Tajny biskup ze Złoczowa

-a A+

Złoczów. W tej świątyni przez 54 lata pełnił posługę ks. bp Jan Cieński (Fot. Stanisław Wodyński)

Tajny biskup ze Złoczowa

W grudniu minie 20 lat od śmierci wybitnego kapłana, którego los związany był nierozerwalnie z Kresami. W 1992 r. zmarł w Złoczowie na Ukrainie, w wieku 87 lat ks. bp Jan Cieński.

W pogrzebie, który odbył się 30 grudnia w tym mieście, w którym zmarły pełnił posługę duszpasterską przez 54 lata – udział wzięło ponad 40 księży z archidiecezji lwowskiej i diecezji kamieńskiej, kilkunastu księży obrządku greckokatolickiego i wyznania prawosławnego.

Żałobnej liturgii przewodniczył metropolita lwowski abp Marian Jaworski, koncelebransami Mszy św. byli: biskup żytomierski Jan Purwiński, biskup kamieniecko-podolski Jan Olszański i biskupi sufragani ze Lwowa: Rafał Kiernicki i Marian Trofimiak oraz kilkutysięczny tłum okolicznych mieszkańców, żegnający swojego kapłana. Atmosferę żalu pogłębiało jeszcze dodatkowo… stanowcze przemilczanie przez ks. arcybiskupa tego, że zmarły był, jak to ujawniono zaraz po jego śmierci – biskupem, głową lwowskiego Kościoła. Z trumny, na polecenie księdza metropolity, usunięto infułę, ofiarowaną przez biskupa przemyskiego. W liturgii egzekwii… nie wspominano o jego godności, chociaż – uczestniczący w niej duchowni obrządku greckokatolickiego modlili się za zmarłego brata biskupa.

Jan Cieński pochodził ze znanego na Kresach rodu, był wnukiem fundatora Muzeum Przyrodniczego we Lwowie Włodzimierza Dzieduszyckiego, z którego córką Marią ożenił się Tadeusz Cieński, polityk, poseł na Sejm galicyjski, działacz społeczny, który był nawet za działalność polityczną internowany przez Austriaków w Gminden, a następnie w obozie w Bozen. Późniejszy senator II RP, ojciec ks. Jana był przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego we Lwowie, podczas pamiętnych walk o to miasto w 1918 roku. 

Wikary, a od 1945 r. proboszcz w Złoczowie ks. Jan Cieński (Fot. Archiwum parafii)Zmarł w 1925 roku. Został, w drodze wyjątku, pochowany na Cmentarzu Orląt Lwowskich w kwaterze dowódców wojskowych, poległych podczas walk z Ukraińcami. Brat ks. Jana – również ksiądz Włodzimierz Cieński był kapelanem II Korpusu gen. Andersa. Duchownymi byli również inni jego bracia cioteczni: Jerzy Czartoryski, Paweł Dzieduszycki, a także wyniesieni na ołtarze przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 1999 r. błogosławieni księża męczennicy: rozstrzelany podczas Powstania Warszawskiego wraz z rannymi, którymi się opiekował – dominikanin o. Michał Czartoryski i zamordowany w Oświęcimiu ks. Włodzimierz Szembek. Czas pokaże czy do grona sług Bożych nie zostanie również zaliczony ks. biskup Jan Cieński. Co raz bowiem liczniej przybywa świadków i pojawia się świadectw jego heroicznych cnót.

Powołanie do stanu kapłańskiego spłynęło na niego stosunkowo późno. Wcześniej, jak przystało na potomka rodziny ziemiańskiej, Jan Cieński ukończył Akademię Rolniczą w Dublanach, po niej szkołę oficerską, potem zapisał się na prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Jednak głos Boga był silniejszy: 26 czerwca 1938 r., po odbyciu pięcioletnich studiów w seminarium, 33-letni Jan Cieński otrzymał we Lwowie z rąk arcybiskupa metropolity lwowskiego ks. Bolesława Twardowskiego święcenia kapłańskie.

Tajny biskup ze Złoczowa ks. Jan Cieński (1905–1992) (Fot. Archiwum parafii)Moi rodzice dobrze go znali, często bowiem przyjeżdżał do Pieniak – majątku położonego nad Seretem, w którym się urodził, a który był wtedy w posiadaniu brata – księdza Stanisława. W administracji gospodarstwa pracował mój ojciec, mama natomiast, kierowała tamtejszą szkołą powszechną. W wyniku nasilenia się aktów ukraińskiego terroru, moi rodzice schronili się w Złoczowie. Tam zbliżyli się jeszcze bardziej do ks. Jana Cieńskiego, który był z początku wikarym, a później został proboszczem tamtejszej parafii pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i któremu przyszło realizować zadania wyznaczone przez Boga w czasach szczególnie trudnych. 

Czas Apokalipsy, który wtedy nastąpił, wypełniony był niewyobrażalnym okrucieństwem, eksterminacją ludności polskiej i żydowskiej, której dopuszczały się dwa totalitaryzmy – bolszewicki i hitlerowski oraz zbrodniami ludobójstwa popełnianego przez nacjonalistów ukraińskich. Obecność tego, okazującego niespotykany hart i bezgraniczne poświęcenie kapłana w miejscach i czasie, kiedy był najbardziej potrzebny, poświadczają liczni świadkowie i autorzy wspomnień z tamtego okresu:

„Sowieci po wybuchu wojny z Niemcami, a przed ucieczką ze Złoczowa, wymordowali wszystkich więźniów, znajdujących się w tym czasie w zamku złoczowskim. Skoro Niemcy zajęli Złoczów, spędzili miejscowych Żydów i kazali im rozkopać świeże jeszcze masowe groby, znajdujące się na dziedzińcu zamkowym, w których leżeli pomordowani. Ks. Cieński został tam wówczas wezwany by odprawić modły nad wydobytymi z mogiły zwłokami. Działo się to w obecności ludności okolicznej, która poznawała swoich bliskich wśród pomordowanych. I ks. Janowi  udało się rozpoznać  „po butach” jego kolegę, księdza z Białego Kamienia. Skoro zostały odprawione egzekwie, a ludzie opuścili miejsce kaźni, Niemcy kazali ustawić się Żydom – grabarzom nad rozkopanymi dołami i wszystkich wystrzelali”.

To była przestrzeń historyczna i geograficzna działalności księdza Jana. Był tam, gdzie najbardziej go potrzebowano. Przychodził z pomocą materialną i duchową.

28 lutego 1944 r. w Hucie Pieniackiej popełniono zbrodnię ludobójstwa! Ks. Cieński zaopiekował się żyjącymi ofiarami ukraińskich czystek etnicznych, popełnionych przy udziale SS Galizjen. Tych, którzy zostali ranni, rozmieszczał w szpitalach, tych, którzy utracili bliskich, pocieszał. Pomordowanych, chowanych w zbiorowych mogiłach, żegnał żałobną liturgią.

Po zakończeniu działań wojennych posługę kapłańską pełnił nawet w bardzo odległej od Złoczowa okolicy. Był jednym z nielicznych w ZSRR księdzem katolickim, którego władze sowieckie jakoś tolerowały. A to za sprawą niezwykłego zbiegu okoliczności, który zaciążył nad całym jego dalszym życiem. Ksiądz bowiem uratował od niechybnej śmierci, a następnie przez pewien czas ukrywał oficera Armii Czerwonej.

Później okazało się, że był to bardzo wpływowy funkcjonariusz NKWD. On to w podzięce za uratowanie życia – otoczył księdza Jana opieką, która chroniła wprawdzie go przed wywiezieniem do łagru, ale nie chroniła przed licznymi szykanami komunistycznych gorliwców. Było to i tak bardzo dużo. Ksiądz Cieński postanowił więc zostać przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Złoczowie. Jego parafianie wyjeżdżali. On trwał z tymi, którzy pozostawali, powodując się różnymi względami – ukraińskim współmałżonkiem, obawą utraty dorobku całego życia, a także z tymi, których Sowieci nie chcieli po prostu do Polski wypuścić. Z biegiem lat przybywało nowych parafian, już Ukraińców. Ksiądz chrzcił, nauczał, dawał śluby, odprowadzał na cmentarz. Kościół w Złoczowie żył, rozwijał się.

30 września 1967 roku, w prywatnej kaplicy prymasów Polski w Gnieźnie ks. kardynał Stefan Wyszyński, w imieniu Stolicy Apostolskiej, konsekrował ks. Jana Cieńskiego na biskupa pomocniczego diecezji lwowskiej. 

Tablica w kościele w Złoczowie (Fot. Stanisław Wodyński)

Uczestnikami tej uroczystości, zachowanej w jak najdalej idącej dyskrecji, byli biskupi sufragani gnieźnieńscy Lucjan Bernacki i Jan Czerniak oraz ks. prałat Władysław Padacz. Nim do tego doszło, Prymas Tysiąclecia, ks. kardynał Stefan Wyszyński zabiegał o przywilej: tajnej konsekracji kapłana, mieszkającego w ZSRR na biskupa jeszcze u papieża Piusa XII. Dopiero w 1962 r. decyzję w tej sprawie podjął Jan XXIII. Katolicy polscy, żyjący w ZSRR, poza Litwą i Łotwą dotkliwie odczuwali brak biskupów. Na Ukrainie nie było żadnego biskupa. Za swego ordynariusza tamtejsi kapłani uważali prymasa Polski i jego imię wymieniali w Kanonie. Ks. prymas wiedział, że na nominację ks. Jana nie zgodzi się rząd ZSRR, stąd podniesienie ks. Cieńskiego do godności biskupa zachowane zostało w najgłębszej tajemnicy. Obawiano się bowiem, że w przypadku ujawnienia jego nazwiska, zostanie uwięziony, zesłany na Syberię, toteż konsekracja nastąpiła w czasie, kiedy ks. Cieński przybył do Polski pod pretekstem odwiedzin żyjącego w Krakowie brata Stanisława.

O tym, że na Ukrainie żyje i działa tajny biskup, ks. prymas powiadomił papieża Pawła VI rok później, nie podając jednak i w tej korespondencji z 10 października 1968 r. jego nazwiska. Papieżowi przekazał ustnie, jak nazywa się nowo mianowany biskup ks. prałat Bolesław Filipiak, ówczesny audytor Roty Rzymskiej, który w sposób równie bardzo potajemny kontaktował się z ks. prymasem. Ks. Jan Cieński powrócił z odwiedzin rodziny w Polsce bez insygniów arcypasterza Kościoła katolickiego. Powrócił do Złoczowa, do bardzo skromnych warunków mieszkaniowych, lecz teraz jego jurysdykcja umocowana została prawem wyświęcania nowych księży.

Bratanek ks. bpa Jana Cieńskiego Tadeusz Cieński rozmawia z osobami, które znały jego stryja (Fot. Stanisław Wodyński)

Jak aktywność tajnego biskupa sufragana Sedi datus-Vacante Sede Metropolitana Leopoliensi ritus latini była odbierana przez władze sowieckiej Ukrainy najlepiej ilustruje fragment jednej z licznych publikacji prasowych zamieszczonej w „Lwowskiej Prawdzie” pod tytułem „Graf Tiemnacho carstwa”, autorstwa niejakiego E. Domitrienka: „Uroczyste dźwięki organów napełniają kościół, ogłaszając początek niedzielnej mszy. Na ambonę wchodzi proboszcz rzymskokatolickiego kościoła w Złoczowie Jan Cieński. 

Dziś tak samo, jak przed laty, głosi chwałę rzymskiego papieża. Grafem temnocho carstwa nazwali ludzie tego księdza. A opinia ludzi ma swoje przyczyny. Ćwierć wieku temu imię hrabiów Cieńskich cieszyło się szacunkiem wśród arystokracji burżuazyjnej Polski i Zachodniej Ukrainy. Ale nie działalnością dla szczęścia ludzi wsławili się Cieńscy, tylko swoimi rodowymi zamkami i olbrzymimi latyfundiami. Przez długie lata pola, lasy, rzeki, gorzelnie, młyny, a także spracowane ręce najemnych robotników przynosiły Cieńskim ogromne dochody.

Rewolucyjne przemiany w życiu Zachodniej Ukrainy zmusiły członków hrabiowskiej rodziny do zmiany rodzaju zajęcia. W ten sposób hrabia Jan został skromnym księdzem Kościoła katolickiego. Ale dostawszy dyplom magistra teologii, były hrabia nie zmienił swoich politycznych zapatrywań, na zawsze zostając wrogiem władzy radzieckiej... Ludziom radzieckim dobrze wiadomo, że papieże rzymscy nigdy nie oznaczali się pozytywnym stosunkiem do pierwszego w świecie państwa robotników i chłopów... Unicestwienie komunizmu – oto, o czym dniem i nocą marzyli i marzą hipokryci z Watykanu. Zgodnie z tym celem dostawali instrukcję jezuici, bernardyni, dominikanie i inni duchowni, ogromna armia misjonarzy „najświętszego tronu papieskiego”. Wiarą i prawdą służyła rzymskiemu papieżowi rodzina Cieńskich. Rozgromienie nacjonalistycznych Niemiec przerwało radość sług Watykanu.

Część z nich, zdając sobie sprawę z osobistej odpowiedzialności za dokonane czyny, uciekła. Drudzy, a w tej liczbie Jan Cieński, zostali „spełniać swój obowiązek” – próbując ochronić wpływ Kościoła katolickiego na Ukrainie. I ksiądz Cieński próbuje... W pocie czoła chce zasłużyć na specjalną łaskę papieża. Utrzymując rozbiegane stado parafian”.

Rosnący autorytet tego wybitnego kapłana wzbudzał zaciekły gniew komunistycznych funkcjonariuszy. Jego współpracownicy byli prześladowani, aresztowani, wywożeni do łagrów. A on sam był szykanowany. Ks. Jan Cieński opiekował się również duchownymi unickimi. Pomagał księżom, którzy po śmierci Stalina wrócili z Syberii. Kościół greckokatolicki był w tym czasie szczególnie zaciekle tępiony na Zachodniej Ukrainie, tych księży, którzy nie przeszli na prawosławie – skazywano na wieloletnie więzienie. Taką cierniową drogę przeszli między innymi księża: Eugeniusz Kosztyszyn, Stefan Pasiecznik, Wasyl Boganiuk i wielu, wielu innych, skazanych za „przestępstwa przeciwko narodowi radzieckiemu”. Dla tych umęczonych, za wierność Chrystusowi duchownych, ksiądz Jan był nie tylko tajnym zwierzchnikiem, ale przede wszystkim wzorem do naśladowania. Dzięki temu, że tajemnica o jego posłudze biskupiej ujawniona została dopiero po jego śmierci – mógł wcześniej wyświecać również księży obrządku greckokatolickiego. To była szczególna misja, która pozwoliła przetrwać w warunkach podziemia temu Kościołowi.

Postać księdza biskupa Cieńskiego zaczyna być otaczana na Zachodniej Ukrainie coraz większym kultem. Jego kanoniczny następca na parafii w Złoczowie ks. Leszek Pańkowski zorganizował w 10. rocznicę śmierci utajnionego biskupa podniosłą uroczystość poświęcenia nowego dzwonu o imieniu Jan!

Dzwon ufundowany został ze zbiórki pieniężnej, przeprowadzonej wśród Ukraińców i Polaków. Wykonany został w Polsce. Od tej pory, dzwon „Jan Cieński” wzywa ludzi do kościoła, do Boga! Przemawia do naszych wschodnich sąsiadów mową, która dla wierzących jest zrozumiała, szlachetnym dźwiękiem przypomina o modlitwie. Miasto, które teraz nierozerwalnie kojarzone jest z jego postacią, powstało w XVI wieku, zbudowane wokół warownej rezydencji, wzniesionego przez ojca króla Jana III Sobieskiego Jakuba, zamku. Była to typowa dla kresowej prowincji miejscowość, w której zamieszkiwali w przewadze Ormianie i Żydzi. Miał Złoczów również w swojej historii słynnego cadyka. Tutaj żył i nauczał w XVIII w. niejaki Jehiel Michael. Potem zasłynął Złoczów w całej Galicji i Lodomerii jako miejsce w którym drukowano, bardzo popularne wśród gimnazjalistów – „bryki” szkolne, zaciekle tępione przez CK profesorów.

Grób ks. bpa Jana Cieńskiego (Fot. Stanisław Wodyński)

Obecnie miasto liczy 24 tys. mieszkańców. Leży na szlaku przecinających się arterii komunikacyjnych, oddalone o 70 km od Lwowa, 50 km od Tarnopola. Byłbym skłamał, jakbym napisał, że jest to miejscowość ładna, schludnie utrzymana, zachęcająca do dłuższego w niej zatrzymania się. Widocznie, magnetyzm tego miasta, nie jest uzależniony od obecnej jego urody. A jednak Złoczów ogniskuje wyobraźnię wielu jego byłych mieszkańców. W Krakowie, w Bielsku-Białej, w Gliwicach, w Londynie, w Grodkowie, we Wrocławiu i w Oławie, z którą to, nawet zawarł Złoczów umowę o współpracy partnerskiej – działają członkowie „Światowego Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Ziemi Złoczowskiej”.

Diaspora złoczowska organizuje festiwale kultury polskiej, obchody jubileuszu Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego, wydaje książki o tematyce złoczowskiej i kresowej, współpracuje z miejscowymi władzami, przychodzi z pomocą biednym i potrzebującym, wspiera istniejącą tam od 1998 r. Sobotnią Szkołę Polską imienia ks. bpa Jana Cieńskiego. Temu wszystkiemu przyświeca postać patrona większości akcji – niezłomnego kapłana ks. bpa Jana Cieńskiego.

Jednym z najpoważniejszych zadań, które stawiali sobie do wykonania kolejni kanoniczni następcy ks. bpa Jana Cieńskiego: było utworzenie w odzyskanym dla wspólnoty religijnej w Złoczowie budynku kolegium popijarskiego Domu Katolickiego. Przedsięwzięcie tyleż doniosłe, co kosztowne! Wcześniej mieściła się w barokowych murach, z których, jeszcze cesarzowa Austrii Maria Teresa wypędziła oo. pijarów – fabryka odzieżowa. Sąsiadujące z kościołem wnętrza kolegium były bardzo zdewastowane, a remont przebiegał pod nadzorem służb konserwatora zabytków. Zamierzenia ks. Leszka Pańkowskiego zrealizował z rozmachem i niebywałą sprawnością ks. Michał Hołdowicz. Jest już odrestaurowana elewacja, wyremontowano i udostępniono na kancelarię parafialną, mieszkanie ks. proboszcza i ks. wikariuszy, pokoje gościnne – pomieszczenia na parterze. Ks. Michał, który z wykształcenia jest również uprawnionym budowlańcem, umiejętnie nadzoruje prace i pozyskuje środki na ich realizację. Dzieło ks. biskupa Jana Cieńskiego w zadziwiający sposób się rozwija. Kościół w Złoczowie się umacnia, przybywa wiernych, dla których ks. biskup jest orędownikiem spraw wnoszonych przez nich do Boga! Bo przecież wierzą w to głęboko, że stoi po prawicy Ojca tajny biskup ze Złoczowa.

Na 27 grudnia, w Złoczowie przewidziane są uroczystości upamiętniające 20. rocznicę śmierci (26 grudnia 1992 r.) tajnego biskupa ze Złoczowa.

Stanisław Wodyński
Tekst ukazał się w nr 23-24 (171-172) 14 grudnia - 14 stycznia

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.