Zapomniani więźniowie obozu w Jarmolińcach

-a A+

Podczas tzw. „wyzwoleńczego przemarszu” Armii Czerwonej przez tereny polskie do niewoli sowieckiej trafiło około 250 tys. żołnierzy Wojska Polskiego. Są dane, że wraz z cywilnym „elementem antyradzieckim” liczba ta sięga pół miliona.

19 września 1939 roku rozkazem NKWD nr 0308 został utworzony Zarząd ds. jeńców wojennych i osób internowanych przy NKWD ZSRR. Wówczas zorganizowanych zostało 8 obozów, w których przetrzymywano więźniów: w Ostaszkowie, Juchnowie, Kozielsku, Putywlu, Kozielszczynie, Starobielsku, Juże i Orankach. Oprócz tych wspomnianych była jeszcze cała sieć niewielkich obozów, o których dziś mało kto pamięta. O jednym z takich opowiem…

Pomnik ofiar nazizmu. W głębi olbrzymi grób pomordowanych (z archiwum autora)

18 maja 1935 roku przy stacji kolejowej Jarmolińce (wówczas centrum administracyjne w obw. chmielnickim) zaczęto budowę wielkiego osiedla wojskowego dla wojsk pancernych z koszarami dla żołnierzy, lokalami dla dowódców, warsztatami naprawczymi sprzętu, lotniskiem, poligonem i magazynami amunicji. W lipcu 1939 roku przerzucono tu z Pskowa 278 pułk artylerii przeciwlotniczej wchodzący w skład 5 korpusu kawalerii.

Lokalizację bazy wojskowej wybrano nieprzypadkowo. Stacja kolejowa w Jarmolińcach znajduje się w połowie drogi między Chmielnickiem a Kamieńcem Podolskim. Od niej tory kolejowe prowadzą też do Husiatyna. Przełożono je podczas I wojny światowej dla zaopatrzenia wojsk rosyjskich okupujących wówczas Galicję. Tory te przebiegają tuż obok ogrodzenia osiedla wojskowego. W razie konieczności czołgi z Jarmoliniec w ciągu kilku godzin mogły zostać przerzucone do granic ówczesnego ZSRR – z Polską lub Rumunią.

Pomnik pomordowanych oficerów Armii Czerwonej (z archiwum autora)

14 września 1939 roku do jednostki dotarł nareszcie długo oczekiwany rozkaz. Zacytujemy fragment dyrektywy nr 166354 „O rozpoczęciu ataku na Polskę”, która została wydana przez narodowego komisarza obrony ZSRR Klima Woroszyłowa i szefa sztabu RCAC (Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej) Borysa Szaposznikowa:

Narodowy Komisarz Obrony
Ściśle tajne

Rozkazuję:
1.Do końca 16 września skrycie skoncentrować się i być gotowym do zdecydowanego ataku w celu błyskawicznego uderzenia i rozbicia wojsk przeciwnika:
a) Grupa Kamieńca Podolskiego – dowódca grupy komandarm 2 rangi tow. Tiuleniew, w składzie 16, 9, 32 i 34 dyw. kawalerii, 25 korpusu pancernego, 26 i 23 brygad czołgów, 283 i 274 korpusów pułków artylerii – w rejonie Husiatyn, Kamieniec Podolski, Jarmolińce.
Cele: zadanie potężnego i błyskawicznego uderzenia w wojska polskie; szczelnie przykrywając lewą flankę odcinać wojska polskie od granicy rumuńskiej; zdecydowanie i szybko atakować w kierunku Czortkowa, Stanisławowa i do końca 17 września wyjść na rzekę Strypę; do końca 18 września zająć rejon Stanisławowa i dalsze działania dywizji skierować na Stryj i Drohobycz.

Nawiasem zauważmy, że nie ma tu mowy o żadnym „wyzwoleniu gnębionych braci”. Mowa jest wyłącznie o wojnie z Polską. Sam dokument został ułożony 14 września – jeszcze zanim porażka Rzeczypospolitej stała się faktem.

Już w pierwszych dniach wojny powstało pytanie – co robić z jeńcami? Przetrzymywanie ich na zajętych terenach było, z punktu widzenia sowietów, absurdem, bowiem prowokowało do ucieczek, szczególnie żołnierzy z Galicji, których większość stanowili Ukraińcy. 20 września wyszła dyrektywa nr 12 narodowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrentija Berii o organizacji punktów przyjmowania jeńców:

„Wołoczysk, tow. Merkułow i Sierow
Po uzgodnieniu ze Sztabem Generalnym RCAC rozwijamy punkty przyjmowania więźniów… na stacjach Olewsk, Szepietówka, Pograniczna, Jarmolińce, Kamieniec Podolski, dokąd oddziały RCAC mają odstawiać wziętych do niewoli jeńców.
Istniejące punkty przyjmowania jeńców przenieść do dnia 21 września: (…) ze stacji Chorowice na st. Olewsk, z Jersza do Szepietówki, z Pohrebyszcza do Wołoczysk, z Chyrówki do Jarmoliniec…”

Wybór Jarmoliniec był dość logiczny. Po pierwsze – były tu już wspomniane tory, wiodące do granicy. Po drugie – gotowa infrastruktura osiedla wojskowego otoczonego wysokim płotem z cegły z drutem kolczastym na górze, wieżyczki strażnicze i teren zamknięty. Nadto, podstawowa liczba żołnierzy opuściła to osiedle i przywracać ich na to miejsce dowództwo nie miało zamiaru.

Opuszczone koszary były centrum obozu (z archiwum autora)

By zorganizować obóz, należało jedynie odgrodzić część osiedla od terenu dla jeńców. Jeńcom przydzielono stojący na osobności dwupiętrowy budynek koszar. Należy tu podkreślić, że obóz w Jarmolińcach nie był klasycznym obozem jenieckim. Był to tzw. „obóz filtracyjny”, w którym z ogólnej liczby jeńców selekcjonowano najbardziej niebezpiecznych lub najcenniejszych dla sowietów więźniów. Wykorzystywany był również jako obóz przejściowy. Jego funkcje jednak mało co znaczyły dla przetrzymywanych tu jeńców. Warunki obozowe były straszliwe, a stosunek do „panów” – nieludzki.

Ilu jeńców przeszło przez obóz w Jarmolińcach, nie udało się ustalić. Można jedynie stwierdzić, że było ich kilkadziesiąt tysięcy. Ostatnie cyfry potwierdzają pewne dane. Między innymi, pod koniec września 1939 roku rząd ZSRR nakazał NKWD budowę drogi Nowogród Wołyński – Lwów. Już 27 września zastępca Berii dowódca dywizji Wasyl Czernyszow wydał rozkaz o przysłaniu na budowę 6 tys. polskich jeńców z obozu w Jarmolińcach.

Oprócz Polaków przetrzymywano w Jarmolińcach wielką grupę jeńców czeskich i słowackich. Przypomnimy, że 3 września 1939 roku prezydent Polski Ignacy Mościcki wydał rozkaz o powstaniu w Polsce czeskiego legionu pod dowództwem gen. armii Prchala i ppłk. Ludwika Svobody. Legion tworzony był z wojskowych czeskich i słowackich, którzy swego czasu nie zgodzili się z aneksją terenów Czechosłowacji przez Niemcy i przeszli na stronę polską. 15 września oddział 24 żołnierzy Legionu wzmocnił przeciwlotniczą obronę Tarnopola i niebawem zestrzelili oni jeden bombowiec, drugi uszkodzili. Wszyscy oni po zajęciu Tarnopola trafili do jarmolinieckiego obozu. 18 września w okolicach wioski Rakowiec sowieckie wojska otoczyły kolejną grupę czeskich legionistów, których zmuszono do poddania się. 725 żołnierzy skierowano do obozu w Jarmolińcach i byli przetrzymywani tam do 23 marca 1940 roku. W odróżnieniu od statusu jeńców polskich, Czesi byli jedynie internowani. Mieli nawet pewną swobodę poruszania się, ale warunki utrzymania nie różniły się znacznie od warunków reszty więźniów.

W koszarach (z archiwum autora)

Jarmoliniecki obóz był czynny do czerwca 1941 roku. W tym czasie przebywało w nim 1138 jeńców polskich, którzy byli wykorzystywani przy budowie obiektów wojskowych. W pierwszych dniach wojny niemiecko-sowieckiej zostali oni pilnie przetransportowani w głąb ZSRR. O jeńcach polskich, którzy zmarli w tym obozie, autorowi nic nie udało się dowiedzieć. Ale biorąc pod uwagę liczbę jeńców i warunki ich przetrzymywania można sądzić, że może być mowa o dziesiątkach, jeżeli nie o setkach zmarłych.

Gdy 11 lipca 1941 roku miasto zostało zajęte przez Niemców, pośród innych trofeów dostali oni gotowy obóz jeniecki z pełnym wyposażeniem, który zresztą natychmiast wykorzystali. Hitlerowcy zorganizowali tu obóz dla oficerów Armii Czerwonej, których z czasem zaczęto rozstrzeliwać.

Jesienią 1941 roku Niemcy zorganizowali w Jarmolińcach getto dla ludności żydowskiej z rejonów jarmolinieckiego, gródeckiego, dunajowieckiego i części miasta Chmielnicki. Z Żydami związany jest ostatni okres istnienia obozu. Pod koniec 1942 roku z rozkazu komisarza Emila Mercela okupanci zaczęli likwidację getta. Jego mieszkańców zawiadomiono, że będą przeniesieni w lepsze warunki i osiedlono ich w obozie w osiedlu wojskowym, które leżało, jak wspominałem, przy torach kolejowych. Według różnych źródeł ulokowano tu od 6 do 14 tys. osób.

Przez trzy dni więźniów przetrzymywano bez jedzenia i bez wody w dwupiętrowych koszarach. Powiadają, że matki wyrzucały dzieci przez okna, aby się nie męczyły, a same popełniały samobójstwo. Czwartego dnia Niemcy usiłowali rozpocząć rozstrzeliwanie uwięzionych, ale ci potrafili przemycić broń i stawili zbrojny opór. Policjanta, który wszedł, by wybrać pierwszą partię więźniów do odstrzału, zastrzelono i wyrzucono przez okno. Wojsku i policji udało się wejść do koszar dopiero wieczorem, gdy jeńcom skończyły się naboje. Zastrzelili oni 16 policjantów, w tym naczelnika policji w Jarmolińcach i 5 żołnierzy. Są świadectwa, że akcją dowodzili sowieccy oficerowie, których przetrzymywano jeszcze w obozie.

Na drugim piętrze koszar (z archiwum autora)

Na terenie jednostki wojskowej do dziś zachowały się olbrzymie mogiły rozstrzelanych Żydów. Zachowały się też straszliwe koszary – do dziś stoją wpół zrujnowane. Po wojnie nieraz próbowano je odbudować, ale piętno tego miejsca niweczyło wszelkie plany.

Wojskowe miasteczko użytkowane jest do dziś – jest to obiekt zamknięty. Tak po prostu spacerować sobie po nim (a jeszcze z aparatem fotograficznym) tu nie wolno. Zrujnowane koszary z zewnątrz fotografowali wielokrotnie dziennikarze z różnych mediów. Ich wnętrze jednak przez wiele lat było tajemnicą. Autorowi udało się jakoś namówić komendanta jednostki, aby pozwolił mu wejść do budynku dawnych koszar i zrobić kilka zdjęć. Oficer, który mnie prowadził, otworzył drzwi, ale odmówił wstępu do wnętrza wraz ze mną. Powiedział, że zapali papierosa na zewnątrz.

Moja krótka wycieczka wyjaśniła zarówno niechęć oficera do wchodzenia na ten obszar, jak i to, że budowla już 70 lat stoi opuszczona. Horror tego miejsca czuje się przez skórę. Jeden z mieszkańców, którego wraz z innymi załączono do którejś próby odbudowy obiektu, powiedział później, że wszyscy pracujący tam odczuwali pod koniec dnia ból głowy i nudności. Czy po wojnie sowieci trzymali tu niemieckich jeńców – na razie nie wiadomo. Ktoś tu jednak musiał być, bo Niemcy odbudowywali w Jarmolińcach stację kolejową i wojskowe osiedle.

O straszliwej przeszłości obozu przypominają olbrzymie mogiły w miejscu rozstrzeliwania Żydów, pomnik ofiar nazizmu i niewielki pomnik ku czci rozstrzelanych tu oficerów Armii Czerwonej. Jedną tablicę pamiątkową wmurowali w ścianę dawnych koszar organizacje żydowskie. Jedynie wspomnienia o polskich jeńcach brakuje do dziś. Ba, większość dzisiejszych mieszkańców Jarmoliniec nie wie nawet, że kiedyś był tam obóz polskich jeńców wojennych. Warto więc, by polskie organizacje ziemi chmielnickiej zatroszczyły się o to, by ustanowić przynajmniej małą tablicę upamiętniającą polskich jeńców, od których rozpoczęła się tragiczna historia jarmolinieckiego obozu.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 17 (333), 13 – 30 września 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.