Święta przed 120 laty

-a A+

Czym żył Lwów na przełomie lat 1899 i 1900? Podobnie jak i w dzisiejszych czasach, w okresie świątecznym spory i dyskusje polityczne przycichały, a zaangażowani w brutalną walkę polityczną dygnitarze oddawali się działalności charytatywnej.

Z dość ciekawą inicjatywą wystąpiły też władze Lwowa, które na łamach prasy apelowały, aby zamiast tradycyjnego wysyłania ozdobnych kart świątecznych przeznaczyć pieniądze na wpłaty na rzecz ubogich. Oto fragment jednego z licznych ogłoszeń:

Prezydium magistratu odwołując się przeto do powszechnie znanej dobroczynności mieszkańców m. Lwowa uprasza wszystkich, którzy wesprzeć chcą usiłowania gminy w opiece nad ubogimi, aby zamiast rozsyłania listów noworocznych, kwoty przeznaczone na ten cel, raczyli łaskawie ofiarować na rzecz miejscowych ubogich. Ofiary te składać można w prezydium magistratu i w komisariatach wszystkich dzielnic. Podpisano: Małachowski – Prezydent Miasta.

Z doniesień prasowych wiemy, iż odzew na prośby miejskich rajców pozostał dość skromny.

Święta roku 1899 r. minęły nadzwyczaj spokojnie. Obyło się bez wypadków i większych pożarów, zaprószanych najczęściej od choinkowych świeczek, choć w samo Boże Narodzenie mróz dochodził do 12 stopni. Szczególnie dużą aktywnością wykazali się za to drobni złodzieje, których łupem najczęściej padały świąteczne potrawy i zapasy jedzenia. Według policyjnych statystyk zgłoszono kilkadziesiąt tego typu kradzieży. Najczęściej znikały ze spiżarek gotowe wędliny i ciasta. Plagą były również kradzieże ryb ze stawów hodowlanych. Kilka takich spraw opisali reporterzy Kuriera Lwowskiego:

Sezon świąteczny jeszcze nie przeminął, a oznaką tego są nieustające kradzieże spożywczych artykułów: I tak skradziono ze stawu Sohka na szkodę Kuny Yogelfiingera, handlarza ryb, karpie za 500 zł, ze stawu Kamilskiego skradziono ryb za 300 zł własności Abischa Krampela. Sprawców tej kradzieży Jędrzeja Taraszewicza i Jana Łurowskiego zamknięto w aresztach. U Mojżesza Pianka, właściciela sklepu przy ul. Żółkiewskiej 61, włamali się do sklepu niewiadomi sprawcy i zabrali stamtąd 25 kg kawy, 3 kg grzybów i 5 wianków fig. Niewiadomy sprawca skradł na szkodę p. Eoss von Gutenberg, zam. przy ul. Podlewskiego 9, dziewięć słoików konfitur i 3 flaszki syropu wartości 40 zł.

W okresie świątecznym nie brakowało również zwykłych awantur spowodowanych brakiem umiaru w spożyciu trunków:

W szynku w hotelu warszawskim przepędzał Ludwik Kwieciński, rzeźnik, onegdejszą noc bardzo przyjemnie w towarzystwie swych kamratów”. Jednak późna godzina i znaczna ilość alkoholu rozluźniły więzy przyjaźni tak dalece, iż wkrótce, najpierw pod pozorem zabawki i żartu, aż w końcu naprawdę poczęli dawać folgę swym zebranym zapasom energii. Sprawa zakończyła się jak zwykle, na stacji ratunkowej, gdzie lekarz musiał nieszczęśliwej ofierze nocnej popijawy opatrywać sześć ran na głowie zadanych szklankami.

Do podobnego zdarzenia zakończonego również interwencją pogotowia doszło na ślizgawce przy ulicy Sadownickiej. Jak donosił reporter Kuriera Lwowskiego:

W celu przepędzenia czasu przyjemnie urządzili sobie Aleksander Łopatyński, czeladnik kaflarski, wraz z Gustawem Tacllerem, ślizgawkę przy ulicy Sadownickiej. Przyjaźń ich, zawiązana dość dawno, nie trwała jednak długo. Wczoraj, gdy Łopatyński używał sportu nadszedł Tadler i po żywej sprzeczce wyciągnął nóż, którym chciał kolegę swego przebić. Lecz Łopatyński, zaufawszy raczej swym nogom niż ręcom, zemknął przed napastnikiem. Odwrót by jednak niefortunny. Potknąwszy się upadł i zwichnął nogę . Stacja ratunkowa po założeniu opatrunku odstawiła łyżwiarza do szpitala.

Warto przypomnieć, iż Sylwester i Nowy Rok nie były świętowane tak hucznie jak obecnie. Ograniczano się raczej do przedstawień teatralnych i zabaw o charakterze artystyczno-rozrywkowym. Jedną z ciekawszych inicjatyw był urządzony przez Akademickie Towarzystwo Szkoły Ludowej w sali Sokoła „Wieczór fantastyczny”, podczas którego miały być prezentowane „produkcje chóralne, orkiestralne, śpiewy solowe, deklamacje i różne zabawy towarzyskie. Na łamach prasy zawzięcie tłumaczono również czytelnikom, iż XX stulecie zaczyna się dopiero za 12 miesięcy, czyli wraz z nastaniem roku 1901.

Noc sylwestrowa upłynęła wyjątkowo spokojnie. W porównaniu do lat poprzednich obyło się bez poważniejszych zdarzeń – oczywiście oprócz kilku niegroźnych bójek na przedmieściach. Kronika kryminalna odnotowała za to bulwersującą mieszkańców miasta sprawę znęcania się nad końmi:

31 grudnia nielitościwy woźnica Wasyl Chomik wiózł ul. Żółkiewską parą koni wóz pełny drzewa, którego one uciągnąć nie mogły. Na widok katowania zwierząt zebrał się tłum ludzi na miejscu i zwracał uwagę Chomika, by się tak nad nimi nie pastwił, Chomik jednak miast usłuchać dobrej rady, zelżył obecnych, a konia jednego tak pobił, że ten padł nieżywy.

Od losu nieszczęsnego konia dla większości czytelników znacznie ważniejsza była jednak zamieszczona w noworocznym wydaniu uchwała lwowskiego magistratu, który w związku z wygaśnięciem epidemii wścieklizny ograniczył obowiązujące od czerwca 1899 r. restrykcje dotyczące obowiązkowego zakładania kagańców i trzymania na smyczach wszystkich psów. Dla profilaktyki zachorowań pozostawiono jednak w mocy niektóre z punktów wcześniejszego rozporządzenia:

a) Psy z natury złośliwe mają być stale uwiązane na łańcuchu, b) właściciele psów są obowiązani niezwłocznie donosić władzy o dostrzeżonych u psa objawach wścieklizny, c) zakazuje się bezwarunkowo wprowadzać psy do publicznych lokalów gościnnych, traktyjer, cukierń, kawiarń, szynków, ogródków restauracyjnych, publicznych plantacji miejskich itp. miejsc zgromadzenia publicznego. Przekroczenie zakazu karane będzie grzywną do 100 zł lub 14 dniami aresztu. Karze tej podpadnie właściciel psa wprowadzonego do lokalu publicznego, a ewentualnie także właściciel lokalu, jeśli nie usiłuje temu zapobiec.

Magistrat przypominał również co do obowiązku nakładania kagańców, względnie prowadzania na smyczy psów z rasy dogów, buldogów i psów z góry św. Bernarda.

Na zakończenie warto również wspomnieć o wzbudzającej ogromne zainteresowanie i rozpalającej nadzieje wielu lwowiaków Wielkiej Loterii Dobroczynności, w której pula nagród wynosiła aż 100 tysięcy koron.

Adam Kaczyński
Tekst ukazał się w nr 23-24 (339-340), 20 grudnia – 16 stycznia 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.