O żołnierzu Józefie Kładnym

-a A+

Legitymacja upoważniająca do noszenia Krzyża Pamiątkowego Monte Cassino, który został nadany Józefowi Kładnemu

Niedawno minęła 69. rocznica bitwy pod Monte Cassino. Jednym z jej uczestników był mój stryj, Józef Kładny. Był osobą, w każdym uczynku której odczuwalny był duch patrioty. Stryj urodził się 16 lutego 1907 roku w polskiej wsi Wieczorki, par. Mosty Wielkie w woj. lwowskim. Wieś leżała po lewej stronie drogi prowadzącej do Bełza, w odległości dwóch kilometrów i liczyła 40 rodzin.

„Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew…”

Kiedy 1 września 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, Józef Kładny został powołany do wojska jako rezerwista. Podczas obrony Warszawy został wzięty do niewoli i wysłany na tereny niemieckie. Wiosną 1941 r. udało mu się zbiec i dotrzeć do granicy niemiecko-sowieckiej, która wówczas przebiegała wzdłuż rzeki Sołokii. Dotarł do Bełza, który był po stronie niemieckiej i przez kilka dni ukrywał się u kuzynki. W tym czasie w rzece, na skutek powodzi wiosennej, wezbrała woda. Stryj przepłynął Sołokiję i dostał się do wsi Prusinów po stronie sowieckiej (ob. Nyży). Zapukał do jednej z chatek, żeby chociaż trochę odpocząć, podsuszyć ubranie. Do Wieczorków było jeszcze 8 km. Kobieta, która go wpuściła do mieszkania, dała napić się mleka, a następnie… zawiadomiła sowieckich pograniczników. Stryja aresztowano jako szpiega niemieckiego. Nie wierzono, że uciekł z niemieckiej niewoli i że chce dotrzeć do swej rodziny. Wywieziono go przez Mosty Wielkie do więzienia w Rawie Ruskiej. Stryj nie wiedział i nawet nie przypuszczał, że wieś Wieczorki już nie istnieje. W styczniu 1941 r. mieszkańcy zostali wywiezieni przez NKWD do Besarabii, niedaleko miasta Izmaił, a na terenach wsi zbudowano bunkry.

Kartka pocztowa z Mostów Wielkich z początków XX w. (Fot. archiwum Dariusza Chajewskiego)

W więzieniu w Rawie Ruskiej stryja codziennie bito, żądając, żeby przyznał się do szpiegostwa. Kiedy przybył z wizytacją pułkownik, aresztowany poskarżył się. Wtedy przestano go katować i przewieziono do więzienia do Lwowa. Kiedy więźniów umieszczano w samochodzie, stryjowi udało się wcisnąć stojącemu obok nieznajomemu karteczkę. Treść była adresowana do mego ojca Władysława Kładnego. Stryj informował brata, że jest w więzieniu i teraz przerzucają go do Lwowa. Zanim ta karteczka dotarła do ojca w Wielkich Mostach, rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka. Gdy Niemcy wkroczyli do Lwowa, można było dotrzeć do więźniów politycznych. Ojciec szedł do Lwowa 50 km piechotą, obszedł wszystkie więzienia, jednak swego brata nie znalazł.

Stało się tak, że na kilka dni przed wkroczeniem Niemców Józefa Kładnego wywieziono do lagru w Rosji, w Ufie. Dowiedzieliśmy się o tym już po wojnie. W tym lagrze stryj pracował przy wydobyciu ropy naftowej dopóki gen. Władysław Sikorski nie zaczął organizować wojska polskiego. Stryj zgłosił się na ochotnika i bez żadnej pomocy dotarł do punktu zbiorczego. Po tragicznej śmierci gen. Sikorskiego dowództwo objął gen. Anders, który przeprowadził armię do Iranu, a przez Palestynę – do Egiptu. Z Egiptu część wyszkolonych oddziałów wojska przerzucono do Anglii, gdzie walczyli na morzu i zdobywali Narwik. Inni wyruszyli do Włoch. Wśród nich był również mój stryj. Należał do batalionu saperów, zadaniem których było rozminowanie dróg, pól, budowanie mostów przez górskie rzeki.

Walki o Monte Cassino, `44 r. (Fot. cassinobattlefields.co.uk)

Droga prowadząca do Monte Cassino została nazwana Drogą Polskich Saperów. Przed wojskiem postawiono zadanie – zdobycie średniowiecznej twierdzy – klasztoru na górze św. Benedykta. Na wzgórzu było sporo niemieckiej artylerii i wojska. Przed szturmem panowała niezwykła cisza. 11 maja 1944 roku o godz. 23:00 w niebo puszczono rakietę sygnalizacyjną. Rozpoczęło się natarcie. Grzmiało ponad 2 tys. dział. Ogień artylerii sprawił, że było jasno jak w dzień.

Noc po nocy jednostki i oddziały polskie przesuwały się pod wzgórze do przodu. 16 maja stryj został ranny – pocisk zaczepił plecy i nogi.

18 maja 1944 roku nad twierdzą klasztoru załopotała biało-czerwona flaga. Po opatrzeniu i leczeniu ran stryj ruszył do dalszej walki. Z tego co opowiadał, mogliśmy sobie wyobrazić odwagę i bohaterstwo żołnierzy polskich. Pod czas budowy mostów przez górskie rzeczki zginęło kilkudziesięciu saperów, wielu z nich pochłonęły bystre wody.

Ruiny klasztoru Monte Cassino od strony północnej, w kilka godzin po zdobyciu. 18 maja 1944 r. (Fot. historylearningsite.co.uk)Z wojskiem polskim stryj zdobył wiele wiosek i miasteczek. Wojna na terenie Włoch zakończyła się w Bolonii. Za walki pod Monte Cassino i na terenie Włoch stryj otrzymał Krzyż Zasługi i inne odznaczenia. W trakcie walk pod Monte Cassino spotkali się dwaj mieszkańcy Wielkich Mostów – kapelan II Korpusu 4 pułku pancernego „Skorpion” ojciec Adam Studziński i saper Józef Kładny.

Gen. bryg. Adam Franciszek Studziński zmarł 2 kwietnia 2008 roku. Po zakończeniu wojny powrócił do Polski, pracował w klasztorze dominikanów w Krakowie. W latach 80. zajął się renowacją kościoła św. Idziego. Kościół stał się miejscem spotkań harcerzy i kombatantów. Ojca Studzińskiego odznaczono wieloma odznaczeniami i medalami polskimi i zagranicznymi, był kawalerem srebrnego Krzyża orderu Virtuti Militari i honorowym obywatelem królewskiego stołecznego miasta Krakowa, miasta Skawiny i gminy Lubień. Zmarł w wieku 97 lat. Jeden z placów w Krakowie nosi jego imię.

Po zakończeniu działań wojennych we Włoszech wojsko polskie przerzucono do Anglii. Stryj bardzo chciał wrócić do Polski, do swoich dzieci, rodziny, która wówczas powróciła z Besarabii na Ziemie Odzyskane. W 1947 roku część żołnierzy, a wśród nich stryj, powróciła do Polski. Ciężko było uwierzyć, że ci bohaterowie zostaną wrogo potraktowani przez nowe władze komunistyczne. Stryja wzywano na przesłuchania do UB, w końcu został stolarzem. W opuszczonych przez Niemców „kirchach” (kościołach) stryj przerabiał ołtarze, odnawiał i robił ławki, wykonywał różne stolarskie i budowlane prace. Rany, które otrzymał w czasie wojny, dały o sobie znać. Po ciężkiej chorobie zmarł 27 czerwca 1969 roku. Pochowany został we wsi Klasztorna, pow. Choszczno.

Przy okazji chcę przypomnieć, że z tej czysto polskiej, nieistniejącej już wioski Wieczorki, pochodził ksiądz proboszcz Józef Wieczorek, urodzony 22 lutego1899 roku. Święcenia kapłańskie przyjął w kościele w Mostach Wielkich w lipcu 1923 roku. Po wyświeceniu był księdzem w katedrze lwowskiej, później na parafii Hodowica koło Lwowa, a następnie był proboszczem w Pieniakach koło Brodów (10 km od Huty Pieniackiej). Specjalnie jeździłem do wsi Pieniaki na cmentarz pomodlić się na mogile ks. Józefa. Spotkałem kobietę, która mówiła: na koniu jechał sowiecki żołnierz, a do konia na sznurku przywiązany był ks. Józef. Do kobiet, co pracowały w polu, zdjął kapelusz, przywitał się i pobłogosławił ich, wtedy żołnierz przyśpieszył konia, a ksiądz upadł i wlókł się za koniem po ziemi. Za wioską Maliniska w lasku został zastrzelony. Było to 26 czerwca 1941 roku, gdy sowieci cofali się.

W miejscu dawnej wsi Wieczorki już nie ma śladu życia ludzkiego. Na miejscu dawnego krzyża parafianie i byli mieszkańcy Mostów Wielkich ustawili nowy krzyż. Tabliczka na nim informuje: „Tu była wieś Wieczorki. Mieszkańców deportowano w 1941 roku przez NKWD do Besarabii”.

Marian Kładny
Tekst ukazał się w nr 13–14 (185–186) 16 lipca – 15 sierpnia 2013

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.