Obchody rocznicy powstania

-a A+

Druga połowa stycznia 1920 roku przebiegała we Lwowie pod znakiem uczczenia bohaterów powstania styczniowego. Wiek Nowy tak opisywał te uroczystości.

21 stycznia Stefan Rayski w artykule redakcyjnym „Rocznica powstania styczniowego” pisze:

Bohaterstwo, chociażby nawet laurami zwycięstw nie uwieńczone, jeśli składane bywa na ołtarzu dobrej sprawy, zabłyska zwycięstwem moralnem, którego niespożyta siła duchowa wywiera wpływ głębszy niejednokrotnie, niż fakta same, z jakich się zrodziła.

Powstanie styczniowe, aczkolwiek nie uwieńczone zwycięstwem, jako mocarny czyn, urodzony z potęgi ducha, dowiodło, że utrata niepodległości nie sprowadza narodu polskiego na poziom niewolników i niezachwiane niczem umiłowanie wolności stłumić się nie da żadnymi środkami gwałtu, chociażby okupione być miało łez i krwi potokami.

Żołnierze 1863 roku bowiem nie tylko walczyli i składali żywe ofiary na ołtarzu ideału, oni także wierzyli w zmartwychwstanie Ojczyzny i tę wiarę, która później udzieliła się całemu narodowi, zachować potrafili w kazamatach Sybiru i na wygnaniu, i w obliczu szubienicy nawet wykazując wobec świata całego fakt bezsilności brutalnej siły fizycznej wobec potęgi ducha...

Powstanie styczniowe było zatem zwycięstwem moralnem jako okrzyk rozpaczy dla więzionego przemocą narodu, który pomimo gwałtów i prześladowań objawił niedwuznacznie swą wolę niezłomną – wytrwania na posterunku, jako protest pokolenia, które zaryzykowało krew własną i mienie na szaleńczą grę z potworem wschodnim, wreszcie jako finał długiej epoki ucisku.

To, co zjednała nam krew, ofiarnie przelana na polach Krzywosądza, Grochowisk, Fajsławic, Ignacewa, Kruszyny i Miechowa, było jedynie niezbędnym ogniwem w rozwoju myśli narodowej polskiej. Rokowi 1863 zawdzięczamy to olbrzymie wzmożenie się polskości, z jakiem weszliśmy w podwoje XX. wieku. Rok ów bowiem – pomimo klęski – wstrząsnął całą psychiką narodu, wywiódł go z chwilowego uśpienia, zmusił do życia – intenzywniejszego i bujniejszego.

Dlatego rocznicę styczniowej insurekcyi obchodzić winien cały naród Polski - nie jako rocznicę klęski i upokorzenia, ale jako rocznicę wielkiego, moralnego sukcesu, który pośrednio otworzył nam wrota Wolności.

Dowództwo miasta z okazyi rocznicy powstania styczniowego wydało następujący rozkaz:

Dnia 22. Stycznia 1920 r. przypada 57-letnia rocznica powstania Narodu Polskiego przeciw jego ciemięzcy. Tę rocznicę dalszego ciągu wiekuistego buntu Narodu Polskiego okupionego mocą krwi, łez i cierpień uświetnił Naczelnik Państwa wskrzeszeniem zaszczytnej odznaki wojskowej „Virtuti Militari”.

M. S. Wojsk. Rozkazem z dnia 19 stycznia br. zarządziły, by dzień rocznicy powstania był wolny od zajęć służbowych. Natomiast mają być urządzane o godz. 16 we wszystkich oddziałach dla żołnierzy odczyty i pogadanki, celem wyjaśnienia żołnierzom znaczenia tej wielkiej rocznicy i pouczenia ich o historii powstania. Po odczycie odśpiewanie pieśni powstańczych.

Ponadto jutrzejsza rocznica obchodzona będzie w garnizonie lwowskim uroczystem nabożeństwem, które się odbędzie o godz. 10 w kościele OO. Jezuitów przy pl. Trybunalskim. W nabożeństwie tem wezmą udział kompania honorowa 40 p. p. w sile 100 ludzi z przepisaną ilością oficerów i delegacye oficerskie.

Jeńcy pod eskortą (NAC)

Nie zapominamy o przetrzymywanych ciągle w niewoli bolszewickiej Polakach. Ktoś, podpisujący się jako „Alan”, dał opis sytuacji jeńców polskich w artykule „Jeńcy w niewoli”.

Telegramy doniosły, że jeńcy polscy na Syberyi, w liczbie kilkunastu tysięcy, stanowiący część składową armii Kołczaka, dostali się do niewoli bolszewików. Warto przy tej sposobności przypomnieć genezę tragedii formacyi polskich na Syberyi, które dzięki gwałtom Czecho-Słowaków i popierającej ich endecyi dziś zamiast być na polskiej ziemi, jęczą znów w niewoli, wysłużywszy się najpierw pachołkowi carskiemu, Kołczakowi. Gdy w roku 1918 na wiosnę przyszło do konfliktu między Czecho-Słowakami a bolszewikami, legiony czecho-słowasłcie ruszyły z Penzy na wschód, wypierając bolszewików z Syzrania, Samary, Orenburga, Kazania. Wraz z czecho-słowackimi „oswobodzicielami” Rosyi cisnęli i nieliczni endecy, emisaryusze Komitetu paryskiego. Panowie ci, doskonale opłacani przez Paryż, wzięli w swą „opiekę” jeńców wojsk austryackich i niemieckich Polaków. Opierając się na Czecho-Słowakach, gwałtem, terroremi i postrachem zmuszali oni nieszczęsnych jeńców do wstępowania w szeregi antybolszewickie. A gdy odezwał się ktoś ze zdaniem, że przecież to zbrodnia mobilizować bezbronnych jeńców, że może Kołczak a Polska to nie to samo, ścigali go jak psa, denuncyowali, katowali, zmuszali do więzienia. Występując przeciw bolszewickiemu terrorowi, sami bez wiedzy czynników krajowych, w spółce z generałami carskimi i czecho-słowackimi zbirami stworzyli terrorem, oszczerstwami i wymuszeniami polskie oddziały. Oddziały te przeszło rok wcielone były do armii Kołczaka. Jeńcy buntowali się czując, jakiej sprawie służą. Grozili, ale dopóki Kołczak był względnie silny, każdy ruch przeciw Kołczakowi był tłumiony w zarodku.

I krwawiły dalej w dalekiej Syberyi krwią jeńców nieszczęsnych, przez pachołków Dmowskiego na śmierć wysyłanych w niewolę satrapy carskiego. Dziś jeńcy są w niewoli bolszewickiej. Po latach łez i mąk, tęsknią dalej serca umęczone za krajem, przeklinając tego, kto im cudzej kazał bronić sprawy w ojczyzny niby obronie.

Polscy kawalerzyści na Syberii ze sztandarami pułkowymi (wikipedia.pl)

Nie zapominajmy, że na terenach Ukrainy wciąż toczyła się wojna. Wiek Nowy podaje artykuł z gazety „Wpered” „Kto zajmuje dzisiaj Ukrainę”, opisujący sytuację na Ukrainie. Widzimy z niego, że Petlura wcale nie kontrolował wówczas większości terenu.

„Wpered” podaje szereg b. ciekawych wiadomości o obecnym stanie rzeczy i rozkładzie sił wojskowych na Ukrainie. „Cała Ukraina znajduje się w rękach powstańców. Denikina przegnano, a bolszewicy, idąc przez Ukrainę przeciw Denikinowi, nie zatrzymywali nigdzie swoich wojsk. Po miastach stoją załogami oddziały ukraińskie. Odessa w rękach ukraińskich. Stoją tam oddziały Omelanowicza-Pawlenka do 8000 żołnierzy. Zarząd miasta w rękach komitetu, wybranego przez socyalistów rosyjskich, żydowskich i ukrańskich. Również Rozdzielna ma być w rękach Pawlenka.

Na lewym brzegu Dniepru rządzi ukraiński centralny komitet powstańczy, nastrojony po bolszewicku. Między Połtawą a Czernichowem operuje Angeł, koło Jekaterynosławia – Machno, Olijnyk i Patenko.

Na prawym brzegu Dniepru kieruje powstańcami „ukraiński rewolucyjny komitet republikański. Działają tu następujące oddziały powstańcze:

1) Szpolę, Czerkasy i Smiłę zajmuje grupa Omelczenka, b. grupa Zelenego, który obecnie dla bolszewików organizuje armię. Grupa ta liczy 3.000 łudzi;
2) Humań, Kaniów, Lipowiec, Biała Cerkiew, Taraszcza, Ozirna, Stawiszcze i Nasteszka – to rejon Tiutiunika (6–7 tys. ludzi);
3) Hajsyn i Żydowskie Hebry – rejon Wołyńca (2.500 ludzi);
4) Na północ od Żytomierza, między Kijowem a Korosteniem, trzyma się Wołoch;
5) Nowa Uszyca i Mohylew Podolski w rękach Szepela, która ma do 10.000 ludzi;
6) W rękach innych grup ukraińskich znajdują się rejony innych jeszcze miejscowości jak: Samgorodek, Machnówka. Priłucza, Lipowiec, Fastów i Koziatyn.

Bolszewicy natomiast zajmują: Kijów, Berdyczów, Popielnicę, Winnice, Żmerynkę, Rachny, Derażnię, Bar i Lytyń. Prawie wszędzie w tych miejscowościach, obok bolszewików kręcą się powstańcy ukraińscy, którzy ich wspomagają.

W Winnicy przebywa również galicyjska dywizya, utworzona z części pierwszego korpusu galicyjskiego z Mykitką na czele.

Autor, podpisany jako „Jeden z interesowanych” w rubryce „Mównica publiczna” apeluje „P. Posłom z małopolski pod rozwagę”. Przedstawia sytuację finansowo-walutową na terenach Galicji.

Za czasów rządów ukraińskich w Galicyi wschodniej była oprócz waluty koronowej w obiegu także waluta ukr. tj. hrywny i karbowańce i był rozkaz przyjmowania tychże na równi z koronami.

Kupcy, przemysłowcy, rolnicy zmuszeni byli niejednokrotnie pod presyą przyjmować hrywny i karbowańce, oddając za to swój towar i produkty. Kupcom niejednokrotnie zabierano całe zapasy towarów, wypłacając im za to walutę ukr.

Po odbiciu przez Polskę Galicyi wsch. kto był sprytniejszy, ten zdołał walutę ukr. zamienić na korony, lecz większa część posiadaczy hrywien nie zdołała ich pozbyć się, w ślad za czem nie posiadając innej monety, oprócz hrywien, wszelki ruch handlowy i przemysłowo-wytwórczy musiał siłą faktu ustać. W ten sposób zniszczono jednostki, rujnując je w zupełności, albowiem zabierając im towar, który stanowił ich jedyny majątek, odebrano im zupełnie sposób egzystencyi.

Polska przyniosła narodowi swobodę, lecz o posiadaczach hrywien, którym mienie zabrano, do dziś dnia nie pomyślano wcale, co ci biedacy mają czynić, z czego mają żyć, prowadzić swój przemysł i warsztaty pracy.

Ośmielam się podnieść tak ważną sprawę w imieniu tych nieszczęśliwych. – Czy w Polsce nie znaleziono by jakiejś rady dla tych ludzi celem dania im możności dalszej egzystencyi, leży to bowiem w interesie Państwa, aby wskutek winy innych nie cierpiała na tem ludność. Zdaje się, że możnaby ich szkodę zarejestrować, hrywny i karbowańce od posiadaczy ściągnąć, a im wypłacić walutę Polską. Polska byłaby w posiadaniu waluty ukr. i za tę upomniałaby się, względnie mając obecnie w ręku egzekutywę na Ukrainie mogłaby należytość ściągnąć.

Takiem postępowaniem w obecnych czasach uzyskałby sobie Wysoki Rząd Polski nieograniczoną miłość i niejednego przyciągnął by na zawsze.

Mieszkańcom Lwowa nieobojętna była sytuacja zdrowotna w mieście. Przedstawili swój punkt widzenia w artykule „Co się dzieje z Hołoskiem?".

Piszą do nas z miasta: Niewątpliwie każdy jadący lub idący szosą do Brzuchowic – zwrócił swe oczy na pięknie położone na stoku góry zalesionej Sanatoryum w Hołosku dla początkowo piersiowo chorych, głównie dzieci i młodzieży, które w przedwojennych czasach staraniem Towarzystwa walki z gruźlicą – przy współudziale gminy m. Lwów – jak i przy pomocy materyalnej ludności zostało zbudowane i celowo odpowiednio urządzone.

Sanatoryum to, które około 300 chorym dawało tak letni, jak i zimowy wypoczynek, kuracyę i powrót do zdrowia – do czasu tej wojny rozwijało się b. pomyślnie.

Inwazya rosyjska – jakoś szczęśliwie – prawie w rękawiczkach przeleciała przez Lwów i jego okolice. Hołosko zostało odbite przez Austryaków i Niemców. Zajęto to miejsce na szpital dla rekonwalescentów – a za zezwoleniem Towarzystwa Walki z gruźlicą Węgrzy poczynili tam nawet b. wiele potrzebnych inwestycyj. Dopiero listopadowa szalona inwazya ukraińska, a przy tem chciwość różnych bliskich sąsiadów doprowadziły to sanatoryum do kompletnej ruiny – pozostawiwszy do połowy budynki rozebrane i kupy śmiecia różnego rodzaju.

Dziś, kiedy Lwów i okolica prawdziwie pańskim gestem rzuca tysiące na cele dobroczynne – dziś, gdy brak ludności odpowiedniego odżywiania się – gdzie brak opału zwiększa zimno i wilgoć w mieszkaniach – co sprzyja nadzwyczajnie rozwojowi gruźlicy – dziś zarówno powinniśmy dbać o zwalczenie tego strasznego nieprzyjaciela ludzkości – tak jak dbamy o zwalczenie równie groźnej lecz przemijającej epidemii tyfusu i hiszpanki. A środkiem do tego niewątpliwie sanatorya, urządzone na Hołosku.

Nie wątpimy że celem odbudowania go nie tylko nasz rząd pośpieszy z wydatną materyalną pomocą, ale i społeczeństwo lwowskie z doraźną pomocą pośpieszy. Jeden grosz na odbudowę i uruchamiamy jak najprędzej Sanatoryum na Hołosku.

Ważne miejsce w życiu miasta odgrywała komunikacja miejska. W celu omówienia tej kwestii zwołano „Konferencyę w sprawie stosunków tramwajowych”.

Na zaproszenie wiceprezesa Stahla odbyła się wczoraj konferencja reprezentantów prasy lwowskiej z dyrektorem Miej. kolei elektr. p. Tomickim.

Na interpelacyę w sprawie trudności i przykrości, połączonych z wydawaniem „drobnych” w tramwaju – wskazał dyr. Tomicki, że najlepszem wyjściem będzie zarządzenie, aby przyjmowano od publiczności opłaty tylko w drobnych – tj. 1 K lub 70 fenig. – za jazdę jednorazową, a 1 50 K lub l markę za „przesiadkę”. Publiczność będzie mogła łatwo przygotować sobie wymagane „drobne” a uniknie się sprzeczek nieprzyjemnych z personelem.

Następnie poruszono kwestyę ścisku w tramwajach. Zarówno dyr. Tomicki, jak reprezentanci prasy, zgodzili się na to, że zarządzić należy, aby wsiadano do wozu tylko z przedniego wejścia, a wysiadano tylko tylnem, oraz aby przy więcej uczęszczanych stacyach ustawiano się w tzw. „ogonkach”, jak to się praktykuje w Rosyi. Celem oryentacyi pomieści się z jednej strony wozu napis „wejście”, a z drugie – „wyjście”.

Publiczność będzie musiała zastosować się do owych zarządzeń, o ile pragnie, aby w sferze tramwajowej nastąpiły stosunki więcej normalne.

Lwowski tramwaj (NAC)

Nie obyło się w WN i bez wieści z życia obyczajowego świata. Pisano o tym w notatce „Nowy kulturalny taniec”.

Z do niedawna tak purytańskiej Anglii – przychodzą do nas takie dziwaczne kombinacye tańca, że nie przyjmą się w salonach Europy – tu w zapale choreograficznym będziemy się czołgać na brzuchach lub chodzić na rękach. Najnowszy taniec to „Hyper-Dżadz", taniec, który ma w sobie skoczność i lekkość „Fokztrota”, posuwistość i rozkołysanie „Two-stepa", całą gamę przegięć „Tanga” i na koniec własne oryginalne ruchy...

Tańcząca para trzyma się w objęciu, oparta silnie na jednej nodze, drugą unosi pod kątem prostym w górę, dalej figura czołganie – na kształt raków – na rękach i nogach naprzeciw siebie.

Zdaje się, że na naszym polskim gruncie tańce te będą miały małe uznanie – przypominają one jakby chorobliwe dziwaczne wizye. Może takie tańce tańczone były przez ciała, zatrute opiumowym dymem w podmiejskich palarniach Londynu, gdzie Oscar Wilde kazał szukać swym bohaterom „nieznanych jeszcze wczoraj wrażeń”.

Styczeń to przecież okres karnawału. Nawet w tak trudnych czasach organizowano różne zabawy i potańcówki, ale z celem dobroczynnym:

Wieczór z tańcami
Staraniem Komitetu obywatelskiego Polek odbył się w sali Kasyna miejskiego pod protektoratem p. gen. Gałagórskiej i p. gen. Madziary wieczór z tańcami na dochód „Przystani i herbaciarni na Podzamczu”. Na tle pięknie przystrojonej sali w skromnych a bardzo gustownych toaletach wiła się ochocza, elegancka, naprawdę swojska zabawa.

Reduta z tańcami w Teatrze wodewilowym przy ul. Ossolińskich l.10.
Bilety wcześniej w perfumerii Stoińskiego – ul. Legionów 1

A niejaki Ludwikowski, w formie wierszowanej i satyrycznej przedstawił swój stan finansowy. Dla wielu była to jedyna możliwość jako takiej egzystencji. Przeczytajmy jego „Mój portfel”, z podtytułem: (Dla niektórych bajka).

Jabłuszko rumiane,
Jak ciebie dostanę?
W kieszeni mej pustki!
Za dwie lub trzy szóstki
Przekupień mi nie da
Więc zmusza cię bieda
Mieć portfel cacany
I grubo nadziany!

Na kpiny gazety
Wciąż piszą niestety
że brak ci, kolego,
To tego – owego?
Nieprawda, wikt „klawy”
Zalega wystawy,
Lecz portfel cacany,
Miej grubo nadziany!

Tam bułki i sery,
Kiełbasy, likiery,
Ciast wybór jest wielki
Sardynki, serdelki,
Rodzynki i szynki,
Zobaczysz nie krzynki.
Lecz portfel cacany
Miej grubo wypchany!
Wiem, braknie nam wielu
Z tą wadą portfela,
Z naciskiem więc kładę,
Uważać na rade:
Gdy jeść chcesz, mój złoty.
A braknie ci floty,
…Miej zwyczaj… Pożyczaj!

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 2 (34), 31 stycznia – 13 lutego 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.