Dzika preria w Galicji

-a A+

Na przełomie lipca i sierpnia 1906 roku tematem nr 1 w Galicji było tourne Buffalo Bill’s Wild West. Było to przedstawienie, zorganizowane w prawdziwie amerykańskim stylu i z takimże rozmachem. Poczciwa Galicja jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziała. A tak relacjonowały te występy gazety lwowskie…

Na kilka dni przez zaplanowanym występem we lwowskich w gazetach pojawiły się takie anonse:

Buffalo Bill’s Wild West
Przedstawienie 2 razy dziennie czy deszcz lub pogoda.
Początek popołudniu o g.2, wieczorem o g. 8.
Otwarte od 1 i 7.
Tylko 4 dni. Od 28 do 31 lipca.

Natomiast 29 lipca Słowo Polskie podało taką informację o występach trupy amerykańskiej w Tarnopolu…

Tarnopol. (Kor. wł.) Buffalo Bill, poprzedzony prawdziwie amerykańską reklamą, zjechał i do nas 27 bm. na dwa przedstawienia. Już od dwóch tygodni specyalni agenci towarzystwa objechali całe Podole i olbrzymimi afiszami reklamowali w każdej wsi i miasteczku przyjazd amerykańskiego cyrku. Występy cyrku przypadły dla dyrekcyi w porze jak najbardziej dla niej dogodnej. Oto na jarmark św. Anny zjechało wiele publiczności, nie brakło też osób z Rosyi, dokąd reklama cyrkowa też doszła. Zjazd ludzi wprost olbrzymi – na oba przedstawienia ciągną setki.

Napiętnować tu należy fakt bardzo brzydki i podnieść go jedynie dla przestrzeżenia lwowskiej publiczności: oto kasyer Buffalo Billa przy wydawaniu biletów ciągle się „mylił”; zdarzyło się, że bardzo poważnemu obywatelowi tutejszemu nie wydał kwoty kilku koron, a gdy ten po przerachowaniu zwrócił uwagę kasyera na brak pieniędzy, ten w impertynencki sposób obrzucił go obelgami. Podobne „mylenie się” zaszło w owej chwili na szkodę trzech osób (nazwiska znamy). Lwowska publiczność kupując bilety powinna tedy dobrze uważać.

Komisaryat policyi w przewidywaniu olbrzymiego natłoku wydał nadzwyczajne zarządzenia.

Zdjęcia z europejskiego tournée trupy Buffalo Billa (illustratedpast.com)

W odstępach półgodzinnych przywiozły trzy pociągi 43 wagony czteroosiowe, z których wysypało się wielu Amerykanów, Anglików, Murzynów, Indyan, Japończyków. Rzeczywiście godną podziwienia rzeczą jest organizacya robotników cyrkowych, którzy w przeciągu dwóch godzin wznieśli wielką budowlę cyrkową. Popołudniowe przedstawienie rozpoczęło się o godz. 2. przy olbrzymim natłoku publiczności, wieczorne o 8. Ze stugębnej famy o cyrku chodzącej, niewiele zajmujących produkcyj było: prócz celnego strzelania pułk Cody w czasie najszybszej jazdy, zręcznych harców Indyan i rzucania lasso, zwykłe widowisko cyrkowe, z tą różnicą jedynie, że ceny nazbyt wygórowane.

Do przedstawień dodano nadprogramowy, banalny dodatek „Variete“, na który naturalnie osobno zbierano pieniądze i zmuszano wprost do kupowania biletów. Oprócz tych głównych przedstawień, dla publiczności nie mogącej sypać suto koronami, w osobnych namiotach tańsze przedstawienia po 50 gr. ściągały tłumy. Powiadają, że pan pułkownik wywiózł z Tarnopola za oba przedstawienia około 100 tysięcy koron, jak na Tarnopol kwota wprost olbrzymia; dodać należy, że najwięcej dopisała „prowincya”.

A Gazeta Lwowska w tym dniu tak opisywała przyjazd i życie codzienne wędrownych artystów…

Buffalo BilI'a Wild West stał się od kilku dni prawdziwą atrakcyą Lwowa. Rozpoczęte w sobotę po obiedzie przedstawienia zasługują rzeczywiście na uwagę. Jest to jedyne w swoim rodzaju przedsiębiorstwo, budzące podziw nie tylko oryginalnością dawanych przedstawień, lecz także znakomitą ilustracyą, która utrzymuje w karbach setki ludzi i zwierząt, pracujących z podziwienia godną śmiałością i zręcznością.

Buffalo Bill przybył do naszego miasta trzema własnymi pociągami. Już przy wyładowywaniu wagonów można było obserwować bajeczną sprawność i karność całego personelu. Wszystko tam idzie jak w dokładnej maszynie. Przy wyładowywaniu pracuje przeszło 300 ludzi, a nikt nimi nie komenderuje. Ani jedno słowo rozkazu nie pada, nie słychać żadnego nawoływania. Najprzód otwierają się wagony z końmi. Ludzie przystawiają pomosty. Konie pociągowe już w uprzężach wychodzą z wagonów przez nikogo nie pilnowane (one same ustawiają się w długim szeregu w pary jedne za drugiemi. By dać pojęcie, jak wszystko to odbywa się szybko, wystarczy powiedzieć, że dwadzieścia wozów ciężarowych zdjęto z platform wagonowych i zaprzężono w kilkakonne zaprzęgi w niespełna trzy kwadranse. Cała kolosalna czereda czerwonych, czarno i białoskórych członków trupy w liczbie przeszło 400 ludzi, wraz ze swoimi końmi najrozmaitszych maści i wielkości w około 10 minut była uporządkowana i ruszyła w drogę na plac wyścigowy przodem. Za nią dopiero jeden wóz za drugim, a przy każdym należący do niego personel pomocniczy, wynoszący razem około 350 osób. O instalacyi całego taboru podaje jeden z dzienników lwowskich następujące szczegóły:

Gdy pierwszy wóz około 9. godziny przybył na plac wyścigowy, już były tam wymierzone wszystkie odległości, potrzebne do budowy namiotów i oznaczone żelaznymi pręcikami powbijanymi w ziemię. Rozpoczęła się budowa najprzód wielkiego namiotu na pomieszczenie kuchni, jadalni i namiotu dla stajni. Za chwilę podniosły się na linach we środku wysokie maszty, a w parę minut potem rozpięto kolosalne płótna namiotów. Robotnicy rzucili się do budowy wielkiego namiotu dookoła areny, a tymczasem służba kuchenna rozpoczęła ustawiać składane długie, na 800 osób wystarczające stoły w już zbudowanym namiocie.

Zdjęcia z europejskiego tournée trupy Buffalo Billa (illustratedpast.com)

Kuchmistrze rozpoczęli przygotowywać śniadanie, a jeźdźcy odprowadzili swoje konie do namiotu, przeznaczonego na stajnię. W kuchni polowej gotuje się w stu wielkich kotłach za pomocą pary, a mięso piecze się i smaży w odpowiednich hermetycznie zamkniętych „bratrurach”. Herbata, kawa czy kakao przygotowuje się w olbrzymich maszynach. W około 20 minut już było gotowe śniadanie, złożone z kawy, herbaty, kakao(do wyboru),bułeczek z masłem, beffsteaków i rozbifów z kartoflami i angielską musztardą i wędzonki z fasolką na kwaśno. Do nakrytych już stołów usiadło około 500 ludzi od razu, a miejsce po każdym, który wstał, zajmował ktoś drugi. Nikt nie dostaje wydzielonych porcyj; każdy może jeść, ile chce i nabierać, ile razy chce; dyrektorzy przedsiębiorstwa i najniższy ochotnik dostają to samo jedzenie. Wszyscy jedzą mięso trzy razy dziennie: na śniadanie, obiad i na kolacyję (po wieczornem przedstawieniu). A jedzenie to chociaż z taką szybkością i w takiej masie przyrządzane, jest doskonałe. Dodać należy, że oprócz kawy, herbaty i kakao, wszystkie artykuły, jak mięso, mąka, mleko, kartofle etc., kupuje Buffalo Bill na miejscu, oczywiście za gotówkę. Tak np. potrzebuje on dziennie 800 kg mięsa, cztery korce kartofli, 400 litrów mleka. Najniżej opłacany robotnik zarabia tam po 34 korony tygodniowo, oprócz wiktu i 10 koron tygodniowo premii, którą otrzymuje po skończeniu każdego sezonu razem za 25 tygodniowy, to jest za czas od marca do listopada, bo tak długo każdy jest zajęty.

Oprócz około 400 ludzi, biorą udział w przedstawieniach 350 ludzi z personelu pomocniczego, Buffalo Bill posiada około 50 urzędników, buchalterów, sekretarzy i innych funkcyonaryuszy administracyjnych.

30 lipca pojawiło się nowe ogłoszenie:

Buffalo Bill rozpoczyna jutrzejsze przedstawienie wieczorne nie jak zapowiedziano o godzinie 8 wieczorem, lecz o godzinę wcześniej, o 7 w. Następnie udaje się Buffalo Bill do Przemyśla.

Lwowiacy nie byliby sobą, gdyby nie zmierzyli się z Amerykanami w bardzo już popularnej dyscyplinie sportowej – piłce nożnej…

Buffalo Bill na boisku Tow. Zabaw Ruchowych
Zarząd tego Towarzystwa, pragnąc wyzyskać rzadką sposobność za poznania naszych młodych sportsmenów z amerykańskim systemem piłki nożnej, uprosił drużynę footballową z przedsiębiorstwa p. Cody, aby zechciała stanąć do partii z jedną z naszych drużyn jutro we wtorek o godz. 5 po południu. Partya ta obfitować niezawodnie będzie w interesujące momenty i stanowić może dla publiczności niezwykłe widowisko.

Wstęp na boisko Towarzystwa 40 hal. I 20 hal., za miejsce na trybunie 1kor.

31 lipca w Słowie Polskim autor, ukrywający się pod „E.S.N.” skomentował lwowskie występy Buffalo Billa…

Głupi daje – mądry bierze
William skraca się na Willie. Zwykłą przemianą W. na B., z Willie przychodzi pospolicie do Billie zaś Billie skraca się ordynarnie, przede wszystkiem stajennie na Bill. Należy wymawiać Byll.

Tabunowy „krowi chłopak” – „cowboy” Byll ma za sobą odległą przeszłość, a przynajmniej legendę dzielnego na stepach zachodniej Ameryki zaganiacza dzikich bawołów. Stąd – Buffalo Byll.

Amerykańskie cuda opowiadały o nim niegdyś, przed 20 laty, amerykańskie reklamy i plakaty. Dziś opowiadają reklamy i plakaty galicyjskie „FuimusTroes”. Opowiadały też amerykańskie reklamy i plakaty, jak Buffalo Bill, spędziwszy wszystkie już tabuny stepowych krów i buhajów do chicagowskich rzeźni, jął spędzać ze stepów ostatnie tabory wolnych, niepodległych, ale czerwonoskórych krajowców – Indyan; jak broniącego się przez długie lata z lwią rozpaczą naczelnika plemienia Siouxów ścigał po najodleglejszych „prairies” i niedostępnych wąwozach, jak tego naczelnika, zwanego „Byczem Sercem” pojmał z niedobitkami plemienia; jak w nagrodę za to szczęśliwe polowanie otrzymał od rządu jednego z daleko-zachodnich Stanów podziękowanie – kapitańską – w milicyi rangę; jak potem skojarzył się z „Byczem Sercem” czułą przyjaźnią nakłonił go do wstąpienia z nim, „Bawołowym Byllem“, do businessowej spółki do zawarcia ugody, na mocy której Buffalo Byll gonić będzie ostatniego bohatera Siouxów po wszystkich na kuli ziemskiej placach jarmarcznych i wyścigowych, a „Bycze Serce” uciekać, bronić się, dać się brać na „lasso” i pokazywać ludziom za pieniądze.

Tako powiadały przed 15 laty reklamy i plakaty wschodnio-amerykańskie, a przed laty dziesięciu londyńskie. Dziś opowiadają reklamy i plakaty galicyjskie.

Dwanaście tysięcy ludzi, koni, bawołów, wielbłądów, giraf, strusiów i innych stworzeń wszelakich oznajmiały reklamy i plakaty londyńskie przed 10 laty a widowisko zajmowało 25 akrów przestrzeni, a przedstawienia odbywały się trzy razy co dzień przez 14 miesięcy. Tysiąc trzysta ludzi i koni oznajmiają reklamy i plakaty galicyjskie, widowisko mieści się na gruncie trzymorgowym, lub półmorgowym, przedstawienia rozłożono na dni cztery, lub tylko dwa, lub dzień tylko jeden. Konie są „mustangi”, tabunowe rumaki amerykańskiego Dzikiego Zachodu, zbierane po wsiach i miasteczkach wzdłuż wędrowań. „Bycze Serce” doznaje przewcieleń z ongi niedobitkami Siouxów. Dziś Siouxami są Albańczycy i Czerkiesi, nawet ludzie z plemienia wschodnio galicyjskich Baciarów. Język tych Siouxów jest poliglotyczny poza przedstawieniami. Wobec publiczności jest w Galicyi niemiecki. Bo Galicya, to powiat Oesterreichu. A Oesterreich, to przecież „Germany”, Niemcy. Plemię Sioux-Baciarów skowyczy poniemiecku, czego go nauczono i jak go naprędce nauczono skowyczeć. Między sobą klnie po kołomyjsku nawet po łyczakowsku. Nazbierał Buffalo Byll do swego businessu, w ciągu wędrowań od kresowego Zachodu do kresowego Wschodu i odejścia Gangesu do zabetonowanej Pełtwi, nazbierał, co tylko w ludach i narodach napotkał godnego, jak najjaskrawszej sławy plakatowej i najłatwiejszego wynagrodzenia. Więc ma Samurajów z Nipponu, bohaterów z pod Portu Artura i Mukdenu; ma chińskich bokserów i birmańskich powstańców, tybetańskich mahatmów i afgańskich szeików; ma egipskich fellahów, rodzonych braci rozstrzelanych i powieszonych w Denszawi ofiar angielskiego ciemięstwa; ma Zulusów i Eskimosów, Patagonów i Malajczyków; ma Armeńczyków z Tyflisów i chuliganów z Odessy.

A zanim dojedzie do Wrocławia, Poznania, Berlina, kogo zaciągnie do swego obozowiska?

Ach, gdyby tylko tych i takich chciał zaciągnąć, których mu zawsze miasteczka z ochoczą podarują skwapliwością! Lecz „Bawołowy Byll” zaciągnie przede wszystkiem do swej kasy kilkadziesiąt tysięcy tych guldenów, których żadna siła piekącej potrzeby wyciągnąć nie zdoła na założenie domów, burs dla uczniów choćby w samym tylko Lwowie i Krakowie. Buffalo Bill zgarnie do kieszeni w ciągu dni kilku te miliony centów, których żadna myśl organizacyjna, żadne patriotyczne uczucie wydobyć z serc opieszałych, choć tak poczciwych i chętnych nie potrafi na Szkoły Ludowe. Te miliony centów i te kilkadziesiąt tysięcy guldenów zabierze ze sobą do Ameryki szopkarz, który, dotarłszy do Lwowa, nie wiedział nawet (fakt autentyczny!),że się znajduje w stolicy kraju polskiego, nie wie i wiedzieć nie chce, co to za lud niedoświadczony, niemyślący, naiwny, który mu kieszeń napycha groszem. Gdyby ten Byll choć drogi skrapiać kazał wodą, drogi wiodące do widowiska!

Modę na „Indian” wykorzystali również w sposób humorystyczny lwowscy batiarzy…

Lwowski Indyanin
Szewc uliczny, Michał Kilian i betoniarz, Stanisław Niedźwiecki, chcąc sobie zrobić zabawę, wzięli do szynkowni znanego idyotę włóczącego się po ulicach, Piotra Jurzyka, upili go wódką i zaprowadziwszy następnie do mieszkania, ubrali w jakiś bronzowy szlafrok, z czerwonem obszyciem, powtykali mu w nieczesaną czuprynę kilka piór kolorowych i pomalowawszy mu twarz czerwoną farbą, wyprowadzili o godz. 4 po południu na ulicę Krakowską. Natychmiast powstało wielkie zbiegowisko, a Jurzyk podpity, ku wielkiej uciesze Kiliana i Niedźwieckiego udawał z powodzeniem Indyanina z cyrku Buffalo Billa. Kres kolosalnej awanturze położył policyant, zabierając go do biura inspekcyjnego, gdzie po umyciu i przebraniu, puszczono go na wolność, obu zaś dowcipnisiów ukarano sześciogodzinnym aresztem.

1 sierpnia gazety podały bardzo krótką relację z meczy footballowego, nie podając nawet wyniku:

Buffalo Bill na boisku Tow. Zabaw Ruchowych
Zapowiedziana partya footballowa pomiędzy drużyną footballową z przedsiębiorstwa p. Cody, a lwowską drużyną odbyła się wczoraj na boisku Tow. Zabaw Ruchowych. Partya zakończyła się zwycięstwem naszej drużyny.

Zaraz potem równie krótko przedstawiono wyjazd Buffalo Billa do Przemyśla na dalsze występy:

Buffalo Bill opuścił nasze miasto
Po wczorajszem przedstawieniu wieczornem, udając się do Przemyśla, Buffalo Bill opuścił nasze miasto.

Przygotowania do odjazdu były nie mniej zajmujące jak i przyjazd. Dość powiedzieć, że w kwadrans po przedstawieniu olbrzymi cyrk był już na wozach; jeszcze publiczność nie miała czasu zejść z siedzeń, a już opadły płótna, zajechały na arenę wozy i bez słowa rozkazu, cicho i z mistrzowską wprawą, zaczęto rozbierać ogromną budowlę. Pracy tej przypatrywało się tysiące publiczności, która wczoraj wypełniła cyrk niemal do ostatniego miejsca.

Została zachowana oryginalna pisownia

Info:
„Buffalo Bil”, William Frederick Cody urodził się w 1846. Osierocony wcześnie przez ojca podjął się pracy: był poganiaczem mułów, przewodnikiem karawan przesiedleńców na Zachód, poszukiwał złota. Brał udział w wojnie secesyjnej. Po wojnie był zwiadowcą w armii amerykańskiej podczas walk z Indianami. Dostał za to Medal Honoru – najwyższe amerykańskie odznaczenie wojskowe.

W 1883 zorganizował widowisko cyrkowe Wild West Show, przedstawiające wydarzenia na Dzikim Zachodzi i do 1916 prezentował je w Ameryce Północnej oraz Europie. W 1906 roku, podczas europejskiej trasy, widowisko Wild West Show pokazywano w Galicji w Tarnopolu, Lwowie, Przemyślu, Rzeszowie, Tarnowie, Krakowie, Bielsko Białej i Cieszynie.

Zmarł William Frederick Cody w 1917 roku.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 17 (333), 13 – 30 września 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.