Mikrokosmos Tani Duman był wyjątkowy

-a A+

Każda śmierć oznacza zawalenie się jakiegoś mikroświata, zniknięcie spraw, uczuć, słów i emocji kłębiących się dotąd dookoła kogoś, kogo już nie ma, kto był dla nich warunkiem istnienia.

Rok 2020 zapisze się w mojej pamięci jako rok wyjątkowo smutny. Odeszło do wieczności wielu przyjaciół, wielu ludzi mi bliskich i znajomych, także – wielu dalekich, ale znanych. Odeszli aktorzy, muzycy, duchowni, naukowcy, pisarze. Niektórzy odchodzili spokojnie i cicho, jakby zgodnie z „koleją rzeczy”, inni nieoczekiwanie, przez co szczególnie boleśnie. Odszedł, co dla nas, osób związanych z Kurierem Galicyjskim niebywale tragiczne, „Mistrz” – Mirosław Rowicki. Korowód tych, którzy w roku 2020 nas „opuścili” jest wyjątkowo długi – w moim odczuciu, o wiele dłuższy niż w poprzednich latach.

W powszechnym zwariowaniu wywołanym epidemią coronavirusa, na tle codziennych komunikatów o setkach śmierci, w panice, osobiste, lokalne nieszczęścia blakną i zdają się być nieważne. Tymczasem to nie tak – każda śmierć oznacza zawalenie się jakiegoś mikroświata, zniknięcie spraw, uczuć, słów i emocji kłębiących się dotąd dookoła kogoś, kogo już nie ma, kto był dla nich warunkiem istnienia.

Coronavirus coronavirusem, a ludzie nadal „odchodzą” – nowotwory, zawały, wylewy
Rok 2020 zapewne przejdzie do smutnej historii jako „rok coronavirusa”. Tyle, że to znowu nie do końca tak. Mimo tego, że prawdą jest, iż za jego sprawą niebezpieczeństwo choroby i śmierci stanęło na progu każdego domu, mimo tego, że umierają tysiące, to przecież coronavirus nie „unieważnił” wszystkich innych chorób. Nie, ja jego nie lekceważę! Zauważam jedynie, że inne, „zwyczajne” choroby i śmierci po wybuchu epidemii wraz z jej strasznymi skutkami zaczęły być jakoś mniej zauważalne. Tymczasem coronavirus coronavirusem, a ludzie nadal „odchodzą” – nowotwory, zawały, wylewy...

Tak się jakoś stało, że ludzie mi bliscy, ci, którzy w tym roku opuścili nas na zawsze, nie stali się ofiarami epidemii. Brat mojego Ojca, odwieczna Przyjaciółka rodziny, moi przyjaciele i znajomi – nie przez epidemię „przeszli na drugą stronę” – „typowe” choroby. Tak też jest w „moim” Drohobyczu. Oczywiście, coronavirus „zbiera żniwo”, szpitale są zapełnione, co kilka dni pojawia się informacja o „covidowej” śmierci. Jednak tak się jakoś złożyło, że śmierci tych, których znałem, którzy byli mi bliscy, których miałem zaszczyt być przyjacielem – to nie covid-19.

W ostatnich dniach października „osierociła” nas Tatiana Duman – malarka, artystka, naukowiec, menadżerka sztuki, moja Przyjaciółka i żona Przyjaciela.
Nie, nie covid właśnie – nowotwór. Półtora roku temu straciła przytomność, upadła. Badania, analizy, diagnozy – rak mózgu. Operacje, chemioterapia, radioterapia, szpitale na Ukrainie, w Niemczech, w Polsce – niestety... Razem z Tanią (tak zwali Ją przyjaciele) odszedł cały świat. Świat malowanych przez nią aniołów, świat życzliwego spojrzenia i uśmiechu, świat dobra i życzliwości – mikrokosmos Tani Duman.

To jedna z tych „cichych śmierci”, tych bez telewizyjnych reportaży, bez panicznych artykułów – to „zarezerwowano” dla coronavirusa i jego ofiar. Pogrzeb też – cichy, skromny, typowy. Bez odznaczeń, bez przemówień oficjeli, bez patosu i honorów. Ot, modlący się pop, zapłakani bliscy, smutni przyjaciele i znajomi. Skromna urna, kilka chwil w cerkwi, kilka na cmentarzu. Oczywiście – wszyscy w maseczkach.

Mikrokosmos Tani Duman
Tymczasem, moje serce tak mi podpowiada, nie tak być powinno. Krótkie życie Tani (39 lat) było pełne miłości do świata, do Ukrainy i do ludzi. Miłość ta zawierała się nie tylko w słowach, ale i w czynach. Od samego początku, od Euromajdanu, Tania była częścią ukraińskiej Rewolucji Godności. Pamiętam, jak w dalekim już dzisiaj 2014 roku, w pracowni-piwnicy przy ulicy Kościelnej w Kijowie razem z Lewką Skopem (późniejszy jej mąż) malowali ikony świętych i rozdawali je manifestantom. Pamiętam dziesiątki wystaw i aukcji Jej i Lewki prac, z których dochody zostały przeznaczone na pomoc dla ukraińskich żołnierzy. Pamiętam namalowane przez Tanię anioły, które do dzisiaj tych żołnierzy strzegą. Pamiętam dziesiątki, jeśli nie setki spotkań i rozmów o Ukrainie, patriotyzmie i potrzebie budowy sprawiedliwej, uczciwej, europejskiej „krainy”. Wszystko to pamiętam i śmiem twierdzić – Tania zrobiła dla swojej ojczyzny o wiele więcej od niejednego polityka, który przed kamerami i w gazetach odmienia słowo „patriotyzm” przez wszystkie możliwe przypadki. Tania zasłużyła na wdzięczność Ukrainy, ale... cóż – skromna i cicha była.

Tania darzyła Polskę i Polaków wielką sympatią
Niekiedy wspominam nasze z Nią rozmowy. Także te o Ukrainie i Polsce. Także o sprawach trudnych. Tania darzyła Polskę i Polaków wielką sympatią i to pozwalało jej na rozumienie wielu złożonych polsko-ukraińskich spraw. Tak, miała swój, ukraiński punkt widzenia na ukraińsko-polską przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – nie bez krytycznych opinii – tyle tylko, że wszystko to było przesycone wielką życzliwością i poszukiwaniem dobra. Dzięki temu – rozumiała więcej. W ostatnich miesiącach życia Tani dołączyła się do tego wdzięczność. Tania (i jej bliscy) z szacunkiem opowiadali o pomocy, którą otrzymali od polskich lekarzy, polskich szpitali, polskich przyjaciół. Tanię usiłowali uratować lekarze i przyjaciele z Zamościa i Lublina. W Lubelskim szpitalu zmarła. Z Lublina wróciła na Ukrainę, do Drohobycza i Mikołajowa Dniestrzańskiego (dom rodzinny Tani).

Walka o życie Tani trwała przeszło półtora roku
Byli w nią włączeni jej najbliżsi, przyjaciele i wolontariusze. Organizowali wystawy połączone z aukcjami, koncerty, zbiórki, spotkania. Mąż Tani – prof. Lew Skop – „poruszał niebo i ziemię” by znaleźć możliwości jej ratunku. Siostra Tani – Vasylyna Duman – była zawsze obok niej, organizowała, szukała, znajdowała. Wolontariusze, przyjaciele, artyści... Także żołnierze i weterani ukraińsko-rosyjskiej wojny. Wszyscy walczyli o życie Tani. Dzięki nim i ich wysiłkom była możliwa najpierw operacja we Lwowie, później leczenie w Kolonii w Niemczech, następnie w Zamościu, a na koniec w Lublinie i znowu w Lublinie. Niestety...

Mikrokosmos Tani był wyjątkowy
Tak, wiem – zawsze można zapytać: „A po cóż o tym pisać. Historia podobna do tysięcy innych!”. Podobna do tysięcy?! Podobna – ale tylko dla tych, którzy nie znają Drohobycza, nie znali Tani, nie znają Lewki Skopa, albo dla tych, którym „wszystko obojętne”! „Mikrokosmos” Tani był wyjątkowy! Był nie tylko barwny i pełen malowanych przez nią aniołów, ale także był uczciwy, dobry i życzliwy – a to dzisiaj coraz rzadsze niestety! Dookoła Tani „krążyli” niezwyczajni ludzie. Jej mąż Lewko, artyści, muzycy, wolontariusze, żołnierze, ukraińscy patrioci, Niemcy, Polacy, Amerykanie, Holendrzy... W jednej chwili ten „mikrokosmos” się zawalił – zabrakło centrum, dokoła którego wirował. Zabrakło Tani.

Odważę się stwierdzić – tak jak w przypadku innych skromnych, cichych, pokornych, a jednak wielkich sercem, duchem i czynem ludzi (vide „Mistrz”) – warto o Tani pamiętać, warto przywoływać w myślach Jej życzliwy uśmiech, warto się cieszyć Jej aniołami. Dzięki temu świat będzie lepszym...

Smutny ten rok 2020...

Artur Deska
Tekst ukazał się w nr 21 (361), 16 – 30 listopada 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.