Spisek porucznika Deblessema. Część 2

-a A+

Kontynuujemy opowieść o historii zbrojnego powstania Polaków w Stanisławowie w maju 1919 roku. Jako źródło wzięto wspomnienia dowódcy Polskiej Organizacji Wojskowej w mieście Antoniego Deblessema.

Czas działać
Po zajęciu Lwowa przez Polaków 21 listopada 1918 roku, działania wojenne toczyły się wokół tego miasta. Ukraińska Armia Galicyjska (UAG) starała się przywrócić sobie stolicę Galicji, obrońcy zaś Leopolis skutecznie się temu sprzeciwiali. Siły walczących były mniej więcej równe i do zimy linia frontu zastygła w miejscu.

Państwowy sekretariat spraw wojskowych mieścił się przy ul. Grunwaldzkiej (pocztówka z kolekcji Ołega Hreczanyka)

Na wiosnę równowaga sił została naruszona – z Francji przybyła armia gen. Hallera, składająca się z Polaków – byłych jeńców, licząca około 70 tys. żołnierzy. Francuzi planowali wykorzystać to wojsko przeciwko bolszewikom, jednak polskie dowództwo zdecydowało inaczej – skierowało armię przeciwko Ukraińcom.

15 maja 1919 roku polskie wojska przerwały front pod Samborem i zajęły Drohobycz. Potem zajęto Stryj i Kałusz. Front szybko zbliżał się do Stanisławowa i w nocy było już słychać kanonadę artyleryjską. UAG doznała porażki i wycofała się na Wschód.

Jak wspomina Deblessem, „24 maja był dla Stanisławowa dniem przełomowym. Niezwykły ruch w wojsku ukraińskim, bieganina, pośpiech, pakowanie rzeczy, zatrwożone twarze i reszta typowych oznak wycofującej się armii dawały podstawy do zastanowienia”. Ruch ten wywołało zajęcie przez Rumunów (sojuszników Polaków) Kołomyi i ich marsz na północ. Ze Stanisławowa do Buczacza pośpiesznie ewakuowano Sekretariat Państwowy ZURL (odpowiednik gabinetu ministrów), znaczną część artylerii i piechoty stacjonującej w mieście i żandarmerię. W mieście pozostał sztab, niewielki oddział piechoty w koszarach przy ul. 3 Maja (przed obecnym Białym Domem), kilkunastu artylerzystów w koszarach na ul. Bilińskiego (ob. Sacharowa), kilka patroli policji wojskowej i Komendantura. POW postanowiło nie tracić czasu i przejąć inicjatywę.

Swój pośród obcych
Nieocenioną pomoc okazał Polakom podpułkownik Walter Bem – oficer sekretariatu spraw wojskowych (odp. Ministerstwa obrony). W tym czasie Bem wykonywał obowiązki szefa sztabu, gdyż jego bezpośredni przełożony był nieobecny. W najgorętszym momencie płk. Gustaw Ciritz pojechał do Wiednia… na urlop.

Jeden z członków POW, dr Dobrucki, przez swego przyjaciela Maksymiliana Mondsteina, który leczył Bema, dowiedział się, że ten sympatyzuje z Polakami.

21 maja w mieszkaniu Dobruckiego miało miejsce spotkanie kierownictwa POW z oficerem. Bem zaproponował swoje usługi w zamian za gwarancje bezpieczeństwa po przewrocie i sprzyjanie w przyjęciu go do Wojska Polskiego. Bezpieczeństwo mu zapewniono, a co się tyczy dalszej służby, „dano mu odpowiedź przychylną, nie pozbawioną nadziei”.

Przed Bemem postawiono takie zadania:

1 – wysłać z miasta wszystkie ukraińskie oddziały zbrojne;
2 – zachować w magazynach zapasy amunicji, prowiantu i materiałów technicznych;
3 – skierować odwrót armii ukraińskiej w kierunku Halicz-Niżniów, ale w żadnym wypadku nie przez Stanisławów.

Ppłk Bem stwierdził, że punkt pierwszy może wykonać szybko, co zaś dotyczy punktu drugiego, to nie leży to w jego kompetencji. Natomiast trzecie zadanie postara się wykonać tak, że jeżeli wojska ukraińskie będą maszerować przez miasto, to jedynie wyznaczonymi ulicami, których listę przekaże POW.

POW nie było zadowolone z takiego obrotu sprawy i nalegało na swoje warunki. Bem obiecał zrobić, co będzie w jego mocy. Swojego słowa dotrzymał – armia ukraińska przeszła lewym brzegiem Dniestru.

Interesujące jest to, że tego zdrajcę trudno nazwać tchórzem. W okresie I wojny światowej służył on w austriackiej kawalerii i trzykrotnie był nagradzany krzyżem „Za zasługi wojskowe”. Do UAG został przyjęty 6 kwietnia 1919 roku, ale chyba ten czeski Niemiec szybko rozczarował się w swym wyborze.

W nr 4 „Kroniki Czerwonej Kaliny” za rok 1931 możemy przeczytać o ppłk. Walterze Bemie: „Ppłk Bem był w kontakcie z kołami polskimi w Stanisławowie i przysłużył im się nadzwyczaj, szerząc w chwilach wahania naszego frontu w maju 1919 roku panikę swymi rozkazami. Po opuszczeniu Stanisławowa przez ukraińską załogę pozostał na miejscu. Polskie dowództwo przejęło go do swych szeregów”.

Ul. Czornowoła 26 – tu mieszkał Dobrudzki i tu zwerbowano Bema (z archiwum autora)

Białe opaski
W nocy na 25 maja cała POW w Stanisławowie została postawiona w stan gotowości bojowej. W tym czasie jej liczebność stanowiła 500 osób, w tym 22 oficerów. Żołnierzom rozdawano karabiny i rewolwery. Na ich uzbrojeniu był nawet jeden karabin maszynowy, który gdzieś „zdobyli”.

Na kilka dni przed powstaniem polskie panny przygotowały około tysiąca białych opasek z czerwonymi literami P.O.W. Był to znak rozpoznawczy i miał być noszony na lewym ramieniu.

Na tajnej naradzie powstańcy uzgodnili, że jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie, to władzę cywilną przejmie Polski Komitet Narodowy, proukraińskiego burmistrza Artura Nimgina miał zastąpić Polak Antoni Sztygar, a powiatowym komisarzem obrano dr. Dobruckiego. Gustaw Dobrucki zrobił później niezłą karierę – został senatorem i ministrem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Opracowano wówczas dokładny plan przewrotu:

I i IV kompanie (każda po 70 osób) pod dowództwem porucznika Hofmokla zajmują koszary przy ul. 3 Maja i Kamińskiego (ob. Franki), szpital wojskowy i pocztę;

II i III kompanie por. Zeidlera zajmują koszary na Zosinej Woli (ob. Konowalca) i Bilińskiego, koszary na Gołuchowskiego (ob. Czornowoła) i więzienie;

V i VI kompanie podchorążego Łozińskiego opanowują magazyny amunicji, arsenał w Unii Halickiej (warsztaty ślusarskie przy ob. ul. Przemysłowej) i dworzec kolejowy;

VII czyli „Belwederska” kompania, dowodzona przez samego por. Deblessema, była najsłabszą. Tym niemniej miała opanować północną część miasta, neutralizując żandarmerię ukraińską rozrzuconą w trzech punktach i Komendanturę. Została wzmocniona oddziałem polskich żandarmów por. Bębenka.

Deblessem rozumiał, że najtrudniej będzie zająć dworzec, na którym przebiegała ewakuacja oddziałów ukraińskich. Dlatego nakazał, by wszystkie kompanie, po wykonaniu swoich zadań, ściągnęły pod dworzec do wspólnego ataku.

Początkowo planowano rozpoczęcie akcji w nocy. Jednak w ostatniej chwili zdecydowano się na akcję dzienną, mając nadzieję na wsparcie niezorganizowanej młodzieży polskiej. Przy tym oczekiwano na wiadomości od ppłk. Bema, jaką drogą będą wycofywać się wojska UAG.

Rankiem dowództwo POW spotkało się u dr. Dobruckiego. Około godz. 10 rano ppłk Bem dał znać: „Ukraińska armia wycofuje się chaotycznie, szybko, niezorganizowanie. Sztab generalny i inne instytucje rządowe cichcem opuściły miasto, a resztki dowództwa mieszczą się w budynku starostwa”.

Taki stan rzeczy całkowicie zadowalał spiskowców i powstanie wybuchło.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 11 (327) 15-27 czerwca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.