka miłych słów... A dla kilkuletnich brzdąców jedyna to zapewne okazja do bezpośredniego kontaktu z naszą znakomitą aktorką.

Jak czerwiec – to wakacje, a na nich wokół przyroda. Ale ostrożnie!

Rośliny pod ochroną
Czerwiec to przede wszystkim miesiąc świetlików i kwiatów. Kwitnie dosłownie wszystko: zboża, trawy, drzewa, krzewy, rośliny kwietne. Wystarczy sięgnąć ręką...

Stop! Nie wolno!

Ten zakaz padł po raz pierwszy. gdy pewnym tworom przyrody poczęta grozić zagłada. Nowoczesna ochrona przyrody zaczęła się kształtować w XIX wieku. Stała się przede wszystkim odbiciem postępów cywilizacji technicznej, wytyczającej coraz szersze kręgi miastom i coraz ciaśniejsze granice żywej przyrodzie i wśród niej roślinom.

Nic dziwnego, że wiele gatunków roślin poczęło zanikać. Polska zapisała się na listę krajów, które ruchowi ochrony roślin dały początek i siłę napędową. Rola pioniera w tej dziedzinie przypadła wybitnemu polskiemu botanikowi, Marianowi Raciborskiemu. On pierwszy wskazał na gatunki, które powinny znaleźć się pod ochroną. Poza reliktami i endemitami zwracał Raciborski uwagę na rośliny o interesującej biologii (owadożerne) i ekologii (słonorośla).

Pierwsza polska ustawa o gatunkowej ochronie roślin ukazała się w 1934 r., ale prawdziwą podstawę prawną tej ochronie dala ustawa z 1947 r. oraz oparte na niej (1957 r.) rozporządzenia. Lista chronionych roślin obejmuje u nas sto kilkadziesiąt gatunków. Większość z nich podlega ochronie całkowitej. Nie wolno takich roślin zrywać na pamiątkę z wakacji, suszyć pomiędzy kartkami książek, czy pleść z nich wianki. Pamiętajmy o tym.

Ale aby uwiecznić piękno przyrody i jej okazów potrzebny jest aparat fotograficzny – kamera. W 1972 roku z tym sprzętem bywały trudności. Oto kilka rad dla amatorów letnich fotek podaje ktoś, ukrywający się za podpisem F. OTO…

Na wakacje z kamerą
Przed wyjazdem na wakacje należy poddać przeglądowi kamerą fotograficzną, którą zabieramy ze sobą. Częstym, a niezauważalnym uszkodzeniem jest zacinanie się migawki. Pracuje ona wówczas wolniej, niżby należało. Kamery nie wolno naprawiać samemu, należy ją oddać do przeglądu do fachowca. Opisane wyżej zacinanie się migawki jest przeważnie wynikiem jedynie zanieczyszczenia wnętrza kamery i mechanik usunie to z łatwością.

Jak wyposażyć się w podróż? Prócz kamery należy przede wszystkim pamiętać o światłomierzu, względnie tabeli naświetlań, oraz odpowiednim zapasie taśmy fotograficznej. Można także zabrać filtr żółtozielony (lub żółty), oraz osłonę przeciwsłoneczną (blaszana tubka nakładana na obiektyw, łatwa do wykonania nawet samemu).

Statyw, którym fotografowie jeszcze nie tak dawno obładowywali się przy wyjazdach, jest już pomocą coraz mniej używaną. Jeśli zdarzy się sytuacja wymagająca fotografowania unieruchomionym aparatem, zawsze znajdzie się pod ręką czy w pobliżu jakiś przedmiot, krzesło, stoliczek, pniak drzewa, spełniający rolę statywu.

Fotoamatorzy są niecierpliwi. Po naświetleniu na wakacjach pierwszej taśmy, czym prędzej szukają punktu usługowego, gdzie można by film wywołać i zamówić „po jednej z udanych”.

Jeżeli starannie obliczamy światłomierzem (ewent. tabelą naświetlań) czas ekspozycji, a przed pstryknięciem znajdziemy ułamek chwili na spokojną kontrolę wszystkich innych szczegółów, zdjęcie będzie zawsze dobre. Nie ma się więc czym niecierpliwić. Trzeba także pamiętać, że takie przypadkowe wywoływanie będzie przeważnie zbyt kontrastowe. Wszystkie więc wakacyjne taśmy wywołujmy raczej w spokoju i bez nerwów po powrocie do domu.

Jak staroświecko brzmią te porady w chwili, gdy super aparat mamy przy sobie w komórce.

W rubryce „Prasa przed stu laty – prasa donosi” czytamy:

7 czerwca odbył cię pogrzeb nieodżałowanego Stanisława Moniuszki. Cała Warszawa przez długie lata pamiętać będzie te smutne tłumne uroczystość. Już o 9-tej rano kościół św. Krzyża przepełniony był publicznością. Nabożeństwo rozpoczęło się o 11-tej z towarzyszeniem pięknych śpiewów. O godzinie 1-ej publiczność na swych barkach wyniosła trumnę z kościoła. Sklepy na drodze pogrzebu były zamknięte. Orkiestry grały marsze i pleśni żałobne. Mowy na cmentarzu rozpoczął pan Jan Chęciński. Pogrzeb zakończył się o 4-tej.

Pan Bilse poświęci całkowity dochód z jednego ze swych koncertów w Dolinie Szwajcarskiej na wzniesienie pomnika na grobie Moniuszki.

Nawiązując do tej rocznicy Lucjan Kydryński pisze o „ojcu opery narodowej”:

Pracować z Moniuszką ryzyko niewielkie...
– Ja nic nie tworzę nowego. Podróżując po ziemiach polskich, natchniony jestem duchem narodowych pieśni. I z nich mimowolnie przelewam natchnienie do wszystkich mych płodów... – nad wyraz skromnie (by nie rzec kokieteryjnie) brzmią słowa Moniuszki, zważywszy, że czcimy w nim dzisiaj twórcę polskiej opery narodowej i polskiej pieśni artystycznej, twórcę nie tylko do dziś żywego, atrakcyjnego, świeżego, ale właściwie – do dziś nie mającego u nas równych w tym gatunku muzyki, choć przecież obchodzi się już stulecie jego śmierci. Niezwykłą ma pozycję Moniuszko w historii naszej muzyki i – w historii narodu. Jego dzieła były bowiem niewątpliwym wytworem swego czasu – w sensie społecznym, politycznym nawet. Spełniały ogromną rolę w krzewieniu ducha narodowego (premiera Strasznego dworu), a jednocześnie w rozbudzaniu świadomości społecznej, klasowej (Halka, Hrabina).

100 lat od chwili śmierci... A przecież nadal nie ma u nas teatru operowego bez Halki czy Strasznego dworu, nie ma śpiewaka bez Moniuszkowskich pieśni, przy czym – krytycy i publiczność zgadzają się, jak rzadko, w ocenie jego dzieł, pisanych z wielkim talentem, lecz jednocześnie z prostotą, przemawiających do każdego – bez względu na poziom muzycznego wykształcenia i osłuchania.

Napisał 9 oper i 7 operetek, kantaty i msze, utwory instrumentalne, a nade wszystko – blisko 400 pieśni (Znaszli ten kraj; Prząśniczka; Po nocnej rosie...; Czy w radzie, czy w zwadzie...). Nie wszystkie, to jasne, przetrwały próbę czasu, chociaż takie określenie może być krzywdzące. Niedawna premiera Moniuszkowskiej operetki Karmaniol w warszawskiej Operze Kameralnej, dowiodła, że zapomniany utwór – w dobrej inscenizacji i z dobrze opracowanym librettem – może stać się znakomitą, cudownie melodyjną zabawą. Warszawska Opera zebrała za Karmaniol entuzjastyczne recenzje, czy to nie powinno zachęcić innych do podobnych prób?

Urodził się w Ubielu koło Mińska 5 maja 1819. Studiował w Warszawie i Berlinie, mając 21 lat osiadł w Wilnie, jako organista w kościele św. Jana, a później dyrygent w tamtejszym teatrze. W Wilnie również, w roku 1848, wystawił na estradzie pierwszą, dwuaktową wersję Halki. Na scenie wileńskiej pojawiła się ona dopiero sześć lat później. W Warszawie – już po rozbudowaniu do czterech aktów – wystawiono Halkę w roku 1859; tytułową partię śpiewała 42-letnia Paulina Rywacka – zgodnie z ówczesną modą na włoskich śpiewaków, występująca jako Paulina Rivoli.

Mianowany dyrygentem Opery w Warszawie, pisał kolejne dzieła dla warszawskiej sceny; w roku 1865 wystawił Straszny dwór, którego premiera stała się narodową manifestacją i spowodowała... zawieszenie dalszych spektakli przez cenzurę. W roku 1868 Halkę wystawiono w Pradze (pod dyrekcją Smetany!), rok później w Moskwie, rok później w Petersburgu...

Stanisław Moniuszko zmarł 4 czerwca 1872 w Warszawie.

W jego twórczości zaznaczają się wpływy wszystkich wielkich jego czasu, a przecież dzięki przepojeniu jej folklorem, nabrała muzyka Moniuszki cech specyficznych, indywidualnych, stała się podstawą całej naszej narodowej wokalistyki. Był najwybitniejszym – w naszej muzyce – po Chopinie i pozostał takim do dziś. Jego opery nie schodzą z repertuaru nawet na jeden sezon; z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że te 100 lat, jakie przeżył już polski teatr operowy bez Moniuszki, były praktycznie stu latarni z Moniuszką; te dwa .pojęcia – Moniuszko i polska opera – są ze sobą nierozerwalnie związane.

Teraz coś z tzw. „dreszczykiem”:

Dracula istniał naprawdę
Krwawy wampir książę Dracula – straszący od lat na ekranach kin – nie jest wymysłem bujnej wyobraźni autorów scenariuszy. Taką sensacyjną wiadomość, przekazali rumuńskim dziennikarzom, dwaj historycy: Rumun dr Radu Florescu i Anglik dr Raymond Mc Nally. Zajmują się oni badaniami epoki Renesansu w krajach Półwyspu Bałkańskiego.

Książę Dracula żył w XV wieku i panował na terenach Siedmiogrodu, Transylwanii i Wołoszy. Nawet jak na owe surowe czasy, odznaczał się wyjątkowym okrucieństwem. Swych przeciwników politycznych i poddanych, którzy nie złożyli mu daniny lub popadli w niełaskę, kazał w okrutny sposób mordować: wbijać na pal, lub rozdzierać końmi.

Na podstawie nielicznych dokumentów i wyroków książęcego sądu zachowanych w rumuńskich archiwach Florescu i Mc Nally obliczyli, te w latach 1430–1462 z rozkazu krwawego księcia zginęło prawie 30 tys. ludzi. Można przypuszczać, te okrucieństwo Draculi było wynikiem zaburzeń umysłowych trapiących księcia – kroniki wspominają o atakach furii, które nawiedzały księcia bez wyraźnych powodów. Pod koniec życia okrutny Dracula oślepł, stracił mowę i uległ paraliżowi – co znękani poddani, uznali za sprawiedliwą karą bożą, która wreszcie dosięgła okrutnika.

Książe Dracula zmarł i został pochowany w jednym z bukareszteńskich klasztorów w krypcie pod wielkim ołtarzem.

Wkrótce potem na klasztor zaczęły spadać rozliczne klęski. W czasie burzy piorun strzaskał dzwonnicę, topiąc największy dzwon; w jakiś czas potem pożar zniszczył częściowo klasztorne budynki, a pod koniec XVII wieku większość mnichów zmarła w czasie epidemii cholery. Zabobonni ludzie przypisywali wszystkie te nieszczęśliwe wypadki zwłokom krwawego księcia spoczywającym w klasztornym kościele.

W XIX stuleciu klasztor zamieniono na więzienie – gdy pierwsza partia więźniów miała przekroczyć bramę klasztorną, most zwodzony nad głęboką, napełnioną wodą fosą, otaczającą klasztor, zawalił się pod ciężarem kilkudziesięciu osób. Kilkunastu więźniów utonęło, a wielu odniosło rany.

Historycy postanowili otworzyć kryptę gdzie rzekomo miały spoczywać zwłoki okrutnego władcy. Jednakże gdy odwalono kamień grobowy, krypta okazała sie pusta! Prawdopodobnie mnisi, przypisując Draculi sprowadzanie nieszczęść na klasztor, usunęli potajemnie trumnę księcia poza obręb klasztoru.

Mc Nally i Florescu wydali książkę zatytułowaną „Krwawy książę”, w której opublikowali wyniki swych kilkuletnich badań, a także włączyli kilka starych ludowych podań, których bohaterem jest okrutny władca. Na okładce książki widnieje reprodukcja rzekomego portretu księcia Draculi (zdjęcie przy tytule). Oryginał można oglądać w komnacie okropności w zamku Ambras w Tyrolu.

Żyjący w XVII wieku hrabia von Ambras zamienił jedną z sal swego zamku na coś w rodzaju muzeum osobliwości. Obok eksponatów w rodzaju „mumii syreny”, „kopyt jednorożca”, „zębów wilkołaka” itp. dziwów, znalazł się tam portret Draculi, którego okrucieństwo słynne było i poza granicami jego dóbr.

Portret malowany na drewnie przedstawia mężczyznę lat ok. 46 w bogatym stroju i sadzonym perłami książęcym diademie na głowie. Długie czarne włosy opadają mu na ramiona, a duże czarne oczy spoglądają niesamowicie z bladej pociągłej twarzy.

Na upalne lato najlepiej ubrać coś lekkiego i zwiewnego. Takie sukienki proponowała moda AD 1972:

Szerokie sukienki
Na zasadzie tej samej koncepcji fasonu co szerokie bluzki, które pokazywaliśmy, bardzo modne są szerokie sukienki. Zwykle na karczku marszczone. Mogą być takie sukienki krótkie, jakie pokazujemy dzisiaj, a mogą być też długie:

Ponieważ modne jest zestawianie różnych wzorków, czy materiałów ze sobą, więc te sukienki szerokie mają często inny karczek. Idea zestawiania różnych materiałów przewija się przez modę letnią od kilku sezonów, ale już nie zestawia się na zasadzie łat, czy aplikacji, tylko szyje się z symetrycznych części jak np. inny karczek, mankiety, lub części rękawów. Rękawy w tych sukienkach szerokich są zwykle szerokie. Często są wszyte wysoko na ramieniu, z główką, czyli przymarszczone przy wszyciu i szerokie, luźne, krótkie, do łokcia lub długie. Mogą być z poprzecznych pasków materiału różnej szerokości, na przykład rękaw do łokcia: pół rękawa w jednym kolorze, pół w innym i jeszcze u dołu powtórzone te dwa, tylko już wąskie. Z tym, że są to zawsze materiały lekkie, wzorzyste w różne wzorki.

Przy okazji dobrze się posilić czymś regionalnym. W tym numerze Jan Kalkowski proponuje…

Zrazy litewskie
Kuchnia litewska miała pewne swoje specjalności, jak np. dodawanie do niektórych potraw razowego chleba. I właśnie te zrazy będą z takim chlebem.

Wołowe mięso pokroić w cienkie plastry w poprzek włókien. Zbić, posolić i posypać pieprzem. Niech poleżą pół godziny. W tym czasie przygotować farsz: przysmażyć na maśle posiekaną cebulę, dodać drobno skrojone pieczarki, a potem dosypać tarty razowy ususzony chleb. Przemieszać, a następnie podlać mocnym bulionem z kostki. Sól, i pieprz do smaku, a także trochę siekanego zielonego koperku.

Farsz rozsmarować na zrazach, zwinąć je w ruloniki, obwiązać nitką, obtoczyć w mące i włożyć do rondla na rozgrzane masło. Obrumienić ze wszystkich stron. Dusić pod przykryciem na małym ogniu. Podlewać bulionem. Na końcu, przed wydaniem, dolać do sosu śmietanę.

Smacznego!

Na zakończenie humor z uczniowskich wypracowań i zeszytów:

– Janosik rozbijał zamożną ludność i rozdawał biednym.
– Madzia Brzeska to postać z naszej literatury, która była najsympatyczniejsza.
– Żeby mieć dzieci trzeba głośno oddychając, gimnastykować się.
– Jelenie mają duże rogi, bo kochają samice, które pocierają o drzewo.
– Na imieniny dostałem rower od ojca, na którym zaraz pojechałem na wycieczkę.
– Romans z Justyną doprowadził do tragicznego zakończenia finału.
– Soplica walczył do końca swojej śmierci.
– Książka jest podzielona na 10 dział.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 11 (351), 16 – 29 czerwca 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.