-a A+

Dworzec kolejowy w Worochcie (stara pocztówka)

Worochta – ostatnia nadzieja

...siedzę od paru miesięcy w Worochcie.
Poprawa postępuje bardzo wolno.(...)
Samopoczucie mam na ogół dobre,
Wierzę w Worochtę...
(z listu do J. Iwaszkiewicza – 21.09.1930)

Kim był ten dziwny kuracjusz z lat trzydziestych, dla którego huculska Worochta stała się ostatnią nadzieją? To wspaniały poeta Jerzy Liebert, porównywany przez niektórych z Norwidem, czy Miłoszem, którego gwiazda zgasła nagle, gdy miał zaledwie 27 lat! Zabiła go nieuleczalna w tamtym czasie gruźlica.

Na świat przyszedł 24 lipca 1904 roku w Częstochowie, zatem w tym roku przypada 110. rocznica jego urodzin. Jego ojciec Stanisław Liebert był zamożnym inżynierem, a matka nazywała się Maria Kubacka. Dzieciństwo spędził najpierw w Ostrowcu Świętokrzyskim, potem w Warszawie.

Gdy wybuchła wielka wojna, rodzina Liebertów wyjechała do Moskwy, gdzie ojciec dostał posadę w odlewni kotłów do maszyn parowych. Młody Jurek uczęszczał w Moskwie do polskiego gimnazjum. Gdy w roku 1918 Liebertowie wrócili do Warszawy, kontynuował naukę w gimnazjum Reja, a maturę zdał w słynnym gimnazjum Giżyckiego. Pierwsze wiersze napisał Liebert mając 15 lat. Debiutował w 1921 roku w magazynie chrześcijańskim „Czyn”. Potem związał się ze „Skamandrem” i tam publikował swe utwory, choć formalnie do grupy tej nie należał. Później jego poezję drukowały m.in. „Wiadomości Literackie” oraz „Pamiętnik Warszawski”. Przyjaźnił się szczególnie z Anną i Jarosławem Iwaszkiewiczami, często spędzał u nich weekendy w Podkowie Leśnej pod Warszawą.

Zimą 1922 roku poznał dwudziestoletnią Bronisławę Wajngold, córkę bogatego żydowskiego przemysłowca. Też pisała wiersze, a przez swoją fascynację katolicyzmem wywarła duży wpływ na ugruntowanie jego wiary i związanej z religią poezji. Oboje uczestniczyli w spotkaniach religijnych organizowanych przez ks. Władysława Korniłowicza w Laskach koło Warszawy. W roku 1925 Wajngold przyjęła chrzest oraz imię Agnieszka i w kilka dni potem wyjechała do pracy we Francji. W ten sposób rozłąkę przyjaciół zaczęły wypełniać listy, które z biegiem czasu rozpromieniły się uczuciem. W tym samym roku Liebert podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, które musiał dwa lata później przerwać ze względów zdrowotnych.

Gdy latem następnego roku Bronisława-Agnieszka wróciła do kraju, podjęła decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek w Laskach, gdzie przyjęła zakonne imię Miriam. Dla Lieberta był to dramat, z którym ze względu na uczucie, jakie żywił do Agnieszki, musiał się jakoś uporać. Ponieważ miłość nie znosi próżni, szybko znalazła się w życiu poety inna kobieta. Zimą 1926 roku będąc na nartach w Tatrach wracał któregoś dnia wraz z przyjacielem pieszo do Bukowiny. Wtem obok nich zatrzymały się sanie i siedząca w nich młoda dama zaprosiła ich zziębniętych na herbatę. Była to Maria Leszczyńska, kobieta zamężna, choć przez męża porzucona, która zarządzała w Bukowinie pewnym majątkiem. Urzekła go od razu swą wrażliwością na poezję i piękno góralskiego folkloru. Tak rozkwitła największa miłość poety, podsycana w następnych latach jego częstymi wyjazdami do Bukowiny.

Jerzy LiebertNieszczęście przyszło w styczniu 1930 roku. Diagnoza jak wyrok: otwarta gruźlica płuc. 7 lutego za otrzymane stypendium z Departamentu Sztuki Liebert wraz z Marią Leszczyńską wyjechał na leczenie do Worochty. Wynajął pokój z kuchnią u Hucuła Rusinka pełen wiary i nadziei na wyzdrowienie. Tę nadzieję podtrzymywała w nim lektura powieści Tomasza Manna „Czarodziejska góra”. Nawet w swoich zachowaniach naśladował często Hansa Castorpa, bohatera utworu, który przebywał na kuracji w alpejskim Davos. Wtedy też zaczęła się jego fascynacja Huculszczyzną i powstały pierwsze wiersze z nią związane.

Ruszyła rzeka. Kra pod mostkiem się piętrzy,
Nocą kładkę zabierze Prut.
Patrzą świerki z wysoka – pęka lód:
Tyle nieba wiosennego, tyle wód!

To początek utworu „Krokusy”, pierwszego huculskiego wiersza napisanego 23 marca 1930 roku. „Tu w Worochcie bardzo pięknie, teraz więcej letników, ale cieszę się na jesień, która tu podobno bardzo piękna i może spokojniejsza niż lato” – pisał Liebert 21 sierpnia do Iwaszkiewiczów. A w jesiennym liście do Romana Gineyki widać wręcz zachwyt z pobytu w Worochcie: „Nie wiem, czy drogi Pan zna Huculszczyznę. Ciekaw jestem, czy by się podobała? Przesyłam trochę fotografii, ale dają one małe wyobrażenie o pięknie tych stron. Piękno to dziwne, swoiste, może trochę nużące, trzeba się z nim zżyć. Ale ja bardzo kocham Huculszczyznę...”

W Worochcie powstało przez niecałe dwa lata 15 wierszy Lieberta wydanych pośmiertnie w tomiku Kołysanka jodłowa, która jako wiersz jest sztandarowym utworem jego huculskiej twórczości. Powtarza się w niej obsesyjnie motyw przemijania i śmierci:

Resztka życia kołata,
Lecz już płuca wyplute...
Jeszcze jeden dzień lata
Gruźlikowi nad Prutem

A tu z każdym dniem jodły
Stokroć w lipcu wonniejsze...
Cóż, i jodły zawiodły,
Nie pomogło powietrze (...)

Poprzez wonność jodłową
Pójdą, każde w swą stronę,
Ciało – w ziemię lipcową,
Dusza w góry zielone.

I jeszcze jeden wiersz oddający jesienny urok Huculszczyzny:

Przed domem jarzębina
Ku ziemi się ugina.
Widzisz, coraz to śmielej
Jesień sobie poczyna.

Już z pożółkłych połonin
Hucuł swe stada goni.
Weź pierwsze z brzegu ziele,
Rozetrzesz je na dłoni.

W garsteczce tego prochu,
W trembity ruskiej szlochu,
W obłokach, ach, we wszystkim –
Jesieni jest po trochu.

Przeszła zima, lecz na początku maja 1931 roku nastąpiło pogorszenie: gruźlica zaatakowała opony mózgowe. 19 maja wykonano w Stanisławowie prześwietlenie i zaordynowano kosztowne zastrzyki ze złota, które jednak nie przyniosły poprawy. 10 czerwca Liebert został przewieziony do Lwowa, a 4 dni później do kliniki neurologicznej w Warszawie. Ze względu na szybki postęp choroby przeniesiono go do mieszkania rodziców, w którym zmarł 19 czerwca 1931 roku nad ranem. Pogrzeb odbył się 3 dni później na Powązkach, a w imieniu literatów pożegnał poetę hr. Ludwik Hieronim Morstin. Odszedł człowiek, lecz zostało jego dzieło; wiersze, choć kruche i ulotne, to nieśmiertelne w swej metafizycznej mocy! Iwaszkiewicz nazwał je „najczystszym złotem polszczyzny”.

**
Maria Leszczyńska przeżyła po śmierci poety załamanie nerwowe i przebywała przez pewien czas pod opieką sióstr w Laskach. Piękny pomnik wystawili Liebertowi Iwaszkiewiczowie – Anna namówiła Karola Szymanowskiego do skomponowania muzyki do przepięknego wiersza poety Litania do Marii Panny, a Jarosław wprowadził motyw śmierci i pogrzebu Lieberta do swojego wspaniałego opowiadania „Panny z Wilka”. Agnieszka z Lasek przyjęła po wojnie nazwisko Maria Gołębiowska. Przechowała listy Lieberta i zezwoliła po latach na ich opublikowanie. Zmarła w 1984 roku opiekując się do końca grobem poety na warszawskich Powązkach.

Andrzej Sznajder
Tekst ukazał się w nr 9 (205) za 16-29 maja 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.