Co intrygowało lwowiaków

-a A+

Oprócz oficjalnych informacji ze świata wielkiej polityki lwowskie gazety publikowały materiały z codziennego życia miasta. Te są najbardziej interesujące i świadczą, że wiele problemów mają miejsce w naszym życiu również dziś. Proponujemy naszym Czytelnikom kilka takich wzmianek z Wieku Nowego z października 1930 roku.

Wyobraźnia ludzka jest faktycznie nieograniczona… szczególnie jeśli chodzi o zdobycie pieniędzy.

Na jakie ludzie wpadają pomysły, aby zdobyć pieniądze!
Lwowianin, który ciągnął zyski z oskarżania psów o pokąsanie go.

„Rób coś, zarób coś!” – Racja! Słowa popularnej pieśni głoszą jedną z najstraszniejszych zasad życiowych. Ale jak? W jaki sposób? W tem właśnie sęk. Nie brak jednak oryginalnych pomysłów w tym względzie. O jednym takim pomyśle donoszą obecnie pisma lwowskie.

Niejaki Karol Bentel, lwowianin, wpadł na następujący pomysł: oto nabył on na licytacji kilka podniszczonych spodni i porozdzierał je w pewnych, z góry upatrzonych miejscach na nogawkach. Każdego ranka kładł na siebie jedną z tak spreparowanych par spodni i zadawał sobie sam kilka bolesnych „ukąszeń” w nogę, poczem wchodził na podwórze jakiegoś uprzednio upatrzonego domu, gdzie znajdował się pies bez kagańca, i wszczynał tam ogromny gwałt, udając ukąszonego przez psa.

Koniec tego rodzaju wypraw był taki, że Bogu ducha winien piesek dostawał w skórę, a pan Karolek otrzymywał sowite wynagrodzenie za zadaną ranę i podarte spodnie. Pewnego dnia jednak „trafiła kosa na kamień”. Jeden z właścicieli psów zwąchał pismo nosem i zaskarżył przemyślnego Karolka do sądu. W rezultacie za oskarżanie niewinnych piesków i wymuszanie grubszych nieraz sum od ich właścicieli Bentel posiedzi rok w więzieniu.

Ta wzmianka dotyczy również pieniędzy, ale z nieco innego punktu widzenia.

Muzycy lwowscy
Od czasu wprowadzenia filmów dźwiękowych znajdują się w beznadziejnie rozpaczliwej sytuacji. Połowa z pośród nich pozostaje bez pracy i bez żadnych w tym kierunku widoków na przyszłość. Tem bardziej napiętnowania godny jest fakt, iż muzykom zawodowym, to jest żyjącym wyłącznie z pracy muzycznej, zabierają możność zarobkowania ludzie, zajmujący się muzyką przygodnie, z amatorstwa i zarobkujący przy tem głównie na całkiem innem polu. Zw. Zawodowy muzyków, oddział we Lwowie, w nadesłanem do nas piśmie piętnuje ten fakt i wyraża nadzieję, że osoby takie, wśród których znajdują się dobrze sytuowane, ustąpią z placówek, do których zajmowania nie mają żadnego uprawnienia, na rzecz muzyków zawodowych, którzy obarczeni liczną rodziną pozostają bez żadnych środków do życia.

Muzyka w kinie (onet.pl)

Człowiek przez całe życie coś gubi. W Wieku Nowym była osobna rubryka o rzeczach znalezionych w tramwajach.

Co znaleziono w tramwajach
W czasie ostatniem w wozach tramwajowych znaleziono różne przedmioty, zapomniane przez jadących pasażerów. W biurze inspektoratu ruchu tramwajowego przy ul. Wóleckiej 4 są do odebrania: pięć pugilaresów, trzy laski, sześć par różnych rękawiczek, reformy, papierośnica, kapelusz, scyzoryk, modlitewnik żydowski, binokle, okulary, dwie cygarniczki, torebka, 3 teczki, cwikier, kołnierzyki, klucz, dwa parasole, notes, blok, buciki, słownik, modlitewnik, puszka na kawę, torba, szczotka, kluczyk, różaniec, druk szkolny, łańcuszek i książka.

Kolejne notki dotyczą nietradycyjnych zachowań – co też było interesujące, jeżeli nie dotyczyło bezpośrednio ciebie.

Pan młody ucieka sprzed ołtarza
U burmistrza we Lwowie zajęty był do niedawna Karol Huber. Przed rokiem zaręczył się i onegdaj miał się odbyć jego ślub z pewną młodą i przystojną panną, córką miejscowego kupca. Goście weselni już byli sproszeni. Panna młoda z drużkami czekała przed kościołem. Czekali też jej rodzice, krewni i weselnicy. Lecz pan młody się nie zjawił. Wreszcie ktoś dał znać, że Karol Huber zniknął. Zostawił swoje dokumenty i swoje rzeczy i na parę godzin przed ślubem ulotnił się. W pozostawionym liście zawiadomił swoją narzeczoną, że nie może dotrzymać jej obietnicy małżeństwa.

Poczyniono zaraz kroki celem odnalezienia zaginionego, lecz bez rezultatu. Jeden z przyjaciół Hubera miał oświadczyć, że przypuszcza, iż Huber utopił się z obawy przed małżeństwem.

Warjat na ulicy
Niejaki Józef Szajkowski, umysłowo chory, dostawszy szału, biegał po pl. Strzeleckim i bił laską tamtędy przechodzące osoby. Furjata przytrzymał posterunkowy Krzemieniecki i sprowadził go do piątego komisariatu policyjnego przy ul. Jachowicza. Szajkowski, rzucając się, pokaleczył Krzemienieckiego w lewą rękę. Na razie przytrzymanego osadzono w aresztach miejskich przy ul. Sądowej.

Bożnica lwowska zaatakowana przez komunistów
W realności przy ul. Słonecznej I. 26 znajduje się żydowski dom modlitwy. Wczoraj w południe, gdy odprawiano modły z okazji uroczystego święta „Dnia pojednania”, wpadła tam grupa złożona z kilkudziesięciu komunistów z wrzaskami i hałasami, usiłując modlącym się przeszkodzić. Powstała wielka awantura, która przeniosła się na ulicę. Policja zmuszona była na awanturujących się bezbożników przypuścić szarże, po czem pięciu awanturników aresztowano. Po pół godzinie zapanował spokój i modlitwy już bez przeszkód odbyły się w dalszym ciągu.

Kolejne artykuły dotyczą komfortu życia w mieście, dziś również mieszkańcy niektórych dzielnic mogliby podpisać się pod takimi petycjami do władz. Tylko, czy to coś da?

Upośledzeni lwowianie
Zbliża się zima i rozpacz ogarnia mieszkańców ul. Murarskiej (ob. Jefremowa, górna odnoga ul. Szymonowiczów), która już w obecnym czasie po kilkudniowym deszczu przedstawia obraz nędzy i rozpaczy, tak, iż trudno sobie wyobrazić, że niedaleko od centrum miasta może być ulica w podobnym stanie. Ul. Murarska, w górę od ul. Szymonowiczów jest przez los i świetny magistrat upośledzona, a z nią pokrzywdzeni i mieszkańcy kilkunastu domów, przy niej położonych, bo na długość około 400 metrów jest zupełnie nie zabrukowana. Mniejsza zresztą o bruk, bo ruchu kołowego prawie tu nie ma, lecz nie ma też ani śladu chodnika, choćby z desek i choćby po jednej tylko stronie. Nic, ale to kompletnie nic!

Na całej tej przestrzeni ulicy, tj. 400 m, są tylko 3 naftowe latarnie. Proszę więc sobie wyobrazić, w jaki sposób mieszkańcy tej ulicy mają się dostawać do domu, wracając nawet nie późnym wieczorem. Wprawdzie część ul. Murarskiej od ul. Szymonowiczów do Leona Sapiehy została uporządkowana, lecz jej górną część pominięto. Nie dużo prosimy bo choć tylko po jednej desce z jednej strony ulicy, zamiast chodnika – tyle jeszcze na to magistrat m. Lwowa powinno stać.

Mieszkańcy ul. Murarskiej

Błoto, wokół błoto (tvnmeteo. pl)

Skandaliczna jezdnia na ulicy Bilińskich (ob. Smal-Stockiego)
Apel do Starostwa grodzkiego
Już od dwóch miesięcy ulica Gródecka pomiędzy Kopytkowem a rogatką jest zamknięta, gdyż w tej części ulicy buduje się nową nawierzchnię i kładzie się nowe szyny tramwajowe celem przedłużenia linji tramwajowej aż do piekarni „Merkury”. Cały ruch kołowy, jaki odbywał się przez rogatkę Gródecką do miasta, został skierowany spoza rogatki przez ulicę Bilińskich boczną na ulicę Kętrzyńskiego i Lwowskich Dzieci. Momentalnie z polnej drogi, jaką stanowi ulica Bilińskich boczna, stała się ulicą o nadzwyczaj ożywionym ruchu kołowym, którą dziennie setki różnych pojazdów osobowych i ciężarowych przejeżdża do miasta.

Ale nikt a nikt tej uliczki nie uporządził, ani też nie przygotował do tak silnego ruchu, toteż potworzyły się tam głębokie jamy i błoto po kolana. Skutkiem tego auta przewracają się, brną po resory, u wozów łamią się dyszle i koła, a konie upadają ze sił, zanim przejadą tę ulicę o długości około 300 metrów.

Stan taki dalej trwać nie może. W tym kierunku powinno bezzwłocznie wyjść zarządzenie odnośnych władz. Dalej Miejski Zakład czyszczenia miasta powinien bezzwłocznie oczyścić tę ulicę z błota, a Zarząd drogowy zasypać kamieniem wszystkie jamy. W ten sposób można by dorywczo złemu zaradzić na jakiś czas, zanim przystąpiono by do uregulowania tej ulicy i przynajmniej dla pieszych ułożono chociaż by drewniany chodnik.

Tego domagają się liczni mieszkańcy tej części miasta, oraz właściciele wszelkich pojazdów i zaprzęgów, zmuszonych tamtędy przejeżdżać. Wreszcie mamy nadzieję, że skandalicznem stanem ulicy Bilińskich bocznej zajmie się także energicznie Zarząd miasta.

Lwowskie ulice i place zdobiły pomniki. Nie zawsze były one we właściwym miejscu i odpowiednio przybrane.

Mównica publiczna
A‘propos „złota”.
Pomysł przeniesienia pomnika Stanisława Jabłonowskiego z plantów przed gmachem Teatru Wielkiego na plac Trybunalski był dobrym i godnym pochwały. Zbyt mały i zbyt daleko odsunięty, by mógł wystąpić na tle fasady Muzeum Przemysłowego, zatracał się ów pomnik i niszczał niewidziany. Brakło temu miejscu rzeczy najważniejszej tj. perspektywy. Jego oś główna przecinała się z osią arterji ruchu ulicznego pod kątem prostym, a to jest przypadkiem najgorszym dla objektu, który istnieje po to, by być widzianym. Plac Trybunalski, jako plac, obudowany ze wszystkich stron, plac zwarty, był dobrze wybrany na miejsce ustawienia tego pomnika.

Ustawiono go więc i tu zaczyna się tragifarsa. Należało go odczyścić, więc pierwszym pomysłem było nałożenie na samą postać jakiejś „patyny starości”. Po wykonaniu tego okazało się, że postać tworzy brzydką plamę koloru jakiejś źle wypalonej cegły. Zaniechano więc tego i postąpiono po prostu tak, jak postępują w małych miasteczkach pracowite gosposie przed świętami Bożego Narodzenia, chcąc ramom jakiegoś jarmarcznego „landszaftu” nadać cechę pięknej i błyszczącej nowości. Oto po prostu powleczono pomnik, względnie samą postać szczodrą warstwą pozłótki. Pomijam już ten fakt, że w dnie słoneczne promienie, odbijając się od owego „złota“, rażą niemiłosiernie oczy przechodnia i zmuszają je do szybkiego odwracania głowy od owej „złotej” postaci, co chyba nie można uważać za cechę dodatnią w odniesieniu do przeznaczenia pomnika w ogóle, najgorszą jednak rzeczą jest to, że „złota” postać nie wiąże się zupełnie z kamiennym cokołem „nie siedzi” na nim i tworzy krzyczącą w niebogłosy plamę, zupełnie oderwaną i niczem nie związaną ze swoją podstawą i otoczeniem.

Mamy nadzieję, że autor tego pomysłu dojdzie do przekonania, iż eksperyment z pozłotką był zupełnie nie udatny, a nakazawszy oczyścić postać z tej nieszczęsnej szaty wspaniałości, będzie niemile wspominał ów dzień, kiedy to tak szczodrą ręką ozłocił hetmana Jabłonowskiego.
Karol Bazylewicz.

A miał być jeszcze jeden pomnik…

Komitet budowy pomnika Marji Konopnickiej
Nad którym protektorat objęła p. Prezydentowa Michalina Mościcka, postanowił uczcić uroczystym obchodem dwudziestą rocznicę śmierci znakomitej poetki, w dniu 10 października br. Na program obchodu złożą się: nabożeństwo żałobne za duszę pieśniarki w Bazylice Archikatedralnej w piątek 10 października, oddanie hołdu Marji Konopnickiej na Jej mogile na cmentarzu Łyczakowskim, gdzie delegacja Komitetu, społeczeństwa i młodzieży lwowskiej złoży wieńce kartkowe, oraz uroczysta Akademja w sali ratuszowej w niedzielę 12 października, obejmująca przemówienia i program artystyczny. Dochód ze sprzedaży kartek na wieńce zasili fundusz budowy pomnika Konopnickiej. Komitet zwraca się do całego społeczeństwa lwowskiego, by licznym udziałem w uroczystości uświetniło chwilę uczczenia wielkiej poetki i obywatelki oraz przyczyniło się datkami do rychłego ukończenia budowy Jej pomnika we Lwowie.

Pomniki ustawione w nieodpowiednim miejscu mogły też być niebezpieczne.

Piorun uderzył w pomnik
Z Tarnopola donoszą, iż dnia 29 września szalała w godzinach wieczornych w Mikulińcach, pow. Tarnopol, burza, połączona z piorunami.

W czasie tej burzy piorun uderzył w pomnik ruski, postawiony na cmentarzu ku czci poległych żołnierzy ukraińskich i kompletnie go zniszczył. Ludność miejscowa ruska poczytuje ten wypadek za specjalny znak Boży za zbrodnicze wystąpienia sabotażystów i „za niszczenie światoho chliba Bożoho”.

Raz w tygodniu WN zamieszczał specjalną rubrykę dla kobiet. Oto co tam pisano…

Motywy kokieterji kobiecej
Iluż to filozofów zastanawiało się i rozważało motywy, które wpływają na kokieterję kobiety. Jedni tłumaczyli to koniecznością jej natury, inni – instynktem: inni jeszcze twierdzili, że gdyby nie patrzyły na kobietę oczy męskie, nie poświęcałaby tylu starań swojej osobie.

Któremu z tych trzech poglądów należałoby przyznać racją? Zdaje się, iż każdy z nich cząstkę prawdy zawiera.

Jeśliby jednak opierać się na spostrzeżeniach znanego uczonego fizjologa i kryminologa, Lombroso, należałoby wnioskować, że kobieta roztacza kokieterję raczej dla swej własnej przyjemności. Lombroso mówi o kobietach zamkniętych w więzieniu, izolowanych całkowicie od świata, jak i elementu męskiego. „Przepisy więzienne są bardzo surowe w prawach toalety skazanych na więzienie kobiet. Wzbronione jest im wyraźne sprowadzanie pudru, perfum, kosmetyków i innych tegoż rodzaju znakomitości. Ale pragnienie strojenia się, kokieterję kobiecą nie zraża tak łatwo. Spora liczba skazanych zdołała sprokurować sobie puder w następujący sposób: przez dłuższy czas cierpliwie oblizywały ściany swej celi, żuły wapno i otrzymywały rodzaj białej masy, którą z wielkiem zadowoleniem i dumą smarowały sobie całą twarz. Któregoś ranka ochmistrzynie więzienne zobaczyły jedną ze skazanych dam, wymalowaną na różowo, jak tancerka operowa; nie mogły zrozumieć, w jaki sposób mogła ona zdobyć sobie ten kolor. Cela została zbadana do gruntu, ale bezskutecznie. Wreszcie odnaleziono klucz zagadki. W materji, z której są szyte kaftany pensjonarek więzienia, znajduje się nitka czerwonego koloru. Kobieta ta miała cierpliwość wyciągać nitki jedną po drugiej; następnie moczyła przez czas dłuższy nitki w wodzie, która wreszcie zabarwiła się na kolor różowy. Pensjonarka posługiwała się tym właśnie kosmetycznym środkiem”.

Oczywiście skazane na więzienie kobiety mogłyby wyzyskać w innym kierunku swą wytrwałość, ale tłumaczy to w pewnym stopniu potrzebę kokieterji, jaką odczuwa kobieta, by się podobać lub być kochaną, ale często również dla samej przyjemności stać się piękniejszą lub też...wierzyć przynajmniej, że przy pomocy pewnych zabiegów swą urodę potęguje.

Ogłoszenie matrymonialne
PANNA o szlachetnym charakterze, posiadająca pracownię bieliźniarską, pozna pana od lat 40 do 50, na stanowisku. Cel matrymonialny.

Sensacyjny proses Poli Negri?
Donosiliśmy już onegdaj w „Wieku Nowym” o sensacyjnym procesie jaki odbędzie się w najbliższych dniach w Paryżu. Hiszpański malarz Beltrand Masses zaskarżył znakomitą artystkę filmową Polę Negri o odszkodowanie w kwocie 32.000 złotych. Pola Negri nie chce zapłacić za swój portret, wykonany przez Massesa, ponieważ umieścił on w głębi portretu wielki cień zmarłego artysty filmowego Rudolfa Valentino. Pola Negri nie zamówiła tego „cienia” i odmawia nabycia portretu.

Obiady na cały tydzień
Niedziela. Buljon z grzankami, kaczka z sałatą, kompot, omlet.
Poniedziałek. Barszcz zabielany z kartoflami, marchew z grzankami, pierożki z serem.
Wtorek. Rosół, sztuka mięsa, sałata mieszana, knedle ze śliwkami.
Środa. Zupa pomidorowa z ryżem, półmisek jarzyn wraz z puree kartofl., budyń z bułek.
Czwartek. Zupa ogórkowa, zrazy z kaszą, kompot.
Piątek. Zupa kartoflana, ryba smażona, placek ze śliwkami.
Sobota. Zupa jarzynowa, sznycle z kartoflami i kapustą, kompot mieszany.
Smacznego!

Oryginalna pisownia została zachowana.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (335), 16–28 października 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.