-a A+

Zapomniany przez wszystkich osiemdziesięciopięcioletni ociemniały starzec ks. Samuel Manugiewicz zmarł 24 grudnia 1956 roku w Kutach.

Przy złożeniu jego zwłok w rodzinnym grobowcu w starej części cmentarza obecna była tylko nieliczna gromadka staruszek Ormianek i Polek. 

Odszedł ostatni w Kutach przedstawiciel tej zasłużonej dla miasteczka rodziny, rodowity Ormianin, potomek założycieli tej miejscowości. Losy jego były niezwykłe, a zarazem bardzo charakterystyczne dla jego pokolenia. Przeżył on nie ruszając się z miejsca urodzenia rządy austro-węgierskie, polskie, pierwszych Sowietów, Niemców i znów Sowietów. Jego znał w Kutach każdy i on znał tutaj wszystkich.

Samuel Manugiewicz urodził się w rodzinie ormiańskiej, która prawie w każdym pokoleniu miała „swego księdza”. Była to już tradycja. Imię na chrzcie otrzymał ze Starego Testamentu, co było bardzo popularne i rozpowszechnione wśród Ormian galicyjskich. Studia teologiczne odbył we Lwowie w seminarium rzymskokatolickim. Równolegle studiował na wydziale teologicznym Uniwersytetu Lwowskiego. W 1895 roku został wyświęcony przez arcybiskupa Izaaka Isakowicza i został wikarym przy Katedrze Ormiańskiej we Lwowie. Wkrótce awansował na stanowisko notariusza Kurii Arcybiskupiej. Następnie został wysłany przez proboszcza na ormiańską placówkę do Tyśmienicy, gdzie dokonał remontu starego kościoła i przebywał tam przez całą I wojnę światową. W 1917 roku arcybiskup Józef Teodorowicz mianował go proboszczem w rodzinnych Kutach.

W końcu XIX wieku w Kutach mieszkało blisko 1800 Ormian, działała szkoła ormiańska, około 100 osób rozmawiało jeszcze biegle w języku ormiańskim. Kościół Ormianie zbudowali w 1791 roku. Konsekracji świątyni pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP dokonał lwowski arcybiskup Walerian Tumanowicz. Bardzo popularny i czczony był słynący łaskami obraz św. Antoniego Padewskiego, którego uważano za drugiego patrona parafii i specjalnego opiekuna Ormian Kuckich. Odpust na św. Antoniego zbierał tłumy ludzi wszystkich trzech obrządków katolickich.

Ks. S. Manugiewicz był bardzo aktywnym człowiekiem i społecznikiem. Jednym z pierwszych występował na rzecz rozwóju miasteczka jako miejscowości letniskowej. Z jego inicjatywy w roku 1931 przeprowadzono renowację świątyni. W 1928 roku ludność pokucka wybrała go do Senatu II Rzeczypospolitej i godność senatorską pełnił do czasów upadku państwa. Za swoja pracę społeczną odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi. W Kutach mianowano go honorowym obywatelem, zaś w 1938 roku wybrano burmistrzem. Niezwykła sprawa – ksiądz, burmistrz i senator w jednej osobie! W 1933 roku arcybiskup Józef Teofil Teodorowicz mianował go dziekanem kuckim i kanonikiem honorowym kapituły we Lwowie.

We wrześniu 1939 roku zawalił się świat, w którym urodził się i żył ksiądz Samuel. Jeszcze ostatni letnicy wyjeżdżali w pośpiechu do swoich domów, gdy napłynęły już tłumy uchodźców, którzy starali się przekroczyć granicę i dostać się do Rumunii. Tutaj trzeba przypomnieć, że Kuty leżały przy samej granicy. Od świątyni ormiańskiej tylko kilkaset metrów do granicznego mostu na Czeremoszu. Za cywilną ludnością na stronę rumuńską pociągnęły oddziały wojskowe, zaś 16 września do Kut przybył Rząd Rzeczypospolitej na czele z prezydentem Ignacym Mościckim i wodzem naczelnym Edwardem Rydzem-Śmigłym. Ostatnie na terenie kraju dramatyczne posiedzenie Rządu odbyło się na plebanii greckokatolickiej. Senator Samuel Manugiewicz był obok. W dniu następnym długi łańcuch samochodów rządowych przekroczył granicę na moście kuckim. Żegnał ich, stojąc po polskiej stronie, ksiądz S. Manugiewicz. Żegnał jako senator, pobłogosławił jako ksiądz. Sam zaś pozostał ze swoimi parafianami „na dobre i na złe”.

Po wkroczeniu Sowietów zaostrzono kontrolę, łapano uciekinierów, którzy przez „zieloną granicę” starali się przedostać do Rumunii. Ks. Manugiewicz aktywnie pomagał takim ludziom. Nie wszystkim jednak udało się wydostać na drugi brzeg Czeremoszu. W 1940 roku został zastrzelony przez sowiecką straż graniczną ormiański ksiądz Bogdan Agopsowicz, który pochodził z Kut, był wikarym przy katedrze lwowskiej, aktywnie działał w konspiracji. Na cmentarzu w Kutach leży też znany polski pisarz Tadeusz Dołęga-Mostowicz, autor słynnych „Znachora”, „Kariery Nikodema Dyzmy”, i „Pamiętników Pani Hanki”. Zastrzelony został w dniu 18 lub 19 września 1939 roku obok kościoła ormiańskiego w Kutach przez nieznanego „krasnogo komandira”. Chował go ksiądz Manugiewicz.

A w roku 1944 stał się cud. Opisuje tamte wydarzenia p. Anna Danilewicz, która po wojnie zamieszkała we Wrocławiu. Otóż ona wspomina: „Była zima roku 1944. Wojska sowieckie stały już w Śniatynie, 40 km na wschód od Kut. Rodziny ormiańskie schroniły się wraz z księdzem S. Manugiewiczem w kościele ormiańsko-katolickim i modliły się gorąco do św. Antoniego Padewskiego. Czasy były niepewne. Zginąć można było w każdej chwili. Front był obok. Działała partyzantka ukraińska i radziecka. Zabito około 200 ludzi – Polaków i Ormian. Ludzie przeżywali niesamowity strach. W kościele kończyła się żywność i woda, a końca niepewności nie było widać. W Śniatynie zaś, gdzie stacjonowały wojska sowieckie, przyszedł do dowódcy oddziału katolicki zakonnik i powiedział o Ormianach w Kutach i ich księdzu i poprosił, żeby pośpieszyli im na pomoc. Ponieważ mieli się posuwać na zachód, wyruszyli w tym kierunku. Kiedy ludzie będący w kuckim kościele otworzyli drzwi, to pytali skąd żołnierze dowiedzieli się o ich modlitwach do Pana Boga. Żołnierze mówili, że w Śniatynie przyszedł do nich z ta wiadomością jakiś ksiądz. Kiedy żołnierze spojrzeli na ołtarz, w którym był obraz św. Antoniego, razem zawołali „O, tu macie jego fotografię?! To on właśnie był u nas w Śniatynie i prosił o pomoc dla was!”.

Władze sowieckie prowadziły działania, dążąc do pełnej likwidacji Kościoła ormiańskokatolickiego. Księży prześladowano i aresztowano. W 1944 roku „Smersz” aresztował w Bukareszcie ks. A. Łukasiewicza, proboszcza w Czerniowcach, z którym ks. S. Manugiewicz współdziałał w sprawie przerzutów ludzi przez „szeroką granicę”. W lipcu 1945 roku przy niewyjaśnionych okolicznościach zginął w Brzeżanach ks. S. Egulian. 21 sierpnia 1945 roku NKWD aresztowało ks. Kanonika K. Romaszkana, zaś 26 listopada zatrzymano wikariusza generalnego archidiecezji ormiańskiej ks. infułata Dionizego Kajetanowicza i kanclerza kurii ks. Wiktora Krapińskiego. Inni księża ormiańskie ze Lwowa, Stanisławowa, Horodenki, Tyśmienicy, Lyśca i Śniatynia pośpiesznie wyjechali do Polski. Został na swoim posterunku tylko ks. S. Manugiewicz – senator kraju, którego już dawno nie było. Odprawiał każdego dnia w swojej świątyni, patrzył jak ubywa wiernych. Ludzie w pośpiechu zostawiając wszystko wyjeżdżali do Polski. W 1939 roku w Kutach mieszkało 11 tysięcy osób, z nich 2,5 tys. – Żydzi, 3 tys. – Ukraińcy, 3,5 tys. – Polacy i 1,5 tys. – Ormianie. W 1991 roku, kiedy Ukraina uzyskała niepodległość, w Kutach mieszkało około 4 tys. „obywateli sowieckich”.

W 1947 roku odebrano księdzu kościół i zamieniono go na magazyn. Ksiądz ociemniał, żył całkiem zapomniany, odwiedzały go nieliczne staruszki. Obcowanie z takim „podejrzanym człowiekiem” groziło nieprzyjemnościami, nowa władza patrzyła na to wrogo.

W 1955 roku wrócił z łagru w Norylsku ks. Kazimierz Romaszkan, zatrzymał się w Kutach, gdzie w „ormiańskim dworku pani Janowiczowej leczył rozległe odmrożenia nabyte w obozie. Do Polski wyjechał w 1956 roku.

W 1956 roku ks. S. Manugiewicz świętował w skromnym gronie przyjaciół jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich. Kilka miesięcy później skończył swoją drogę ziemską. „Tam na niebiosach modli się za tymi wszystkimi, kto zginął na jego oczach, i za tymi, kto pamięta o nim na tej ziemi”.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 9-10 (51-52) 24 grudnia 2007

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.