Przed rewolucją w Kijowie mieszkało bardzo dużo Polaków

-a A+

Wspomnienia Wiktora Kunderewicza

W dzienniku „Cały Kijów” z 1907 roku zamieszczono ogłoszenie takiej treści: „Zapraszamy do naszej biblioteki. Mamy książki w języku ukraińskim, rosyjskim, polskim. Mamy również książki w językach obcych”. Jak się okazuje, polski nie był traktowany jako język obcy. Moja rodzina od stu lat także jest związana z tym miastem. Mieliśmy tu pracę, własny sklep, duży dom i tak jak większość Polaków w Kijowie, chodziliśmy do kościoła św. Aleksandra. Pomimo, że mieszkaliśmy na Ukrainie, wszyscy rozmawialiśmy po polsku. Mój tata Wiktor Kunderewicz (ur. 1912 r.) miał trzech braci: Nikodema, Aleksandra i Jana oraz trzy siostry: Marię, Eleonorę i Eugenię. Wszyscy oni ukończyli polskie szkoły pracownicze w Kijowie, w których uczono w języku polskim. W ich domu rodzinnym była duża biblioteka z polską literaturą. Dziadek Wiktor Nikodem był artystą. W rodzinnych pamiątkach zachował się, obok starego zegara, portret mojej babci, który wyszedł spod pędzla dziadka.

II wojna światowa odcisnęła duży ślad na rodzinie mojego ojca.

Gdy mój ojciec trafił do niewoli podczas obrony Kijowa, mieliśmy go już więcej nie zobaczyć. Najprawdopodobniej był w obozie koncentracyjnym w Chełmie albo w Majdanku, niestety, nie ma dokładnych informacji o nim w dokumentach o jeńcach. Zaginął bez wieści. Miał 29 lat. Jego brat Aleksander zginął w obozie koncentracyjnym, a brat Jan wrócił do domu schorowany i niewidomy.

Kunderewiczowie to duża rodzina, rozsiana nie tylko po całej Ukaranie, ale i świecie, choć głównym skupiskiem jest Kijów i Warszawa. Zbieramy informacje o naszych krewnych i tworzymy rodzinne drzewo genealogiczne. Informacje o Kunderewiczach można znaleźć na stronie www.kunderewicz.com.

Oleksij Morgun
Tekst ukazał się w nr 3 (343), 14–27 lutego 2020

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.