100 rocznica – Dytiatyn – Polskie Termopile

-a A+

W tym roku obchodzimy 100. rocznicę jednej z najbardziej bohaterskich, lecz i najmniej znanych bitew wojny polsko-bolszewickiej. Przypomnijmy jeszcze raz, co takiego wydarzyło się w tym miejscu.

Jan Lucjan Wyciślak, w artykule: „Polskie Termopile” tak ten dzień opisał: „16 września maszerowano właśnie drogą Chochoniów, Dytiatyn, Szumlany, Boków w kierunku Podhajec, gdy ujrzano wynurzające się z lasów oddziały wojska, które wydawały się być polską XV Brygadą. Gdy okazało się, że są to jednostki grupy Jakira zajęto pozycje na poaustriackich okopach trawiastego wzgórza (383) pod Dytiatynem i rozpoczęto ostrzał artyleryjski zamieniając drogę z kolumną nieprzyjaciół w kłębowisko zniszczonego nieprzyjacielskiego sprzętu. Na szczycie wzgórza odprzodkowała działa 4 bateria 1 Pułku Artylerii Górskiej dowodzona przez oficerów: kpt Adama Zająca i poruczników Wacława Śniegockiego i Franciszka Wątrobę. Przed nim rozwinął się w obronie III batalion 13 pułku – łącznie było tam 200 bagnetów, 6 ckm, 6 armat. Około godziny 12 z kierunku Szumlan, wspierana silnym ogniem własnej artylerii, rozwinęła na wzgórze atak 8 dywizja Czerwonych Kozaków. Z kierunku Bokowa wsparły ją formacje 123 brygady strzelców bolszewickiej piechoty. Intensywnymi atakami na polskie pozycje próbowano odblokować sobie drogę dla dalszej ucieczki. Do godziny 16 odparto 5 szarż kozackich, które dochodziły na 50 m do stanowisk 1 Pułku, atakowało łącznie 3.500 szabel i bagnetów. Gdy po godzinie 16 ruszył kolejny bolszewicki atak, kpt Zając wydał rozkaz śmierci, cytuję skrót: skrwawienie nasze uratuje 8 Dywizję. Jednak trzy działa i część karabinów maszynowych była już wybita w walce, a pozostałe karabiny maszynowe 13 pp rozgrzane w wielogodzinnym boju przestały być skuteczne. Pozostali przy życiu artylerzyści 4 baterii próbowali odeprzeć ostatni atak broniąc się kolbami karabinów i bronią osobistą. Niestety przewaga atakujących i wyczerpanie dotychczasową walką sprawiło, że pod ciosami szabel polegli po kolei wszyscy obrońcy wzgórza. Ktoś jeszcze dostrzegł dowódcę baterii kpt. Adama Zająca i porucznika Franciszka Wątrobę jak do końca walczyli strzelając z pistoletów (relacja żołnierzy 13 pp). Przed końcem obrony na wzgórze dotarł wprawdzie rozkaz by się wycofać, ale ginęli na nim właśnie ostatni ranni żołnierze. Około 16-tej żołnierzy batalionu piechoty wziętych do niewoli rozebrano pozostawiając związanych na wzgórzu po czym Kozacy wykonali na nich dodatkową szarżę i z okrzykami rubaj wszystkich ich wybili. W obronie pozycji pod Dytiatynem poległo około 240 żołnierzy polskiej armii, zginęła cała obsada 4 baterii 1 Pułku Artylerii Górskiej w składzie 59 artylerzystów. Straty w 13 Pułku Piechoty Dzieci Krakowa: 97 zabitych i 83 rannych. Poległych bolszewików nikt nie zliczył”.

Bitwa ta miała kluczowe znaczenie dla utrzymania ofensywy na froncie w Małopolsce Wschodniej. Poświęcając swoje życie, niewielki oddział Wojska Polskiego zatrzymał na wiele godzin nieprzyjaciela, ratując przed rozbiciem swą macierzystą VIII Dywizję Piechoty oraz ukraińską dywizję kawalerii. Józef Piłsudski odznaczając 17 poległych tam bohaterów Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari, a 11 oficerów i 41 szeregowych Krzyżem Walecznych nadał baterii prawo noszenia tytułu bateria śmierci.

Miejsce bitwy otoczone zostało wielką czcią ze strony wojska i mieszkańców Ziemi Halickiej. Jak podają różne przekazy, przez całe dwudziestolecie międzywojenne mieszkańcy Małopolski, a w szczególności mieszkańcy województwa stanisławowskiego otaczali wielkim szacunkiem to miejsce. Każdego roku, z okazji święta 3 Maja i 16 września dzieci i młodzież z okolicznych szkół, oddalonych nawet o 20 kilometrów, udawały się marszem do Dytiatyna. Tam, w bardzo podniosłej atmosferze, z udziałem księży obu obrządków odbywało się nabożeństwo, a po nim występy dzieci.

Gdy 4 kwietnia 1925 odbyło się losowanie piętnastu pobojowisk, z których miały zostać ekshumowane zwłoki Nieznanego Żołnierza, wśród nich znalazł swoje poczesne miejsce dytiatyński panteon. Napis „Dytiatyn 16.IX.1920” umieszczono na pylonie Grobu. Po przymusowym zapomnieniu w PRL, 3 maja 1991 roku nazwa Dytiatyn wróciła na tablice Grobu Nieznanego Żołnierza. Również w Krakowie, w kościele na Skałce znajduje się tablica pamiątkowa, upamiętniająca żołnierzy I Pułku Artylerii Górskiej. Przy tej tablicy honory oddają w dniu swojego święta żołnierze Dywizjonu Artylerii Samobieżnej z 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, którzy kultywują tradycje swoich bohaterskich poprzedników.

Bitwę czterokrotnie namalował Jerzy Kossak i raz Wojciech Kossak. W 1929 roku Jerzy Kossak namalował tryptyk „Bój pod Dytjatynem”. Tryptyk ten, przedstawiający zagładę baterii zdobił salę Departamentu Artylerii Ministerstwa Spraw Wojskowych, zaś obraz przedstawiający bój piechoty salę balową kasyna oficerskiego w koszarach 13 pp w Pułtusku. Wszystkie obrazy zaginęły podczas II wojny światowej.

Te „Polskie Termopile” jak w II Rzeczypospolitej nazywano bitwę pod Dytiatynem, otaczano pamięcią. Na miejscu bitwy pod lasem powstał wspólny cmentarz wszystkich poległych na który ich ekshumowano. Wybudowano obok głównie dzięki staraniom właścicielki tych ziem Aldony Kaczorowskiej, gen. Władysława Sikorskiego i podhalańczyka gen. Adama Galicy twórcy i dowódcy 1 Pułku Artylerii Górskiej kaplicę pod wezwaniem św. Teresy, poświęconą 21 września 1930 roku, dalej kurhan i ściana z nazwiskami bohaterów wokół cmentarza.

Jednak, gdy po 1945 r. Dytiatyn znalazł się na terytorium Związku Radzieckiego, miejsce popadło w zapomnienie. Systematycznie dewastowana kaplica została zburzona przez władze sowieckie w 1947 roku.

W każdą rocznicę bitwy odbywały się tam uroczystości państwowe. Pomimo represji władz komunistycznych krzyż pamiątkowy pozostał na miejscu, a miejsce po dawnym cmentarzu nigdy nie zostało zaorane przez miejscową ludność ukraińską. Dopiero w 1986 r. krzyż został ścięty przez lokalnych działaczy komsomołu i wrzucony za parkan cerkwi w Dytiatynie. Tam znajduje się na placu przed świątynią do dnia dzisiejszego. Nowy krzyż w miejscu bitwy postawiono po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę w 1991 r. Obecnie znajduje się on przy kościele w Bołszowcach.

W 2015 roku powstała koncepcja zagospodarowania terenu, Cmentarza Wojennego Żołnierzy poległych pod Dytiatynem, na wzgórzu 385, w obwodzie iwanofrankiwskim, na Ukrainie. Autorami tego pomysłu byli; Szymon Hatłas i Wiesława Holik. Cmentarzyk wojskowy w Dytiatynie odbudowano ze środków Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Uroczystego ponownego otwarcia odbudowanego Polskiego Cmentarza Wojennego dokonano w 95. rocznicę bitwy pod Dytiatynem, 19 września 2015 roku, który poświęcili duchowni Kościoła rzymskokatolickiego, Kościoła greckokatolickiego i Kościoła prawosławnego. Mszy świętej w intencji poległych, ale także pokoju na wschodniej Ukrainie i na całym świecie przewodniczył biskup senior diecezji charkowsko-zaporoskiej Marian Buczek. Powiedział on między innymi, że bolszewicy „chcieli zbudować świat bez Pana Boga” i nic z tego nie wyszło, bo „jeżeli się nie buduje na prawdzie Ewangelii, na tym, co dał sam Stwórca”, to stworzenie „samo się zniszczy”. Odczytany został list prezydenta RP Andrzeja Dudy do uczestników uroczystości. W 2016 roku dzięki funduszom Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wykonano również ogrodzenie.

Od tej pory wraca się do tradycji corocznych obchodów w miejscu bitwy. Należy zaznaczyć, że przez dziesiątki lat nie wspominały o tym wydarzeniu z 16 września1920 roku podręczniki historii, a propaganda sowiecka próbowała zniszczyć wszelkie ślady ich obecności. Wszystko to na nic, bo prawda zawsze zwycięży z fałszem i zakłamaniem.
Bitwa pod Dytiatynem jest przykładem polsko-ukraińskiego braterstwa broni, dzięki któremu oddziały Wojska Polskiego i wojska Ukraińskiej Republiki Ludowej walczące z najeźdźcą na sąsiadujących ze sobą polach bitew, powstrzymały dalszy pochód armii bolszewickiej na Zachód.

Od kilku lat miejscem pamięci poległych polskich żołnierzy opiekują się bracia franciszkanie, z odległego 17 km od memoriału, klasztoru bł. Jakuba Strzemię w Bołszowcach, należącego do Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych (Franciszkanów).

2 listopada 2018 roku, franciszkanie z Bołszowiec, otrzymali od miejscowych władz prawo stałego korzystania z ziemi o pow. 0,1316 ha na której to znajduje się panteon wojskowy.

opracował
o. Andrzej Wanat OFMConv

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.