-a A+

Julian Oktawian Zachariewicz – zapomniany ojciec polskiej architektury

Kastelówka – ogromne przedsięwzięcie zrealizowane przez Zachariewicza oraz jego wspólnika, Jana Lewińskiego. Wspólnicy, a także wieloletni przyjaciele kupili od pewnego Włocha o nazwisku Castello ogromny, oddzielony od podmiejskiego obszaru stawami i moczarami zupełnie niezaludniony teren, znajdujący się pośród wąwozów i wzgórz. Część tych nieużytków przekształcona już była w Park Stryjski, a mówimy teraz o obszarze zlokalizowanym nieco na zachód zwanego potocznie „Bajkami”.

Nazwa ta nieco przewrotnie dotyczyła „bajecznego” błota czy podobnego „bezpieczeństwa” w związku z pojawiającymi się tam lwowskimi rzezimieszkami. Zachariewicz i Lewiński podzieliwszy teren na działki, zamierzali projektować domy i sprzedawać je razem z parcelami. Jak wspominał Adam Krajewski: „I oto ledwie 20 lat minęło a na gruzach Bajek stanęło niemal nowe miasto, nawiasem mówiąc ładniejsze od rodzimego Lwowa (...) dzielnica dziesiątkami smukłych willi strzelająca”. Najpiękniejszym domem, który na Kastelówce powstał była willa własna Profesora zbudowana jako prezent dla ukochanej żony Ludwini. Jak już wspominałem – Zachariewicz zaprojektował gmach Politechniki w rok, natomiast projekt Julietki powstawał przez 5 lat. Willa była – niestety celowo używam czasu przeszłego, najpiękniejszym domem Kastelówki i absolutnie jak na owe czasy nowatorskim budynkiem. Począwszy od nowoczesnych rozwiązań jak system centralnego ogrzewania poprzez zastosowane materiały a także fakt, że każdy bok domu był fasadą i to nawiązującą do innego stylu! Po wojnie niestety budynek został najpierw przekształcony w państwowe przedszkole a następnie był w gestii Służby Bezpieczeństwa. Brak remontów przez ponad 70 lat doprowadził willę niemal do ruiny, dzisiaj właścicielem jest obywatel Ukrainy który przez chwilę prowadził w niej hostel, obecnie obiekt jest ponoć wynajmowany prywatnej firmie. Po pięknych ogrodach, do których Julian sprowadzał rośliny z całej Europy, również nie ma śladu, teren został od domu oddzielony i w czasach socjalistycznych wybudowano na nim paskudny budynek służący do dziś jako przedszkole.

Warto dodać, że wspólnicy przekazali bezpłatnie jedną z działek przy ulicy Issakowicza pod budowę „Domu Techników”, który to dom został oddany do użytku jeszcze za życia Profesora w 1895 roku.

W 1882 roku Wydział Krajowy na wzór Uniwersytetów ze Lwowa oraz Krakowa zwrócił się z formalnym wnioskiem o przyznanie rektorowi stałego udziału w obradach tzw. głosu wirylnego. Na pozytywne jego rozpatrzenie trzeba było czekać aż do 19 stycznia 1896 roku. Nikt jednak nie śmiałby zabronić Profesorowi takiego udziału, jeśli byłoby to jego wolą. Zachariewicz nie dość że był wówczas znany przez niemal wszystkich mieszkańców Lwowa, to szacunek i podziw miał zapewniony dożywotnio. Potęgowały go opinie studentów o swoim dziekanie. Ważną datą jest również rok 1883 – wówczas to Julian wszedł do parlamentu wiedeńskiego jako poseł, pierwszy polski inżynier w jego składzie.

Julian nie projektował zbyt wiele. Jego powołaniem było nauczanie innych. Studenci często wyjeżdżali ze swoim Profesorem poza mury uczelni. Z jednej z eskapad Julian napisał pracę pt. „Wycieczka do Załukwi, Halicza i na Kryłos”. Nie oznacza to, że projektowanie całkowicie zarzucił. Spod jego ręki wyszedł projekt pałacu Reyów w Psarach, pałacu w Raju, przebudowy willi Tyszkiewiczów w Wilnie, renowacji zamku w Husiatynie, kościoła pw. św, Michała Archanioła w Zarzeczu ufundowanego przez Dzieduszyckich. Hrabia Tadeusz Dzieduszycki był współfundatorem cerkwi św. Pareskewy znajdującej się w Żelechowie Wielkim. Projekt wykonał Julian Zachariewicz a zamówił go... Jan Zachariasiewicz. W 1877 roku ukończono budowę Synagogi Tempel w Czerniowcach, którą kierował sam Profesor. Mury tego budynku były tak silne, że mimo decyzji w 1945 roku o zburzeniu świątyni, nie poddały się. Synagoga została zatem przebudowana. Obecnie mieści się tam kino „Czerniowce”. W Polsce oprócz kościoła w Zarzeczu możemy spotkać ślad twórczości Juliana w Tarnowie, a konkretnie w jego najokazalszym budynku czyli Katedrze. Katedra została gruntownie przebudowana, a projekt przebudowy oraz opiekę na wykonawstwem powierzono Zachariewiczowi. Sakralny obiekt mocno „urósł”, a uwagę przykuwa złota korona ku chwale Franciszka Józefa I. Można by rzec, że panowie po latach się „dogadali”, jednak od razu to zdementuję. Pradziadek nigdy czegoś takiego by nie zrobił na cześć zaborcy. Umieszczenie korony nastąpiło w rok po śmierci Juliana, a decyzję podjęło duchowieństwo diecezji tarnowskiej. Co do samego Juliana i Franciszka – można spotkać się z anegdotą, że pierwsza międzymiastowa rozmowa pomiędzy Lwowem a Wiedniem to właśnie rozmowa Profesora z Cesarzem. Kolejny znany budynek zaprojektowany przez pradziadka, to willa Jana Styki we Lwowie. Ciekawie jest w nim umieszczone ogromne okno pracowni. Życzeniem malarza było aby skierować je w taką stronę, żeby przez żaden moment dnia nie wpadało doń światło słoneczne. Nie są to potwierdzone informacje, ale ponoć między Julianem a Janem doszło do pewnego nieporozumienia, mianowicie Jan projekt domu zamówił – nie dysponował jednakże gotówką aby za ów projekt zapłacić. Koniec końców kompromisem stało się namalowanie przez artystę portretów imponujących rozmiarów (140x70) zarówno Profesora jak i Jego żony Ludwini. Inny z obrazów mistrza zakupił jeszcze Lwowski Magistrat, aby podreperować stan finansów artysty i umożliwić mu rozliczenie się z Profesorem. Obrazy profesorskiej pary wywędrowały ze Lwowa w 1938 roku wraz z najmłodszym synem Juliana Oktawiana na Pomorze. Odnalazły się kilka lat temu w galerii w Sopocie, niestety nie byłem w stanie ich odzyskać, gdyż płótna nie posiadają żadnej monografii. Nabył je prywatny inwestor. Szczęśliwie współwłaściciel galerii wykonał przed sprzedażą profesjonalne zdjęcia i dzięki temu mam obecnie w domu ich kopie.

„Zabytki Sztuki w Polsce” to publikacja pochodząca z 1885 roku. Ważna praca używana do dziś w celach dydaktycznych. Zawiera ona bowiem zebrane pod kierownictwem Juliana pomiary i rysunki różnorakich budynków. Cenione zwłaszcza przez Ukraińców są rysunki starych cerkwi, właściwie to Profesor odkrył piękno drewnianych świątyń – dość powiedzieć, że stosunkowo niedawno jedną z nich odrestaurowywano na podstawie właśnie rysunku Juliana.

Zachariewicz uważany jest także za prekursora konserwatorstwa zabytków. W 1887 roku przeprowadzono gruntowny remont oraz przebudowę najstarszej lwowskiej świątyni katolickiej – kościółka Jana Chrzciciela znajdującego się nieopodal Wysokiego Zamku. Co ciekawe, jeśli można się dzisiaj spotkać z krytyką czegokolwiek autorstwa Juliana, to właśnie jest to owa przebudowa jak i przebudowa kościoła Matki Boskiej Śnieżnej. Znawcy kwestionują słuszność nadania cech romańskich, a przecież Profesor wychodząc z założenia okresu w którym kościółek Jana Chrzciciela był budowany jak i mając wzgląd na jego fundatorkę – księżną Konstancję pochodzenia węgierskiego (ówczesną żonę panującego księcia Lwa) uznał, że wpływy węgiersko-romańskie powinny przeważać nad kijowsko-bizantyjskimi. Pragnę zwrócić uwagę, że w XIX wieku nie tylko nie było powszechne, ale wręcz nie miało miejsca odrestaurowywanie zabytków. Obiekty były przebudowywane lub usuwane, jak choćby mury obronne mojego rodzinnego Krakowa...

Profesor nie tylko rysował, ale malował też obrazy. W domu potomków z linii Alfreda do dziś znajduje się naprawdę dobra kopia obrazu pewnego XIX wiecznego malarza.

Do budowy stosował znakomite materiały absolutnie najwyższej jakości jak nieotynkowane cegły w różnych kolorach, czy majolikowe wstawki (patrz dom Styki). Interesował się ceramiką. Posiadał ogromny zbiór fajansowych dzbanów huculskich. Kilka z nich przetrwało do dziś, a jeden w doskonałym stanie. Projektował piękne i skomplikowane kraty. Jak wcześniej mówiłem szczytem dbałości o detal jest biblioteka w gmachu Politechniki. Pomieszczenie z dębowym stropem z imitacją intarsji, ciekawie zaprojektowane szafy biblioteczne. Dla siebie samego zaprojektował fotel oraz biurko przy którym pracował. Do Julietki zwoził wschodnie dywany, na terenie ogrodu oprócz wspaniałych roślin o których już wspominałem była również pieczarkarnia.

Wróćmy jednak do projektowania. W latach 1888-1891 powstał gmach Galicyjskiej Kasy Oszczędności, uważany za szczytowe osiągnięcie Profesora. Znajdziemy w nim niebywale bogato zdobioną klatkę schodową. Budynek oprócz tego że przepiękny – był również bardzo funkcjonalny. Jeśli staniemy z lewej strony wejścia i popatrzymy w górę – zauważymy umiejscowioną na elewacji płaskorzeźbę z wizerunkiem Profesora projektu Marconiego.

W zbiorach rodzinnych znajdują się również rysunki z „Wycieczki w powiat sokalski”, jednej z galicyjskich ekspedycji Profesora z jego studentami. Ukazane są na nich: Kościół i klasztor Bernardynów w Sokalu, święta figura w Siebieżowie, stara cerkiew w Warężu, a także malutki kościółek ariański w Bełzie. Na uwagę zasługuje fakt, że na jednej z wypraw ze studentami Julian zobaczył młodego chłopca, który podczas wypasania krów z zapałem rzeźbił coś w kawałku kamienia. Pradziadek zwrócił uwagę na jego (Grzegorza Kuźniewicza) talent, wybrał się do rodziców z prośbą o możliwość zajęcia się jego wykształceniem. Po uzyskaniu zgody pomógł chłopcu uzyskać stypendium Wydziału Krajowego i rozpocząć naukę w Państwowej Szkole Przemysłowej we Lwowie. Już podczas praktyk zaczął pracować w warsztacie znanego polskiego rzeźbiarza Juliana Markowskiego. Wraz z nim pracował przy realizacji rzeźb w wielu miejscach publicznych we Lwowie, m.in. posągu „Fortuny” do wnętrza Kasy Oszczędnościowej, szczytu fasady Pałacu Sztuki i pomnika J. Kilińskiego w Parku Stryjskim.

Rok 1894 to rok wielkiego wydarzenia we Lwowie. Odbyła się tam wówczas Powszechna Wystawa Krajowa. Była to manifestacja dorobku Narodu a także Jego żywotności, a Profesor jako zagorzały patriota mocno się zaangażował w jej organizację. Zaprojektował wieżę wodną, a także kilka pawilonów. Latem odbyły się obchody stulecia kościuszkowskiego, a także pięćdziesięciolecia Politechniki. Uczelnia tuż przed tą datą zrównała się w prawach absolwentów z podobnymi uczelniami z Europy, a na uroczystościach pojawili się przedstawiciele z Wiednia, Budapesztu i Czerniowiec.

Wrzesień 1894 roku to epidemia cholery, pierwsza od dwudziestu lat – której pokłosiem było zarażenie 92 osób, z których zmarło 75. To wynik zdecydowanie niższy niż w roku 1831 – 2622 ofiary, czy 1851 – 2544 zmarłych. Tym razem władze miejskie stanęły na wysokości zadania, niestety o czym wcześniej wspominałem – zachorował także pierworodny Profesora Viggo. Udało mu się przeżyć, jednakże jego organizm był tak wycieńczony chorobą, że w marcu 1895 Viggo Zachariewicz zmarł na zapalenie płuc. W 1894 roku córka z pierwszego małżeństwa Anna wyszła za mąż za adwokata Włodzimierza Godlewskiego. Anna Godlewska to córka, która cudem przeżyła po fatalnym w skutkach porodzie swojej mamy. Jeśli spojrzymy na drzewo genealogiczne, stwierdzimy jak wspaniale się stało, że udało się wówczas dziewczynkę uratować. Anna żyła 87 lat, wraz z mężem wychowali trzech wspaniałych synów. Szczególnie jeden z nich – Julian Godlewski przysłużył się Polsce, o mało nie został też współwłaścicielem potentata światowego Thyssen Krupp – ale to zupełnie inna historia. Po dziś dzień żyje kilkadziesiąt osób – potomków 41 Włodzimierza i Anny. Znajdziemy wśród nich nazwiska Estreicher, Romanov, Biliński, Smoliński, Gromnicki... W 1896 roku żeni się drugi syn – Alfred. Jego wybranką zostaje Julia Marta Amme z Hamburga. Alfred to wspaniały późniejszy architekt, który talentem dorównał ojcu – choć wyraźnie się od niego odcinał. Profesor nie „skalał się” projektowaniem kamienic czynszowych, formy której serdecznie nie lubił – Alfred chętnie to robił. Alfred po śmierci Juliana przeszedł pod opiekę zawodową do wieloletniego wspólnika Profesora – Jana Lewińskiego. Projektowanie jak i czasy się zmieniły, między innymi zaczęto używać wówczas całkiem nowego materiału jakim był żelbeton – a firma „Alfred Zachariewicz i Józef Sosnowski” miała wyłączność na używanie tego materiału we Lwowie. Przedsiębiorstwo stawiało postument pod lwowskim pomnikiem Mickiewicza, jak również konstrukcję pod tamtejszym dworcem, wybudowało w Polsce wiele mostów. Niektórzy lwowscy przewodnicy twierdzą wręcz, że Lwów można podzielić na ten przed i po Zachariewiczach... Alfred mimo ogromnego sukcesu zawodowego, do końca życia pozostawał pod silnym wpływem świętej pamięci ojca. Z przekazów rodzinnych wiem, że każdego roku w wigilię siadał w ojcowskim fotelu i godzinami bez słowa wpatrywał się w portret Juliana. Z ciekawostek należy przytoczyć opowieść, jak niezależność finansowa uchroniła Alfreda przed śmiercią. Rok 1917 zastał go w Rosji, gdzie jak wiemy rozpoczęła się rewolucja. Alfred był zagrożony, ostatecznie był przedstawicielem społecznej klasy, której rewolucjoniści serdecznie nienawidzili. Chciał koniecznie wrócić do Lwowa, w związku z tym wynajęto cały wagon w jednym z pociągów, oklejono go informacjami mówiącymi o tym, że w środku znajduje się chory na trąd pasażer. Alfred szczęśliwie dotarł do Lwowa, udało mu się też przeżyć wojnę. Zmarł równo po 100 latach od urodzin swego ojca w 1937 roku, niestety z powodu braku poważnej pracy naukowej dotyczącej tych wspaniałych dwóch architektów panowie są czasem myleni, lub też podciąga się ich dorobek pod jedną osobę. Druga żona a moja prababcia zmarła w roku 1922, natomiast jeśli chodzi o dzieci z drugiego małżeństwa – to Helena urodzona w 1879 zmarła bezdzietnie w 1929, natomiast najmłodszy syn, a mój dziadek Julian Edwin Zachariewicz urodzony w 1883 roku, został w 1939 aresztowany przez Niemców w Pelplinie i słuch po nim zaginął.

Wraz z końcem 1898 roku na Politechnice obchodzono trójjubileusz profesorów Leonarda Marconiego, Juliana Niedźwieckiego oraz Juliana Zachariewicza. „Kto wówczas widział go pełnego fantazji i życia, z rozpogodzonym obliczem z którego błyszczała energia zapowiedzi do dalszej zawodowo-obywatelskiej pracy, ten nie mógł przypuścić, aby niezgłębione wyroki Opatrzności nagłym swym ciosem przeciąć miały twórczą przędzę tego zasłużonego żywota – wydzierając z grona rodziny tak ukochanego męża i rodzica, odbierając Polskiej Szkole Politechnicznej genialnego Profesora i społeczeństwu Wielkiego Obywatela” – to część mowy pogrzebowej. W nekrologu przeczytać także można było: „...Kto nie znał Zachariewicza we Lwowie z Jego wszechstronnej obywatelskiej działalności złączonej z postępowym rozwojem miasta od lat kilkudziesięciu, w którym zakątku kraju całego posłannictwo Zachariewicza nie zaznaczyło się w dodatni sposób, kto poza granicami kraju, szerszym poglądem na postęp architektury budownictwa i przemysłu artystycznego w drugiej połowie bieżącego stulecia zajmujący się, nie znał Zachariewicza jako Profesora Architektury na jedynej polskiej Politechnice (...) Jakim był Zachariewicz Profesorem, Architektem i Obywatelem świadczą szeregi Jego prac w dziedzinie szkolnictwa, architektury, przemysłu artystycznego i keramicznego zainicyowanych i przeprowadzonych, dowodzi tego nie mniej niezmordowana – stała, tyloletnia, a wydatna praca jego, jako radnego stolicy i kraju, konserwatora zabytków sztuki, organizatora i dotychczasowego przewodniczącego Muzeum Przemysłowego Miejskiego, gotowego i czynnego a poświęcenia pełnego członka tylu Towarzystw i Komisyi. Jak wysoko ceniono Zachariewicza wiedzę zawodową na katedrze budownictwa w Politechnice naszej, niech świadczy następujący szczegół: Oto znany i ceniony architekt i budowniczy – profesor Doderer, jako dziekan Wydziału Budownictwa na Wiedeńskiej Politechnice w roku 1880 rzekł do nowo zapisującego się Polaka: „Dlaczego przychodzisz z Krakowa do Wiednia, a nie do Lwowa? Tam masz doskonałego architekta Zachariewicza jako profesora!”. Skutek był taki, że krakowianin tego samego roku pojechał na studia do Lwowa. Tak oceniali Zachariewicza obcy”.

Profesor Julian Oktawian z Lwigrodu Zachariewicz zmarł w wieku 61 lat 27 grudnia 1898 roku. Zmarł jako człowiek o którym krążyła opinia, że jednoosobowo zastępował całe instytucje. Po kilku tygodniach obowiązki Profesora na uczelni objął jego uczeń – Tadeusz Obmiński.

Wydaje się, że całkowite zapomnienie o Julianie Oktawianie Zachariewiczu jest brakiem dbałości o naszą historię. Ostatecznie całe pokolenia późniejszych inżynierów i architektów miały doskonały wzorzec w postaci jego prac a także studentów, którzy „wyszli” spod jego ręki i swego mistrza tak uwielbiali. Oprócz braku jakiejkolwiek publikacji, nie ma choćby skweru jego imienia w Polsce. We Lwowie jest ulica Zachariewicza, choć w innym miejscu niż była przed wojną. Tam pamięta się o lwowskim mistrzu, organizuje wystawy i coraz częściej efektem braku naszego zainteresowania jest swego rodzaju „przywłaszczanie” sobie jego postaci. Niedawno, bo w 2017 roku podczas obchodów 180 rocznicy urodzin ukazał się artykuł „Julian Zachariewicz, nasz Halicki bohater”. Nie pozwólmy na to! Zachariewicz to Polak i patriota o czym świadczy przedstawiona wyżej krótka biografia, napisana wg obecnie posiadanej wiedzy przez jego prawnuka.

Dziękuję Pani Elżbiecie Gromnickiej z Warszawy za udostępnienie materiałów zebranych przez Krystynę Jurasz-Dąmbską.

Sławomir Zachariewicz
Tekst ukazał się w nr 11 (327) 15-27 czerwca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.