10/04/2014 11:33

-a A+

Dedykacja Maurycego Dzieduszyckiego w książce „Kościół katedralny lwowski”

Matka ubogich. Seweryna Badeniowa

„Były we Lwowie takie wiekowe panie, istotnie tak wyjątkowe, że rozkosz była, i wielka nauka, słuchać ich i patrzeć na ich życie” – wspominał Stanisław Tarnowski. Wśród wielu znakomitych pań wymieniał Tarnowski Sewerynę Agatę z Pietruskich hrabinę Badeniową zasłużoną dla Lwowa filantropkę.

We Lwowie „o dwa domy od kamienicy Christianiego, w domu krawca Kulczyckiego (nieopodal kościoła Bernardynów – B.K.) mieszkali ongi Kazimierzowie Badeniowie” – pisała w pamiętnikach Zofia Szeptycka. Chodziło o Kazimierza Badeniego, krajczego koronnego (1792-1854) i jego drugą żonę hrabinę Sewerynę Pietruską, pieczętującą się herbem Starykoń. To właśnie Seweryna – za swoją gorliwą pracę i oddanie dla wszystkich potrzebujących – zyskała sobie we Lwowie przydomek „matki ubogich”.

Była córką krajczego koronnego Piotra Pietruskiego i starościanki zakroczymskiej Marianny Młockiej, przyszła na świat w 1812 roku. Po ślubie z Kazimierzem Badenim, zaopiekowała się jego dziećmi z pierwszego małżeństwa. Mieli też dwoje wspólnych dzieci – córki Marię i Kazimierę. We Lwowie Seweryna Badeniowa znana była jako ofiarna opiekunka najuboższych mieszkańców miasta, szanowana powszechnie z powodu swej dla nich hojności. Działała w Towarzystwie Pań Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo – najstarszym lwowskim towarzystwie dobroczynnym, założonym w 1858 roku i zajmującym się wspieraniem ubogich. Stowarzyszenie powstało dzięki staraniom Jadwigi z Zamojskich Sapieżyny. Po śmierci założycielki właśnie Seweryna Badeniowa wraz z Anną Dzieduszycką z wielkim oddaniem kontynuowały pracę na rzecz ubogich i kierowały dalszą pracą Towarzystwa. Seweryna została jego przełożoną. Zakres prac wolontariuszek był imponujący. Praca z dziećmi zajmowała bardzo ważne miejsce w działalności Towarzystwa, panie prowadziły żłobki i ochronki dla niemowląt, których matki pracowały; opiekowały się domami sierot i dziećmi szkolnymi; prowadzono przygotowania do pierwszej komunii dla najuboższych, zajmowano się umieszczaniem sierot u opiekunów. Odwiedzano najuboższych w domach, stowarzyszenie pomagało w poszukiwaniu pracy, nauce rzemiosła lub zawodu, panie doradzały w sprawach urzędowych rodakom przybywającym z emigracji do Lwowa. Prowadzono resocjalizacyjne spotkania z więźniami, którymi opiekowały się działaczki.

W chwili, kiedy na cele dobroczynne zgromadzono znaczne kwoty, Towarzystwo przejęło też opiekę nad osobami starszymi. Z ważniejszych zadań warto wymienić załatwianie pomocy lekarskiej i szpitalnej dla osób starszych, wydawanie posiłków ubogim starcom, szycie bielizny dla chorych, opiekę nad osobami umierającymi. Skala opieki działającego pod egidą Kościoła katolickiego towarzystwa wzbudza podziw. Szczególnie w czasach obecnych, kiedy chorymi, starszymi Polakami opiekuje się we Lwowie zaledwie kilka sióstr józefitek i wciąż brakuje chętnych, miejsca i woli do stworzenia domu opieki dla starszych osób przewlekle chorych.

Sama Seweryna Badeniowa zapewniała stałą pomoc i utrzymanie dla 12 ubogich studentów-Polaków. Była gorliwą katoliczką i wielką czcicielką Matki Bożej Niepokalanej. Przetłumaczyła z języka niemieckiego rozprawę teologiczną „O Niepokalenem Poczęciu Najświętszej Maryi Panny”, którą wydano w drukarni Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie w 1859 roku.

Dawny Plac Mariacki. Figura ufundowana przez Sewerynę Badeniową (obecnie w kościele bernardynów) W tym samym roku, aby upamiętnić ogłoszony przez Watykan dogmat o niepokalanym poczęciu Najświętszej Marii Panny, hrabina ufundowała posąg „Matki Boskiej z gwiazdami” na placu Ferdynanda. Rzeźba wykonana w Monachium przez Johanna Hautmanna sprowadzona została do Lwowa i ustawiona na placu Ferdynanda na studni z kamienia trembowelskiego. W 1862 roku zmieniono nazwę placu na Mariacki. Na zamówienie Seweryny Badeniowej identyczna figura, której projekt wykonał Artur Grottger została ustawiona w Krynicy. W uzdrowisku rzeźbę ustawiono w 1864 roku na Górze Parkowej, w zakątku nazywanym Łętówką nad źródełkiem z cudowną wodą.

„Łatwość pióra, trafność i dowcip w pismach i rozmowie, odznaczały tę panią i dawały jej wielką przewagę w rodzinie i w życiu towarzyskim” – pisał o niej Ludwik Dębicki. W życiu rzeczywiście miała wielką przewagę. Zaprzyjaźniona była ze znanymi lwowskimi rodzinami, swoją szczerością i ujmującym usposobieniem zjednywała sobie kolejne pokolenia i stawała się powiernicą rodziców, dzieci i wnuków – wszyscy oni zwracali się do niej po rady i wsparcie. Przyjazna i pełna dobroci, słowem i czynem wspierała zarówno bliskich, jak też osoby zupełnie obce. Znana była też ze swej szczerości i weredyczności, dowcip jej potrafił być cięty. Opowiadano we Lwowie o słownych potyczkach pomiędzy Badeniową, a zaprzyjaźnioną z nią księżną Jadwigą Sapieżyną. Powiedzonka Badeniowej wchodziły do słownictwa lwowskiego, a z zapasów słownych wychodziła zwycięsko, bo jak mówiono dowcip był u Pietruskich dziedziczny. „Pani Seweryna Badeniowa wreszcie, miała ten wdzięk osobny, że pobożność i dobroczynność wielką łączyła z humorem najweselszym, z dowcipem najświetniejszym, najsubtelniejszym, najbardziej oryginalnym” – potwierdzał opowieści przywódca konserwatystów krakowskich, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław Tarnowski.

Badeniową niezwykle szanowano w kręgach arystokratycznych. To właśnie jej zadedykował swoją pracę „Kościół katedralny lwowski” Maurycy Dzieduszycki. Zajmowała się działalnością oświatową, zakładaniem szkółek i promowaniem czytelnictwa dla dzieci. We Lwowie i Krakowie drukowała wiersze dla ochronek („Wianek ze swojskich kwiatów” wydano w 1855 w Krakowie). Krótkie wierszyki dla dzieci umieszczała w lwowskim „Dzwonku” wydawanym przez Walentynę Horoszkiewicz. Z myślą o dzieciach przygotowywała teksty do rodzinnych szopek, będące pierwszą lekcją historii Polski. Dla dorosłych tłumaczyła komedie i rozprawy, z których „Dumanie nad prawdą o duszy i Bogu” wydano w Warszawie w 1858 roku. Pisała też popularne dzieła o tematyce religijnej dla rzemieślników.

Nekrolog Seweryny Badeniowej w „Gazecie Lwowskiej”

Zaabsorbowana działalnością na rzecz innych nie przywiązywała uwagi do pieniędzy. W rodzinie Fredrów powtarzano opowieść, jak to Badeniowa jadąc razem z mężem z ulgą usłyszała wiadomość o zagubieniu przez niego na polu podczas popasu sakiewki z 10 000 tys. florenów. Mąż zawrócił z nadzieją, że sakiewkę odnajdzie, a tymczasem Seweryna Badeniowa ruszyła na piechotę do pobliskiej Beńkowej Wiszni w odwiedziny do Zofii Fredro – „tego dnia prosiła Opatrzność, aby pozwoliła jej spotkać się z Aleksandrową i Opatrzność nie zawiodła”! A drobiazg w postaci zgubionych 10 000 florenów nie był w stanie zepsuć jej nastroju.

W Poniedziałek Wielkanocny zwyczajem lwowskim odwiedzano znane domy. W domu Seweryny Badeniowej również gromadzono się na tradycyjne lwowskie „święcone” smakowite i o „rzadkiej – jak pisał krakowski „Czas” – dziś okazałości”.

Hr. Badeniowa umarła dzisiejszej nocy napisała 17 stycznia 1878 roku „Gazeta Narodowa”: „czyniła nieskończenie wiele dla ulżenia nędzy, ale czyniła to cicho, trzymając się ewangelicznej zasady, że lewica nie powinna wiedzieć o tem co czyni prawica. Nie tylko hojnie szafowała w tym celu własnym majątkiem, ale nadto, umiała wyjednywać znaczne datki od możnych tak w kraju jak i poza krajem. Toteż żal jest powszechny w naszym mieście, żal, który z pewnością podzieli kraj cały na wiadomość o zgonie tej tak ze wszech miar zacnej i godnej jak największego szacunku i poważania matrony. Cześć jej pamięci!!”

„We krwi, w sercu nie umiała, nie mogła być inną, wszystko co polskie, a poczciwe obok niej było ogrzane”.

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 202 31 marca – 14 kwietnia 2014