50-lecie śmierci generała Władysława Andersa oraz 100-lecie urodzin Ireny Anders

-a A+

Obie daty przypadły na dzień 12 maja. Oboje powiązani są ze Lwowem i ziemią lwowską, zasługują na to, by należycie upamiętnić ich w naszym mieście.

W 1928 roku płk dypl. Władysław Anders objął dowództwo Samodzielnej Brygady Kawalerii w Brodach. Generał Gustaw Orlicz-Dreszer tak pisał w tym okresie o Andersie: „Jest oficerem, przed którym w przyszłości powinny stać otworem wszystkie, nawet najwyższe stanowiska w wojsku” (Z. Mierzwiński „Generałowie II Rzeczypospolitej”).

We wrześniu 1939 r. po ciężkich walkach z Niemcami na linii Tomaszów – Zamość, jako dowódca Grupy Operacyjnej Kawalerii wycofywał się z pozostałymi jeszcze jednostkami ku granicy rumuńskiej. Po agresji sowieckiej 17 września 1939 roku jednostki Andersa podjęły walkę z Armią Czerwoną, przebijając się na południe. Ranny dwukrotnie generał Anders dostał się do niewoli 29 września w okolicach Sambora. Trafił do szpitala we Lwowie, a później do tamtejszego więzienia Brygidki. W lutym 1940 roku został przewieziony do Moskwy i osadzony w centralnym więzieniu NKWD na Łubiance, następnie w Butyrkach. Uwolniony po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i podpisaniu układu Sikorski-Majski. Latem 1942 r. po ewakuacji ze Związku Sowieckiego żołnierzy i ponad 20 tys. cywilów, uratowanych z więzień i łagrów, został mianowany dowódcą Armii Polskiej na Wschodzie i 2 Korpusu Polskiego, którym dowodził w kampanii włoskiej – bitwy o Monte Cassino, o Ankonę, o Bolonię.

Irena Anders (z domu Jarosewycz) jako dziecko zamieszkała we Lwowie w 1926 roku, gdy jej ojciec, ksiądz grekokatolicki, został kapelanem w klinice psychiatrycznej na Kulparkowie. Po maturze, w latach 1929-1939 studiowała w Wyższym Instytucie Muzycznym im. Mykoły Łysenki, początkowo w klasie fortepianu, później doskonaliła swe umiejętności wokalne. Śpiewała również z ukraińską orkiestrą jazzową „Jabcio”. We wrześniu 1939 roku, po zajęciu Lwowa przez sowietów, występowała w teatrzyku rewiowym Feliksa Konarskiego. Następnie dołączyła do zespołu muzycznego Henryka Warsa „Tea-Jazz”, z którym wyjechała w turnée po Związku Radzieckim, gdzie w głębi Rosji zastała ją wojna niemiecko-sowiecka.

Połączyła ich wojna.

Gen. Władysław Anders z żoną Ireną i córką Anną Marią, Londyn lata 60. (Archiwum Karlicki)

***
Na początku lat 90. XX wieku poznałem Wołodymyra Łuciwa, znanego piosenkarza i impresario ukraińskiego z Londynu, który po uzyskaniu niezależności przez Ukrainę często przyjeżdżał do Lwowa oraz do swego rodzinnego miasta Nadwórnej, zmarł niedawno w wieku 90 lat. Przywoził wówczas nagrania piosenek, które śpiewał w różnych językach. Pewnego razu sprezentował mi małą płytę z piosenkami ukraińskimi pt. „Мій рідний край” (Mój ojczysty kraj) w wykonaniu swoim i jego małżonki oraz Renaty Bogdańskiej.

– To jest żona generała Andersa – wyjaśnił.

Przez cały wieczór opowiadał o losach oraz działaczach powojennej emigracji polskiej i ukraińskiej w Londynie. Z wielkim szacunkiem przybliżył wtedy lwowskiemu środowisku postać Ireny Anders, która występowała jako Renata Bogdańska. Wtedy, niestety, nie nagrałem wspomnień Wołodymyra Łuciwa, jednak to, co opowiadał wówczas, dokładnie powtórzył w 2013 roku w filmie Bogdana Nahajły „Renata Bogdańska”.

Udostępniamy ten fragment w tłumaczeniu z języka ukraińskiego.

– Poznaliśmy się z Renatą Bogdańską, gdy Radio „Wolna Europa” w Londynie przygotowywało program muzyczny. W tym czasie w teatrach Londynu śpiewałem piosenki w różnych językach. Działało tu polskie towarzystwo, które tłumaczyło na język polski popularne piosenki angielskie, hiszpańskie, a nawet japońskie. Dowiedzieli się o mnie i dyrektor programu muzycznego Wiktor Budzyński, też lwowiak, zaprosił mnie do wykonania tych piosenek po polsku. Zawsze przedstawiał mnie jako ukraińskiego „słowika”. Wówczas poznałem Steve’a Norberta i jego orkiestrę oraz panię Bogdańską. W ciągu trzech lat współpracy nagraliśmy wspólnie z orkiestrą około 20 piosenek. A Steve dokonał aranżacji wszystkich moich ukraińskich piosenek.

Pani Renata wiedziała, że jestem Ukraińcem i od razu powiedziała, że ma na imię Irena, prosząc, abym tak ją nazywał. Po jakimś czasie zaprosiła mnie na obiad, na którym obecny był pan generał. Mówiono, że wstydziła się swego ukraińskiego pochodzenia, a może nie miała powodu, by to eksponować w szczególny sposób. Była małżonką generała i działała w polskim środowisku. Wówczas, gdyśmy rozmawiali z generałem, powiedział mi, że bardzo mu przykro, iż polski rząd nie rozumiał Ukraińców, co doprowadziło do morderstw po obu stronach. Zarzucał rządowi nieodpowiednie zachowanie wobec Ukraińców, obywateli Rzeczypospolitej. Przypuszczam, że gdyby nie wiedział, że jestem Ukraińcem, nie miałby powodu, by o tym mówić.

W następnych latach, gdy organizowałem jakieś imprezy, zawsze zapraszałem panią Renatę. Przychodziła stale do naszej greckokatolickiej katedry i na moje koncerty. Jest to dowód, że nie zrzekła się swego ukraińskiego pochodzenia. I jeszcze coś muszę dodać, co było bardzo wzruszające: w wigilię Bożego Narodzenia zawsze dzwoniła do mnie, składała życzenia i śpiewała ukraińską kolędę „Бог предвічний народився”. Narodowa świadomość budziła się w niej wówczas – ze mną rozmawiała tylko po ukraińsku.

Była bardzo interesującą osobą. Była dobrą śpiewaczką. Była bardzo piękna – była gwiazdą w polskich kołach.

Na przełomie lat 60. i 70. nagraliśmy płytę „Мій рідний край”, we wspaniałej okładce. Na płycie są piosenki w wykonaniu Renaty Bogdańskiej, mojej żony Łesi i przy moim oraz orkiestry Steve’a Norberta akompaniamencie. Oprócz tego nagrała kilka piosenek Bogdana Wesołowskiego na płytach wydanych w Kanadzie. Wspominała, że był on jej pierwszą miłością. O tym właśnie mówił mi sam Bogdan Wesołowski, gdy byłem u niego. Gdy pani Renata zobaczyła go po wojnie, to jak mi mówiła, wspominała go zupełnie inaczej. Roztył się wówczas i nie był już tak przystojny jak go zapamiętała. Mówiła o tym z absolutnym przekonaniem i było to normalne. Były to dawne czasy, gdy studiowała we Lwowie, gdy się poznali, gdy przebywali razem z innymi ukraińskimi muzykami. Bo prawda jest taka, że jest ona pochodzenia ukraińskiego i nie można ani temu zaprzeczyć, ani tego wymazać. Tak jest i tak było…

Miała niezwykłą barwę głosu. Miała dobrą lwowską szkołę wokalu. Była elegancka i zawsze budziła szacunek do siebie, jako osoba interesująca i inteligentna.

Na pytanie autora filmu, czy, według niego, Bogdańska należy do Polski, do Ukrainy czy do wszystkich, Wołodymyr Łuciw odpowiedział:

– Myślę, że gdy prześledzimy jej życie zależnie od okoliczności, to część jego poświęciła Polsce, część – Ukrainie, i część – ogólnej kulturze muzycznej. Życie stawia jednak swoje wymagania. Ktoś powiedział, że najważniejsze jest jedzenie, a dopiero potem – filozofowanie. Okres wojny, przeżycia – jeżeli wziąć to wszystko razem, to czy mogła zachowywać się tak, jakbyśmy chcieli? To już zupełnie inna sprawa. Zachowywała się tak, jak mogła – odpowiednio do okoliczności. Prawdopodobnie dla Polaków była ona pierwszą lady, że tak powiem. Była małżonką generała i nie można było tego interpretować inaczej. Dlatego jestem zdania, że ma swoje miejsce: najwięcej działała w polskim środowisku. Nie da się temu zaprzeczyć.

Konstanty Czawaga

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.