Niewidomy pisarz

-a A+

Michał Kaziów – o jego niezwykłym życiu i twórczości napisano wiele artykułów, esejów, recenzji i nakręcono film. Pisarz, publicysta, znawca problematyki radiowej, doktor polonistyki, autor licznych książek, artykułów, felietonów, audycji radiowych, esejów i prac naukowych.

Z moim rodzinnym Koropcem związane są biografie wybitnych Polaków. Jednym z nich jest Michał Kaziów (1925–2001) – polski pisarz i publicysta, dziennikarz radiowy, pracownik Polskiego Związku Niewidomych.

Urodził się 13 września 1925 w rolniczo-rzemieślniczej rodzinie we wsi Koropiec – obecnie osiedle typu miejskiego na Ukrainie w rejonie monasterzyskim obwodu tarnopolskiego. Przed II wojną światową Koropiec leżał w granicach powiatu Buczacz województwa tarnopolskiego II Rzeczypospolitej. Według rzymskokatolickiego schematyzmu archidiecezji lwowskiej w 1936 r. w Koropcu było 6 877 grekokatolików, 1 303 – katolików obrządku łacińskiego, 311 – Żydów i 50 innych. Był jeden kościół rzymskokatolicki, dwie cerkwi greckokatolickie i synagoga. Ciekawe, że w Koropcu było wiele mieszanych polsko-ukraińskich małżeństw.

Jako dziecko, potem nastolatek chciał kontynuować zawód rodziców. Pragnął nauczyć się kowalstwa i jednocześnie prowadzić nowoczesne gospodarstwo rolne. Ale po wybuchu wojny pierwszym dojrzałym doświadczeniem Michała była współpraca z AK. Był kurierem, rozwoził bibułę i powiadamiał ludzi o grożącym niebezpieczeństwie.

Niemcy wywieźli go z Koropca na roboty przymusowe do Rzeszy. Michałowi udało się uciec z transportu. Po różnych perypetiach trafił do Wrocławia i tam Michał już został. Po konferencji w Poczdamie, gdy Wrocław stał się miastem polskim, Kaziów zatrudnił się w Straży Ochrony Obiektów w tamtejszym porcie rzecznym. Pilnował tam urządzeń przed szabrownikami, którzy wywozili ze Śląska co tylko mogli wziąć ze sobą. I tu 5 października 1945 na skutek wybuchu miny stracił wzrok i obie ręce. Minę zainstalowali ukrywający się w gruzach esesmani. Po półrocznym, pełnym cierpienia i bólu pobycie w szpitalu, wyszedł stamtąd całkowicie niewidomy. Dotknęła go ta tragedia, gdy skończył zaledwie dwudziesty rok życia.

Rodzice zabrali go do domu w Bogaczowie na Ziemiach Odzyskanych, bo tam trafili jako repatrianci. Później opowiadał: „Bez rodziców trudno sobie wyobrazić moje ówczesne życie. Byli dla mnie nie tylko oczami i rękami, ale całkowitym oparciem. Długo nie mogłem pogodzić się ze swoim kalectwem, zaakceptować siebie... Nieustannie zastanawiałem się, jak żyć, co robić dalej. Ojciec dużo mi czytał. Czymś ogromnie ważnym okazało się radio. Nauczyłem się manipulować gałką, wchłaniałem audycje oświatowe, literackie, polityczne... To były początki mojej psychicznej rehabilitacji”. Wtedy zaczęła się jego miłość do radia.

W życiu Michała ważną rolę odegrała Halina Lubicz, aktorka i działaczka społeczna. Kontakt z nią nawiązał się za pośrednictwem PZN, pani Lubicz pracowała społecznie z niewidomymi w Poznaniu. Swemu podopiecznemu podpowiedziała nauczenie się czytania brajla wargami. Kaziów nauczył się tego po tygodniach ciężkiej, mozolnej pracy. Podobno był to pierwszy w świecie tego typu przypadek.

Halina namawiała go do dalszej nauki. Dzięki jej staraniom podjął naukę w wieczorowym liceum. Potem były studia polonistyczne w Poznańskim Uniwersytecie i praca magisterska na temat: „Postać niewidomego w oczach widzących poetów”. Tu pomoc Haliny Lubicz okazała się bezcenna. Przewertowała ponad tysiąc tomików, które przecież nie były wydane w brajlu, nagrywała na magnetofon.

Po magisterium przyszedł doktorat. Pracę „O dziele radiowym: z zagadnień estetyki słuchowiska radiowego” oceniono wysoko, pod pewnymi względami jako nowatorską. 18 maja 1972 roku podczas obrony streszczenie dysertacji Kaziów wygłosił z pamięci.

Halina Lubicz ofiarowała mu również dom. Na początku w Poznaniu, gdzie u niej mieszkał w czasie nauki i studiów, a później w Zielonej Górze, gdzie ona pracowała jako aktorka w Teatrze Lubuskim. Michał Kaziów też stał się lubuszaninem – został współpracownikiem „Gazety Zielonogórskiej”. Jego felietony „Włącz radio” były popularne wśród czytelników. Kaziów był stałym współpracownikiem lokalnych lubuskich rozgłośni. W „Radiu Zachód” miał comiesięczną audycję „Słucham, więc jestem”. Z czasem Zielona Góra i Ziemia Lubuska stały się jego małą ojczyzną.

Dzięki Halinie Michał Kaziów poznał swoją żonę Stefanię. To późne małżeństwo okazało się bardzo udane. Stenia stworzyła mu optymalne warunki do twórczości i uczestnictwa w życiu społecznym. Właśnie jej zadedykował swoją książkę „Z orchideą po złote runo”.

Biografia Michała Kaziowa jest podobna do legendarnej głuchoniewidomej Amerykanki Heleny Keller. Ze słów Kaziowa właśnie Helena Keller była główną inspiratorką w wyborze jego drogi życiowej, aby się nie załamać z powodu kalectwa i szukać w ciemnościach kontaktu ze światem. Michał Kaziów był wybrany Lubuszaninem Roku 1967 i Lubuszaninem 30-lecia PRL w 1975 roku.

Odbywał setki spotkań autorskich. Był gościem na różnych imprezach literackich, miał żywy kontakt z ludźmi. Umiał stworzyć taki nastrój, że nikt nie czuł się wobec niego skrępowany. Zawsze był ubrany w elegancki garnitur i wizytową koszulę – przystojny mężczyzna! Miał znakomitą pamięć – cytował obszerne fragmenty swoich utworów. W brzmieniu jego głosu dobrze słychać było kresowy akcent.

W jednym z wywiadów stwierdził: „Doznałem także wielu gorzkich, bolesnych doświadczeń, które wynikają z niewiedzy społecznej o osobach niepełnosprawnych. W niektórych moich książkach, w całej mojej działalności społecznej usiłuję przekonać ludzi, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że nigdy nie wolno się poddawać. Przekonuję osoby kalekie, że każdą, nawet największą ułomność można przezwyciężyć siłą własnej woli, umysłu i serca. A ludzi zdrowych proszę, żeby zmienili swój stosunek do osób kalekich, żeby w rodzinie się ich nie wstydzili. I pomagali im tylko wtedy, gdy to jest niezbędne... Kalectwo nie jest istotą człowieka, ale jedynie złym dodatkiem, który można i trzeba codziennie przezwyciężać”.

W wieku 76 lat zmarł zielonogórzanin kresowego pochodzenia Michał Kaziów. Laureat wielu nagród państwowych i regionalnych, należy on do tych osób, których dokonania, sposób postępowania i charyzma sprawiają, że stają się one wzorem do naśladowania, punktem oparcia.

Petro Hawryłyszyn
Tekst ukazał się w nr 9-10 (349-350), 29 maja – 15 czerwca 2020

Projekt finansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą

 

Projekt „Polska Platforma Medialna Ukraina” realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja

 

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.