-a A+

Lwowski okres kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego. Święcenia kapłańskie i działalność duszpasterska

W dniu 1 lutego 1950 roku z kurii w Lubaczowie wysłano pismo do Administratury Apostolskiej we Wrocławiu celem wygłoszenia zapowiedzi dla alumna Mariana Jaworskiego przed święceniami kapłańskimi. 19 marca tegoż roku urząd parafialny pod wezwaniem św. Krzyża we Wrocławiu odesłał odpowiedź, stwierdzając, że po wygłoszonych zapowiedziach nie stwierdzono przeszkód do kapłaństwa. Jako że alumnom Zdzisławowi Kaznowskiemu i Marianowi Jaworskiemu brakowało wieku kanonicznego do święceń kapłańskich, w dniu 14 czerwca 1950 roku kardynał Adam Stefan Sapieha udzielił dyspensy od wieku.

20 czerwca 1950 roku do Kalwarii Zebrzydowskiej przybył arcypasterz archidiecezji z Lubaczowa, aby 21 czerwca udzielić święceń diakonatu, a potem wraz z przyszłymi neoprezbiterami uczestniczyć w ich ostatnim etapie przygotowania do kapłaństwa.

Opatrzność Boża, której zaufał przyszły purpurat Lwowa, prowadząc go poprzez Lwów, Wrocław i Kalwarię Zebrzydowską sprawiła, że w dniu 25 czerwca 1950 roku w kościele franciszkanów w Kalwarii Zebrzydowskiej z rąk arcybiskupa Eugeniusza Baziaka przyjął on święcenia kapłańskie.

Była to szczególnie wzruszająca chwila dla czterech nowo wyświęconych kapłanów i ich rodzin. Dla przyjmujących święcenia była to „wielka łaska kapłańska – w trudnych latach wygnania ze Lwowa i najostrzejszego wtedy reżimu stalinowskiego”. Wyjątkowość sytuacji, ogromny dar i wybranie dostrzegał także ks. Marian Jaworski, który jako motto na prymicyjnym obrazku przyjął słowa świętego Pawła Apostoła „Mnie żyć jest Chrystus”. Te słowa głęboko wykarbowały się w duszy młodego kapłana Mariana Jaworskiego, który również w następnych latach słowa te wybrał jako zawołanie biskupie.

W chwili, gdy Kościół Lwowski, zgromadzony we franciszkańskiej bazylice, śpiewał dziękczynne „Te Deum” za nowych kapłanów, urząd państwowy za murami klasztoru dążył do likwidacji Kościoła. We wrześniu 1945 roku Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej ogłosił likwidację konkordatu (1925) ze Stolicą Apostolską. Ten krok ze strony państwa stwarzał nowe możliwości usunięcia poza margines życia społecznego Kościoła, a w konsekwencji całkowitego ograniczenia jego działalności. Przepaść pomiędzy Kościołem a państwem jeszcze bardziej się pogłębiła w 1948 roku, kiedy to Stolica Apostolska ogłosiła nowego arcybiskupa gnieźnieńsko-warszawskiego Stefana Wyszyńskiego. Od lutego 1948 roku propagowano tezy laicyzacji i ateizacji szkół. Wyeliminowano z programu nauczania religię. Wzmogły się liczne aresztowania kapłanów i zakonników.

Pomimo że w 1950 roku arcybiskup Stefan Wyszyński zawarł porozumienie pomiędzy państwem a episkopatem, to jednak nie wpłynęło to decydująco na zmniejszenie liczby internowanych. Zwłaszcza że w 1949 roku w polskim katolicyzmie zrodziła się organizacja „księży patriotów”, którzy podejmowali współpracę z komunistycznym rządem.

Takież plany likwidacji „dziedzictwa archidiecezji lwowskiej” żywiono wobec seminarium duchownego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

16 września 1950 roku uroczyście rozpoczęto nowy rok akademicki. 23 września Arcybiskup Eugeniusz Baziak wezwał rektora ks. Jana Nowickiego do Lubaczowa, aby tam przedstawić smutną prawdę o likwidacji seminarium, nie chcąc narazić kleryków na represje policyjne. Rząd Polski wobec zebranych w Warszawie przedstawicieli Episkopatu przestawił ostatecznie sprawę, aby: „Likwidować fikcje, bo skrawki tych diecezji są fikcją. Termin jest oficjalny i wysunięty przez Rząd. Nie możemy się zgodzić na to, żeby jakiekolwiek czynniki spoza granic kraju miały decydować o politycznych interesach Polski Ludowej”. Zarządzenie obejmowało program likwidacji trzech diecezji polskich oraz seminariów duchownych w Białymstoku i Kalwarii Zebrzydowskiej. W dniach od 25 do 26 września 1950 roku nastąpiło rozwiązanie seminarium lwowskiego, tym razem w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Aby nie zostało zmarnowane żadne powołanie kapłańskie, kleryków rozparcelowano po działających seminariach duchownych na terenie Polski. Rok pierwszy swoją edukację odbywał w seminarium diecezji tarnowskiej, kurs drugi – w Częstochowie, trzeci – w Lublinie, czwarty – w Krakowie i piąty kurs wyjechał do seminarium diecezji przemyskiej. Klasztorowi kalwaryjskiemu urząd komunistyczny na podstawie dekretu „dóbr martwej ręki” zlikwidował majątek ziemski. W następnym roku próbowano podporządkować sobie sanktuarium, jednak dzięki zdecydowanej kontrakcji ojców bernardynów klasztor pozostał własnością zakonną.

Wręczenie przez ordynariusza diecezji świadectwa święceń kapłańskich oraz jurysdykcji otworzyło przed neoprezbiterem Marianem Jaworskim bramę życia kapłańskiego. Zgodnie z dawnym zwyczajem nowo wyświęcony kapłan udawał się do rodzinnej parafii, aby tam sprawować Mszę św. prymicyjną. Jednak w wypadku ks. Mariana Jaworskiego wyjazd do rodzinnej parafii św. Antoniego we Lwowie okazał się niemożliwy z powodu zamkniętych granic. Pierwszą Mszę św. sprawował jako celebrans w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Krzyża we Wrocławiu, dokąd po zakończeniu II wojny światowej wyjechała rodzina przyszłego purpurata. W parafii św. Antoniego we Lwowie prymicyjną Mszę św. sprawował dopiero jako biskup w Lubaczowie, w czasie pierwszej wizyty do Lwowa 1 listopada 1989 roku.

Pierwszą placówką duszpasterską ks. Mariana Jaworskiego była parafia pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli w Baszni Dolnej, na którą został skierowany w dniu 28 sierpnia 1950 roku po złożeniu pisemnej prośby ks. Tadeusza Lewanderskiego o nominację wikariusza do parafii. Basznia Dolna, miejscowość w powiecie cieszanowskim, na której terenie w 1880 roku wsi mieszkało 348 rzymskich katolików, 2118 grekokatolików i 31 izraelitów. W 1938 roku erygowano tu parafię rzymskokatolicką pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli, wydzielając ją z parafii lubaczowskiej. W następnym roku ukończono budowę nowego kościoła parafialnego. Po zakończeniu II wojny światowej diametralnie zmieniła się sytuacja narodowościowa. Parafia wiejska miała szczególną specyfikę. Przeważającą grupę ludności stanowili chłopi, bo aż 88 procent, następne 10 procent to robotnicy, a jedynie 2 procent wiernych parafii w Baszni Dolnej – to inteligencja.

Ks. Marian Jaworski od pierwszych dni pobytu w Baszni spotkał się z dużą życzliwością i ofiarnością wiernych. Parafianie wykazywali też wiele inicjatyw duszpasterskich poprzez zaangażowanie w życie parafii.

Proboszcz ks. Tadeusz Lewanderski przyjął neoprezbitera z otwartymi ramionami, powierzając jego szczególnej trosce katechizację dzieci i młodzieży. W ciągu tygodnia kapłan w parafii miał wiele zajęć, gdyż obsługiwał także okoliczne miejscowości.

Po niespełna rocznym wikariacie w lipcu 1951 roku ks. Marian Jaworski udał się na dwutygodniowy urlop, który na życzenie zainteresowanego przedłużono do 29 lipca 1951 roku.

Po powrocie do Baszni Dolnej ks. Marian Jaworski otrzymał od Arcybiskupa Eugeniusza Baziaka zezwolenie na podjęcie studiów filozoficznych na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Przeprowadziwszy się do Krakowa, łączył pracę naukową z duszpasterstwem akademickim przy parafii św. Floriana na Kleparzu, gdzie przebywał do 1952 roku. Tutaj 20 października dotarła do ks. Mariana Jaworskiego smutna wiadomość o śmierci matki we Wrocławiu.

Lata pięćdziesiąte to czas ciągłych zmian w archidiecezji. Arcybiskup Eugeniusz Baziak po śmierci 23 lipca 1951 roku kardynała Adama Stefana Sapiehy został mianowany administratorem apostolskim archidiecezji krakowskiej. Był to szczególnie trudny okres dla Kościoła w Polsce. Władze w maju 1951 roku nie zgodziły się na przywiezienie z Rzymu nominacji biskupów dla ziem zachodnich. W diecezjach zamykano niższe seminaria duchowne. Likwidowano nowopowstałe parafie, zabierano budynki kościelne. W grudniu 1952 roku wytoczono proces kapłanom pracującym w kurii krakowskiej, oskarżając ich o nadużycia walutowe i szpiegostwo. Sam arcybiskup Eugeniusz Baziak, po przesłuchaniach przez UB, został internowany do Tarnowa, gdzie przebywał do 1956 roku.

W tym czasie ks. Marian Jaworski obronił doktorat z teologii, po czym ponownie został skierowany do posługi duszpasterskiej w charakterze wikariusza do parafii pod wezwaniem św. Marii Magdaleny w Poroninie koło Zakopanego.

Tutaj w górskiej parafii ks. Marian mógł wypocząć po studiach, a przede wszystkim poznać tradycje duszpasterskie Kościoła Krakowskiego. Zwłaszcza że parafia poronińska dawała ku temu dobre możliwości.

Za czasów wikariatu ks. Mariana Jaworskiego proboszczem w parafii poronińskiej od 1943 roku był ks. Jan Krupiński. Pobyt w górskiej miejscowości to czas zdobywania dalszego doświadczenia kapłańskiego. Sprzyjały temu zdrowa, rodzinna atmosfera wśród kapłanów, przykład proboszcza, a zwłaszcza codzienne wieczorne przechadzki proboszcza i wikariusza po terenie parafii. Dla wiernych były, jednej strony, wzorem prawdziwej, braterskiej zgody pracujących u nich kapłanów. Dla duszpasterzy umożliwiały dostrzeżenie i zrozumienie trudności i radości powierzonych ich opiece duchowej wiernych. Zwłaszcza że terytorialnie parafia była dość rozległą, obejmująca siedem miejscowości: Poronin, Biały Dunajec, Gliczarów, Małe Ciche, Murzasichle, Stasikówka i Zubsuche. Liczba wiernych wynosiła przeszło 5 000.

Gdy w Rosji zmarł Józef Stalin, w parafii, która pamiętała pobyt innego dyktatora Włodzimierza Lenina, nakazano powszechną żałobę oraz aby przez dłuższą chwilę „bito w dzwony”.

Dla ks. Mariana Jaworskiego były to dzwony pożegnania z parafią św. Marii Magdaleny, gdyż za zgodą władz duchownych podjął dalsze studia na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Lublinie.

Nowe studia filozoficzne nie przesłoniły duszpasterskiej posługi w życiu ks. Mariana Jaworskiego. Pracę naukową starał się zawsze łączyć z posługą kapłańską, skierowaną na zbliżanie wiernych do Boga.

Po obronie drugiego doktoratu w 1956 roku został mianowany kapelanem arcybiskupa Eugeniusza Baziaka w Krakowie. Należy stwierdzić, że było to ogromne wyróżnienie, gdyż w 1956 roku ks. Marian miał zaledwie 30 lat. Na tym stanowisku pozostał do 1958 roku. W tym też roku odprowadził na miejsce ostatniego spoczynku we Wrocławiu ciało zmarłego swojego ojca.

Zaangażowanie w życie Kościoła ks. dra Mariana Jaworskiego nie mogło ujść uwagi władz komunistycznych. 21 stycznia 1961 roku przed Kolegium Karno-Administracyjnym przy Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Żywcu postawiono ks. Jaworskiemu zarzuty za sprawowanie w dniu 3 sierpnia 1960 roku w schronisku na „Wielkiej Raczy” Mszy św. dla kleryków biorących udział we wspólnej wycieczce. W trakcie przesłuchania stwierdzono, że także 5 sierpnia była sprawowana Msza św. pod gołym niebem w lesie obok szlaku turystycznego. Za naruszenie – jak to określono – ustawy o zgromadzeniach skazano przyszłego kardynała pełniącego wówczas podstawowy obowiązek kapłański na 1 500 zł grzywny. Była to swoista prowokacja władz wobec osób duchownych i kleryków.

Powyższe działania państwowe nie podcięły skrzydeł ks. Marianowi Jaworskiemu. Nadal, jako kapłan archidiecezji lwowskiej, pracując na terenie archidiecezji krakowskiej, wykazywał duży zapał i chęć niesienia pomocy potrzebującemu człowiekowi. Przez wiele lat piastując różne urzędy głosił rekolekcje, homilie dla kapłanów, sióstr zakonnych, inteligencji oraz ludzi pracy. Nie obca mu była również posługa w konfesjonale.

Jeden z takich wyjazdów miał być dla przyszłego purpurata rokujący. Ks. Marian Jaworski w zastępstwie kardynała Karola Wojtyły udał się 3 lipca 1967 roku do Olsztyna z posługą rekolekcyjną dla kapłanów. Jak podawał K. Prokop: „W podróż wyruszył ze stolicy w poniedziałek pociągiem osobowym relacji Warszawa-Ełk. Około godziny 13.13 koło wsi Sarnowo tuż przed mostem nad rzeką Szkotówką (9,3 km za Działdowem), na samej granicy ówczesnych powiatów działdowskiego i nidzickiego, doszło do wykolejenia się czterech ostatnich wagonów składu, które stoczyły się w dół z kilkunastometrowego nasypu. W jednym z nich znajdował się ks. Marian wyrzucony siłą bezwładności na zewnątrz ze staczającego się po poboczu wagonu i tracąc lewą rękę”. W powyższej katastrofie kolejowej zginęło 7 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Ks. Marian Jaworski ze zmiażdżoną częściowo ręką został odwieziony do działdowskiego szpitala. Tam zespół operacyjny dokonał amputacji przedramienia. Po 37 latach metropolita lwowski kardynał Marian Jaworski tak wspominał to wydarzenie: „Gdyby nie żołnierze, którzy mnie wyciągnęli, gdyby nie ta wspaniała opieka, nie byłoby mnie tutaj”.

Jego wielkie zaangażowanie w sprawy Kościoła zostało dostrzeżone przez władze kościelne. Szczególne wyróżnienie, a zarazem zadanie otrzymał od Stolicy Apostolskiej, kiedy to w dniu 24 maja 1984 roku Ojciec Święty Jan Paweł II przekazał nominację biskupią dla ks. Mariana Jaworskiego mianując go biskupem tytularnym Lambesi i administratorem apostolskim w Lubaczowie.

Marian Skowyra

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.