Książka o żołnierzu poległym pod Lwowem we wrześniu 1939

-a A+

„I szedł na święte kraju werbowanie...” – pod takim tytułem w 2019 roku w Rzeszowie w Podkarpackim Instytucie Książki i Marketingu została wydana opowieść o żołnierzu Józefie Gwoździańskim z Kożuchowa na Podkarpaciu.

Przygotowała ją Anna Oliwińska-Wacko, nauczycielka języka polskiego, regionalistka i poetka. Jest autorką wielu tomików wierszy. Pełni też funkcję redaktora naczelnego „Kwartalnika Czudeckiego”. Nową książkę dedykowała pamięci żołnierzy polskich idących na odsiecz Lwowa, poległych we wrześniu 1939 roku.

W napisanej przez Annę Oliwińską-Wacko „Piosence dla żołnierza” pamięci Józefa Gwoźdiańskiego są takie słowa:
Żołnierzu września, bohaterze!
Pod Lwowem zgasło Twoje serce.
Po polsku biło ufnie, szczerze...
Ojczyźnie nie potrzeba więcej.

Anna Oliwińska-Wacko należy do pokolenia, które na całe życie wyniosło z dzieciństwa opowieści wojenne swoich rodziców i dziadków. Józef Gwoździański, brat jej mamy, był jednym z tych, którzy w 1939 roku stanęli do walki z najeźdźcą i jednym z tych, który po walce nigdy do domu nie wrócił. Ślad po nim urwał się gdzieś pod Lwowem, jednak w rodzinie w ciągu wielu lat wierzono, że może gdzieś żyje i wróci do ojczystych progów. Rodzina poszukiwała go przez Polski Czerwony Krzyż, pisała do Straży Granicznej, do Ministerstwa Obrony Narodowej, jednak bez skutku. W końcu matka żołnierza zwróciła się do telewizji, do programu „Dopóki żyje ostatni świadek”, ale mimo odczytania na antenie tego listu, nie przychodziły żadne wiadomości.

Z biegiem lat pożegnali się z tym światem rodzice Józefa, a potem jego rodzeństwo i tylko mały portrecik wujka i odznaka KOP ciągle znajdowały się w tym domu, a pamięć o zaginionym trwała. Anna Oliwińska-Wacko regularnie przeszukiwała Internet w nadziei, że może ktoś wydał jakąś nową książkę o walkach na Wschodnich Kresach dawnej Rzeczypospolitej, że może po prostu pojawi się to nazwisko wśród nazwisk poległych i pomordowanych w czasie II wojny światowej.

„Te chaotyczne z natury działania postanowiłam zakończyć, chciałam na grobie dziadków pochowanych na cmentarzu w Dobrzechowie (Kożuchów należy od wieków do tej parafii) umieścić tabliczkę: „Józef Gwoździański, zaginiony w czasie II wojny światowej. Grób symboliczny” – wspomina Anna Oliwińska-Wacko. – Napisałam też artykuł do lokalnej gazety „Kwartalnik Czudecki”, w którym opowiedziałam historię zaginionego, a tekst zakończyłam słowami: „Trudno też jest mi pogodzić się z myślą, że nigdy nie dowiem się co stało się z bratem mojej mamy we wrześniu 1939 roku, gdzieś na wschodnich krańcach Rzeczypospolitej”. W ten sposób, jak sądziłam, zamknęła się ta historia rodzinna. W czasie podróży po Ukrainie w kościele w Krzemieńcu zamówiłam mszę św. za duszę wujka Józefa. Wiedziałam, że przecież tam w pobliskich Deberkach służył w Korpusie Ochrony Pogranicza. I z tego miejsca, tyle razy wymienianego we wspomnieniach rodzinnych, popłynęła modlitwa... Miała być pieczęcią, ziemskim zamknięciem historii poszukiwań, pożegnaniem. Minęły trzy lata. W 2015 r. zupełnie niespodziewanie otrzymałam wiadomość o odnalezieniu szczątków poległych żołnierzy września 1939 r., których złożono w zbiorowym grobie w miejscowości Dobrostany niedaleko Lwowa. Na jednym z zachowanych nieśmiertelników znajdowało się nazwisko – Józef Gwoździański”.

Po 76 latach, 26 listopada 2015 roku w Dobrzechowie przeprowadzono uroczystość pogrzebową.

Te wszystkie wydarzenia pobudziły Annę Oliwińską-Wacko do napisania książki. Autorka wprowadza czytelnika w dzieje Kożuchowa, pięknie położonej wsi na Pogórzu Strzyżowskim, skąd wywodzi się ród Gwoździańskich. Na podstawie zbiorów rodzinnych: dokumentów, listów i zdjęć oraz wspomnień i opowieści krewnych został złożony oryginalny pamiętnik. Przybliżono postaci rodziców Józefa i jego los.

„W domu rodzinnym Józefa pielęgnowano tradycje patriotyczne, wpajano dzieciom szacunek i miłość do ojczyzny – stwierdza Anna Oliwińska-Wacko. – Wieczorami przy świecy lub lampie naftowej jego ojciec często opowiadał o I wojnie światowej, w której uczestniczył, o pobycie na emigracji, czytał też na głos powieści Henryka Sienkiewicza. Ogromną wagę przywiązywał do spraw honoru i godności”.

Dużo wysiłku wymagało poszukiwanie materiałów archiwalnych, aby odtworzyć szlak bojowy Józefa Gwoździańskiego, żołnierza 98 Pułku Piechoty Rezerwowej formowanego od końca sierpnia do pierwszych dni września 1939 roku i wchodzącego w skład 38 Dywizji Piechoty Rezerwowej, zgrupowania generała Kazimierza Sosnkowskiego.

Józef Gwoździański służył na granicy i stamtąd poszedł na wojnę. W pierwszych dniach września odesłał do domu skrzypce i książki, które dostał w nagrodę za dobrą służbę i spełnianie wszystkich obowiązków żołnierza. W dołożonym liście napisał, że nie wraca, musi iść, bo Ojczyzna wola i by nie odpisywać, aż on pierwszy napisze i poda adres, bo nie wiadomo, gdzie się zatrzymają.

W trakcie poszukiwania informacji Anna Oliwińska-Wacko poznawała dramatyczne relacje oraz wstrząsające opisy bitew i potyczek, które stoczyli żołnierze tego zgrupowania. Generał Sosnkowski chciał doprowadzić swoją armię do Lwowa i ta odsiecz oblężonemu przez Niemców miastu stanowiła cel ówczesnych działań zbrojnych. 24-letni żołnierz Józef Gwoździański walczył w lasach janowskich pod Jaworowem i zdaniem badaczki jego losu, poległ na polu bitewnym w rejonie Dobrostanów, gdzieś około połowy września. Polegli tam polscy żołnierze nie mieli pogrzebu. W wykopanym pośpiesznie dole złożono ciała bohaterów. I zostali tam na 75 lat bez krzyża.

„Nie wiem, dlaczego mama przerobiła sobie fragment „Białych róż”, który brzmi „Tam, pod jarem, gdzie w wojence padł”, na „Tam, pod Lwowem, gdzie w wojence padł” – wspomina dalej Anna Oliwińska-Wacko. – „Mamo, to nie tak” – mówiłam. „Ale tak też dobrze brzmi” – odpowiadała. Mama odeszła z tego świata, podobnie wujkowie...

Słowo „nigdy” miało zamknąć tę historię, ale i tak od czasu do czasu Anna Oliwińska-Wacko wpisywała w internetową wyszukiwarkę słowa – Józef Gwoździański i nadal czekała. Aż któregoś dnia wieczorem na swojej poczcie zobaczyła nową wiadomość. Zdzisław Domino, znajomy regionalista rzeszowski poinformował, że w zbiorowej mogile pod Lwowem odnaleziono doczesne szczątki Józefa Gwoździańskiego. Spośród odnalezionych nieśmiertelników odczytano jeden o treści: „JÓZEG GWOŹDZIAŃSKI, KATOLIK, SANOK 1915”.

Anna Oliwińska-Wacko dowiedziała się, jak do tego doszło i dokładnie przekazała to w swojej książce. Z wdzięcznością wspomina ówczesnego wicekonsula RP we Lwowie Marcina Zieniewicza, który podjął się zadania poszukiwania grobów żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku w okolicach tego miasta. W umieszczonym w książce aneksie Marcin Zieniewicz napisał: „Kontynuowaliśmy w ten sposób dzieło strażnika pamięci narodowej ze Lwowa kpt. AK Eugeniusza Cydzika, który od końca lat 80. upamiętniał miejsca walk wrześniowych, a także domniemane groby żołnierzy, wraz z Konsulatem Generalnym RP we Lwowie oraz ROPWiM inicjował nieliczne wówczas prace ekshumacyjne. Można powiedzieć, że nasz projekt był realizacją testamentu kpt. Cydzika, który zmarł właśnie w 2012 r.”

W tym roku przy Konsulacie Generalnym RP we Lwowie został powołany zespół inwentaryzacyjny miejsc pamięci narodowej, do którego weszli polscy harcerze z druhem Stefanem Adamskim oraz ukraińscy członkowie organizacji „Pamjat`’” („Pamięć”) na czele z Lubomyrem Horbaczem. Działania zespołu wspomagali także wolontariusze Fundacji „Wolność i Demokracja” w ramach projektu „Strażnicy Pamięci”.

„Nasz projekt miał od początku wsparcie Opatrzności, był realizowany dzięki ogromnemu entuzjazmowi kilku osób, reprezentujących różne instytucje, a także wielu osób prywatnych – zaznaczył Marcin Zieniewicz. – Oprócz wspomnianych członków zespołu byli to m.in.: Maciej Dancewicz z ROPWiM, ówczesny szef Fundacji „Wolność i Demokracja”, a obecnie szef KPRM Michał Dworczyk, dziennikarze „Kuriera Galicyjskiego” ze Lwowa pod auspicjami redaktora Mirosława Rowickiego, a także niezastąpiony Jerzy Giec z Przemyśla. Do pomocy przy projekcie zgłaszało się także wiele osób, wcześniej nam nieznanych, jedną z nich był Zdzisław Domino z Rzeszowa. Ta osoba okazała się kluczową w sprawie strzelca Józefa Gwoździańskiego”.

Zdzisław Domino włożył dużo wysiłku w odzyskanie rodziny Józefa Gwoździańskiego oraz odnalezionego w tej samej mogile mjr. Bernarda Korabiowskiego.

Latem 2012 roku członkowie zespołu oraz wolontariusze z Polski wraz z Lubomyrem Horbaczem natrafili w miejscowości Dobrostany na informację od miejscowych mieszkańców o dużym grobie żołnierzy polskich na skraju wsi koło krzyża. „Wykop sondażowy nie wykrył początkowo żadnych śladów grobu – wspomina Marcin Zieniewicz. – Jak się potem okazało, szukano w niewłaściwym miejscu. Pamięć ludzka jest zawodna, często spotykaliśmy się z sytuacjami, że nawet świadkowie wydarzeń wskazywali błędną lokalizację. O tym, że ktoś we wsi pyta o grób polskich żołnierzy, usłyszał jej osiemdziesięcioletni mieszkaniec Stepan Dmytryk, świadek pogrzebu żołnierzy. Pan Stepan wsiadł na rower, by po chwili być przy naszej grupie poszukiwawczej, następnie wskazał miejsce oddalone o kilkanaście metrów od poprzedniego. Była to właściwa mogiła. Prace ekshumacyjne odbyły się w listopadzie 2014 r., ekshumowano 34 żołnierzy Wojska Polskiego”.

Swoimi wspomnieniami w tej książce podzielili się też Stefan Adamski, harcmistrz Harcerstwa Polskiego na Ukrainie, Joanna Chlebicka, wolontariuszka projektu Fundacje „Wolność i Demokracja”, „Na odsiecz Lwowa”.

„Skończyliśmy prace późno wieczorem 10 listopada i zwieźliśmy szczątki do kościoła w Gródku Jagiellońskim, gdzie złożyliśmy je do krypty – wspomniał Stefan Adamski. – Jak mi opowiadała później siostra zakonna z tego kościoła, nazajutrz po tym, jak złożyliśmy szczątki – 11 listopada, rano ona przygotowywała ołtarz do uroczystej mszy świętej. Cały czas miała wrażenie, że ktoś jest w kościele, choć była święcie przekonana, że nikt w nim nie może być, bo sama zamykała pomieszczenie wieczorem. Ksiądz odprawił nabożeństwo, pomodlił się za ofiary wojny i poległych, i w kościele zrobiło się cicho. Gdy o to wydarzenie i wytłumaczenie mi tego spytałem księdza, to mi odpowiedział: Ich nikt nie pochował, oni po prostu zostali wrzuceni do jamy. Ta odpowiedź księdza, muszę powiedzieć, nie tyle zrobiła na mnie ogromne wrażenie, co utwierdziła w prawidłowości naszych działań”.

Rodzina Józefa Gwoździańskiego postanowiła sprowadzić jego doczesne szczątki do Polski, by spoczął wśród swoich najbliższych. Po wynikach badań DNA i załatwieniu wszystkich formalności 20 listopada 2015 roku w Dobrzechowie koło Strzyżowa (województwo podkarpackie) odbyła się uroczystość pogrzebowa żołnierza Józefa Gwoździańskiego. Honorową salwą uczcili jego pamięć żołnierze z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich im. gen. Mieczysława Boruty-Spiechowicza w Rzeszowie. Melodią „Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni tobie” zabrzmiał pożegnalny dźwięk trąbki.

Po mszy św. w kościele sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa RP Krzysztof Kunert w swoim wystąpieniu wtedy powiedział: „Nasza tu obecność, tych, którzy przybyli z Warszawy i tych, którzy przybyli ze Lwowa świadczy o tym, że Rzeczpospolita pamięta”.

Również pamięta, jak na cmentarzu w Dobrzechowie obecny w delegacji lwowskiej Lubomyr Horbacz, prezes Stowarzyszenia „Pamjat`’” podał Annie Oliwińskiej-Wacko jeden z hełmów, odnalezionych w mogile zbiorowej w Dobrostanach, który ona położyła na trumnie swojego wujka.

„Ja także ze wszystkimi przeżywałem dzisiejszą wzruszającą uroczystość pogrzebową. Jest to nasza wspólna sprawa z Polakami – odnaleźć nieznane mogiły wojenne, aby ofiary doczekały się należnego im chrześcijańskiego pochówku” – powiedział wtedy dla Kuriera.

„Pamięć o poległych to element naszej kultury, to część cywilizacji w ogóle, to dowód szacunku dla tych, co oddali życie za Ojczyznę, to także wyraz mądrości i przejaw uczciwości pokoleniowej. Dlatego wyrażam wdzięczność wszystkim, którzy o poległym żołnierzu pamiętali i będą nadal pamiętać” – zaznaczyła autorka książki o Józefie Gwoździańskim, jednym z wielu żołnierzy poległych pod Lwowem we wrześniu 1939.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 11 (351), 16 – 29 czerwca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.